Tradycja i Wiara

Czy wszystkiemu winni są Niemcy? O zmianach liturgicznych Piusa XII.

Kilka pytań o działalność episkopatu Niemiec w latach 1940. Na ile byli nazistami, a na ile okultystami.
Posłuchaj
Oceń post

Kolejny odcinek „Mszy dialogowanej” Brytyjki Carol Byrne stawia więcej pytań niż daje odpowiedzi. Byrne swojego antyniemieckiego nastawienia nie tai, stosując terminologię wojskową wyjętą w opisów Drugiej Wojny Światowej, w której, jak wiadomo, Wielka Brytania i Niemcy stały po przeciwnej stronie.

Jeśli jednak ktoś pisze bardzo namiętnie, to pisze zwykle stronniczo, a wówczas zachodzi obawa o obiektywność jego wersji wydarzeń. Trudno jednak kwestionować fakty, że to właśnie niemieccy biskupi od początku lat 1940-tych przedstawiali Piusowi XII, papieżowi od 1939 roku, listę liturgicznych żądań, który je wszystkie spełniał. Trudno zrozumieć to postępowanie Piusa XII w kategoriach katolickich i liturgicznych, być może da się to zrobić w kategoriach politycznych. Jeśli prawdą jest, że Pius XII był proniemiecki, a Włochy przystąpiły w roku 1940 do wojny po stronie Niemiec, to być może papież chciał spełniać wszystkie życzenia episkopatu sojusznika, jeśli uważał sam siebie za Włocha, a nie obywatela Watykanu. Dziwne jest jednak to, że niemiecki episkopat w państwie totalitarnym, podczas prześladowania Kościoła, bo właśnie od 1940 roku księża byli więzieni w Dachau, interesował się akurat postępowymi zmianami liturgii. Zmiany te można swobodnie określić jako „germanizację liturgii”, gdyż odtąd wszystko w rycie rzymskim w Niemczech i Austrii zaczyna być niemieckie. Jeszcze ciekawsze jest, że to właśnie w 1943, w roku który rozpoczął się Stalingradem i „wojną totalną” kardynał Adolf Bertram wystosował do Watykanu kolejną listę żądań, również spełnionych, które weszły wszystkie do reformy liturgicznej Soboru Watykańskiego II.

Czy naprawdę w roku 1943 nie było ważniejszych rzeczy niż żądania nowego łacińskiego brewiarza?

Piszący te słowa nie sądzi, by decyzje Piusa XII były motywowane politycznie. Nie uważa też, by papież ten znajdował się pod jakimś zewnętrznym naciskiem. Uważał je za właściwe, inaczej by ich nie wydał, ale najwyraźniej umknęło mu, że są to kroki dążące do protestantyzacji liturgii katolickiej i to w kraju i tak mocno protestanckim jakim są i były Niemcy. Jeśli ktoś z czytelników nigdy nie był na żadnym protestanckim nabożeństwie, to należy mu się kilka słów wyjaśnień. Przygodzi się, siedzi w ławkach bez klęczników i śpiewa pieśni i to rzeczywiście wszystkie zwrotki, jak osiem to osiem, jak sześć to sześć. Pieśni są równoczesnym pouczeniem moralnym i wyznaniem wiary, potem następuje kazanie pastora, gdzieś po nim Ojcze nasz w niemieckim archaicznym języku, kolejne pieśni i koniec. Jeśli kaznodzieja nie jest naturalnym talentem, bo bywają i tacy, jest to potwornie nudne, tyle, że człowiek sobie pośpiewa. Zatem Lied lub pieśń była dla protestantów zawsze zastępstwem liturgii względnie samą liturgią. „Aktywne uczestnictwo” było dane, bo śpiewali wszyscy, chociaż dzisiaj nie wszyscy rozumieją, co śpiewają, gdyż pieśni mają oryginalną formę XVI lub XVII wieczną, którą mało kto rozumie. I najwidoczniej temu ideałowi hołdowali biskupi niemieccy wprowadzając swoją Niemiecką Mszę w latach 1940-tych, która była już w użyciu przed zmianami zatwierdzonymi przez Piusa XII. Jednakże nieprzestrzeganie przepisów jest rzeczą dla Niemców bardzo nietypową, bo rzeczywiście ich przestrzegają i to prawie wszystkich pomijając prawo kościelne. I tak, gdy piszący te słowa w rozmowie z księżmi i teologami niemieckimi powoływał się na obowiązujące prawo kościelne ci parskali mu w twarz śmiechem. Gdy jednak formułował te same zarzuty w kategoriach prawa cywilnego jego interlokutorzy poważnieli i zaczynali się bać.

Sprawa stanu świadomości episkopatu niemieckiego w latach 1940-tych wymaga przebadania i wygląda na to, że piszący te słowa będzie musiał się tym zająć. Pojawia się bowiem pytanie, czy te wszystkie zmiany liturgiczne z lat 1940 nie były czasem przeprowadzane przez Piątą Kolumnę nazistów w episkopacie Niemiec w celu germanizacji katolicyzmu? Czy biskupi niemieccy byli nazistami? Czy wszyscy? Jeśli nie, to kto i w jakim stopniu? Jednak nie na samej germanizacji się skończyło, gdyż, jak podaje Byrne, przywilej języka narodowego z chińskim i hindi włącznie, był udzielany przez Watykan szczodrze jeszcze przed Soborem Watykańskim II w latach 1943 do 1954. Zatem już dawno przed Konstytucją o Liturgii (Sacrosanctum Concilium) hegemonia liturgiczna Kongregacji ds. Rytów istniała wyłącznie na papierze, bo Pius XII zezwalał na wszystko.

Jeśli przyjmiemy hipotezę, że sakramenty i sakramentalia mają obiektywne działanie i skuteczność, gdy są sprawowane tak jak należy, to jest po łacinie w przewidzianych porach, to przyjąć należy, że sakramenty sprawowane po niemiecku według Rituale z 1943 działają słabiej, co tłumaczy duchową kondycję naszych zachodnich sąsiadów. Żądanie nowego łacińskiego psałterza dla brewiarza jest też bardzo dziwne, bo język Wulgaty jest prosty, a wprowadzony zamiast niej tzw. psałterz Bei (nazwiska od kardynała Bea – spowiednika Piusa XII, który nadzorował tę komisję) nie zawiera łaciny łatwiejszej, ale brzydszą i po prostu inną. Niektóre psalmy są zupełnie nie do poznania, co też tłumaczy fakt, że ów nowy psałterz się w Kościele nie przyjął. I znowu powraca teza o obiektywnym działaniu sakramentów, co posoborowie nazywa „myśleniem magicznym”:

– jeśli teksty wypowiadane po łacinie w wersji Wulgaty działają,

– to trzeba albo:

  • zrezygnować z wersji Wulgaty,
  • zrezygnować z łaciny w ogóle

a jedno i drugie zastosowano po Soborze. Jeśli natomiast nie działają, to obojętne jest, w jakim języku się je przeprowadza. Argument, że protestanci, na którym należy się najwidoczniej wzorować, zawsze rozumieli wszystko, jest błędny, gdyż współcześni protestanci przynajmniej częściowo nie rozumieją Biblii Lutra ani jego oryginalnych pieśni XVI wieku. Mimo to Biblia Lutra jest czytana, a pieśni wykonywane, gdyż taka jest ich tradycja.

Chociaż piszący te słowa studiował historię Kościoła, a nie historię ezoteryki lub okultyzmu, to wie, że w Republice Weimarskiej, ale już podczas Pierwszej Wojny Światowej w Niemczech nastąpiła prawdziwa eksplozja tajnych stowarzyszeń i okultyzmu. Sam Hitler był w latach 1920-tych członkiem monachijskiego Thule-Gesellschaft i nie on jeden. Być może jacyś biskupi niemieccy byli również członkami okultystycznych stowarzyszeń, takim jak O.T.O? Jeśli członkiem Ordo Templi Orientis miał być włoski kardynał Rampolla, to niemieccy biskupi mieli niejako bliżej. To wyjaśniłoby, dlaczego przynajmniej od lat 1920 prowadzą tę antykatolicką politykę. Prostszym rozwiązaniem byłaby ich przynależność do masonerii, która być może na wyższych stopniach z działalnością O.T.O się pokrywa. Śliska ścieżka, śliska …

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Bractwo św. Piusa X nie jest wyjściem: Przyczyny moralne (3 z 3)
Objawienia prywatne o. Rodrigue lub ponownie o tym, czy Ann Barnhardt jest opętana?
Bractwo św. Piusa X: nadużycia seksualne w Afryce, ks. Stehlin doprowadzał chłopców
Czy Neokatechumenat jest sektą?

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Podoba Ci się ten blog, masz konto Paypal-Konto i chcesz pomóc? Możesz wybrać dowolną kwotę mnożąc ją przez 20 zł. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

You cannot copy content of this page
pl_PLPolski
Tradycja i Wiara