Poulain SJ: V. Próby zsyłane przez Boga kontemplatykom. Rozdział XXVII. O kwietyzmie (96). § 1. Ogólny rzut oka (I)

Data

Bóg wymaga od nas działania, nie zrobi za nas wszystkiego, tylko nam pomoże wytrwać i dojść do celu. Warto to zrozumieć, bo błąd, polegający na wierze, że absolutnie nic nie trzeba robić, a Bóg niczym dżin z lampy wszystko zrobi za nas jest bardzo stary i bardzo szkodliwy. Bez pracy nad sobą i bez dokształcania się będziemy głupsi, gorsi, zmarnujemy sobie życie i jeśli będziemy mogli być czegoś pewni to tylko tego, że nic dobrego się nie wydarzy. Używajmy rozumu i róbmy swoje, ponieważ bezczynność jest początkiem końca.

1. Definicja. Kwietyzm jest to błąd tych, którzy trzymają się zasady: cała nasza praca nad nabyciem doskonałości ogranicza się do tego, żeby, o ile tylko być może, wyrzec się własnej działalności, wyjąwszy wypadek jakiegoś jawnego wkroczenia Boga. Ideałem świętości jest więc doprowadzenie do minimum czynności osobistej.

2. Głównym pretekstem do tego wyrzeczenia się działalności własnej jest rzekomo pozostawienie Bogu swobody działania, czyli potrzeba uległości łasce. Jest w tym jednak przesada. Bo przeszkodą dla łaski nie jest nasza czynność jako taka: przeciwnie, aktywność jest konieczna, gdyż Bóg nie chce sam działać, lecz tylko wspomagać czynność ludzką. Przeszkodę stanowi nasza czynność tylko wtedy, gdy jest albo zbyt wielka, albo zbyt mała.

Istnieje wielka różnica między tymi dwiema dyrektywami:

”Zaniechajcie wszelkich aktów własnych”,

a tą drogą zupełnie prawowierną:

”Zaniechajcie tego, co w naszych aktach jest naganne”.

3. Oto istota kwietyzmu. Są jednak u zwolenników tej nauki różne drobne odcienie. Pochodzi to stąd, że nie wszyscy stosują swoją ogólną zasadę do tych samych aktów, albo że nie odważają się tego czynić z tą samą konsekwencją.

Co więcej, niektórzy z autorów nie zawsze są w zgodzie z samymi sobą. Fałszywe nauki łatwo bywają chwiejne. Cofają się ich wyznawcy, kiedy się ich zaatakuje, a potem zapominają o sprostowaniach, które sami zmuszeni byli przyjąć.

4. Można nazwać kwietystami umiarkowanymi tych, którzy nie przeprowadzając teoretycznie apologii bezczynności, w praktyce odnoszą się do niej z sympatią. Nie ogłaszają jej za ogólną zasadę doskonałości, lecz w praktyce do niej dążą w każdym szczegółowym wypadku, gdzie czynność byłaby potrzebna. Dookoła każdego naukowego błędu rozciąga się jakby sfera, w której duch tego błędu panuje. A chociaż duch ten zdaje się być jakąś słabszą formą ogólnej zasady, bywa bardzo czynny, bo w skład jego wchodzą instynktowne jej skłonności i jej uprzedzenia. Nie są to już jakieś sformułowane fałsze, lecz coś nieuchwytnego; nie jest to kieliszek trucizny, lecz niezdrowa atmosfera, którą się oddycha. I błąd rozcieńczony odnosi po dłuższym czasie prawie taki sam skutek, jak błąd jawnie wyrażony.

5. Rysy historyczne. Początki tych fałszywych nauk pochodzą z końca XIII wieku. Sekty fałszywych dewotów zwanych bračmi swobodnego ducha albo begardami[1] rozsypały się po Włoszech, Francji, Niemczech i Czechach. Zostały potępione w r. 1311 przez sobór powszechny vienneński (Denzinger, Enchiridion 1950, nn. 471–478; Szymusiak–Głowa, Breviarium fidei, VII, 44–46), ale istniały jeszcze w XV w. Nauczały one, że doskonali nie potrzebują ani się modlić, ani pełnić dobrych uczynków, ani krępować się jakimkolwiek prawem. To wszystko, ich zdaniem, nie zgadzało się z wolnością dzieci Bożych i pozbawiało ich czystej i wysokiej kontemplacji.

W roku 1329 Jan XXII potępił pokrewne zdania magistra Eckharta z Kolonii (Denz. nr 501-529; Breviarium fidei, v 11-13, VII. 47). Niedługo potem kwietyzm był zwalczany przez Ruysbroeck i Taulera, którzy opisują go dokładnie (zob. cytaty 48).

W roku 1575 grupa fanatyków w Andaluzji przybrała miano illuminatów. Inkwizycja hiszpańska zdołała prawie zniszczyć tę sektę, która znów na pewien czas ujawniła się w r. 1623. Wiele z 35 tez tych heretyków ma charakter kwietystyczny, z tą tylko różnicą, że zamiast bezpośrednio wysławiać korzyści bezczynności, wysławiają przesadnie korzyści modlitwy myślnej, dochodzą jednak do takich samych konkluzji. Przez modlitwę myślną czyni się zadość wszystkim obowiązkom. Uwalnia ona od wszystkich innych ćwiczeń duchowych, od aktów poszczególnych cnót, od zachowania przykazań Bożych. Przez nią staje się człowiek niezdolny do grzechu; wolno, bez grzechu, poddawać się swoim popędom, które są czymś moralnie obojętnym. Te same idee istniały już u begardów XIII wieku, z tą tylko różnicą, że oni prawie nie mówią o modlitwie myślnej, tylko o doskonałości duchowej.

O. Baltazar Alvarez wydał rozprawę zbijającą illuminatów andaluzyjskich. Znajduje się ona w jego żywocie napisanym przez Ojca da Ponte, w rozdz. 33.

Wreszcie w XVII wieku kwietyzm przenika z Hiszpanii do Włoch i do Francji. W roku 1635 kapucyn, O. Józef de Tremblay, uzyskuje u swego przyjaciela, kard. Richelieu, zamknięcie w Bastylii trzech niegodnych mnichów, którzy zdobywali dla nowej nauki tysiące zwolenników. Rozprzestrzenia się ona bardzo w drugiej połowie XVII wieku, przybierając ściślej określone formy. Stolica św. zmuszona jest do interwencji. Potępia ona począwszy od roku 1687 ponad 80 odnośnych rozpraw. Serię zamyka potępienie książki Fénelona Maximes des Saints (Denzinger, 13271349 ; Breviarium fidei, VII. 140, 152).

Jest rzeczą prawdopodobną, że tak wielka popularność idei kwietystycznych tłumaczy się częściowo zasadą protestancką, że po grzechu Adama natura ludzka doznała całkowitego i dogłębnego zepsucia[2] Nie byłoby więc racji rozróżniania dobrej złej natury: wszystko byłoby złem. Łaska nie miałaby więc na celu uzupełniania i podnoszenia natury, bo to świadczyłoby, że zostało w niej coś dobrego, lecz jej zniweczenie. Tej zasady, zupełnie przeciwnej nauce Kościoła, kwietyści XVII wieku nie formułowali wyraźnie (odważniejsi byli janseniści), ale rozpowszechniona przez protestantów, unosiła się ona niejako w powietrzu. Kwietyści, przynajmniej nieświadomie, poddali się tej pesymistycznej tendencji. Starali się tylko ją złagodzić, nie mówiąc, że każdy czyn człowieka jest grzechem, tylko że jest w każdym razie zaporą działania Bożego i dla tego sprzeczny z doskonałością.

[1] Nie jest pewna etymologia tego słowa ani jego dawnych synonimów: beguine, beduinki, Jedni dowodzą, że wyraz ten pochodzi od staroniemieckiego beggen, tj. żebrać. Inni, że od imienia księdza z Liege Lamberta Begué, założyciela w XII w. tzw. beginaży. Inni jeszcze że nazywano beginami (po włosku bizochi, tj. chodzący z torba) fraticelli potępionych w r. 1300. W tym sensie wyraz ten oznaczałby po prostu żebraków.

[2] Zdania Lutra potępione przez Leona X w r. 1516:

“Sprawiedliwy grzeszy w każdym dobrym uczynku. Każdy dobry uczynek doskonale wykonany jest grzechem powszednim. Wolna wola po grzechu pierworodnym jest czczą nazwą; nawet przy najwyższym wysiłku popełnia grzech ciężki” (Denzinger, nn. 771, 772, 776; Breviarium fidei, VII. 15:).

W roku 1619 św. Franciszek Salezy zwalczał podobne rygorystyczne zapatrywania Matki Anieli Arnauld (List z 25 maja). Ona to wyobrażała sobie i nie dała się od tego odwieść, że skłonności, które nam są miłe, wszystkie nie podobają się Bogu.

Ten post ma 7 komentarzy

  1. Tak sobie myślę, że chyba jeszcze nigdy kwietyzm nie sięgnął takich szczytów co obecnie. Bo mamy kwietyzm objawieniowy typu „Triumf Niepokalanego Serca”. Ludzie uważaj, że skoro ktoś miał jakieś objawienie, to Bóg zrobi wszystko za nich i to pod każdym względem, bo inaczej „to zbyt świeckie myślenie”, patrz biskup Schneider.

    O ile protestantyzm i przyjęcie skażenia ludzkiej natury leżał u podstaw dawnego kwietyzmu, to u podstaw tego leży narcyzm:

    – mnie się cud od Boga należy, bo jestem taki cacy.
    – naszemu pokoleniu należy się „Triumf Niepokalanego Serca”, którego nigdy w historii ludzkości i Kościoła nie było, bo jesteśmy tacy wyjątkowi
    – a ponieważ mnie się wszystko od Boga od świata należy, dlatego ja nie zrobię nic, a zwłaszcza nie muszę o nic walczyć, „bo to zbyt świeckie myślenie” (biskup Schneider)

    Z drugiej strony są chwile, o których pisze też o. Poulain i inni pisarze mistyczni, gdzie Bóg kierowanie duszą przejmuje i wszystko idzie z górki. Ale to są momenty, nie reguła. Załóżmy, że ktoś chce uprawiać kolarstwa mieszkając w centrum Warszawy. Tam jest to niemożliwe, aby doświadczyć tego, że jedzie z górki, musi:

    a. wyjechać samochodem lub pociągiem poza obszar aglomeracji,
    b. pojeździć długo aż na górki trafi
    c. podjechać pod górkę, aby zjechać z górki
    d. i znowu podjechać pod górkę

    I dla tej kilkuminutowej radości zjazdu z górki musi poświęcić i zorganizować sobie cały dzień. Być może o tym zjeździe pamięta i dla tego zjazdu było to warte. A chociaż zjazd jest kulminacją tego dnia, to skutki zdrowotne jazdy na rowerze występują tylko wtedy, gdy się na rowerze jeździ, a nie tylko z górki.

    Wyobraźmy sobie, że jakiś ojciec chciałby zapewnić dziecku tylko zjazd z górki. A pod górkę by to dziecko wraz z rowerem niósł. Dziecko nie byłoby ani zdrowe ani sprawne, a zjazd a górki uważałoby za oczywiste. I dlatego Pan Bóg dbając o naszą ogólną kondycję samych zjazdów nam nie daje, ale i podjazdy i równinę i wyjazd z Warszawy. Stąd też kwietyzm jest całkowicie sprzeczny ze wszystkim:
    – z doświadczeniem życiowym
    – ze zdrowym rozsądkiem
    – z teologią mistyczną
    – z teologią moralną
    – z dogmatyką

    Przyjemnie jest sobie takie rzeczy wyobrażać, bo jest to ucieczka od rzeczywistości, która jest zawsze tu i teraz. Diabeł nas zawsze od naszego tu i teraz odciąga, bo jego tu i teraz jest nieznośne.

    Ja kilka osób o nastawieniu, nazwijmy to, „fatimskim” (czekaj na Triumf Niepokalanego Serca, zrobi się samo) osobiście poznałem. Niestety są to ludzie, którzy mają duże problemy z:
    – higieną osobistą
    – rannym wstawaniem
    – sprzątaniem
    – znalezieniem lub utrzymaniem pracy
    = stawianiem sobie jakichkolwiek celów

    I ta „fatimskość” jest prostym przedłużeniem ich życia i dlatego jest wygodna. Ale to jest fałszywa religia. Inna możliwość to jakby nakrywanie prześcieradłem brudów swojego życia, wiedzą, że grzeszą, ale, jak w nauczaniu Lutra, pokrywają swoje grzechy „zasłoną miłosierdzia”, bo znowu Bóg zrobi wszystko za nich.

    Myślę, że niestety żyjemy w czasach, w których rzeczy oczywiste oczywiste nie są.
    – Ludzie rzeczowi i racjonalni nie są religijni.
    – Ludzie religijni są nieracjonalni i kwietystyczni względnie tchórzliwi i leniwi.

    Więc stwierdzenie, że „trzeba nad swoim zbawieniem pracować w pocie czoła” jawi się, jak Bergoglio, jak pelagianizm.

    1. MariaMagdalena

      Mam taki spostrzeżenie, że jest Pam pedantem i przekłada Pan swoje prywatne „obsesje” higieniczne na katolicyzm.
      1. Dobry jest schludny i pedantyczny katolik (jak Pan)
      2. Zły jest brudny i „objawienie” (nie Pan)
      3. Fajny jest też czysty poganin ( szkoda tylko, że niewierny)
      Dobrze, że Chrystus tak na ludzi nie patrzył.
      W związku z moją profesją wnioskuje, że czyste i schludne są pracownice takich profesji: pracownica call center (Bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego), recepcjonistka, obsługa autostrad (nie mylić z prostytutkami), akwizytorzy, kelnerki, manicurzystki, fryzjerki, kosmetyczki, sprzedawcy polis ubezpieczeniowych….
      Jak widać są to branże typowo fizyczne, oczywiście w nowoczesnym wydaniu.
      Ludzie, którzy mają pieniądze, solidne wykształcenie i kariery (w zmiennej konfiguracji) często i gęsto nie są schludni, a nawet mają na to delikatnie mówiąc…
      To jest fakt.
      Dlatego szanuję tych nieładnie pachnących w Kościele i widzę w nich Wiarę sto razy piękniejszą od takiej wymuskanej paniusi jaką nieraz bywam i ja.

      1. MariaMagdalena

        Tak wiem, że działa.

      2. Traditio et Fides

        @MariaMagdalena

        Ma Pani rację. Brud także jest znakiem złego ducha, który stroni od wody. Było o tym już tutaj https://wobronietradycjiiwiary.com/pl?s=Higiena+osobista.

        ad 1. Pedantyczny nie jestem, o czym świadczy niedoskonały poziom korekty na blogu.
        ad 2. Tak, jest.
        ad 3. Opętany z Gerazy (Mt 5, 1-20), jak do siebie doszedł, „siedział w ubraniu”. Nie jest napisane, że się umył, ale zakładam, że owszem.

        Zmarły ks. Rajchel opowiadał, że opętani są bardzo brudni i niezadbani oraz że unikają wody.

  2. MariaMagdalena

    zapomniałabym dodać, że ludzie z branży pogrzebowej, nie ci od brudnej roboty ze zwłokam,i tylko front row People są wymuskani…

Dodaj komentarz

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

error: Content is protected !!
pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: