
Moje czy Ducha Świętego? O pochodzeniu reform liturgicznych.
Skąd wiemy, że coś pochodzi od Ducha Świętego? Po naprawdę długotrwałych skutkach. Więc Ruch Liturgiczny od Boga nie był

Skąd wiemy, że coś pochodzi od Ducha Świętego? Po naprawdę długotrwałych skutkach. Więc Ruch Liturgiczny od Boga nie był

Pius XII twierdził, że Ruch Liturgiczny pochodzi od Ducha Świętego. Skąd ta pewność?

Otwarte pytania o to, co stało się w XX wieku, że sami papieże zaczęli liturgicznie niszczyć Kościół.

Szereg kongresów liturgicznych w latach 1950-tych za wiedzą i zgodą Piusa XII przygotowało reformę liturgiczną Vat. II oraz pośrednio Traditionis Custodes.

Bez „reform” brewiarza i Wielkiego Tygodnia do Novus Ordo by nie doszło, bo najpierw należało wprowadzić zasadę ciągłej zmienności i liturgicznej dyskontynuacji.

Deprecjacja nabożeństw Wielkiego Tygodnia doprowadziła do deprecjacji nabożeństw paraliturgicznych jako takich.

Maxima Redemptionis (1955) nie tylko praktycznie zniosła nabożeństwa paraliturgiczne Wielkiego Tygodnia, ale i zapoczątkowała niechęć do pobożności ludowej.

Czy kościoły przed 1955 rzeczywiście świeciły podczas Triduum pustkami, tak iż reformy Maxima Redemptionis były konieczne? Carol Byrne dowodzi, że nie.

Czy przełożenie obchodów było rzeczywiście powodowane „względami duszpasterskimi”? Czy rzeczywiście chodziło o to, żeby więcej wiernych w nich uczestniczyło? Wyobraźmy sobie przedsoborową rodzinę katolicką w 1951 roku, matka, ojciec, siedmioro dzieci, ósme w drodze. O ile uczestnictwo w wigilii w sobotę za dnia było dla takiej rodziny możliwe, bo przedtem ojciec z dziatkami szedł na groby, a mamusia przygotowywała śniadanie wielkanocne i świąteczne wypieki, o tyle pójście po całym tygodniu pracy, sprzątania i gotowania na wigilię w nocy wydaje się niemożliwe. Wigilia w Vetus Ordo trwa sześć godzin, zatem kończy się o trzeciej lub czwartej nad ranem, dzieci przysypiają i są markotne, kobiety mdleją, ojcowie złoszczą się, cała rodzina trafia wykończona do domu o piątej nad ranem i albo trzeba zbierać się znowu na rezurekcję, do której są przyzwyczajeni, albo szykować świąteczne śniadanie, na które ma zjawić się rodzina, by ponarzekać na zmiany. Czy pójdą na to w przyszłym roku? Raczej nie. A ponieważ są dobrzy, więc oskarżają samych siebie, nie Kościół, że są za mało ofiarni, twardzi, wytrzymali, ksiądz im konfesjonale powie, że „Pan Jezus czeka” lub „papież wie, co robi” i konflikt gotowy. Przecież jeżeli ktoś dotychczas a wigilię paschalną za dnia nie chodził, to na nocną też nie pójdzie, a ci, którzy chodzili, chodzić przestaną, bo jest to za trudne i niewykonalne.

Czas liturgiczny, to nie czas astronomiczny i dlatego można obchodzić wigilię za dnia, skoro „vigilia” oznacza czuwanie przez nadchodzącym świętem.

Kolejny opis katastrofy liturgicznej wprowadzonej przez reformę Wielkiej Nocy. Idąc za logiką Maxima redemptionis Kościół przez 14 wieków mylił się odchodząc wigilię za dnia i trzeba było dopiero Bugniniego i jego reform, by sprawę naprostować.

Rozważania na temat wewnętrznej sprzeczności liturgicznych reform i ich odniesienia do egzystencjalnej sytuacji złego ducha.

Bugnini knuł aż uknuł, ale z drugiej strony trudno stwierdzić, że działał nielegalnie, skoro z upoważnienia i nakazu papieża. I tak wersja beta Soboru miała miejsce już w 1955 roku. Według Maxima Redemptionis z 1955 ten nowy porządek liturgiczny musiał być przestrzegany i basta!

„Liturgiczny krokodyl” Ruchu Liturgicznego był międzynarodowy, nie tylko niemiecki, chociaż ten ostatni okazał się najbardziej skuteczny.

Kilka pytań o działalność episkopatu Niemiec w latach 1940. Na ile byli nazistami, a na ile okultystami.

Episkopat Niemiec wymógł na Piusie XII w latach 1940-tych zmiany liturgiczne, które utorowały drogę do Vat. II. Dlaczego im uległ?

Kolejne dzieje reformy. Tym razem o kongresie liturgicznym z 1947 roku i o promowaniu o. Bugniniego przez Msgr. Montiniego i Piusa XII.

Prezentowane są raczej mało znane fakty z życiorysu Piusa XII, by odpowiedzieć na pytanie, kim był papież, który pozwolił na takie reformy.

Kolejny opis udziału papieży w destrukcji liturgii, tym razem Piusa XII.

Już Pius XI aktywnie popierał aktywne uczestnictwo, gdyż najwyraźniej uważał Mszę za formę wykładu. Utorował tym drogę Pawłowi VI, który chciał „wyciągnąć ludzi z ich osobistej pobożności”. Sądząc po skutkach Novus Ordo można powiedzieć, że mu się udało.

Od Divini Cultus Piusa XI katolicy, wbrew wcześniejszej tradycji, zmuszani są do śpiewu podczas Mszy. Inaczej jest źle. Trzeba to naprawić.

Wyznania byłego animatora muzycznego na temat obiektywnej niemożności nauczenia wiernych gregorianki.

Pius XI wbrew życzeniom swojego poprzednika Piusa X spełnił życzenie Ruchu Liturgicznego i zezwolił na śpiew wiernych podczas świętych obrzędów. Niestety ze szkodą dla śpiewu i dla katolicyzmu.

Rzeczywiście trudno jest wytłumaczyć komuś dzisiaj, że jeśli mu czegoś nie wolno, to nie jest on gorszy. Ludzie łatwo akceptują… Pełen dostęp do treści
You cannot copy content of this page
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.