„Przyznaję się do winy” lub wyznania byłego animatora muzycznego

Data

Wyznania byłego animatora muzycznego na temat obiektywnej niemożności nauczenia wiernych gregorianki.

Prezentowany dzisiaj odcinek „Mszy dialogowanej” Carol Byrne wywołuje w piszącym te słowa głębokie odczucie wstydu i zażenowania, gdyż przez wiele lat był on bardzo zaangażowanym animatorem muzycznym, bywając tu i ówdzie także organistą. Nie robił tego być może źle, bo od piątego roku życia chodził do szkoły muzycznej, grał na kilku instrumentach, a przed maturą zarówno jego nauczyciele jak i on sam zastanawiali się, czy powinien zdawać jako pianista do konserwatorium czy raczej zostać muzykiem kościelnym. Więc hard skills były, trochę gorzej bywało niestety z soft skills. Już w oazach nauczono go, że „ludzie muszą śpiewać”, bo tego chce Kościół, bo inaczej będzie źle. Więc uczył, zachęcał, groził, zmuszał, pomagał, organizował zespoły, chórki, próby śpiewu etc. Było to bardzo praco i czasochłonne, a wyniki bywały raz lepsze raz gorsze. Trzeba jednak przyznać, że nigdy nie uczył laików gregorianki, ja zażyczyli sobie wszyscy papieże od Piusa XI wzwyż.

Piszący te słowa przechodził wielokrotnie przez to, przez co przechodzą chyba wszyscy dyrygenci. Zastanawiał się, czy to on źle uczy, czy też ludzie są tacy tępi, że spodziewane wyniki okazują się tak marne. Okazało się, że ani ani a przyczyna jest materialna i obiektywna, a wiedzą o niej ludzie, którzy odebrali odpowiednie wykształcenie teoretyczne. Nie miało to niestety miejsca u żadnego z jego własnych dyrygentek i dyrygentów. Skoro sami tego nie wiedzieli, to nie mogli tego przekazać dalej.

O co chodzi?

O to, że śpiewanie jest tak samą „czynnością fizjologiczną” jak taniec czy uprawianie sportu. Jeśli dziecko się odpowiednio nie wybiega i nie będzie czynne fizyczne, wówczas nie wykształcą się u niego odpowiednie ruchy, mięśnie i ścięgna. Będzie zawsze ruchowo niesprawne, bo zaległości te są w pewnym wieku już nie do nadrobienia. Jest to przykład przemawiający chyba do każdego, a odkąd nasze dzieci i młodzież siedzą przed komputerem, tak mniej więcej od lat 1990-tych, odtąd nauczyciele wuefu i komisje poborowe są przerażone, bo przeciętna kondycja fizyczna, oczywiście też wśród kobiet, który do wojska chodzą rzadziej, jest opłakana. I z tej też przyczyny tak trudno zdać na AWF, ponieważ nie wszyscy kandydaci mają tzw. materialne przygotowanie. To nie ich wina, to wina ich rodziców, który nie zmuszali ich do zabawy na dworze i nie zapisywali ich do kółek sportowych.

I dokładnie tak samo ma rzecz się ze śpiewaniem. Jeśli ktoś nie zaczynał śpiewać już jako dziecko, jeśli w jego rodzinie nie śpiewano, jeśli nie grano na żywo na instrumentach, wówczas się jego słuch tzw. muzyczny nie rozwinie, ani on sam nie będzie w stanie skoordynować głosu i słuchu, tak by wiedzieć, czy śpiewa czysto czy też tego nie robi. Do pewnego stopnia można te zaległości nadrobić, do pewnego niestety nie. To samo dotyczy tzw. pamięci muzycznej, to jest zdolności zapamiętywania i odśpiewywania dłuższych muzycznych fraz. Jeśli ktoś nigdy tego nie ćwiczył, to tego nie potrafi. To tak jak ktoś, kto nigdy nie tańczył nie posiada też wystarczającej pamięci ruchowej, by zapamiętać bardziej złożoną choreografię. I tak młody choreograf być może myśli, że ów przyszły tancerz robi mu na złość, podczas gdy ten tancerz jest do tego po prostu fizycznie i fizjologicznie nie zdolny. Załóżmy, że ktoś, kto przez całe życie siedział przed komputerem zapragnął nagle zdawać do szkoły baletowej w wieku lat np. 16-tu. Jest to absolutnie wykluczone, że się tam dostanie, bo nie ma on odpowiedniego przygotowania fizycznego, ruchowego, kondycyjnego, sprawnościowego czy jakiegokolwiek bądź. W praktyce się to w tańcu nie zdarza, a w śpiewie niestety owszem. I tak jak choreografie są przygotowywane dla tancerzy, którzy od zawsze tańczą, tak muzyka dla śpiewaków, którzy śpiewają od zawsze. Stąd też nauczenie wiernych śpiewu gregoriańskiego jest wręcz niemożliwe lub trudne, gdyż:

  1. Występuje tam system tonacji kościelnych, a nie durowo- molowy, do których od XVII jesteśmy w Europie przyzwyczajeni.
  2. Rytm w rozumieniu muzyki popularnej nie występuje.
  3. Frazy są dosyć długie i trudne do zapamiętania.
  4. Tessitura jest dosyć wysoka, bo śpiewa się w górnym zakresie głosu.
  5. Gregorianka jest nie emocjonalna.

Zacznijmy od ostatniego punktu. Aby dobrze śpiewać czy grać należy przekazywać własne emocje zawarte także w wykonywanym utworze. I stąd każdy tę wybiera muzykę, która jego rozwojowi emocjonalnemu najbardziej odpowiada. Niektórzy nie mogą grać czy śpiewać Bacha, inni Brahmsa czy Hindemitha. Stąd każdy śpiewak lub muzyk wybiera tę niszę, którą lubi, bo odzwierciedla ona jakoś jego własne ja. Dlatego też śpiewanie muzyki, której się zupełnie „nie czuje” jest na dłuższą metę torturą. A skoro gregorianka jest muzyką sakralną, przeznaczoną dla duchownych prowadzących życie duchowne, stąd nie jest ona ex definitione świecka i dlatego dla świeckich trudna. Zatem uczenie ludzi czegoś, co jest ta niesamowicie odległe emocjonalnie od ich codzienności jest z góry skazane na niepowodzenie.

Niestety Pius XI zapoczątkował poprzez Divini Cultus permanentną wojnę pozycyjną pomiędzy dyrygentami chórem, wiernymi, kapłanami skutkującą w stałym poczuciu winy wszystkich. Ale skąd ten pomysł, że wszyscy mają śpiewać i to w dodatku gregoriankę? To tak, jakby zażądać od wszystkich widzów w operze, by śpiewali odpowiednie partie, grali na instrumentach lub odtańczyli balet. Nie mówiąc już o tym, by kibice włączyli się w mecz koszykówki na poziomie sportowców. To trzeba potrafić, to trzeba ćwiczyć. Człowiek, który tego nie potrafi, czuje się źle, zażenowany i upokorzony. Ludzie raczej wstydzą się śpiewać, a zwłaszcza solo, gdyż trzeba do tego sporej pewności siebie i dobrych doświadczeń, by się odważyć. Aby śpiewać dobrze, trzeba być też rozluźnionym fizycznie i nie bać się dyrygenta, który krzyczy, że jest źle i zwykle ma rację. Stąd też dyrygent chóru amatorskiego stoi zawsze na straconej pozycji, bo albo niczego nie osiągnie, albo musi wszystkich nauczyć profesjonalnej emisji, odczytu oryginalnego zapisu neumami etc., co jest bardzo czasochłonne i trudne. Chórzyści uciekają, bo „chcieli sobie pośpiewać”, dyrygent jest sam, a proboszcz krzyczy, bo „ludzie mają śpiewać”.  I rzeczywiście za tym systemem tkwi diabelska przebiegłość, bo nikt tu nie może wygrać. Do Piusa X śpiewać mieli klerycy, to jest ci posiadający niższe święcenia, co nie był aż tak trudne, bo właśnie śpiewu gregoriańskiego uczono ich w niższym i wyższym seminarium. Skoro śpiew liturgiczny, to jest chorał gregoriański, jest częścią liturgii, to uprawiać go winni ci, którzy tę liturgię odprawiają. I takie to proste.

Dodaj komentarz

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

error: Content is protected !!
pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: