O predyspozycjach do studiów teologicznych (cz. 4)

Data

Gelehrte3.    Predyspozycje intelektualne (2)

Ad 4. Kultura naukowa (cultura scientifica)

Teologia jest nauką, inną od innych nauk, gdyż korzysta z Objawienia, z pewnego punktu widzenia najważniejsza ze wszystkich nauk, ale jednak nauką. Ktoś, kto nie ma pojęcia, na czym praca naukowa kierująca się różną metodologią polega, nie tylko nie doceni własnej dziedziny, ani nawet cudzej.

AstronomPraca naukowa nie polega w pierszej linii na właściwym stawianiem przypisów oraz niepopełnianiu plagiatów, ale właśnie na studiositas, rzetelności i umiłowaniu tej prawdy, która jest zawarta w danej dziedzinie. Piszący te słowa bywał na różnych konferencjach interdyscyplinarnych, podczas których zauważył jak bardzo teologowie płaszczą się z pogardą dla własnej dziedziny przed naukami ścisłymi oraz jak bardzo przedstawiciele tychże nauk szukają jakiejś scalającej, metafizycznej i religijnej odpowiedzi dowodzącej, że te wszystkie szczegóły i detale, którymi się na codzień zajmują mają jakiś wyższy sens. Dialog co prawda powstawał, ale przypominał dialog ślepego z głuchym, ponieważ przedstawiciele nauk ścisłych z czasem przestali traktować poważnie teologów, którzy nie traktowali poważnie samych siebie. Problemem dla teologa nie jest zdobycie wiedzy np. z dziedziny biologii, fizyki czy genetyki, bo jest to tylko kwestia czasu i odbycia ewentualnie kolejnych studiów. Problemem jest umiejscowienie tych danych w jakimś metafizycznym systemie zgodnym z wiarą, bo system materialistyczny, na którym opierają się filozoficznie nauki ścisłe, ewidentnie z chrześcijaństwem do pogodzenia nie jest. Jedynym metafizycznym systemem, który się jako tako sprawdził jest tomizm, który bywa jednak odrzucany przez większość teologów jako średniowieczny i przedsoborowy. Niestety niczego lepszego wymyśleć nie potrafią i tak dialog z przedstawicielami innych dyscyplin kończy się moralizowaniem, wypiciem kawy lub lampki czerwonego wina. Są to co prawda problemy już bardzo zaawansowane i dotyczące tylko niektórych, ale problemem współczesnej teologii nie polega na tym, że nie nawiązuje ona z innymi naukami współpracy, ale na tym, że sama sobie tej naukowości, czyli obiektywnej weryfikowalności w oparciu o przyjętą metodologię, odmawia. I to kulturą naukową (cultura scientifica) zdecydowanie nie jest.

Ad 5. Kultura językowo-literacka (cultura litteraria)

Last but not least, jak mówią Anglosasi, teologia jest nauką słowa pisanego. Dlatego też zdolność sprawnego posługiwania się językiem ojczystym, jak i czytania tekstów w tym języku ze zrozumieniem, jest absolutnie wymagana.

Stom_-_A_Young_Man_Reading_at_CandlelightJęzyk teologii jest także językiem literackim, przenośni, poezji i dlatego osoby, których rozwój językowy poprzestał na wulgaryzmach i zakupie trzech marchewek wielu treści po prostu nie pojmą. Wielu teologów, szczegółnie wśród apologetów czy Ojców Kościoła, jak św. Hieronim, św. Augustyn, św. Grzegorz z Nazjanzu było także bardzo uzdolnionymi literatami, a nawet poetami jak św. Efrem Syryjski, co można docenić w sumie dopiero wtedy, gdy czyta się ich dzieła w oryginale. Dlatego też nauka świętych języków, tj. łaciny, greki i hebrajskiego jest dla teologa obowiązkowa. Ponieważ większość dzieł teologicznych na polski przetłumaczonych nie została i przypuszczalnie nigdy nie zostanie, skoro się przez pierwsze tysiąc lat od chrztu Polski nie udało, dlatego też trudno wyobrazić sobie teologa bez znajomości angielskiego, niemieckiego, francuskiego, hiszpańskiego oraz włoskiego, który w sumie w życiu Kościoła zastąpił łacinę. Należy pamiętać także o tym, że łacińskie określenie idiota nie było pierwotnie wcale pejoratywne, ale oznaczało człowieka mówiącego wyłącznie własnym (grec. idia) językiem. Chociaż opór Polaków przed uczeniem się języków obcych z względu na możliwość lub konieczność emigracji wyraźnie zmalał, to jest on wśród teologów, a zwłaszcza księży, nadal dosyć duży. Bo po co komu obce pogaństwo i herezje studiować, jeśli najlepsze, bo polskie, a czego innego nie przeczytam, bo nie umiem. Piszący te słowa był absolutnie zdumiony i oczarowany bezkrytycznością i heroicznym lenistwem znanych mu teologów, w liczbie kiludziesięciu, wszyscy na wysokich stanowiskach, którzy międzynarodowego stanu badań robić nie musieli, bo i tak wszystko wiedzieli najlepiej i wymyślali koło od nowa. Oczywiście w ten sposób na nic się nie wpłynie i niczego nikogo nie nauczy, ale widocznie nie jest to potrzebne, bo św. Jan Paweł II, bo jako tako pełne kościoły, bo pielgrzymki, bo św. Faustyna i Polonia semper fidelis. Wydaje się, że właśnie w takich przypadkach brak kultury językowo-literackiej bywał przez całe życie podtrzymywany i kultywowany, a gdyby na wstępie było inaczej, byłoby i tak pod koniec. Należy pamiętać także o tym, że 90% polskiego duchowieństwa pochodzi z pierwszym pokoleniu ze wsi, gdzie dostęp do kultury i jej dóbr nadal bywa mocno utrudniony. Oczywiście to nikogo nie dyskwalifikuje i nie przekreśla, bo mnóstwo, świętych, papieży, kardynałów, biskupów i teologów także ze wsi pochodziło. Trzeba zdać sobie jednak sprawę z tego, czego nie umiem, czego mi brakuje, od kogo mogę coś podpatrzeć i systematycznie te braki nadrabiać, by jako profesor, proboszcz, kanonik czy biskup nie stać się przyczyną zażenowania swoich studentów, wiernych czy podwładnych, których po pewnych kulturowych i niekulturalnych wybrykach już do niczego przekonać nie można. Wówczas także przepaść pomiędzy zachowaniem oficjalnym a prywatnym szybko może zostać zasypana.

Zważając na powyższy zestaw predyspozycji intelektualnych zapytać warto, czy ktoś w ogóle ze studentów takie wymagania spełnia. Tak, wydaje się, że na pierwszym lub drugim roku jest ich około 2% do 5% procent, następnie, zależnie od uczelni i jej poziomu, na trzecim roku, gdy zaczyna się właściwa teologia dogmatyczna jest ich jakieś 15% do  20%. Potem często odchodzą, przechodząc na inne kierunki, ponieważ tak zwichrowana i niekonsekwentna teologia ich nie pociąga. Jak już pisaliśmy w innym miejscu teologia inteligentnych ludzi dzisiaj nie pociąga, gdyż współcześnie ani inteligentna ani inteligentnie wyłożona nie jest. Ponieważ profesorowie i wykładowcy bardzo rzadko się do tych 2% do 20% procent zaliczają, dlatego też produkują głównie swoje kopie na swoim intelektualnym poziomie. Jest to oczywiście obieg zamknięty, który smutny stan obecnej, a właściwie teologii ostatnich 200 do 300 lat wyjaśnia. Przed Soborem utyskiwano na niski poziom seminaryjny, bo nie we wszystkich krajach kształcono na uniwersytetach oraz klerykalizację tego fachu. Po Soborze nic się w tym względzie nie zmieniło, mieli być świeccy, miały być kobiety, miało być lepiej i nie jest. Ani pod względem doktrynalnym, ani naukowym. Przypuszczalnie ostrzejszy nabór wedle powyższych kryteriów dokonałby wstępnej selekcji odpowiednich kandydatów, którzy zmotywowaliby przynajmniej niektórych wykładowców do podniesienia poziomu zajęć.  Doświadczenie bowiem innych dziedzin, fachów i firm uczy, że im bardziej jest coś elitarne, trudne, niedostępne i związane z wysiłkiem, tym bardziej bywa to oblegane, choćby przez przekorę albo sportowe zacięcie. Teologia oblegana nie jest, a jej reputacja jest marna, co tzw. „ludzi z branży” specjalnie nie dziwi.

Oczywiście oprócz pięciu wymienionych powyżej dyspozycji naturalnych, konieczna jest przede wszystkim wiara nadprzyrodzona, która jest źródłem i podstawą teologiczno-intelektualnych dociekań. Dlatego też podstawą studiów teologicznych jest wiara i to wiara poszukuje rozumu (fides querens intellectum), jak to ujął św. Anzelm (1033-1109), zwany ojcem scholastyki. Dlaczego nie odwrotnie? Ponieważ prawdy wiary jako takie przekraczają poznanie czysto rozumowe i wymagają uprzedniej łaski, jak wyłożyliśmy to w cyklu Wiara (fides) a ufność (fiducia) cz. 1.[5] Teologia to nie filozofia religii, pedagogika religijna czy religioznawstwo, to teologia! Dlatego też człowiek niewierzący po prostu nie będzie oczyma wiary widział tego, co będzie na studiach teologicznych intelektualnie rozstrząsał. Nie darmo Ojcowie Kościoła przyrównują akt wiary do odzyskania wzroku lub do odzyskania innych zmysłów i mówią od „zmyśle wiary” (sensus fidei). O ile nikt na studia muzyczne nie przyjmuje ludzi głuchych, a na studia grafiki ślepych, to wydziały teologiczne są jak najbardziej otwarte na ateistów i agnostyków, szczególnie w kadrze profesorskiej. Nie jest to sarkazm ani żart, ale starając się o profesurę na wydziale teologicznym w niektórych krajach zachodnich najlepiej będąc pytanym o własne życie wiary powiedzieć, że jest się agnostykiem. W ten sposób kandydat nie będzie odbiegał od reszty kolegium profesorów, ani nie będzie stanowił dla nich zagrożenia, co robiłby będąc wierzącym lub, jak to się w tych kręgach określa, „fundamentalistą”. W Polsce różnice nie są aż tak wielkie, a własny agnostycyzm bywa ukrywany. Czy istnieją niewierzący teologowie? Istnieją. Niewierzący księża i zakonnicy? Oczywiście. Niewierzący biskupi? Jak najbardziej. I co oni robią? Uprawiają współczesną i nowoczesną teologię, która jest taka, jak każdy widzi albo na swoje szczęście nie widzi.

[wpedon id=”24285″ align=”left”]

 

[5] https://wobronietradycjiiwiary.com/2015/01/09/wiara-fides-a-ufnosc-fiducia-w-ujeciu-teologii-katolickiej/

[5] https://wobronietradycjiiwiary.com/2015/01/15/wiara-fides-a-ufnosc-fiducia-w-ujeciu-teologii-katolickiej-cz-2/

 

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

error: Content is protected !!
pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: