„Klerykalizm” czy „antyklerykalizm” – gdzie są przyczyny skandalu?

Data

Rozważania na temat, czy przyczyną pedofilii w Kościele jest dobrze lub źle pojęty klerykalizm względnie antyklerykalizm.

„Klerykalizm” jest jednym z ulubionych straszaków pontyfikatu Franciszka. Nic dziwnego, że Bergoglio klerykalizmu nie lubi, bo nie lubi on ani Boga, ani Kościoła, ani religii w ogóle.

Czym jest klerykalizm?

Neutralny światopoglądowo Słownik wyrazów obcych[1] podaje następujące znaczenia:

Klerykalizm 1. dążenie, tendencje do podporządkowania życia społecznego, kulturalnego i politycznego duchowieństwu, Kościołowi. 2. socjol. a) pogląd, według którego Kościół lub przywódcy religijni mają prawo brać czynny udział w polityce. b) doktryna uzasadniająca wpływ religii, instytucji Kościoła, hierarchii kościelnej na sferę publiczną, zwłaszcza na politykę państwa <fr. cléricalisme, od clérical>

Słownik wyrazów obcych, jak każdy słownik, znaczeń nie tworzy, ale podaje te, które obowiązują w danym czasie. Spieszymy się stwierdzić, że klerykalizm jest jak najbardziej czymś dobrym i właściwym, gdyż cechował on wszelkie rozumienie życia publicznego do Rewolucji Francuskiej włącznie. W tradycyjnej doktrynie katolickiej państwo pomaga jedynie Kościołowi w prowadzeniu dusz do zbawienia wiecznego w dziedzinie do państwa przynależnej, gdyż zawsze odróżniano to, co boskie od tego, co ludzkie. Do Rewolucji Francuskiej nie było żadnej opozycji pomiędzy państwem a Kościołem, ale panował komplementaryzm i wzajemne przenikanie się. Państwo nie było podporządkowane duchowieństwu, ale prawu Bożemu, które kształtowało moralność i pośrednio politykę. Jak pamiętamy w okresie „zajadłego klerykalizmu”, to jest w Średniowieczu i później duchowni byli karani przez państwo, także gdy dopuszczali się przestępstw kościelnych takich jak solicytacja [uwodzenie penitenta w konfesjonale] lub przestępst pospolitych. Duchowni paradoksalnie nie byli wówczas obywatelami lepszej kategorii, ale raczej obywatelami, od których wymagano więcej i których karano surowiej niż świeckich przynajmniej na papierze, patrz Księgi pokutne. Ponieważ istniały sądy kościelne, dlatego właśnie tam tego sui generis „przestępstwa urzędnicze” były karane, a w przypadkach skrajnych po wydaleniu ze stanu duchownego następowała natychmiast kara świecka i to jeszcze w XVI wieku.

Od czasów Rewolucji Francuskiej, kiedy wprowadzono ateistyczne państwo świeckie z kultem bogini rozumu włącznie, nagle zrodził się lęk przed czymś, czego nie było w rewolucyjnym państwie, gdzie religia była zakazana, a co występowało w państwie przedrewolucyjnym, którego nie było i od którego się odcinano. Występowała więc obawa przed niczym. Co ciekawe podczas monarchii francuskiej, gdzie na mocy konkordatu i przywilejów gallikańskich nie tylko o obsadzie biskupstw, ale nawet opatów i przełożonych zakonnych stanowił sam król (sic!), lęku przed klerykalizmem nie było, nastąpił on po stronie republikańskiej dopiero po 1789 roku, podobnie jak w Polsce po 1989. Dopiero dziś, dzięki pontyfikatowi Franciszka widać jak bardzo posoborowy Kościół wycofywał się ze sfery publicznej. Przed Soborem duchowni mogli angażować się politycznie i zasiadać w parlamentach, co niektórzy czynili lub sprawować urzędy publiczne. Po Soborze zostało to zakazane i potwierdzone w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 roku (kan. 285 § 3; 287 § 2; 289 § 2). Ziściło się więc marzenie józefinizmu, że miejscem Kościoła jest zakrystia.  To, co umownie nazywamy „społecznym panowaniem Chrystusa”, to  jest podporządkowanie wymiaru świeckiego wymiarowi duchownemu zostało zdecydowanie po Soborze zarzucone i to na poziomie teorii i praktyki. Z drugiej strony upadek moralny duchowieństwa, o którym trudno dziś wątpić każe zastanawiać się nad tym, kto ten wymiar duchowny konkretnie reprezentuje i czy przedstawiciele tak skorumpowanej instytucji, którą jest niestety dzisiejszy ziemski Kościół, mają prawo do reprezentowania kogokolwiek lub czegokolwiek. Klerykalizm w dobrym tego słowa znaczeniu mogą przeprowadzić jedynie święci i wiarygodni księża, których po prostu nie ma. Jak czytamy w życiorysie św. Filipa Neriego obchodzonego 26. Maja, to właśnie święty Filip uratował pośrednio katolicyzm we Francji odmawiając pośrednio rozgrzeszenia papieżowi Klemensowi VIII na wypadek, gdyby ten odmówił Henrykowi IV powrotu na łono Kościoła. Chociaż decyzja króla Francji, byłego hugenoty powrotu na łono Kościoła była wybitnie polityczna („Paryż jest wart Mszy”), to uratowała ona Francję od całkowitego pogrążenia się w kalwinizmie i uratowała mnóstwo dusz. Czy była to decyzja polityczna? Jak najbardziej, ale jej cel był duchowy i przedstawił ją święty. Jeśli politycy mają swoich doradców, to dlaczego nie świętych spowiedników? Bo takich obecnie nie ma.

Natomiast antyklerykalizm w rozumieniu „krytyki kleru”, a nie jego zwalczania, jest czymś tak katolickim i dawnym, jak sam kler. Ponieważ kler się rzadko kiedy do wysokich wymogów swojego stanu dorastał, toteż krytykowanie go za to było czymś jak najbardziej odpowiednim. Stąd też największymi „antyklerykałami” byli święci. Jednym z największych i najbardziej znanych „traktatów antyklerykalnych” jest Dialog o Kapłaństwie[2] autorstwa św. Jana Chryzostoma – Ojca Kościoła. Św. Jan na tle godności kapłanów, która jest wyższa od godności aniołów, akurat ten fragment znają i chętnie cytują księża, ukazuje grzechy duchownych i konsekwencje ich upadku. Znajdujemy w Dialogu takie fragmenty jak:

„Tej bowiem godności nie ustanowił człowiek ani anioł i archanioł, ani żadna inna stworzona siła, lecz sam Pocieszyciel, i tych, co pozostają w ciele, skłonił do podjęcia anielskiej posługi, Dlatego kapłan powinien być tak czysty, jak gdyby znajdował się w niebie wśród tych Potęg. […] (III.4)”[3]

„[…] Ci, co zamieszkują ziemię i na niej pędzą życie, zostali posłani, by szafować niebieskimi skarbami, i otrzymali moc, jakiej nie dał Bóg aniołom ani archaniołom […] (III.5)”[4]

„[…] Jak władca lęka się swych strażników, tak i kapłan drży najbardziej przed najbliższymi i przed braćmi w kapłaństwie. Nikt bowiem tak nie pożąda jego urzędu i nie zna jego spraw, jak oni. […] (III. 10)”[5]

„[…] Jak ogień doświadcza kruszec, tak przynależność do kleru jest probierzem dusz ludzkich, i jeśli kto jest skłonny do gniewu, małoduszny, żądny sławy, dumny, lub ma jeszcze inną wadę, wszystko to wyjdzie na jawne, a nawet jeszcze większe i gorsze się stanie. […] (VI. 8)”[6]

„[…] nakazuje złożyć za kapłanów tak wielką ofiarę, jak za cały lud (Kpł 4,3). To zaś oznacza, że upadki kapłana wymagają o wiele większego zadośćuczynienia, i to tak wielkiego, jak grzechy całego ludu. A nie potrzebowałyby większego, gdyby nie były cięższe; cięższe zaś stają się nie z natury, lecz w powodu godności kapłana, który się odważył je popełniać. […] Bo grzech kapłana nie tylko jemu wychodzi na szkodę, ale też doprowadza do upadku drugich, którzy na niego patrzą. (VI. 11)”.[7]

Wypisy z Dialogu można by kontynuować. Bardzo ciekawym jest stwierdzenie, że jeśli kapłan

„[…] ma jeszcze inną wadę, wszystko to wyjdzie na jawne, a nawet jeszcze większe i gorsze się stanie”.

Być może w naszym kontekście można rozumieć to tak, że jeśli ktoś ma jakieś minimalne tendencje do homoseksualizmu czy pedofilii lub pederastii, gdy zostanie kapłanem „jeszcze większe i gorsze się [to] stanie”. Co prawda św. Jan Chryzostom pisze tutaj o wadach charakteru, a nie o zboczeniach, ale jeśli przyjąć, że kapłaństwo potęguje wszystko, to widać i to. Skąd się to bierze? Z wielkiej władzy, bo każda władza korumpuje oraz na pewnym poziomie z braku wszelkiego nadzoru i odpowiedzialności prawnej. Biskup może praktycznie i teoretycznie wszystko, ma nad sobą papieża, który jest daleko, ale jeśli jak arcybiskup Paetz ma kolegów w kurii rzymskiej oraz dobre układy z nuncjuszem, to może sobie poczynać, jak chce, co też czyni. Istnieje co prawda środek wizytacji diecezji przez Rzym, ale za Benedykta był on stosowany jedynie względem tych, którzy i ta szli na odstrzał według zasady „dajcie mi człowieka, a dam wam paragraf”.

Wracając do św. Jana Chryzostoma to ten Ojciec Kościoła czasu antenowego by z takimi poglądami u ojca Rydzyka nie otrzymał, a jego wpisy na glorii.tv zostałyby usunięte. Ale sam był kapłanem, a nawet patriarchą Konstantynopola, więc wiedział, o czym pisał. Przecież nikt do 1842 nie uważał, że kapłani są bezgrzeszni i nie należy ich karać, a mimo to od połowy XIX wieku za przestępstwa kryminalne pozostają oni praktycznie bezkarni. Słusznie pisze Tapsell, że obawa nierzetelnego i „pokazowego” procesu w większości państw Zachodu nigdy nie zachodziła. I co ciekawe w stalinizmie księży więziono jedynie za „szpiegostwo na rzecz Watykanu”, a nie za pedofilię, przypuszczalnie dlatego, że takich brano od razu na współpracowników i ułatwiano im kariery, a ludzie i tak by takim pogłoskom nie uwierzyli. Być może mało kto wie, że jedynie za Hitlera w latach 1936/37 odbywały się w Niemczech procesy księży oskarżanych o homoseksualizm i pedofilię, w co wierni nie wierzyli. Chociaż nazistowskie Niemcy nie były „państwem prawa”, to ilość skazanych, pomimo licznych czynności dochodzeniowo śledczych była raczej mała. Skazano 64 duchownych i 170 braci zakonnych, co dało mniej niż 0,3% wszystkich duchownych. Dla porównania raport Johna Jaya mówi o 4% oskarżonych, chociaż liczba rzeczywiście skazanych była dużo niższa 0,1% wszystkich duchownych.[8] Można wyjść za założenie, że wymiar sprawiedliwości w państwie Hitlera szukał tak, by coś znaleźć i należałoby zagłębić się w archiwach lub zajrzeć tu, by ocenić, na ile były to rzetelne procesy. Ale jest to, jak na razie, jedyny okres w historii Europy z procesami obyczajowymi dotyczącymi duchownych. Zatem ten przykład z Niemiec, w którym reżim chciał rozprawić się z Kościołem, ale nie mógł, bo znalazł za mało brudu, świadczy o tym, że nie zawsze homoseksualizm i pedofilia były tak liczne i oczywiste. Obiegowe stwierdzenie, że księżą żyją ze swoimi gosposiami towarzyszy Kościołowi chyba od zawsze, ale równanie między ksiądz a pedofil występuje dopiero od lat 1990-tych. Nawet w antykatolickich traktatach reformatorów zarzut ten nie pojawia się, z zarzuty o sodomię padają również dosyć rzadko. Gdyby zatem przywara homoseksualizmu, pedofilii i pederastii była zawsze przynależna do stanu kapłańskiego, to byłaby ona bardziej obecna w literaturze polemicznej czy literaturze antykatolickiej.

Trzeba niestety na zdrowy rozum przyjąć, że z powodu bezkarności księży od roku 1842 pedofilia i homoseksualizm zaczęły rozwijać się kwitnąć właśnie od tego okresu. Można niestety przyjąć, że zaczęły powstawać całe pokolenia homoseksualnych wychowanków, których inicjacja odbywała się w klasztorach, niższych seminariach czy internatach, o czym w odniesieniu do XX wieku pisał Richard Sipe. Można niestety przyjąć, że skandal narastał do tego stopnia, że Stolica Apostolska widziała jedynie jedno rozwiązanie: zamiatać pod dywan i wyciszać, co wyjaśnia nałożenie tajemnicy papieskiej w roku 1922, a następnie w latach 2001 i 2010, kiedy to amerykańskie i nie tylko szambo wybiło naprawdę. I rzeczywiście trudno orzec, czy pod tym względem było przed Soborem rzeczywiście lepiej, skoro wszystko było do tego stopnia utajnione. Amerykański raport Johna Jaya badający molestowanie seksualne od lat 1950-tych w USA stwierdza:

The number of alleged abuses increased in the 1960s, peaked in the 1970s, declined in the 1980s, and by the 1990s had returned to the levels of the 1950s.[9]

Ilość domniemanych przypadków nadużyć seksualnych wzrosła w latach 1960-tych, osiągnęła swój szczyt w 1970-tych, spadła w latach 1980-tych, a w latach 1990-tych powróciła do poziomów z lat 1950-tych.

Oczywiście mowa o przypadkach zgłoszonych, których zgłaszanie zaczęło się w latach 1990-tych. Nie wiemy zatem, jak było wcześniej, bo wszystko było utajnione i mało kto to widocznie zgłaszał.

Posoborowy Kościół uznając „słuszną autonomię rzeczy ziemskich” (Gaudium et Spes n.36) wycofał się prawie zupełnie ze sfery publicznej, co świetnie ukazuje na przykładzie Włoch w Iota unum Romano Amerio. Z drugiej strony Kościół przeprowadził najgorszą wersję „klerykalizmu” wyjmując swoich zeświecczałych księży spod świeckiego prawa karnego za przestępstwa pospolite, co miało miejsce już od połowy XIX wieku. Podczas gdy świecki trener dżudo lub opiekun harcerzy szedł za pedofilię lub raczej pederastię do więzienia, ksiądz szedł „na terapię” i przenoszony był na inną placówkę, tak w zwykłym Kościele jak i Bractwie św. Piusa X, które stosuje jak najgorsze standardy. Ilość ofiar z czasem rosła, prestiż kapłaństwa malał, podobnie jak ilość powołań, a narastający skandal był nieunikniony. Albo Watykan przynajmniej od lat 1960-tych nie wiedział, co się dzieje, co jest nieprawdą lub nie wiedział, co robić. Przyjmując inną hipotezę przyjąć trzeba, że od Soboru na szczycie Kościoła siedzą ludzie, którzy chcą go pogrążyć, jak Bergoglio, wychodząc z dewizy:

„Im gorzej tym lepiej. Im więcej księży-pedofili, tym bardziej pogrążymy Kościół, bo nikt już kapłaństwa nie wybierze, ani nie będzie kapłanów traktował poważnie. A w ten sposób nie odbędzie się uświęcenie dusz, bo żadna łaska, nie zostanie wylana.”

I ten efekt został osiągnięty, gdyż seminaria pustoszeją wszędzie, a „efekt Franciszka” dotarł nawet do Polski.  Z drugiej strony nie widać żadnej akcji przebłagalnej lub pokutnej samych księży za grzechy ich biskupów lub współbraci. I niestety rzec trzeba, że Kościół od połowy XIX wieku sam sobie tę sytuację zgotował.


[1] Sobol, E. (red.), Słownik wyrazów obcych, Warszawa 2002, 554.

[2] Św. Jan Chryzostom, Dialog o Kapłaństwie. Przekład ks. Wojciech Kania, Kraków 1992

[3] Tamże, 73.

[4] Tamże, 74.

[5] Tamże, 85.

[6] Tamże, 137.

[7] Tamże, 140.

[8] https://en.wikipedia.org/wiki/John_Jay_Report „The report determined that, during the period from 1950 to 2002, a total of 10,667 individuals had made allegations of child sexual abuse. Of these, the dioceses had been able to identify 6,700 unique accusations against 4,392 clergy over that period in the USA, which is about 4% of all 109,694 ordained clergy i.e. priests or deacons or members of religious orders, active in the USA during the time covered by the study.[2] However, of these 4392 accused, 252 (5.7% of those accused or less than 0.1% of total clergy) were convicted. The number of alleged abuses increased in the 1960s, peaked in the 1970s, declined in the 1980s, and by the 1990s had returned to the levels of the 1950s.“[3]

[9] https://en.wikipedia.org/wiki/John_Jay_Report Summary.

Dodaj komentarz

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

error: Content is protected !!
pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: