Tradycja i Wiara

Ruch Sillon lub teokracji nie będzie

Rozważanie o teokracji, ruchu Sillon, demokracji i Vat. II.

Utrzymywanie obecności w internecie kosztuje. Nic nie jest darmowe, lecz opłacane przez kogoś innego. Czytasz ten post za darmo, ponieważ inni za niego płacą. Rozważ subskrypcję lub jednorazowy datek dla twórców. Wśród pierwszych pięciu dawców co miesiąc rozlosujemy kody rabatowe na subskrypcję lub produkty z naszego sklepika. Zwycięzca zostanie ogłoszony na stronie. Bóg zapłać!

Posłuchaj
()

Czytając o ruchu Sillon autor czuje się przeniesiony do sztuk Witkacego, które faktycznie wszystkie przeczytał.

Napotkać w nich można zamęt składający się z syndykalistów katolickich, anarchistów, anarcho-katolików, bolszewików, upadłych arystokratów, majętnych Żydów i kogo nie jeszcze.

Także w powieści Doktor Faustus Tomasza Manna, której akcja rozgrywa się na początku wieku pojawia się postać -Daniela von der Höhl lub Zur Höhe Daniela – łącząca anarchię, syndykalizm i wojsko Chrystusa Króla mające wyrżnąć wszystkich, by zapoczątkować nową erę.

W Polsce mamy obecnie Rycerzy Chrystusa Króla ks. Natanka, którzy – pomijając manifestację w barwnych strojach – niczego szkodliwego raczej (?) nie czynią.

Zatem pomysł połączenia religii z polityką nie jest niczym nowym, tyle że niekatolickim.

Nawet w tzw. świętym Średniowieczu, które aż tak święte nie było, obowiązywały dwa komplementarny wymiary:

  • sacerdotium – władza duchowa,
  • imperium – władza świecka.

Imperium było co prawda w sprawach duchowych podporządkowane władzy duchowej, ale niekoniecznie było takim w sprawach politycznych.

Pobożni cesarze chrześcijańscy nie mieli najmniejszych problemów z najeżdżaniem Państwa Kościelnego i z detronizacją papieża, gdy uznawali to za stosowne.

Czasami kończyło się to ekskomuniką i następującą po niej ugodą, a czasami nie. Jak pamiętamy św. Grzegorz VII, który się cesarzowi Henrykowi IV „stawiał” umarł na wygnaniu.

Gdyby katolicyzm nawet teoretycznie możliwość połączenia władzy świeckiej i duchowej zakładał te wszystkie średniowieczne spory i wojny o inwestyturę byłyby niemożliwe.

To właśnie istnienie papieża jako widzialnej głowy Kościoła wyklucza zespolenie władzy duchowej i świeckiej, co ma miejsce w protestantyzmie i prawosławiu.

Car jest lub był głową kościoła prawosławnego, głową kościoła anglikańskiego jest król brytyjski. Podobnie jest w innych skandynawskich, protestanckich kościołach państwowych, których głową jest świecki monarcha.

A czy tak nie jest lepiej?

Nie jest, ponieważ świecki człowiek uwikłany w politykę będzie w kierowanym przez siebie kościele obniżał standardy moralne, zamiast te w swoim państwie podnosić.

Przykładem tego rozwoju jest Kościół po Vat. II. Chcąc w ramach rzekomego aggiornamento dostosować się do standardów świata sam obniżył swoje standardy teologiczne, moralne, duchowe, w sumie wszystkie.

Ostatnie przemówienie „papieża” Leona XIV w siedzibie „Światowego Programu Żywnościowego ONZ” w Rzymie mógłby wygłosić dowolny polityk. Ani to mądre, ani oryginalne, ani głębokie.

„Kościół katolicki jest często partnerem współpracującym z programami, nad którymi Państwo sprawują nadzór i w ramach których Państwo działają”.

„Niezbędne jest odnowione zaangażowanie na rzecz współpracy wielostronnej”.

„W coraz bardziej rozdrobnionym i wielobiegunowym świecie żadne państwo nie jest w stanie samodzielnie sprostać globalnym wyzwaniom”.

Kościoła, który powtarza dokładnie to samo, co wszyscy naokoło, nikt nie będzie słuchać. Dowolny ghostwriter dowolnego polityka napisze to samo, a może i lepiej.

Teokrację względnie jej próby wprowadzały zawsze sekty, jak anabaptyści w Münster lub Kalwin w Genewie, co kończyło się zawsze najpierw anarchią a potem rzezią lub najpierw rzezią a następnie anarchią.

Gdyby teokracja miała być możliwa obszar działania Kościoła i świata musiałby być dokładnie ten sam. Tymczasem tak nie jest. Chrystus sam powiedział, że jego królestwo nie jest z tego świata (J 18,36).

Kościół po Vat. II zarzucił wymiar nadprzyrodzony stając się organizacją pozarządową o zasięgu globalnym, z którą mało kto się liczy.

Nie jest to jednak żadna teokracja, ale całkowite naturalizacja – w rozumieniu pozbycia się wymiaru nadprzyrodzonego – oraz sekularyzacja Kościoła.

Próba wprowadzenia teokracji w ustroju monarchicznym musiałaby wiązać się z przejęciem władzy przez świeckiego suwerena nad Kościołem, władzy świeckiej nad duchową, a praktycznie zastąpieniem papieża świeckim monarchą, co miało miejsce w bizancjum i nazywane jest cezaropapizmem.

Jest to co prawda błędne, ale wykonalne, gdyż szczyt piramidy świeckiej zastępuje szczyt piramidy duchowej.

Zakładając stosowanie się władcy świeckiego do tych samych zasad, które obowiązują w Kościele, zastąpienie jednego szczytu przez drugi wydaje się wykonalne.

Natomiast w przypadku demokracji zastąpienie władzy duchowej władzą świecką jest niewykonalne. Zasadniczo demokracja jest egalitarna i stąd żadną piramidą nie jest. Faktycznie przestrzeganie zasad demokracji, takich jak:

  • wolność słowa,
  • wolność wyznania,
  • wolność sumienia,
  • wolność wyborów,

prowadzi do tego, że władza się zmienia, a na przedstawicieli ludu wybrani być mogą skrajni wrogowie Kościoła pragnący tę organizację zniczyć, nie utrzymać.

Demokracja nie nadaje się na nośnik żadnych stałych treści, gdyż właśnie dzięki demokracji jej „święte zasady” ciągle się zmieniają.

Ostatnio jest to klimat i LGBTQ, co się ludziom jeszcze 10 lat temu nie śniło. Nawet zasada wolności i tolerancji jest nie do utrzymania, gdyż zawsze czyjaś wolność czyjąś inną narusza, podobnie jak tolerancja.

Jeśli ruch Sillon faktycznie chciałby zapewnić demokratyczne królowanie Chrystusa na ziemi, to musiałby stworzyć nie demokrację, ale jakąś katolicko-syndykalistyczną dyktaturę.

I faktycznie autorytarne systemy lat 1930-tych w Europie poszły tym tropem będąc odpowiedzią na uprzednie anarchistyczne mrzonki.

Niestety cały czas obowiązuje równanie:

Jak demokracja – to nie niewzruszone zasady. Jak niewzruszone zasady – to nie demokracja.

To jakie jest rozwiązanie? Katolicka monarchia i powrót do imperium. A jakie są na to szanse? Żadne, bo nie mamy nawet sacerdotium, a obecnie samych antypapieży po „abdykacji” Benedykta XVI w 2013 roku.

W sumie wszystko zaczęło się już od aggiornamento „brata Jana” względnie Jana XXIII, od skręcenia z kierunku duchowego i przejścia na świeckie manowce.

W sumie od aggiornamento celem Kościoła przestało być zbawienie dusz przez ukazywanie im wertykalnego wymiaru, a celem stało się ciągłe dostosowywanie się do świata, którego nigdy dość.

Jakaś tam „obrona godności ludzkiej”, jakieś tam „braterstwo”, „ochrona środowiska”, „sprostanie globalnym wyzwaniom” i podobne bździny.

Dlaczego?

Ponieważ to same słowa wydmuszki, bez określonego znaczenia, pod które podłożyć można dowolną treść. Weźmy np. „braterstwo”. Bratem jest ktoś, kto ma wspólnego ojca.

„Powszechne braterstwo wszystkich ludzi” jest niemożliwe, bo wszyscy ludzie jednego ojca nie mają.

Zakładając biblijną wizję mają co najwyżej wspólnego przodka Adama, co w żaden sposób nie zapobiegło ich obecnej różnorodności. „Powszechne braterstwo” jest ideałem masońskim, dotycząc jednak braterstwa między samymi masonami, nie pomiędzy masonami i nie-masonami. Masoni są bardzo hierarchiczni, więc u pośród nich równości nie ma.

Więc po co takie bzdury gadać?

Żeby zabierać ludziom czas i mącić. Im mniej treści, tym więcej pustosłowia, jak pamiętamy ze zjazdów partyjnych.

I tak z braku celów duchowych w Kościele mamy jedynie te ostatnio modne i oczywiście świeckie. Dzięki takiemu zwrotowi akcji wyrzucić trzeba cały dorobek Tradycji za burtę, bo tej z tym pogodzić się nie da, patrz tu.

Bez wymiaru wertykalnego wymiar horyzontalny jest niemożliwy, gdyż bez pionu poziom zawsze będzie krzywy.

Autor zastanawiał się nad tym, co by było, gdyby Kościół cały czas szedł w zaparte przeciwstawiając się systemowi demokratycznemu, co w sumie robił konsekwentnie aż do XX wieku.

Praktyczny zwrot przed Vat.II nastąpił już przez konkordaty, chociaż teoria pozostała na papierze niewzruszona. Kościół godził się na inny ustrój, o ile ten gwarantował prawa Kościoła.

Autor doszedł do wniosku, że księżom żyłoby się trudniej. W sumie taka byłaby jedyna różnica. Gdyby Kościół zszedł do podziemia, a księża ukrywali by się w dziurach w ścianie (priest hole), jak w XVI i XVII wieku w Anglii i Wales, to i tak więcej ludzi praktykowałoby katolicyzm niż po Vat. II.

To, co zabronione wydaje się bardziej wartościowe, a ludzie trzymają się czegoś bardziej uporczywie, gdy chce im się to wydrzeć, patrz dzisiejsi tradycjonaliści.

Prześladowani za wiarę bardziej by ją cenią. Gdyby nikt by się zakazów chodzenia do kościoła nie trzymał, kościelne podziemie by nie powstało, jak w komunistycznej Polsce. Nie można wsadzić wszystkich.

Zwalczany przez demokratyczne państwo trzymający się dawnego reżimu Kościół byłby bardziej atrakcyjny od Kościoła, który się z tymże demokratycznym państwem scalił i pozbawił wszelkich własnych wartości, patrz ostatnie dwa „nie-pontyfikaty”, a w sumie całe posoborowie.

Oczywiście duszpasterstwo w Kościele podziemnym byłoby mniej wygodne dla duchowych jak i związane z mniejszym finansowym zabezpieczeniem. I dlatego poszli na ustępstwa. Myśląc o sobie, nie o nas.

Smutne to, naturalistyczne i ludzkie.

I jakie będzie rozwiązanie?

Wyrżnięcie Europejczyków przez islam, islamski kalifat w Europie, podziemny kościół, priest holes i powolne odrodzenie Kościoła przez nowych duchownych, bo od tych nie możemy niczego wymagać.

Tego rodzaju twarde wychowanie praktykuje Bóg od zawsze. Kiedyś następuje „rozwiązanie biologiczne” przez wyrżnięcie. Problemy Kościoła we Francji jak:

  • gallikanizm,
  • wpływ króla na obsady biskupstw,
  • opaci komendatariusze,
  • jansenizm,
  • kwietyzm,

wydawały się teoretycznie nierozwiązywalne aż do czasów gilotyny. Przywileje gallikańskie dane francuskiemu królowie zniknęły z braku króla, uciekający przed gilotyną katolicy przestali być kwietystami, a na zawiłości jansenizmu nikt nie miał czasu.

Rzecz można, że z wymienionych powyżej punktów jako tako utrzymał się jansenizm, ale i ten zmniejszył swoje wpływy, gdyż po Rewolucji Francuskiej ludzie woleli mieć bardziej pozytywny obraz natury ludzkiej niż janseniści.

Zatem ozdrowienie nastąpiło przez wyrżnięcie i tym razem też tak będzie. Niestety.

A czy za naszego życia?

Najdalej za dwa pokolenia na Zachodzie.

A czy dotyczyć to będzie też Polski?

Polska ma za mały własny przyrost naturalny, by się w razie ewentualnej przyszłej islamskiej inwazji państw sąsiedzkich obronić. Będzie powtórka z historii w postaci wojen lub rozbiorów.

Spodobało się? Wspieraj nas!

Kartą, paypalem lub bezpośrednim przelewem.

Datki

Jak podobał Ci się ten wpis?

Kliknij na gwiazdkę, by go ocenić!

Średnia ocena / 5. Policzone głosy:

Jeszcze bez oceny. Bądź pierwszy!

Jeśli podobał Ci się ten wpis ...

Obserwuj nas na mediach społecznościowych!

Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp
Email

Translate

Ostatnie wpisy

Popularne

Ruch Sillon lub teokracji nie będzie
Redemptoryści Transalpejscy, Deklaracja w sprawie stanu Kościoła (1 z 5).
Chciałbym być zakonnikiem - naprawdę?
Czy ks. Dariusz Olewiński - "Katolicki teolog odpowiada" - jest rzeczywiście kapłanem archidiecezji wiedeńskiej?
Bractwo św. Piusa X: nadużycia seksualne w Afryce, ks. Stehlin doprowadzał chłopców
Carol Byrne, "Msza dialogowana". (158.2 z 162). Sillon i mistycyzm demokracji. (ii)

Nasz youtube

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Nasze Produkty

Datki

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

Odwiedź nas na:

Ruch Sillon lub teokracji nie będzie

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski