Tradycja i Wiara

Nasze Subskrypcje - Tanio jak nigdy

Miesięczna online

19,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Roczna online

199 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

3 miesiące przelewem

60 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

6 miesięcy przelewem

120 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

12 miesięcy przelewem

240 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

Rodzinna miesięczna

Online do 6 osób

29,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Online do 6 osób

349 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

Granice posłuszeństwa w Kościele (2 z 4). Ruchy posoborowe a posoborowa zapaść duchowieństwa.

Posłuchaj
Oceń post

martinVorlaender_predigt013_02

Posłuszeństwo a życie duchowe

I co to wszystko, czyli ukazywanie strukur i zależności w dużym międzynarodowym koncernie w pierwszej części naszego wpisu, ma wspólnego z życiem duchowym i posłuszeństwem? Wszystko. Po prostu trzeba uwierzyć w zdrowy rozsądek, że wszystko nie jest dla wszystkich, ponieważ osiągnięcie czegoś w jednej dziedzinie automatycznie łączy się z rezygnacją z innych dziedzin. A każdy wybór jest odrzuceniem innych wyborów. I dlatego prowadzenie życia duchowego na poziomie zakonów kontemplacyjnych czy zakonów czynnych możliwe jest dla zakonników czy zakonnic tychże zgromadzeń, pod warunkiem, że stosują się do dawnej sprawdzonej reguły, a nie do nowej zliberalizowanej, posoborowej lub do żadnej. I dlatego kwestie tzw. rad ewangelicznych jak 1. Ubóstwo, 2. Czystość i 3. Posłuszeństwo dotyczą tylko tych, którzy ten sposób życia wybrali i się na nie zdecydowali. Mówiąc obrazowo „osiągi” lub wyniki piłkarza Ligi Mistrzów może zrealizować ktoś, kto trenuje na poziomie Ligi Mistrzów, bo gra w klubie, który w Lidze Mistrzów grywa.

W Kościele mamy, z punktu widzenia prawa kanonicznego, dwa stany:

  1. Stan duchowny, związany ze święceniami kapłańskimi.
  2. Stan świecki, do którego należą także zakonnice i bracia zakonni.

Natomiast z punktu widzenia duchowości i obowiązków stanu mamy do czynienia z następującymi grupami:

  1. Księża diecezjalni (biskupi i wyżej)
  2. Zakonnicy kapłani
  3. Bracia zakonni
  4. Zakonnice
  5. Mnisi kapłani i bracia
  6. Mniszki
  7. Małżonkowie z dziećmi, wnukami etc.
  8. Kawalerowie
  9. Panny

Krótko rzecz ujmując z punktu widzenia zbieżności i różnic istnieje pięć stanów:

  1. Kapłani
  2. Zakonnicy i zakonnice
  3. Małżonkowie
  4. Pustelnicy
  5. Samotni w świecie

A jeszcze krócej rzecz ujmując z punktu widzenia życia chrześcijan w świecie istnieje dwupodział:

  1. Życie dla Boga.
  2. Życie rodzinne.

A na czym polega różnica? Na ilości czasu i energii przeznaczanego na różne rzeczy.

Ad 1. 90% na modlitwę i samodoskonalenie, a 10 % na ludzi.

Ad 2. 90% na ludzi najbliższych, bo rodzinę, a 10% na modlitwę i samodoskonalenie.

W przypadku (1) bez pierwszorzędnym skupieniu się na życiu duchowym nie jest się w stanie przekazać innych żadnego ducha, ani też prawdziwej miłości bliźniego. Wpada się jedynie w wyjaławiający akcjonizm, zakończony rozgoryczeniem jak niejedna czynna zakonnica. W przypadku (2) bez koncentracji na rodzinie i rzeczach, które temu życiu rodzinnemu służą, np. pracy zarobkowej, po jakimś czasie nie ma się ani żony, ani męża, ani też dzieci. O ile w przypadku (1) główne zadanie brzmi: vacare Deo – „być pustym dla Boga”, to w przypadku (2) rzeczywiście pierwszym celem małżeństwa jest proles ad Deum adducere – „przyprowadzić potomstwo do Boga”, a żeby przyprowadzić, to najpierw trzeba spłodzić, utrzymać i ponosić wszystkie konsekwencje swoich wyborów. Czasu i energii na modlitwę, lekturę i samodoskonalenie pozostaje mało, o czym ludzkość wie od zawsze, a co Kościół też zasadniczo do Soboru Watykańskiego II głosił. Życie świeckie to nie życie duchowe i odwrotnie. Nie wszyscy chcą czy mogą wstąpić do zakonu, nie wszyscy chcą czy mogą się rozmnażać. Istnieje zarówno hierarchia stanów jak i podział obowiązków ludzi, którzy się na coś zdecydowali. Życie dla Boga jest rzeczywiście doskonalsze z punktu widzenia naszego celu ostatecznego, którym jest ogląd uszczęśliwiający w niebie. A tego „stylu życia” najbliższe są w tym życiu zakony kontemplacyjne. Aby jednak to tej kontemplacji w tym życiu, o ile Bóg nam pozwoli, dojść, trzeba wieść życie całkowicie nieświeckie i nierodzinne. Inaczej się nie da. Być może niejeden czytelnik czytając te słowa zapyta się:

Po co pisać rzeczy tak oczywiste i jasne jak słońce?

Stwierdzenie to świadczyć będzie o tym, że czytelnik ten nie był w żadnym posoborowym ruchu odnowy, bo inaczej by to takie jasne dla niego czy dla niej nie było. Owe posoborowe promowanie „powszechnego kapłaństwa wiernych” prowadzi naprawdę u każdego do zacierania różnic pomiędzy świeckimi i duchownymi, które kończy się pytaniem:

Na co jeszcze księża, skoro świeccy mogą już prawie wszystko?

A pytanie pań dotyczy głównie tego, dlaczego ksiądz czy zakonnik nie może mieć rodziny, a konkretnie dzieci z zadającą to pytanie. Ale mówiąc poważnie rosnący brak powołań z jednej strony, który zaczyna się także w Polsce od braku powołań do czynnych zakonów żeńskich, od czego kryzys zaczął się także na Zachodzie oraz rosnący kryzys tożsamości kapłańskiej i zakonnej, o czym świadczy porzucanie kapłaństwa przez mnóstwo anonimowych księży lub przez głośnych zakonników jest dowodem na prawdziwość naszej tezy, że ludziom z obydwu niejako „stron barykady”, czyli świeckim i duchownym różnice ich tożsamości, duchowości i przeznaczenia nie są tak naprawdę znane.

Jak wyglądało duszpasterstwo świeckich przed Soborem?

Musimy w tym miejscu przyznać, że tego jak wyglądało duszpasterstwo świeckich przed okresem Jugendbewegung, czyli przed latami 1920, kiedy to duchowni zaczęli się włóczyć po górach z młodzieżą, redakcja po prostu dokładnie, to jest w oparciu o źródła, nie wie. Dysponuje oczywiście wiedzą ogólną z kręgów rodziny lub wiedzą teoretyczną o istnieniu sodalicji, bractw czy różnych zakonów prowadzących swoją działalność wśród sierot, dziewcząt upadłych, więźniów etc., którzy oczywiście wszyscy byli świeccy, ale wydaje się, że pomijając normalne posługiwanie sakramentalne, głoszenie rekolekcji, misji, ćwiczeń duchowych duszpasterstwa w rozumieniu posoborowym, czyli młodego np. dominikanina otoczonego wiankiem studentek po prostu nie było. Nie było bowiem żadnych ruchów świeckich włóczących się po miastach i głoszących kazania, pomijając beginki czy begardów w wieku XII i XIII, czy inne heterodoksje. Ksiądz czy ojciec miał konferencję pt. „Zadania matki katoliczki”, bractwo różańcowe wymieniało się tajemnicami, niektóre osoby miały swoich spowiedników i zdaje się, że tyle. Arystokracja z kaplicami pałacowymi miała swoich kapelanów, który troszczył się o potrzeby duchowe służby i państwa. Nie było siedzenia w kręgu i wywnętrzania się ze swojego życia lub komentowania Pisma Świętego własnymi słowami. Istniały trzecie zakony, który za odmawianie konkretnych modlitw zgodnych z ich obowiązkami stanu otrzymywały dodatkowe odpusty, a na procesjach mogły nosić jakąś figurę świętego.

Duszpasterstwo było po prostu jednostkowe dostosowane (i to jest ważna różnica!) do danego wiernego. Do jego wieku, płci, stanu, pochodzenia społecznego etc. I tak misje ludowe głosili kapucyni i bernardyni, potem redemptoryści, jezuici zajmowali się szlachtą czy arystokracją, gdyż wiedziano, że ludzie na różnych stopniach drabiny społecznej mają różne problemy i grzechy, gdyż mają też różne pokusy. Czytając zbiory kazań choćby staropolskich znajdujemy różne katalogi grzechów: arystokracji, szlachty, mieszczaństwa, chłopstwa etc. Przecież to wynikało z doświadczenia. Z pewnością były także bractwa jakichś cechów rzemieślniczych, które także odznaczały się tym, że ludzie z nich stowarzyszeni byli do siebie bardzo podobni, np. wszyscy byli katolickimi szewcami. Kościół wychowywał wszystkich poprzez litugię, sakramenty, homilie i katechizm, a osoby chcące pogłębić swoją wiarę były kierowane indywidualnie, a nie masowo i ruchowo. I właśnie wielką sztuką spowiednika jest zastosowanie ogólnych zasad moralnych do jednostkowego przypadku w tzw. forum internum, czyli podczas jednostkowej spowiedzi. Bo jeżeli coś jest dla wszystkich, to w sumie nie jest dla nikogo. Trzeba sobie raz a wyraźnie powiedzieć, że demokracja jest z gruntu antykatolicka, bo Kościół, stworzenie i teologia są hierarchiczne. Równanie ma miejsce, ale głównie w dół.

Ruchy a posoborowa zapaść duchowieństwa

Ponieważ po Soborze Kościół niestety niesamowicie obniżył wymagania w stosunku do duchowieństwa łagodząc i zmieniając reguły zakonne czy seminaryjne, a z drugiej strony dopuścił faktyczne tworzenie pseudo-zakonników ze świeckich, bo zdecydowanie tym są np. członkowie Opus Dei czy niektórzy charyzmatycy, toteż doszło do tego, że nie ma wykwalifikowanych kierowników duchowych dla ludzi świeckich, którzy naprawdę borykają się problemami, które mieli niegdyś jedynie niektórzy mnisi. Weźmy np. słynną modlitwę językami, medytację czy modlitwę spoczynku. Z pewnością zawsze istnieli świeccy mający ponadprzeciętne życie duchowe i modlitewne, ale były to jednostki, natomiast obecnie dzięki „ruchom” ludzie w jakiś sposób wynoszeni są na wyżyny modlitwy afektywnej, ale nie znajdują nikogo, kto by ich fachowo dalej poprowadził. Dlaczego? Ponieważ wiodąc życie według nowych, posoborowych reguł zakonnicy czy księża nie osiągają dawnej, przedsoborowej duchowej jakości, nawet jeżeli się bardzo starają. Po prostu trenując na poziomie trzecioligowej drużyny piłki nożnej w Polsce nigdy nie będzie grało się na poziomie Realu Madryd. To jest niemożliwe! Ponieważ reformy posoborowe zaczęto od roku 1962, to należy przyjąć, że pominąwszy kilka starorytualnych zakonów, których jest kilka na świecie, wszyscy żyją od 1965 po w zakonach nowemu. Jest może kilka jednostkowych wyjątków, ale to naprawdę wyjątki. Skutki są widoczne. Całkowita zapaść życia duchowego biorąca się między innymi ze złej teologii i braków przygotowania teoretycznego. Aby temu nieco zapobiec prowadzimy ten blog. Z drugiej strony osoby wychowane w ruchach mają czasami świadomość dużo bardziej zakonną lub monastyczną od wielu osób konsekrowanych, a mimo to dziwią się, dlaczego im to „zakonne życie w świecie” nie wychodzi. Bo albo świat albo zakon. Są bardzo rzadkie jednostkowe przypadki, które też zawsze były, prowadzenia życia duchowego żyjąc w świecie, które się po Soborze namnożyły i to dlatego, ponieważ zakony nie prezentują poziomu doskonałości, który by tym osobom odpowiadał. Czasami nowicjusze odchodzą nie dlatego, że się za mało nadają, ale dlatego, że się za bardzo nadają. Piszący te słowa w żadnym zakonie czy seminarium nie był, ale zna sytuację w różnych zakonach i seminariach na tyle, by wiedzieć, że niestety bywają środowiska tak zdegenerowane, że lepiej trzymać się od nich z daleka. Wolimy tego nie opisywać, by naszych czytelników nie gorszyć, ale dotyczy to także niestety Polski. Dlatego sporo osób z teoretycznym powołaniem żyje w świecie lub szuka jakiegoś ruchu. Jednak ruch to nie życie konsekrowane, a w sumie nic, bo naszym skromnym zdaniem żaden ruch posoborowy się na dłuższą metę nie sprawdził. I tak np. biorąc najbardziej utytułowany i konserwatywny oraz dosyć elitarny Opus Dei rzec trzeba, że wymagania odnoszące się do numerariuszy czy supernumerariuszy Opus Dei, o czym jeszcze szerzej kiedyś napiszemy, są ewidentnie niemożliwe do zrealizowania, podobnie jak ciągi modlitewne reklamowane na różnych „siostrzanych stronach”. No dobrze, rzec można, ale tamto jest “ruchowo-posoborowe” czyli amatorskie, ale jak wygląda to u “fachowców” czyli u zakonów tercjarskich z tradycjami, bo tercjarstwo istnieje w Kościele od XIII wieku. Też nie lepiej, bo współcześni zakonnicy w większości nie mają pojęcia o prowadzeniu dusz, gdyż zależy im na masie i tłumach, patrz np. Lednica. Tak na przykład Tercjarze dominikańscy zobowiązani są do codziennej mszy świętej i codziennego brewiarza i paru innych rzeczy. Piszący te słowa poznał rzeczywiście jedną tercjarkę pod koniec 20-tki wywiązującą się z tego zadania przez cały rok. Potem było to niemożliwe z powodu potomstwa i zmiany pracy. Osoba ta swoich ślubów czasowych, bo i takie się składa, nie przedłużyła może także dlatego, że owa reguła „świeckich zakonników” jest na dłuższą metę, czyli w kontekście całego życia mężatki, matki i kobiety pracującej niemożliwa do spełnienia. Ojcowie dominikanie zupełnie nie traktowali swoich młodych tercjarzy poważnie, tak że z zapoznanej grupy siedmiu czy ośmiu osób ślubów nie odnowił nikt, grupa się rozpadała, czym się ojcowie także nie przejmowali, gdyż przywykli trakować świeckich „jak bydło”. Mocne słowa, ale prawdziwe. Przecież dla wszystkich tych ludzi porzucenie tych ideałów tercjarskich stanowiło także ich osobistą porażkę, z której być może nigdy się już nie podźwigną. Więc albo jest to ideał nie wykonalny obiektywnie, albo byli oni źle prowadzeni, bo to ostatnie, to z pewnością tak.

Przed Soborem chcąc prowadzić intensywne życie duchowe po odchowaniu dzieci i za zgodą współmałżonka wstępowało się do zakonu. Czasami obydwoje małżonków. Przypadki jednostkowe, ale prawdziwe. Człowiek kończył koncentrować się na jednym i mógł skoncentrować się na drugim. Zakon jest naprawdę wielką pomocą w drodze do doskonałości. Ma się nowicjat, współbraci czy współsiostry, wolność od innych zajęć i obowiązków, także życzliwych ludzi prowadzących ten sam tryb życia, którzy już różne burze i napory sami przeżyli. A co może ojciec dominikanin w wieku 26 lat radzić dominikańskiej tercjarce w wieku lat 26 w jej problemach małżeńskich i to z punktu widzenia duchowości św. Dominika? Nic. Gdyby tercjarka ta była zakonnicą, to jej mistrzyni nowicjatu mogłaby jej dawać konkretne rady np. jak klęczeć, by się mniej męczyć, bo sama przez to przeszła. A tak tercjarka ta może po rady małżeńskie iść do innych żon, a do księdza po rady duchowe z zakresu duchowości. I na co jej to tercjarstwo? Właśnie, na nic. Ale św. Katarzyna ze Sieny też była tercjarką, ktoś nad podpowie. Była, ale nie była mężatką, była mistyczką i pod każdym względem była wyjątkowa, gdyż żyła jako pustelniczka w świecie, a w sumie jako rekluza, zanim zaczęła swoją misję. Była zatem zaprzeczeniem posoborowego tercjarstwa świeckich w świecie, chociaż formalnie żadną zakonnicą nie była. Była też z pewnością ostatnią osobą, która by twierdziła, że wszystko da się pogodzić, bo teraz jest posoborowo i się da. I znowu dochodzimy to sprawdzonych standardów, że tercjarstwo i intensywniejsze życie religijne zaczyna się na emeryturze, po odchowaniu dzieci, kiedy, mówiąc Herbertem:

Eros już odchodzi, a Thanatos jeszcze nie powstał z kamienia

(Pan Cogito i poeta w pewnym wieku)

Czy zatem świecki musi żyć jak świnka? Oczywiście, że nie musi, ale wszystkie znane redakcji ruchy religijne prowadzą albo ich członków do zniechęcenia, podwójnego życia lub do jakiejś formy życia zakonnego w świecie, która rzadko kiedy bywa udana. Życie konsekrowane zaczęło się od pojedyńczych anachoretów, czyli od tych, którzy „odeszli na bok”, bo tak się słowo „anachoreta” tłumaczy i co ciekawe życie konsekrowane do anachoretyzmu po ostatnim Soborze powraca, ponieważ większość zakonów jest naprawdę do niczego, szczególnie na Zachodzie, i ludzie, którzy w normalniejszych czasach by do zakonu trafili, żyją samotnie nieco wbrew swojemu powołaniu. Jeżeli św. Don Bosko miał rację i rzeczywiście 1/3 ludzkości ma powołanie, to ilość ludzi żyjących wbrew sobie, np. w małżeństwie, jest zatrważająco duża. Z pewnością i w przeszłości nie każde małżeństwo było szczęśliwe, a szczególnie w rodach arystokratycznych czy królewskich, małżeństwo pierworodnych rzadko było ich wyborem, gdyż liczyły się względy dynastyczne i dobro rodu. Ale ludzie w tamtych czasach z pewnością nie uważali, że wszytko da się pogodzić, gdyż poziom życia zakonnego był naprawdę inny i mniej światowy w najlepszym jego wydaniu. A poza tym kierowali się poczuciem obowiązku. Skoro Pan Bóg ich w takim miejscu drabiny społecznej postawił, to muszą czynić to, co od nich obowiązek wymaga, a nie szukać własnej realizacji. Natomiast po Soborze, im zakon czy ksiądz jest bardziej światowy i świecki tym jest niby lepszy, „bo przyciąga młodzież”, która też lubi pooglądać siebie samą w telewizji, choćby Trwam, jak różnych księży czy ojców. Od czego bowiem zależy w powszechnym odbiorze czyjaś świętość? Od jego prezencji w mediach, patrz ks. Natanek i inni. Oczywiście tak naprawdę jest odwrotnie, gdyż im bardziej jest ktoś święty, tym mniej chce być znany i jest znany. Duchowni są wychowywani na gwiazdorów i chcą być gwiazdorami, patrz dominikanie czy inni. Im więcej czyichś kazań na youtubie tym rzekomo lepiej. Ale to żadna „ewangelizacja”, tylko narcyzm, któremu bardzo sprzyja kierunek odprawiania mszy świętej do ludu, a nie do Boga. Niestety Nowa Msza rzeczywiście prowadzi do kultu człowieka, a mianowicie człowieka-kapłana.

Posoborowość i młodość

Wolimy oszczędzić czytelnikom wymieniania nazwisk sławnych jezuitów, dominikanów czy innych księży, którzy w ostatnich latach porzucili kapłaństwo. Ich decyzja z pewnością pociągnęła za sobą rozpacz ich słuchaczy, czy zwolenników, z której się niektórzy być może już nie podnieśli, bo jeżeli okazuje się, że jakiś ksiądz czy ojciec, którego, nie znając go bliżej, uważali za świętego, za okno na Kościół i Boga, w rzeczywistości okazał się takim a nie innym, to już nikomu ani w nic wierzyć nie można. Diabeł często wynosi ludzi na wyżyny, aby ich potem pogrążyć i posługuje się nimi chcąc, często bez ich świadomości, przekazać swoje nauki. Przypomina to trochę nadmuchiwanie balonu, który kiedyś pęknie. Patrz ostatnio ksiądz Charamsa. Za odejściem zakonnika stoi porażka całego zakonu, za odejściem księdza całej decyzji. Nad programem naprawy pomyślimy i napiszemy w stosownym czasie. Uderza jednak fakt, że w Kościele posoborowym “karrierę kościelną” robi się często w bardzo młodym wieku.

Filozofia starożytna, czyli ta trwająca od 600 przed Chr. do 525 po Chr., zatem ponad 1000 lat, ukuła termin akmé “dojrzałość”, który oznacza osiągnięcie przez filozofa tej dojrzałości intelektualnej, która umożliwia mu głoszenie własnych nauk. Jest to wiek mniej więcej lat 50-ciu i to u tych, którzy zajmowali się filozofią od zawsze. Tyle to trwa. W swoich kazaniach Jan Tauler OP podaje to samo, że dopiero około 50-tki pewne rzeczy, tym razem duchowe, nie filozoficzne, ujrzał w rozumieniu rzeczywiście zrozumiał. Ponieważ piszący te słowa pomału zbliża się do tego wieku, więc może to potwierdzić. Chociaż zainteresowania te miał zawsze, a porównując z innymi rzeczywiście ponadprzeciętne, to jednak pogląd na różne kwestie, które ma obecnie różni się rzeczywiście piramidalnie od tego, co rozumiał uprzednio. Trudno to trochę ująć w słowa, chociaż nie jest to kwestia duchowa, ale intelektualna. Chyba najbardziej można to porównać z plamkami rastra w poligrafii, im jest ich więcej, tym widzimy dokładniej, co podaje, zdaje się, określenie dpi. [1] Im więcej punktów, tym wyraźniejszy obraz. Najpierw widzi się kontury, potem obraz staje się dokładniejszy, następnie kolorowy (to nie w poligrafii), a pod koniec trójwymiarowy. I tak w okresie akmé obraz jest już kolorowy, a sukcesywnie staje się trójwymiarowy, pod warunkiem oczywiście, że się przez całe życie te punkty zbierało. Jest to proces normalny życia intelektualnego i duchowego. Najpierw się wierzy, o potem się ogląda, chociaż jeszcze nie “twarzą w twarz”. Tymczasem główni teologowie Soboru byli w momencie jego tworzenia, jak na kościelne warunki, bardzo młodzi, bowiem w roku 1962:

  • Hans Küng miał w roku 34 lata,
  • Joseph Ratzinger 35 lat,
  • Schillebeeckx 48 lat,
  • Rahner 48 lat,
  • Congar 58 lat,
  • Wojtyła 42 lata.

Można by te nazwiska jeszcze mnożyć, ale był to jednak u większości z nich wiek sprzed “widzenia trójwymiarowego”, wiek oznaczający się niestety u wszystkich nastawieniem t.k.m. Kwestie teologicznych doradców Ojców Soboru, tzw. periti, nie została jeszcze naukowo dokładnie opracowana. Osoby dysponujące dużą ilością czasu i znajomością języka angielskiego mogą przejrzeć angielską listę uczestników Soboru Watykańskiego II wikipedii pod kątem wieku periti lub progresywnych Ojców Soboru.[2] Osoby jeszcze bardziej zainteresowana tą tematyką mogą przeczytać artykuł dotyczący amerykańskich periti i ich losów. [3] Zakładamy, że dane te potwierdzą naszą tezę o braku osiągnięcia wieku akmé,  chociaż pomiędzy wymogami odnoszącymi się do dojrzałości filozoficznej, a wymogami dotyczącymi Ojca Soboru jest spora różnica. Im wyżej, tym większe. Piszący te słowa losów wszystkich periti (liczba pojedyńcza peritus) nie studiował, ale wie, że po Soborze niejeden czołowy peritus, jak Küng czy Schillebeeckx zostali, jeśli nie wprost potępieni, to odstawieni na bok, przez co mieli żal mówiąc:

“To myśmy wam Sobór przeprowadzili, przez nas doszliście do władzy, a teraz taka zapłata?”

Niestety Küng działa do dziś, gdyż np. kardynał Kasper czy kardynał Lehmann jest jego uczniem. Powstaje oczywiście pytanie, jak i dlaczego katoliccy Ojcowie Soboru wybrali sobie takich, a nie innych periti? Odpowiedź jest prosta:

  1. albo mieli zbieżne poglądy,
  2. albo imponowała im ich inteligencja i kompetencja, której nie byli w stanie sami ocenić i dlatego,
  3. przyjęli kogoś, kto został im podsunięty przez kogoś innego.

Wydaje się, że najczęściej chodziło jednak o punkt 1., gdyż kardynał Siri, który sam się, mówiąc obiegowo, “dobrze znał”, wybrał sobie na peritusa Romano Amerio. Więc aż tak daleko jabłko nie pada od jabłoni. Powróćmy jednak to młodości i wieku akmé. Nie jest on związany z inteligencją, bo jak się ma, to się ma, a jak się nie ma, to się nie ma, ale z widzeniem całokształtu i przewidywaniem konsekwencji. Stąd mówimy w literaturoznawstwie o okresie “burzy i naporu”. W Kościele kariery zaczynają się późno, gdyż kwestie duchowe stają się jasne wtedy, gdy zmysłowość i namiętności w naturalny sposób obumierają, gdyż, co duchowe, jest przeciwne temu, co cielesne. Tak to już jest. Czy można zatem mówić o soborowym lub posoborowym “pokoleniu pryszczatych”? Zdecydowanie można. Piszący te słowa nie ma w tej chwili dostępu do statystyk wieku posoborowych biskupów, ale ponieważ Paweł VI wprowadził po raz pierwszy w historii Kościoła obowiązek podawania się do dymisji, co jest sformułowane “do dyspozycji Ojca Świętego”, w wieku lat 75, to przyjąć trzeba, że chodziło wówczas o pozbycie się starych, konserwatywnych biskupów i ich współpracowników także.

6001364W głębiach internetu piszący te słowa natknął się na bardzo ciekawy dokument znajdujący się na pewnej “siostrzanej stronie”, tym razem nie polskiej, ale szwajcarskiej. [4] Obok obowiązkowych objawień prywatnych, ogłoszenia rychłego nadejścia Antychrysta oraz dosyć dobrej części dogmatycznej, znajdujemy tam rzekomą wypowiedź rzekomej duszy czyśccowej kardynała Monachium Juliusa Döpfnera (1913-1976),[5] która rzekomo objawiała się tuż po śmierci pewnej pani, opłakując swoje grzechy i prosząc o modlitwę, gdyż bardzo w czyśccu cierpi. Co nasza redakcja o objawieniach prywatnych sądzi, powtarzać nie będzie, bo niewiele. Zdajemy sobie co prawda sprawę z popularności tej części niniejszego wpisu, gdyż zawiera ona wszelkie elementy poczytności na polskich katolickich blogach:

  1. Objawienia prywatne.
  2. Zwierzenia z zaświatów.
  3. Teorię spiskową dziejów.
  4. Antyniemieckość.

Brak tylko seksu i demonów, ale trudno. Nie można mieć wszystkiego. Mimo to tekst ten publikujemy zdając się na inteligencję i dar rozeznania czytelników. Warto wpierw od strony dogmatyczno-teologicznej zapytać, czy takie wydarzenie, jak zwierzenia duszy czyśccowej, jest możliwe? Jest możliwe, bo znamy takie jednostkowe przypadki z żywotów świętych (św. Maria Margareta Alacoque, św. Katarzyna z Genui czy innych). Ale nawet zakładając, że jest to fikcja, to jednak jej autor zadał sobie sporo trudu zweryfikowania życiorysu Döpfnera i stworzenia postaci duszy czyśccowej o bardzo dużym prawdopodobieństwie psychologicznym. My jednak zakładamy, że na 99% może być to prawda, chociaż oczywiście do wiary w to nie zmuszamy nikogo.

I co ta biedna dusza döpfnerowska mówi? Ano to, że on – Julius Döpfner – bardzo wcześnie został wybrany do robienia kariery kościelnej poprzez ludzi, którzy poznali się nie tylko na jego inteligencji, ale przede wszystkim na ambicji, a ponieważ był zbyt młody, jak na zajmowane stanowisko, bo biskupem diecezjalnym Würzburga został już w wieku 35 lat, toteż był do końca zależny od swoich głównie jezuickich doradców. Tak prawdopodobnie też było, gdyż wspomniany hierarcha w wieku 44 został biskupem i kardynałem Berlina, a w wieku 48 lat, w roku nota bene 1961, czyli rok przed Soborem (1962-1965), kardynałem Monachium i Ojcem Soboru. Odrzucając na chwilę wiarę w istnienie dusz czyśccowych, w demony czy w możliwości kontaków z “zaświatów” i z “zaświatami” rzec trzeba, że z czysto racjonalnego punktu widzenia kariera Döpfner przypomina bardzo powolne i sukcesywne tworzenie przez szare eminencje quorum z myślą o Soborze, w myśl tego, by mieć swoich ludzi na kluczowych stanowiskach w chwili głosowania. Kardynał Döpfner należał też do najbardziej progresywnych Ojców Soboru i głównie jemu zawdzięczamy np. wprowadzanie komunii na rękę, świeckich szafarzy, asystentek pastoralnych oraz antyrzymskiego kursu episkopatu niemieckiego trwającego do dziś. Ale nie o tym kardynale tutaj głównie mowa, ale o tym, że robienie kariery w młodym wieku rzadko kiedy się dobrze kończy, gdyż w przypadku kardynała Döpfnera i różnych teologów Soboru, w tym samego Ratzingera, skończyła się źle. Przecież nasz Kościół posoborowy jest w takim, a nie innym stanie na skutek “młodzieńczych posoborowych” eksperymentów, które promowali niestety sami papieże. Dusza kardynała Döpfnera bardzo swoich decyzji żałuje, prosi o modlitwę, ale twierdzi on także, że do końca nie wiedział, jak bardzo jest manipulowany, chociaż nie mówi dokładnie przez kogo. Oczywiście łatwo manipulować ambitnym, rzutkim człowiekiem trzymając się na uboczu oraz wmawiając mu, że to jego decyzje. I co chcieliśmy tą historią dowieść? Że młodość i szybka kariera rzadko kiedy się dobrze kończą, bo diabeł wynosi, aby zrzucić, co potwierdzają też ostatnie polskie odejście od kapłańtwa znanych księży i zakonników. Jednak fakt, że ponoć kardynał Döpfner trafił mimo wszystko do czyścca, choć do głębokiego, daje nam wszystkim nadzieję na litość Boga w momencie naszego sądu. Pomódlmy się zatem za kardynała Döpfnera, bo może jeszcze siedzi i nie wyszedł. Skorzystajmy z modlitw odpustowych lub po prostu Wieczny odpoczynek …

 

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Raster_%28poligrafia%29 https://en.wikipedia.org/wiki/Halftone

[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Category:Participants_in_the_Second_Vatican_Council

[3] https://www.researchgate.net/publication/260140550_The_Periti_of_the_United_States_and_the_Second_Vatican_Council_Prosopography_of_a_Group_of_Theologians

[4] http://kath-zdw.ch/forum/index.php?topic=310.0

[5] https://de.wikipedia.org/wiki/Julius_D%C3%B6pfner

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Ks. Arndt - Zestawienie odpustów nieautentycznych: 15 Modlitw św. Brygidy (całość)
Świadectwo: Moje doświadczenie z 15 Modlitwami św. Brygidy
Czy ks. Dariusz Olewiński - Katolicki teolog odpowiada - jest rzeczywiście kapłanem archidiecezji wiedeńskiej?
Ponowne święcenia kapłańskie ks. Jacka Bałemby SDB. Kapłaństwo jako takie (1 z 4)
Czyżby kolejny łańcuszek? 12 "złotych piątków"
Teologia ruchu lub "a teraz przyniosą wiadro"

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Jeśli możesz, przejmij opłaty Paypal, to więcej do nas dotrze. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
%d bloggers like this: