Ten post ma 32 komentarzy

  1. Fides

    1. Obawy Św. Oficjum na temat kultu Miłosierdzia Bożego, biorąc pod uwagę dzisiejsze nadużycia, były jak najbardziej uzasadnione.
    2. Niebo zawsze dawała Katolikom różne środki zaradcze jak choćby Pierwsze Piątki Miesiąca. Ich wymiar jest jednak inny bo związane są z sakramentem Eucharystii oraz Pokuty.
    3. Nie ulega wątpliwości, iż Boża Bojaźń i związane z nią pozostawanie w stanie łaski uświęcającej, jest za życia o wiele lepsza niż odkładanie np. spowiedzi na ostatnią chwilę, bo jakoś to będzie, Pan Bóg mnie nie opuści.
    4. Kult Bożego Miłosierdzia wymaga zatem od duchownych właściwego tłumaczenia, czyli najpierw Sakramenty Święte, a Koronka jako dodatkowa modlitwa.

    Bardzo dobre opracowanie, które ukazuje niebezpieczne powiązania niewłaściwej interpretacji Miłosierdzia Bożego z nauką heretycką Lutra.

  2. Administracja

    Bóg zapłać za pochwałę. Teraz czekamy na awanturę, która będzie także kompletentem ex contrario.

  3. Fides

    Tu chyba nie ma o co się awanturować. Pozostaje tylko kwestia właściwej interpretacji Miłosierdzia Bożego jako jednego z Bożych przymiotów i uświadomienie każdemu roli sakramentów w życiu Katolika. Koronka jak każda inna modlitwa, jak np. Różaniec, Litanie – jest sakramentalium. Szkoda, że wiele osób nie rozumie chociażby czym jest Sakrament Eucharystii i jaką moc ma w sobie. Ja osobiście tak jak odmawiałem Koronę do tej pory, jako jedną z wielu modlitw w ciągu dnia, będę ją dalej odmawiał w określonej intencji.
    Wg. mnie osoby duchowne powinny więcej wagi przywiązywać do mówienia o poszczególnych grzechach, jasno i zdecydowania, tak jak czynili to wielcy święci, chociażby św. Jan Vianney czy św. Ojciec Pio. Krótko i na temat. Obudziłoby to z letargu wielu letnich Katolików, a tych którzy nie chcą przyjąć prostej i klarownej nauki Kościoła Katolickiego… no cóż na siłę nikogo się nie zbawi.
    Są bardzo dobre opracowania na temat kazań św. Jana Vianney. Rozumiem, że redakcja bloga ma jakiś opracowany harmonogram artykułów, ale może warto byłoby przypomnieć, każdy z grzechów na podstawie kazań świętego. Zwłaszcza jak rozległy jest grzech cudzołóstwa.
    Taki mały wniosek na koniec wpisu 🙂

    Z Panem Bogiem

    1. Administracja

      @ Fides
      Tak, ma Pan całkowitą rację, ale gdyby księża rzeczywiście dobrze przepowiadali to i stan religijności byłby inny, a takie blogi jak nasz nie byłyby aż tak potrzebne.

      Pomysł z grzechami bardzo dobry, tylko w dobrym wydaniu dosyć pracochłonny. Bo aby dać np. kazania św. Jana Vianneya trzeba by najpierw krótko przedstawić, co w naszym wydaniu wynosi zwykle około 100 stron,
      (a) ogólną naukę o grzechu,
      (b) naukę o grzechach głównych,
      (c) naukę o grzechach ciężkich i lekkich etc.

      Aby tego z kolei dokonać, należałoby przedstawić najpierw filozoficzne podłoże katolickiej nauki o grzechach, którą jest
      albo (1) stoicyzm, jeśli mówimy o nauce o grzechach ojców pustyni,
      albo (2) arystotelizm, jeśli mówimy o nauce o grzechach św. Tomasza z Akwinu.

      Po wzniesieniu takiego fundamentu możnaby ukazać nauczanie konkretnych świętych i wówczas czytelnicy wiedzieć będą, że dany święty głosi to, co katolickie, a nie coś jest katolickie, ponieważ głosi je jakiś święty lub jakaś święta.

      Główny problem każdej nauki polega na podaniu właściwych zasad, gdy te się zna, człowiek nie pobłądzi.

      Ale za sugestię dziękujemy i wstawimy ją na naszą listę rzeczy do zrobienia, jak czas i siły nam na to pozwolą. Jest to w sumie równoznaczne z napisaniem własnej teologii moralnej szczegółowej, zadanie wykonalne, ale czasochłonne.

  4. Jan

    Pozwolę sobie podzielić się drobną myślą, która mnie nurtuje od pewnego czasu, kiedy przeczytałem wasze artykuły o Miłosierdziu. Otóż:
    1. Jeśli w kalendarzu przedsoborowym 1. niedziela po Wielkanocy była z czytaniem o św.Tomaszu, to mimo wszystko bardzo wydaje mi się porządanym, by wielki nacisk położyć na ten wspaniały i namacalny wyraz Bożego miłosierdzia (a więc i miłości) jaką jest sakrament pokuty, a także podkreślenie szczególnie tegoż wymiaru jakim jest odpuszczenie grzechów („nad śnieg wybileją”). Myślę, że dla osób skrupulatnych ten wymiar okazania przebaczenia przez Boga i zapomnienia grzechów, jest istotny.
    2. Proszę wybaczyć brak wiedzy i posłużenie się tylko paroma przykładami, ale chyba każdy święty w swoich pismach wychwalał choć raz Miłosierdzie Boże: św. Teresa z Avila, św. Augustyn, a ile to król Dawid się o nim „naśpiewał”.
    3. Znowu warunkowo: jeśli patrzeć na MB szczególnie przez pryzmat sakramentu pokuty, tj. widzieć św. MB jako św. tegoż sakramentu, to czy nie jest to niejako na wzór Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej? Czy jeszcze przed wprowadzeniem Bożego Ciała, nie było przypadkiem podobnych problemów i przeciwności?

    Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam!

    1. Traditio et Fides

      ad 1.
      Opowieść o św. Tomaszu można interpretować nie tylko w kontekście miłosierdzia. Skrupulanci są byli i będą, niezależnie od przepowiadanej teologii. Przecież jest oczywiste, że Bóg jest miłosierny, bo by inaczej nie przebaczał, ale to nie jest ani jedyny, ani wyłączny jego przymiot.

      ad 2.
      J.w.

      ad 3.

      Bardzo dziękujemy za przykład Bożego Ciała, bo dobrze można na nim wykazać uderzające różnice. Aby zachować jasność wywodu kwestie odnoszące się do Bożego Ciała określimy jako A, a do Faustyny jako B.

      Święto Bożego Ciała wprowadzone dla całego Kościoła w roku 1264; dla diecezji Lüttich w roku 1246 rzeczywiście wiąże się z objawieniami prywatnymi św. Juliany z Lüttich z roku 1209. Jednakże:

      A 1) Wiara w rzeczywistą Obecność Chrystusa w Eucharystii od zawsze była w Kościele.
      B 1) W KOściele nie było nigdy kultu jednego przymiotu Boga.

      A 2) Kościół w roku 1215 na Soborze Laterańskim IV zdogmatyzował naukę o transsubstancjacji określając, że termin ten najlepiej oddaje istotę tego sakramentu. Orzeczenie to stanowiło rozstrzygnięcie uprzednich sporów eucharystycznych, które oscylowały pomiędzy zbyt symbolistyczną a realistyczną wizją i terminologią tego sakramentu. Kwestie te może kiedyś poglębimy, bo jest to dosyć skomplikowane.
      B 2) Kościół nigdy nie zdogmatyzował MIłosierdzia Bożego, ani innego Boskiego przymiotu. Faustyna do roku 1978 była na indeksie, co równa się jej potępieniu, kult miłosierdzia był zakazany, a poprzedzająca ją Mateczka Kozłowska również o miłosierdziu pisząca, także została potępiona i jako jedyna kobieta do tamtego czasu ekskomunikowana.

      A 3) Objawienia św. Juliany były jedynie pewnym kamyczkiem do ogólnej mozaiki teologicznych rozstrzygnięć, które zostały interpretowane jako potwierdzenie Boże dotychczasowych decyzji, pobodnie jak cuda eucharystyczne, np. w 1263 roku w Bolsenie.
      B 3) Objawienia Faustyny, były długi czas kwestionowane jako sprzeczne z nauką KOścioła. Żadnych prac teologicznych nad super-miłosierdziem nie było.
      B 4) Do Faustyny żadne, powtarzamy żadne święto, nie zostało wprowadzone wyłącznie na podstawie objawień prywatnych. W przypadku Lourdes objawienia Bernadety były potwierdzeniem świeżo ogłoszonego dogmatu, o czym Bernadeta nie mogła wiedzieć.

      A 4) Boże Ciało zostało wpierw wprowadzone na poziomie diecezji, a potem całego Kościoła. Podobnie było z innymi świętami czy kultami, najpierw diecezja, potem litugia, officium, msza, potem zmiana ogólnego kalendarza liturgicznego. Ten proces trwał nie tyle latami, co wiekami. W przypadku Bożego Ciała trwało to od 1209 do 1264, więc także trochę.
      B 5) Nie jest nam znany fakt, aby kult Miłosierdzie Bożego był gdziekolwiek dopuszczony na poziomie diecezji. Przed 1978 był zabroniony, a czy potem sukcesywnie odgórnie zatwierdzany, tego nie wiemy. Ale nie było stopniowego wcielania go w liturgię, a odgórna decyzja Jana Pawła II o drugiej niedzieli po Wielkanocy. Także bez precedensu w dotychczasowej historii Kościoła.

      A 5) Boże Ciało zyskało od razu poparcie najwięszych teologów, św. Tomasz z Akwinu skomponował hymny.
      B 6) Żaden teolog, oprócz Karola Wojtyły, przed 1978 Faustyny nie popierał, Miłosierdzia nie promował, bo jej dzieła były na indeksie (!!!!!)

      Więc już w tym krótkim i roboczym zestawieniu, według https://de.wikipedia.org/wiki/Fronleichnam#Geschichte https://en.wikipedia.org/wiki/Corpus_Christi_%28feast%29 widać, jak bardzo kult Bożego Miłosierdzia odbiega od Tradycji.

      W wikipedii czytamy”

      Miłosierdzie Boże – w teologii chrześcijańskiej największy z przymiotów Boga, polegający na bezgranicznej dobroci dla ludzi potrzebujących

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C5%82osierdzie_Bo%C5%BCe co jest błędne, bo w Bogu nie ma większych lub mniejszych przymiotów, skoro wszystkie są jednym. Oczywiście wikipedii nie należy traktować poważnie, ale takie poglądy się potem pojawiają.

      My nawet nie przeczytawszy całej Faustyny mamy mocne wątpliwości, czy to naprawdę od Boga pochodzi? Dlaczego?

      Ponieważ widzimy opłakane skutki tych objawień. Najpierw była Faustyna, potem Jan Paweł II i Miłosierdzie, a teraz Franciszek i Miłosierdzie, co powoduje, do zacierania śladów pomiędzy dobrem i złem, pomiędzy cnotą grzechem, bo Bóg jest miłosierny, i to „Jego najważniejszy przymiot”. Miłosierdziem usprawiedliwia się wszystko. „Bo Pan Jezus to Faustynie powiedział”. A jeżeli to nie Pan Jezus? To co? „To herezja!” Takie twierdzenie nie jest herezją, bo nikt nie jest zobowiązany do wiary w objawienia prywatne, które nie należą do depozytu wiary. „Ale ludzie w to wierzą”. Bo jest im z tym wygodnie, naszym zdaniem.

      Przecież te objawienia i kult miłosierdzia stoi w jawnej sprzeczności z ostatnimi, a w sumie ze wszystkimi objawieniami maryjnymi uznanymi przez Kościół w XX i XIX wieku. Bo jakie jest przesłanie Fatimy, La Salette i innych? Pokuty, pokuty, pokuty. Bo ludzkość strasznie grzeszy, a teraz bardziej niż przedtem. I teraz akurat Miłosierdzie? To przecież sprzeczne. A Pan Bóg sobie nie przeczy.

      Na razie tyle na ten temat.

      1. Monika

        Jakoś nie miałam nigdy większych problemów z Bożym Miłosierdziem, Faustyną i samym świętem, ale zawsze zastanawiało mnie jak w teorii pogodzić to, że z jednej strony wiadomo, że żaden katolik nie ma obowiązku wierzyć w jakiekolwiek objawienia prywatne, a z drugiej na podstawie takiego właśnie objawienia zostało ustanowione Święto Miłosierdzia. No bo jeśli Kościół coś oficjalnie ustanawia, to rozumiem, że mam to przyjąć i w to wierzyć. Niekoniecznie musi to być „moje” święto czy nabożeństwo, mogę w tym nie uczestniczyć, ale muszę uznać, że jest to prawdą. Jeśli jednak nie wierzę w objawienia Faustyny, to tak jakbym powiedziała, że nie wierzę Kościołowi i temu co głosi.
        Jak dla mnie to, jedno z drugim się wyłącza i trochę mi zgrzyta.

      2. Traditio et Fides

        @ Monika

        No cóż, nie jesteśmy w tej chwili w stanie odpowiedzieć, na wszystkie implicite lub explicite zawarte w Pani wpisie wątpliwości. Należałoby przeczytać dokument papieża ustanawiające Święto Miłosierdzia, czy jest tam wspomnienie o Faustynie, czy nie ma, na ile Faustyna rzeczywiście zaważyła, bo sądzimy, że jednak tak.

        Faustyna lub inne objawienia prywatne, to jeszcze nie Kościół. W objawieniach prywatnych nie ma w najlepszym raziem nic, co się nauce Kościoła sprzeciwia, więc niewiara w objawienia prywatne nie oznacza niewiary w naukę Kościoła, ponieważ ta ostatnia jest pojęciem szerszym.

        Weźmy objawienia, nieuznane przez Kościół, bł. Katarzyny Emmerick. Dlaczego nie uznane? Ponieważ nie wiadomo, co było rzeczywistą treścią objawień, a co redakcją, przeinaczeniem lub wyolbrzymieniem Clemensa Brentano, poety romantycznego, który te objawienia spisał. Długie lata nie było większych wątpliwości co do jej osobistej świętości, ale były odnośnie objawień, z przyczyn powyższych. Aż oczywiście do decyzji naszego papieża Jana Pawła II, dopuszczającej jej beatyfikację. Powstaje oczywiście zasadne pytanie: Wierzyć objawieniom lub nie? A może częściowo? Ale której części i dlaczego?

        No właśnie, bez beatyfikacji by tych problemów nie było. Redakcja jeszcze ich nie czytała, ale są to między innymi bardzo dokładne opisy Męki Pańskiej z różnymi szczegółami, których nie ma w Ewangelii. Wiemy, że w Ewangeliach też wszystkiego nie ma, więc, czy bł. Katarzyna widziała coś, co rzeczywiście miało miejsce, czy to jej poetycki pogląd i owoc medytacji. Nie wiemy. Jeżeli komuś te pisma pomagają w jego drodze duchowej niech czyta, jeżeli nie, niech nie czyta.

        No niestety, ale przed Soborem Kościół unikał naprawdę promowania czegokolwiek, co w jakikolwiek sposób mogłoby szkodzić duszom i to ludzi właśnie niewykształconych i niekrytycznych, którzy głównie takie objawienia czytają. I dlatego w razie jakichkolwiek wątpliwości zabraniał i dobrze. Bo przecież każdy teolog, a kiedyś inkwizytor czy cenzor kościelny mnóstwo szkodliwych rzeczy przeczytać musi i wiary od tego od razu nie straci. Dlaczego? Bo ma wykształcenie, potrafi różnicować, jest to jego obowiązkiem stanu i Pan Bóg go jakoś zabezpiecza, więc może rzeczywiście być tak, że komuś coś nie zaszkodzi, ale większości ludzie jednak tak.

        I dlatego objawienia prywatne są prywatne i niech takimi pozostaną. Piszący te słowa nigdy przywiązania do nich nie rozumiał, ani i nie rozumie, ale nie wszystko rozumieć musi. Może to jakaś forma czytania powieści czy romansów przez panie lub matrony religijne od średniego wieku wzwyż, trochę taka religijna powieść w odcinkach lub telenowela. Nie chcemy tutaj nikogo obrazić, ani z czyjejś pobożności kpić, ale naprawdę wydaje się, że wszelkie objawiania prywatne uzależniają jak romanse czy telenowele, patrz „siostrzana strona”, uznanych przez Kościół jako nieszkodliwe jest mało, mnóstwo wątpliwych i fałszywych.

        Z jednej strony wiemy, że nie każdy może czytać traktaty dogmatyczne w łacińskim oryginale, pragnie swą wiarę pogłębić, na rynku jest mało co dobrego, więc pozostają objawienia prywatne. I mamy małą kwadraturę koła, bo:

        1. z punktu objawień prywatnych ocenia się naukę Kościoła („Faustyna powiedziała, więc tak jest)
        2. chcąc zrozumieć naukę Kościoła czyta się katechizm lub coś innego fachowego, co jest dla kogoś zbyt trudne lub po Soborze zbyt wewnętrznie sprzeczne, a skoro jest takie
        3. szuka się odpowiedzi w objawieniach prywatnych („jak to miłosierdzie nie jest najważniejszym przymiotem Boga, skoro Faustyna tak powiedziała”).

        Błąd ten nazywa się w logice petitio principii, czyli żądanie początku, kiedy to na początku formalnie poprawnie przeprowadzonego wnioskowania przyjmuje się fałszywą przesłankę, np. „Katolickie jest to, co jest zawarte w Dzienniczku Faustyny”. Jest to teza błędna, bo są tam jakieś ślady katolicyzmu, ale nie on sam, niezafałszowany i cały. Więc ktoś wychodząc od nich, co często się dzieje, jeżeli jest to czyjaś pierwsza i podstawowa lektura, z tego punktu widzenia interpretuje wszystko inne. Dlatego też powiedzenie cave hominem unius libri – „strzeż się człowieka jednej, jedynej książki”, w takim rozumienie, że innej nie czytał.

        Katolicyzm nie jest religią księgi, jak islam czy protestantyzm, bardzo krótko rzecz ujmując, ale religią przepowiadanej i przepowiadającej tradycji, bo tę tradycję się „traduje” od tradere- przekazuje. Bo przecież także katechizm stanowi dosyś sformalizowane streszczenie prawd wiary. NP.

        Bóg jest bytem doskonałym.

        Co znaczy „byt”, co znaczy „doskonałym” etc. Potrzebujemy kogoś, kto nam to wyjaśni. Co często tutaj przypominamy: chociaż teologia posługuje się językiem, wydawałoby się potocznym, to jest to mimo wszystko język sformalizowany i techniczny. Tak więc ludziom wydaje się, że wiedzą, o co chodzi, chociaż tak naprawdę nie wiedzą.

        Weźmy taki przykład:

        „Prawo naturalne”

        większość ludzi nawet wykształconych uważa, że chodzi tutaj o „prawo natury”, czyli i darwinizm, zwierzęta, rozmnażanie się, Hobbesa, czyli to, co jest w przyrodzie, jest naturą, więc jest dobre.

        I dlatego czytając zdanie „zgodne z naturą”, czytają je jako „zgodnie z prawami czy fenomenami występującymi w przyrodzie”.

        A tymczaem pojęcie „natura” ma w teologii inne znaczenie. „Natura” oznacza pewną właściwość nadaną danemu bytowi przez Boga, zgodnie z planem Bożym i miejscem tego bytu w Bożej hierarchii. Więc stwierdzenie „demon ma naturę anielską” nie jest w teologii bezsensowne, która nie tylko zakłada obiektywne istnienie aniołów, upadłych również, ale właśnie to, że „natura” nie jest równoznaczna z przyrodą.

        I dlatego mówiąc o „naturze człowieka” teologia ma na myśli jego bogopodobieństwo, czyli rozum i wolną wolę, jeżeli chodzi o władze duszy, oraz o duszę nieśmiertelną. A ponieważ człowiek ma taką naturą, której cel jest w Bogu, dlatego głównym jego celem na ziemi jest zyskanie tego bogopodobieństwa, które każdy ma w zarodku oraz dążenie do tego stopnia świątości, który przeznaczył mu Bóg.

        Zatem „życie zgodne z naturą” to w teologii zupełnie coś innego, aniżeli w darwinizmie, czyli nie kopulacja i rozmnażanie się lub nie, kąsanie, wygryzanie innych i „bezsensowna śmierć”, patrz Dawkins, tylko zupełnie coś innego.

        Oczywiście powyższe stwierdzenia tylko częściowo odnoszą się do Pani komentarza i nie dotyczą Pani bezpośrednio, bo tutaj odpowiadamy raczej ogólnie niż ad personam. Chcieliśmy pokazać, że bez jakichkolwiek teologicznych podstaw objawienia prywatne szkodzą. I rzeczywiście „może zgrzytać”, mówiąc Pani słowami.

  5. Agata

    Jezu ufam Tobie .To wezwanie według mnie nie znaczy ze wolno mi grzeszyć ile mi się podoba bo i tak będę zbawiony .W słowie ufność zawiera się pewność ze to On jest moim Zbawicielem , ze nawet zbity grzechami moge liczyć na Jego miłość i przebaczenie . Szatanowi chodzi o to żebym stracił nadzieję, abym doznał rozpaczy , Rozpacz rodzi samobójstwa i piekło.W dzisiejszym świecie tak zdominowanym przez wszelki grzech , Jezus daje nam bardziej poznać Swoje Miłosierdzie aby uchronić nas właśnie przez rozpaczą .Jezu ufam Tobie , znaczy dla mnie : wiem ze Ty się o mnie troszczysz dajesz mi wszystko co potrzebuję , łaski duchowe i materialne. To wyznanie milosci i pewności w dzisiejszym świecie zdominowanym przez zło świecie pozwalające żyć w pokoju .Pozdrawiam

  6. agnus

    Uważam, że problem nie tkwi w przesłaniu orędzia o Bożym Miłosierdziu przez św. s. Faustynę, lecz w sposobie interpretacji treści „Dzienniczka”. Św. s. Faustyna również pisze o Bożej Sprawiedliwości: „Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia SPRAWIEDLIWY, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie…” „ pisz, mów duszom o tym wielkim miłosierdziu Moim, bo blisko jest dzień straszliwy, dzień Mojej SPRAWIEDLIWOŚCI” „Postanowiony jest dzień SPRAWIEDLIWOŚCI, dzień gniewu Bożego, drżą przed nim aniołowie” ITD… Jest wiele świadectw z całego świata ludzi, którzy otrzymali łaski za wstawiennictwem -jakby nie było – ŚWIĘTEJ zakonnicy (można odszukać na youtube). Powątpiewający w jakikolwiek sposób w przesłanie o Bożym Miłosierdziu zapisanym w Dzienniczku przez Św. Faustynę jeszcze ŚWIĘTYMI NIE SĄ. Jest takie piękne słowo- POKORA !

  7. agnus

    Uważam, że problem nie tkwi w przesłaniu orędzia o Bożym Miłosierdziu przez św. s. Faustynę, lecz w sposobie interpretacji treści „Dzienniczka”. Św. s. Faustyna również pisze o Bożej Sprawiedliwości. „Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia SPRAWIEDLIWY, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie…” „ pisz, mów duszom o tym wielkim miłosierdziu Moim, bo blisko jest dzień straszliwy, dzień Mojej SPRAWIEDLIWOŚCI” „Postanowiony jest dzień SPRAWIEDLIWOŚCI, dzień gniewu Bożego, drżą przed nim aniołowie” ITD… Jest wiele świadectw z całego świata ludzi, którzy otrzymali łaski za wstawiennictwem -jakby nie było – ŚWIĘTEJ zakonnicy (można odszukać na youtube). Powątpiewający w jakikolwiek sposób w przesłanie o Bożym Miłosierdziu zapisanym przez Św. Faustynę jeszcze ŚWIĘTYMI NIE SĄ. Jest takie piękne słowo- POKORA!

    1. Traditio et Fides

      Oj tak, zupełnie nie sam Sobór, al Duch Soboru.

      No niestety, trzeba objawienia tak pisać, żeby wątpliwości nie było, jak u św. Katarzyny z Genui.

      1. Agnieszka

        Można znać wszystkie dzieła św. Katarzyny z Genui, św. Tomasza z Akwinu czy św. Franciszka Salezego. Można znać perfekt całą naukę Świętego Kościoła Katolickiego przed Soborem a mimo wszystko ostatecznie serce mieć… zatwardziałe! Przykład to uczeni w piśmie i faryzeusze. „Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony (Łk 18,9-14).
         

      2. Traditio et Fides

        Oj tak, Pani droga i akurat Pani wie i to korespondencyjnie i na odległość, kto ma „serce zatwardziałe”, bo zakładamy, że Pani oczywiście ma miękkie….a życie płynie, płynie……

  8. agnus

    Można znać wszystkie dzieła św. Katarzyny z Genui, św. Tomasza z Akwinu czy św. Franciszka Salezego. Można znać perfekt całą naukę Świętego Kościoła Katolickiego przed Soborem a mimo wszystko ostatecznie serce mieć… zatwardziałe. Przykład to uczeni w piśmie i faryzeusze. „Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony (Łk 18,9-14).
     P.S. Dobra Nowina: „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, A BRAMY PIEKIELNE GO NIE PRZEMOGĄ ”. Życzę więcej ufności w Boże Miłosierdzie mimo wszystko 😉

  9. agnus

    Nie użyłam personalnie kto ma jakie serce, ale podałam przykład z Pisma Świętego, że i takie niebezpieczeństwo istnieje 😉

    1. Traditio et Fides

      Bóg zapłać za bezinteresowne pouczenie.

    2. marian

      A ten przykład nie jest „bezpiecznym” wyrażeniem myśli i własnej oceny? Zastanawiam się skąd się biorą w trakcie dyskusji zawoalowane insynuacje bądź bezczelne porównania rozmówców z Hitlerem (w dyskusjach społeczno-politycznych) bądź z faryzeuszem (w religijno-światopoglądowych). Z Panem Bogiem i NMP

      1. Traditio et Fides

        Oj tak, klasyka Hitler, Stalin, faryzeusz i do w dodatku niemiłosierny ….

      2. agnus

        To jest już Pana ocena 😉

      3. marian

        Pani Agnieszko vel Aguś. Zadałem pytanie, w którym oczywiście jest zawarta moja wątpliwość i chciałbym, aby została ona rozwiana. Ostatnio czterech kardynałów zadało – jak się okazuje niewygodne – pytania i też zostali zaliczeni przez „Gościa Niedzielnego” do faryzejskiego grona. Czy faryzeuszem jest osoba, która chce żyć zgodnie z wyznawaną wiarą i gdy pojawiają się wątpliwości, to zadaje pytania? Czy może ta, która „jedynie sugeruje”, że praktyka duszpasterska może wynikać ze światowych trendów czy nowych wyzwań? Dlaczego Jan Chrzciciel nie „pochylił się” w swym współczuciu nad Herodem Antypasem i jego nieuregulowanym związkiem z Herodiadą? Wszak niezatwardziałe serce tetrarchy pokochało mężatkę. W końcu szczęśliwy i spełniony władca to szczęśliwe państwo i poddani. Czyż to nie jest wystarczający argument dla skamieniałych i niemiłosiernych serc, które nie rozumieją miłości? Miłość w końcu nie wybiera… A teraz objawia nam się mądrość naszych czasów. Cudzołożników jest teraz tak dużo, że gdyby odeszli z Kościoła w Niemczech, to (być może) mogłoby to doprowadzić do finansowej katastrofy. Dlatego aby do tego nie dopuścić, to należy rozwiązać tę nową sytuację duszpasterską po faryzej… wróć, po salomonowemu i nagiąć praktykę do nowej moralności. Oczywiście jedynie w wyjątkowych przypadkach… Ale choćby był tylko jeden jedyny przypadek, przez który Chrystus zostałby znieważony, to biada temu, kto do tego dopuścił. Życzę wielu Łask Bożych każdemu, kto staje w obronie katolickiej wiary i moralności, przez co zostaje oskarżony o bycie faryzeuszem. Spotkałem kardynała Burke’a w ubiegłym tygodniu i mam nadzieję, że wytrwa obok Jana Chrzciciela, tym bardziej, że nie grozi mu ścięcie głowy. Co najwyżej nazwą kolejny raz „faryzeuszem”. Tak zwyczajnie wraz z odpowiednio zinterpretowanym cytatem z Pisma, który „przechodził właśnie obok, z tragarzami”.
        Z Panem Bogiem i NMP

      4. Traditio et Fides

        Uwaga redakcji: Prosimy wykłócać się pięknie na blogu lub po swojemu w poczcie prywatnej.

        Pani Agnieszka pisała chyba odnośnie naszej wizji Faustyny, a nie kardynałów. Ale niech się wypowie sama.

      5. marian

        Bóg zapłać za uwagę. Moja wypowiedź dotyczyła jedynie pojęcia faryzeizmu [choć nie dotyczyła mnie] i ostatniej stygmatyzacji na łamach Gościa Niedzielnego. Nic osobistego i brak chęci do kłótni. Jeśli jednak Redakcja uważa, że moje ostatnie wpisy niczego nie wnoszą do dyskusji a mogą być jedynie zarzewiem konfliktu [kłótni], to uprzejmie proszę o ich skasowanie.

        Z Panem Bogiem i NMP

      6. Traditio et Fides

        Zdamy się na rozsądek strony przeciwnej. Skasować zawsze można.

  10. agnus

    P.S. Zakładać to się można w innych sprawach a serce zna tylko Pan Bóg 😉

  11. augustinus3m

    Wysyłam kilka fragmentów dzienniczka odnośnie Eucharystii, które trąca fałszywą nauką.

    „Kiedy przyjęłam tę Hostię, którą mi podał, druga upadła mi na ręce. Ksiądz poszedł od końca balustrady komunikować, a ja trzymałam Pana Jezusa na rękach przez cały ten czas. Kiedy się kapłan zbliżył powtórnie, podałam mu Hostię, aby zabrał do kielicha, bo w pierwszej chwili, kiedy przyjęłam Pana Jezusa, to przecież nie mogłam mówić, że drugi upadł – dopiero, jak spożyłam. Jednak kiedy miałam Hostię (76) w ręku, odczułam taką moc miłości, że przez dzień cały nie mogłam nic ani jeść, ani wrócić do przytomności. – Z Hostii usłyszałam te słowa: Pragnąłem spocząć na rękach twoich, nie TYLKO w sercu twoim” Dz. 160

    „Kiedy raz w naszej kaplicy ujrzałam to samo Dzieciątko w czasie Mszy świętej, opanowało mnie szalone pragnienie i chęć nieprzeparta, żeby się zbliżyć do ołtarza i zabrać Dziecię Jezus” Dzienniczek 1420

    „W pewnej chwili, kiedy odprawiał mój spowiednik Mszę świętą tak jak zawsze, widziałam Dziecię Jezus na ołtarzu od czasu ofiarowania. Jednak chwilę przed podniesieniem znikł mi ten kapłan, a został Jezus, który gdy się zbliżyła chwila podniesienia, Jezus wziął w swoje rączęta hostię i kielich, i razem wzniósł do góry, i patrzył w niebo, i po chwili ujrzałam znów swego spowiednika, i zapytałam się Dzieciątka Jezus, gdzie był przez ten czas ten kapłan, że ja go nie widziałam. – A Jezus mi odpowiedział: W sercu Moim. Jednak nic więcej nie mogłam zrozumieć z tych słów Jezusa.” Dz. 442

    „Jezu – Hostio żywa, Tyś Matką moją, Tyś mi wszystkim” Dz. 230

  12. Tomasz M.

    Odnośnie krytyki Faustynowego kultu do Miłosierdzia Bożego .
    Kiedyś o tym co poniżej gdzieś pisałem ale nie mogę znaleźć,
    a redakcja odpowiadała że to trzeba by to a tamto i takie to a takie Traktaty i jeszcze więcej po łacinie przeczytać.

    Chodzi o frazę koronki „Ofiaruję Ci ….. duszę i BÓSTWO … ” – ks. Dariusz Olewiński twierdzi że to min. z tego powodu Dzienniczek był na indeksie, bo Bóstwo Boga jest niepodzielne, to On sam Trój-Jedyny, nie można Bogu Ojcu ofiarować Bóstwa jego Syna.

    Otóż w ostatnią niedzielę (4 Niedziela po wielkanocy wg. Mszału ’62 i starszych na pewno 1910)
    znalazłem ‚liturgiczne’ potwierdzenie powyższego w sekrecie :

    Boże, który przez przedziwną wymianę dokonującą się w tej ofierze czynisz nas uczestnikami jedynego i najwyższego Bóstwa, spraw, prosimy, aby nasze obyczaje godne były poznanej prawdy. Przez naszego Pana …

    >>>> Jedyne i najwyższe Bóstwo. <<<<

    Jeżeli "lex orandi-lex credendi" (norma modlitwy normą wiary) i przed-soborowe teksty mszalne (1910) są ortodoksyjne, to dla mnie wynika na moje potrzeby że znalazłem 'obalenie' koronki a więc i całego 'kultu Faustyny'.

    Ja tę Faustynę i Dzienniczek 'męczę', bo trochę moich rozmów by ludzi wyrwać z matrixa novus ordo zatrzymuje się właśnie na Dzienniczku i 'świętym' JPII.
    Bez 'dekompozycji' Dzienniczka i JPII wszystko jest zabetonowane w głowach ludzkich.

    A 'obalenie' Faustyny i Dzienniczka (proste udowodnienie heretyckości tego) pozwoliłoby naruszyć tą betonową konstrukcję NovusOrdoizmu papolatrii, zacząc ją rozbierać jak bierki.

    1. Traditio et Fides

      @ Tomasz M.

      Tak, to jest dobry argument, że Bóg nie może ofiarować swojego Bóstwa sobie samemu. Ale u Faustyny jest takie zatrzęsienie teologicznych bzdur, a jesteśmy dopiero na stronie 199 na 605, że jeszcze nasz cykl o Faustynie musi poczekać. Będzie co pisać, a rozbiór nastąpi:

      a. od strony dogmatycznej, tj. Faustyna versus Denzinger
      b. od strony duchowości
      c. od strony biograficznej, fakty z życia
      d. od strony literackiej

      Wszyscy sobie poczytamy. W sumie to naprawdę smutne, że polski katolicyzm Faustyną i Janem Pawłem stoi. Ale przed cyklem o Faustynie będzie cykl o JP2 także z rozbiorem:
      a. filozoficznym lub dlaczego fenomenologia jest bzdurą
      b. teologicznym, to jest Wojtyła/JP2 versus Denziger
      c. biograficznym

      Prosimy o cierpliwość. Nie w jeden dzień Kraków zbudowano, Rzym też nie.

  13. janietojanie

    Ponieważ znowu dostałam za pokutę Koronkę do Miłosierdzia Bożego, poszukałam tej „przedsoborowej” Piusa IX i odkryłam przy okazji, że on już wyznaczył w 1853 roku święto Miłosierdzia Bożego na 1. niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego. I ułożył tę koronkę. Jakie jest prawdopodobieństwo, że Pan Jezus objawia się 80 lat później, wyznacza nową datę i nową koronkę, korygując bez słowa wyjaśnienia postanowienie swojego Namiestnika, nie wspominając o tym ani słowem swoim wiernym owieczkom?

    I jeszcze jedna rzecz – osoba, która ukazała się s. Faustynie ma przebite dłonie. Przecież Pan Jezus miał przebite nadgarstki. Tak wskazuje fizjologia i ślady na całunie turyńskim. Naprawdę tak by się jej ukazał? Czy tak ona Go sobie wyobrażała, jak i inni, którzy Go wcześniej przedstawiali na obrazach?

    Po rozmowie z jednym księdzem, który kazał mi dzielnie mówić na spowiedzi, że nie chcę odmawiać tej Koronki i cierpliwie znosić to co potem nastąpi, postanowiłam tak robić. Powiedział, że gdy dusza ma wątpliwości, ma działać w oparciu o to, co pewniejsze, a wątpliwości wyjaśniać. Nie będę odmawiać, tylko po prostu zapytam, czy mogę odmówić koronkę Piusa IX, bo głęboko wierzę w Miłosierdzie Boże, ale nie wierzę w prawdziwość objawień s. Faustyny.
    Na pocieszenie (głównie siebie) dodam, że ostatni spowiednik, chcąc mi na koniec spowiedzi dodać sił do poprawy, powiedział, żebym walczyła, żeby szatan nie śmiał mi się za plecami kiedy upadnę. Już dawno argumentu o diable na spowiedzi nie słyszałam.

    1. Oksana

      Zmienić ks. Spowiednika. Ostatnio dostałam za pokutę Litanię do Serca Pana Jezusa, i to w mojej katedrze. Więc dobrze jest. Niech Pani prosi o zamianę na Różaniec, zazwyczaj nie pytają, dlaczego, u mnie tak jest. A jeśli nie proszę, a dostaję Koronkę do MB, to odmawiam, i jest to o wiele większa pokuta, niż Kapłan zadał :)))

      1. janietojanie

        Niestety, spowiednika mam za każdym razem innego. Koronka na pokutę się trafia od czasu do czasu. Nie będę jej odmawiać. Nie chodzi o to, że jej nie lubię. Jak się mam modlić czymś, co pochodzi z fałszywych objawień, o czym jestem coraz bardziej przekonana? Nie umiem tego pogodzić. Nawet jak jest w kościele, to nie odmawiam tej części o ofiarowaniu bóstwa Pana Jezusa, tylko modlitwę Jezusową w tym czasie. Cały czas się mówi, że wiara w objawienia nie jest obowiązkowa i nie dodają one nic do Objawienia. Nie zaprzeczam żadnej prawdzie wiary. Trudno. Będą znowu dyskusje w konfesjonale. Po obejrzeniu Stop cham SPB nabrałam wzorców do wytrwałej walki 😉

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest

„Ufność w miłosierdzie Boże“ a nauka o jedności przymiotów Bożych w Bogu. Święte Oficjum, Faustyna Kowalska a kult Bożego Miłosierdzia (6 z 6)

FaustynaKłopoty Świętego Oficjum z Faustyną Kowalską i kultem Bożego Miłosierdzia

 Zważając na wszystko to, co napisaliśmy powyżej nie specjalnie dziwić musi fakt, iż objawienia św. Faustyny Kowalskiej, obraz Jezusa Miłosiernego oraz sam kult Miłosierdzia Bożego długo postrzegany był przez Kościół dosyć krytycznie. Trwało to aż do 15 kwietnia 1978, kiedy to dotychczasowe zakazy zostały przez Kongregację do Spraw Wiary zniesione. Być może nie każdy wie, że „Dzienniczek” siostry Faustyny został w roku 1959 umieszczony na indeksie ksiąg zakazanych,[22] a Święte Oficjum – urząd poprzedzający Kongregację do Spraw Wiary – za pontyfikatu Jana XXIII dwukrotnie wydało negatywną opinię na temat jej objawień oraz kultu Bożego Miłosierdzia. Pierwsza decyzja brzmiała następująco:

Najwyższa Kongregacja Świętego Oficjum w posiedzeniu plenarnym, które miało miejsce 19 listopada 1958, zadecydowała co następuje:

Nadprzyrodzony charakter objawień dany siostrze Faustyny nie jest oczywisty.

 Nie należy wprowadzać święta Bożego Miłosierdzia”.[23]

Acta Sedis Faustina_01Drugi dekret Świętego Oficjum z 6 marca 1959 (Acta Apostolicae Sedis 51[1959] p. 271, scan oryginału obok) ustanawia, co następuje:

  1. „Zabrania się rozpowszechniania wizerunków i pism promujących kult do Bożego Miłosierdzia w formie zaproponowanej przez samą siostrę Faustynę.
  1. Roztropności biskupów pozostawia się osąd, co do usunięcia wyżej wymienionych obrazów, który już zostały wystawione na widok publiczny”.[24]

Co prawda decyzją z 1978 roku poprzednie decyzje, na skutek napłynięcia nowych materiałów czyli lepszego tłumaczenia pism siostry Faustyny, zostały zniesione, ale wątpliwości pozostały. Co prawda główne wątpliwości związane z kultem Bożego Miłosierdzia nie dotyczyły przymiotów Bożych, lecz stosowności obietnic, które zdają się znosić lub zastępować skuteczność sakramentów. Jednak pytanie o to, czy warto ustanawiać kult do jednego przymiotu Bożego, skoro tak długo tego unikano, pozostaje aktualne.

Holy OfficePiszący te słowa zawsze stosował się do katolickiej nauki, że objawienia prywatne, do których zalicza się „Dzienniczek” siostry Faustyny Kowalskiej, a z których wyrósł kult Miłosierdzia Bożego, nie są do zbawienia koniecznie potrzebne, a katolik w nawet uznane objawienia prywatne wierzyć nie musi. Dlatego przeczytał jedynie fragmenty „Dzienniczka”, a ocenę jego zgodności z teologią pozostawił fachowcom, którzy najwyraźniej doszli do pozytywnych rozstrzygnięć, skoro ten kult został w Kościele dozwolony, nie będąc wszakże obowiązkowym. Niestety ci zwolennicy i zwolenniczki „Dzienniczka”, których poznał, stawiali pismo św. Faustyny zdecydowanie ponad Ewangelię czyniąc z niego pierwsze i zasadnicze objawienie. „Jest tak, bo Faustyna powiedziała”, brzmiał argument. Ale nie jest to argument teologiczny. Wydaje się, że ludziom bardzo dobrze teologicznie wykształconym ani samo czytanie „Dzienniczka”, ani kult Bożego Miłosierdzia nie zaszkodzi. Poprzez bardzo dobre wykształcenie teologiczne rozumiemy tutaj choćby gruntowną znajomość nauki o przymiotach Bożych, o roli Odkupienia przez Chrystusa, naukę o usprawiedliwieniu, o sakramentach, o łasce, o współpracy z łaską, o obowiązywalności objawień prywatnych, o wolnej woli, o eschatologii etc. etc. Dysponując taką wiedzą można niektóre wypowiedzi „Dzienniczka” dobrze zaszeregować i zinterpretować. Jednak ludzie o takim stopniu teologicznego wykształcenia, którym niestety nie każdy habilitowany profesor dogmatyki pochwalić się może, zwykle ani „Dzienniczka” nie czytają, ani kultu Bożego Miłosierdzia nie praktykują.

Ten ostatni, w powszechnym ludowym mniemaniu, sprowadza się do przeświadczenia, że odmawianie pewnych modlitw wszystko, czyli przynajmniej czyściec, „załatwi” i to nie tylko nam, lecz także tym, za których się modlimy. „Załatwi” wszystko, „bo Faustyna tak powiedziała”. „Załatwi” i to niezależnie od stanu łaski, współpracy z nią, naszej woli, słowem „wszystko w jednym”, jak mówi reklama. Oczywiście tego rodzaju podejście stanowiące proste przeniesienie polskiej mentalności na kwestie teologiczne, jeśli występuje, a występuje, jest bardzo niebezpieczne i teologicznie głęboko fałszywe. Jest dlatego niebezpieczne, ponieważ nie wolno opierać swojej wiary wyłącznie na objawieniach prywatnych i obietnicach tam zawartych. Co prawda różne formy kultu lub modlitwy, także modlitwy innych osób za nas, sprawiają, że jesteśmy bardziej dysponowani do pójścia za Chrystusem i porzucenia grzechu, ale to ostatecznie my decydujemy, czy chcemy się tej łaski uchwycić czy też nią wzgardzić. Mnóstwo osób bardzo ofiarnie się za innych modli, a tamci się niestety nie nawracają i umierają w zatwardziałości, bo tego chcą. Jeżeli Pan Bóg szanuje naszą wolną wolę, to tym bardziej my musimy szanować wolę innych czynić. Nie oznacza to, że należy porzucić misje, ewangelizację i modlitwy za innych, jedynie myśl, że my to sprawimy. Sprawi każdy sam z pomocą łaski Bożej, na którą się otworzy. Pomoc modlitewną można porównać z zapaleniem światła w jakimś pokoju, dzięki któremu widzimy stan pokoju i kierunek, w którym możemy podążać, pod warunkiem, że tego chcemy. Czasami pod wpływem czyichś modlitw widzimy niejako duchowo stan naszej duszy, a ludzie, u których ten stan jest przerażający po prostu łaskę tę odrzucają, gasząc niejako samodzielnie napływające do nich światło. Podobnie jak niektóre gospodynie nie wpuszczają nikogo za próg, bo mają nieposprzątane, tak niektórzy ludzie bronią się instynktownie przed napływającą do nich łaską. Czasami doświadczyć możemy tego, że osoby żyjące w grzechu tym bardziej nas nienawidzą i nam szkodzą, im bardziej się za nie modlimy, chociaż one o tym nie wiedzą.

Miłosierdzie kultZważając na to, że Pan Bóg jest doskonale sprawiedliwy to trudnym do pogodzenia z Bożą sprawiedliwością byłby fakt, gdyby akturat to czyli posoborowe pokolenie otrzymało w formie tak pojętego kultu Bożego Miłosierdzia jakiś wytrych do nieba, pójście za skróty, owo sławne polskie „sposobem” lub „obejście na druciku”. Warto sobie uświadomić sobie fakt, że objawienia św. Faustyny nie są dogmatem! Piszący te słowa nie przejrzał co prawda ogromu literatury na temat kultu Bożego Miłosierdzia i samej św. Faustyny pod kątem ewentualnej krytyki lub wyjaśniania dotychczasowych wątpliwości.[25] Znając jednak polskich teologów zakłada, że literatura krytyczna w języku polskim, którą mógłby polskim czytelnikom tego blogu przytoczyć, nie jest zbyt liczna. Dlaczego? Ponieważ „To, co nasze jest najlepsze, jest bo nasze jest”, jak mówi piosenka. Św. Faustyna była i jest nasza, nasz papież św. Jan Paweł II ją lubił, rehabilitował i kanonizował, ona rozsławia imię Polski na całym świecie, więc więcej argumentów nie trzeba. Jedyne znane nam krytyczne wypowiedzi na temat tego kultu pochodzą z szeregów Bractwa św. Piusa X lub ze strony sedewakantystów, którzy co prawda z zasady odrzucają wszystko, co posoborowe, co jednak automatycznie nie znaczy, że nigdy i w niczym nie mają racji.[26] Być może jakiś czytający nas teolog zechce nam te wyżej zarysowane problemy wyjaśnić bez odwoływania się do argumentum ad baculum, że głosimy herezje lub odrzucamy nauczanie Kościoła, a konkretnie św. Jana Pawła II oraz bez podawania wyświechtanego argumentu, że przed Soborem było inaczej i gorzej, a teraz jest inaczej i lepiej. Zważając jednak na fakt, że ludzkość jako taka, a katolicy w szczególności, dużo więcej grzeszą aniżeli za życia Faustyny lub jeszcze 50 lat temu, zważając na niezaprzeczalny fakt, że poczucie grzechu coraz bardziej zanika, że ludzie coraz mniej się Boga i Jego sprawiedliwości boją, zważając na to wszystko można rzeczywiście zadać pytanie, czy zezwolenie akurat na ten kult jest rzeczywiście w dziele Nowej Ewangelizacji albo Jakiejkolwiek Ewangelizacji pomocne? Odpowiedź typowo polskim „jakoś to będzie” także nie jest pomocna, gdyż od pewności przesłanek do zbawienia jest teologia a na „jakoś to będzie” wiary swojej opierać nie można.

Rola lęku, strachu, bojaźni czy jakkolwiek ten stan obawy przed nadchodzącym złem lub karą nazwiemy, był zawsze w teologii postrzegany jako pierwszy krok ku nawróceniu. „Bojaźn Pańska jest początkiem mądrości” (Pwt 1,7; Koh 1,11; Jb 28,28; Ps 111, 10; Prz 9,10), mówi Pismo. Pięknie mówi na temat zbawczej i wychowawczej roli bojaźni księga Syracha 34, 14-20 i to w wersji Wulgaty, gdyż Biblia Tysiąclecia mocną tę bojaźń ocenzurowała. Dlatego przytoczymy wspomniany fragment w polskim tłumaczeniu Wulgaty Wujka:[27]

„Duch bojących się Boga będzie szukany i za wejrzeniem Jego będzie błogosławiony.

Bo nadzieja ich w ich Zbawicielu. A oczy Boga nad tymi, którzy go miłują.

Kto się Pana boi, niczego się nie lęka ani się bać nie będzie, bo On jest nadzieją jego.

Kto się Pana boi, błogosławiona jest dusza jego.

Na kogóż patrzy i kto jest umocnieniem jego?

Oczy Pańskie nad tymi, którzy się Go boją; On jest obrońcą mocnym, umocnieniem silnym, zasłoną od upalenia i podcieniem w południe,

ochroną przed potknięciem się i ratunkiem przed upadkiem, podnoszącym duszę i oświecającym oczy, dającym zdrowie i życie i błogosławieństwo.”

Kto wie, być może sformułowanie „zasłoną od upalenia” nawiązuje do upaleń czyśccowych, których unikną ci, którzy się Boga boją. Bojaźń towarzyszy nam w sumie przez całe życie duchowe od bojaźni przed zasłużoną karą za grzechy, zwaną w teologii timor servilis – „bojaźnią niewolniczą” – do bojaźni przed uchybieniem w czymkolwiek Bogu, którego się kocha, zwaną w teologii timor filialis – „bojaźnią synowską”. Zanik bojaźni przed Bogiem nigdy nie jest dobrym znakiem, gdyż im bardziej przybliżamy się do Boskiego Światła i Jego Doskonałości tym jaśniej widzimy nasze mankamenty, których być może nie widzą inni. Nie jest to oczywiście lęk przed potępieniem, ale obawa przed niesprostaniem Bożym wymaganiom wobec nas.

E047_Purgatory

Z tego, co nam wiadomo, w dawnych przedsoborowych czasach samo sformułowanie „Jezu, ufam Tobie” lub „ufność (fiducia) Bożemu Miłosierdziu” zostało zakwestionowane, a był jeden z wielu kontrargumentów, których resztę na razie pominiemy. Święte Oficjum twierdziło słusznie, że sformułowanie to sugeruje fiducjonalistyczne i luterańskie podejście do wiary oraz trąci potępionym fideizmem, w którym Bogu się bardziej emocjonalnie ufa, aniżeli się w Niego na podstawie Jego wiarygodności wierzy. Wydaje się również, że krytycy kultu Bożego Miłosierdzia żywili przekonanie, iż stosowanie się do obietnic przekazanych przez św. Faustynę doprowadzi katolików w chwili śmierci, o ile nie umrą w stanie łaski, do tego samego przeświadczenia, które opisał Luter. A mianowicie do przekonania, że nie można być swojego usprawiedliwienia na podstawie praktykowanego życia sakramentalnego, moralności, rozumu i stosowania się do prawd wiary katolickiej pewnym. Mówimy tutaj o pewności usprawiedliwienia, czyli o pewności odpuszczenia grzechów, nie o pewności zbawienia, której w 100% nikt za życia nie ma ani mieć nie może. Luter oparł swoje fiducjonalistyczne czyli „ufnościowe” pojęcie wiary na przesłankach nominalistycznych oraz na skażeniu natury przez grzech pierworodny. Natomiast niektórzy katolicy opierają swoje „ufnościowe” podejście na tym, że „koronka wszystko załatwi” i innych rzeczy im nie trzeba. W obydwu przypadkach pozostaje jedynie ufność (fiducia) – nie wiara – odnośnie własnego usprawiedliwienia, bądź to przez zakrycie, nie odpuszczenie, grzechów, jak głosił Luter, bądź to przez odmawianie „koronki”, jak głoszą zwolennicy tego kultu. Tego rodzaju ufność (fiducia) jest jednak czystym luteranizmem potępionym, jak już pisaliśmy, na Soborze Trydenckim. Przy takim pojmowaniu Miłosierdzia Bożego istnieje realne niebezpieczeństwo, że coś, przed czym się Kościół od roku 1520 przy pierwszym potępieniu Lutra bullą Exsurge Domine bronił, tylnymi drzwiami wkradło się do Kościoła. Mianowicie fiducjonalistyczne i konsekwentnie fideistyczne pojmowanie wiary. Ujmując cały wywód bardziej praktycznie stwierdzić trzeba, że ktoś, kto żyje w stanie łaski „koronki” nie potrzebuje, natomiast komuś, kto w stanie łaski nie żyje „koronka” nie pomoże. Zaprzeczenie temu stwierdzeniu równa się kwestionowaniu przynajmniej kilkunastu dogmatów. Koronka jest skuteczną, chociaż nieobowiązkową, praktyką pobożnościową, która jednak wszystkiego za nas nie „załatwi”.

            Odpowiadając krótko na pytanie: „Dlaczego ufność w Boże Miłosierdzie jest zła, w obliczu czegoś dla nas niezrozumiałego?” twierdzimy:

  1. Ufność (fiducia) sugeruje fiducjonalistyczne, fideistyczne i niekatolickie pojęcie wiary.
  2. Miłosierdzia Bożego nie należy odłączać od innych przymiotów Boga.
  3. Wszelka „niezrozumiałość” czegoś dla nas znajduje swe wyjaśnienie w Dobroci i Opatrzności Bożej.
  4. „Ufność w Miłosierdzie Boże” nie jest zła, ale wiara w Boga, który posiada 33 przymioty ukazujące Jego doskonałość, w tym i Miłosierdzie, będące zawieszeniem Jego Sprawiedliwości Karzącej, jest lepsza.

 

[22]http://en.wikipedia.org/wiki/Faustina_Kowalska http://de.wikipedia.org/wiki/Liste_von_Autoren,_deren_Werke_auf_dem_Index_Librorum_Prohibitorum_standen

[23] Za http://www.angelusonline.org/index.php?section=articles&subsection=show_article&article_id=2895

[24] http://www.vatican.va/archive/aas/documents/AAS-51-1959-ocr.pdf

[25] Wybór literatury polskojęzycznej można znaleźć tu: http://alpha.bn.org.pl/search*pol

[26] http://www.angelusonline.org/index.php?section=articles&subsection=show_article&article_id=2895

http://www.novusordowatch.org/divine-mercy.pdf

[27] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie polskim W. O. Jakuba Wujka S. J., Kraków 1962.

error: Content is protected !!
pl_PLPolski
en_USEnglish pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: