Tradycja i Wiara

Nasze Subskrypcje - Tanio jak nigdy

Miesięczna online

19,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Roczna online

199 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

3 miesiące przelewem

60 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

6 miesięcy przelewem

120 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

12 miesięcy przelewem

240 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

Rodzinna miesięczna

Online do 6 osób

29,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Online do 6 osób

349 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

Jak rozpoznać “katolicką sektę”? (5 z 6) Cechy sekt (ii)

Posłuchaj
5/5 - (1 głosy)

 

4.  Rozbudzanie oczekiwań

Ponieważ w sekcie nie obowiązują zasady logiki, czy zdrowego rozsądku, dlatego rozbudzane tam oczekiwania, patrz np. Intronizacja, są z gruntu nie do zrealizowania i skazują ich zwolenników na niepowodzenia. Jeżeli oczekiwania się nie spełnią, np. królestwo Chrystusa na ziemi z wywyższeniem Polski się nie spełni, to winą obarczani są członkowie, którzy zawiedli głównie guru, a po nim Boga. Po przeżyciu sekciarskim w sumie trudno wrócić do szarej rzeczywistości, dlatego właśnie, że jest ona szara. Człowiek czuje się winny, że nie buja ciągle w obłokach. Nauka o stanach posuchy duchowej i oczyszczenia zwykle nie jest głoszona, po to, by utrzymywać członków w karności.

Natomiast prawdziwa duchowość katolicka od rzeczywistości i to tej szarej nie ucieka. I oto, co pisze św. Jan od Krzyża:

„Pierwsza przestroga jest tak, być był przekonany, że po to tylko przyszedłeś do klasztoru, by się wszyscy ćwiczyli i urabiali. […] uważaj wszystkich w klasztorze za powołanych do tego, by cię urabiać, co też w istocie jest prawdą. Jedni mają się ćwiczyć słowami, drudzy uczynkami swymi, inni znowu myślami przeciwko tobie, a tym masz być powolny temu ich działaniu, tak jak figura, którą też jeden rzeźbi, drugi maluje, a trzeci wyzłaca.”[1]

Tak, twarda to mowa, ale rozbudzaniem nierealnych oczekiwań nie jest.

5. Żeńskie rządy lub żeńskie uwielbienie

W sektach panuje jakieś zafałszowanie roli kobiety. Albo mamy, a dzieje się tak zwykle w ruchu charyzmatycznym wszędzie na świecie, silne liderki, super-matki, który muszą być przez wszystkich kochane, bo inaczej ich zniszczą, a które bardzo sprytnie manipulują emocjami członków, albo też mamy kobiety-wianuszki, które otaczają męskie guru, wielbią go i stają się jego pyłem. Jest rzeczą bardzo charakterystyczną, że naprawdę wszędzie w ruchu charyzmatycznym przewodzą kobiety, co jest przeciwne prawdzie biblijnej i teologicznej, że to jednak mężczyzna naucza i przewodzi, drogie Panie. A jeżeli powiecie:

“Tak też bym chciała, ale ten mój jest do niczego”.

To zapytamy:

„A dlaczego sobie takiego wybrałyście? Czy nie dlatego, żeby nim kręcić?”

Niestety ten charyzmatyczny feminizm nikomu  nie służy. Natomiast bycie otoczonym wiankami młodzieży żeńskiej lub żeńskiej, ale już nie młodzieży, w sumie niczyjemu celibatowi dobrze nie robi, nie mówiąc już o pokorze lub skromności. Zachowanie guru jest zawsze skrajnie emocjonalnie. Kobiety chcą być kochane, a mężczyźni wielbieni i dlatego przywódcy sekt potrzebują ludzi między innymi po to, by zapełnić swoją własną pustkę emocjonalną. W sektach nie chodzi nigdy o rzeczywistą pomoc ludziom, czyli o wyzwolenia z nich tego, co w nich najlepszego po to, by sobie poszli i żyli, ale chodzi o pozyskiwanie i więzienie dusz. Przecież Chrystus też porzucił apostołów i pobożne niewiasty, kiedy wstąpił do Ojca, gdyby z nimi cieleśnie został nikt z nich by nie dojrzał, ani nie byłoby Kościoła.

Święta Teresa z Avila, także Doktor Kościoła i kobieta tak pisze o samej sobie i swojej płci:

„[…] gdy przychodzi mi piszać o grzechach swoich, bo co do tego żadna mię wątpliwość nie krępuje; co do reszty zaś dość tego, że jestem kobieta, aby mi na samo wspomnienie skrzydła opadły, a tym bardziej, że nie tylko kobietą, ale i niecnotliwą.” (Księga Życia rozdz. 10,8)[2]

„Raz jeszcze powtarzam, bo jest to przestroga bardzo ważna, nie wspinajmy się na wysokości duchowe, jeśli Pan sam nas nie podnosi; a gdy On podnosi, zaraz da się poznac. Dla kobiet zwłaszcza takie zrywanie się jak rzeczą niebezpieczną, bo łatwo szatan może im podsunąć jakie ułudy swoje.” (Księga Życia, rozdz. 12, 7)

Osoby zainteresowane tematyką „antyfeminizmu” świętej Teresy mogą przejrzeć spis haseł w tomie trzecim pod kątem hasła „niewiasta” i odnajdą tam ciekawe sformułowania. Święta Teresa była jak najbardziej kobietą, dosyć ładną i zalotną, o czym sama wiedziała, poznała z czasem siebie, naturę kobiecą swoją własną i swoich współsióstr. Więc możemy jej wierzyć. Poza tym jest jakoś tak, że szatan ma do kobiet łatwiejszy dostęp niż do mężczyzn, co potwierdzają egzorcyści, że 80% do 90% opętanych to kobiety, a nie mężczyźni.[3] Nad wszystkimi przyczynami zastanowimy się w innym miejscu, ale jest z pewnością tak, że kobiety są bardziej od mężczyzn na działanie lub inspiracje złego ducha podatne. I dlatego ponad 90% wszystkich mediów, ezoteryczek, wróżek i innych okultystek jest kobietami. Piszący te słowa napisał o tym na pewnych zachodnim forum, gdzie pewna pani, która latami sama zajmowała się ezoteryką odpisała, że

“wreszcie ktoś ma odwagę napisać, że kobiety bardziej są podatne na działanie złego ducha, bo w ezoteryzmie rządzą kobiety i to one mają te okultystyczne “dary”, o czym sama wie, bo w tym trwała”.

Więc jest to potwierdzenie naszych tez ze strony najbardziej kompetentnej, bo znającej tematykę ezoteryki z autopsji. Zauważmy, że w Starożytności roiło się od kapłanek różnorakich kultów i to tylko w Izraelu panowała wyłączne kapłaństwo mężczyzn. Dlaczego? Ponieważ kapłanki pogańskie były medium, w które wstępowały złe duchy, a uzdolnienie okultystyczne było dziedziczone, a następnie kształcone, po kądzieli, czyli po linii żeńskiej. Dokładnie tak samo ma miejsce we współczesnej ezoterycy lub w okultyzmie. I chyba dlatego Kościół zawsze dawał kobietom męskich przewodników i doradców, co brało się z doświadczenia, a nie z antyfeminizmu. Bowiem, gdy przewodzi kobieta częściej, niż w przypadku mężczyzny, zadać można pytanie:

„Kto tutaj rządzi? Ona czy zły duch?”

No niestety, ale piszący te słowa był przez kilka lat w pewnej wspólnocie, w której z czasem silna liderka, także z darem “proroctwa” „wygryzła” całą resztę kierownictwa, dobrała sobie ludzi słabych, ale pełnych uwielbienia, a obecnie owa wspólnota jest jakąś katolicko-ezoretyczną firmą usługowąc w drodze do odnalezienia siebie etc. Przez trzydzieści lat działalności nie uzyskano aprobaty kościelnej, chociaż wspólnota ta działa w kraju, w którym Kościół katolicki aprobuje nieomal wszystko, a nie jest to Polska. Osoba ta miała naprawdę także ponadprzeciętne dobre strony, intelektualne, moralne i duchowe, a złe poznawało się dopiero wtedy, gdy chciało się odejść. No niestety, ale także ten przypadek potwierdza regułę, że ostateczny nadzór powinni sprawować mężczyźni i to nadzór realny, a nie przez kobiety manipulowany.

6. Supranaturalizm lub świat nie z tej bajki

Cechą wszystkich sekt jest stwarzanie jakiejś innej, oderwanej od codzienności rzeczywistości duchowej, w której zawsze wszystko jest naj, a niebo jest bardziej niebieskie, kobiety piękniejsze, a samochody szybsze. Jest to kwestia rzeczywiście trudna do rozeznania, gdyż w życiu duchowym mamy także chwile wzniosłe, zachwyty różnego rodzaju, chwile Taboru, czyli takiej bliskości Boga, w której chcielibyśmy zawsze trwać i nigdy nie schodzić na ziemię. Tego rodzaju doświadczenia ma chyba każdy, a mieli je również święci w wymiarze bardziej lub mniej nadprzyrodzonym. Ale różnica polega na tym, że nawet Chrystus z trzema apostołami z Taboru zeszli i wrócili do rzeczywistości. Natomiast sekta utwierdza nas w przekonaniu, że powinno tak być zawsze, jeżeli stosujemy się do jej zaleceń. A tymczasem, jeżeli są to stany pochodzące od Boga, to nigdy nie są trwałe, bo nawet zjednoczenie mistyczne, do którego, mało kogo Pan Bóg w tym życiu prowadzi, to coś innego niż ekstazy czy inne cudowności. W jakiś sposób można porównać działanie sekty do narkotyku: trzeba ciągle większych dawek, lepszego towaru, aby utrzymać się na tym poziomie odrealnienia lub móc w ogóle funkcjonować normalnie. Niestety, jak ukazuje to zawsze bardzo pięknie nasza „siostrzana strona” ciągle potrzebne są nowe, dziwnie brzmiące nabożeństwa, nowe objawienia, nowi księża charyzmatycy, nowe nowenny łaskami słynące. To przypomina niestety rozmowy narkomanów:

„Mam nowy towar, od nowego dealera. Całkiem świeży na rynku. Tobie dam po cenie promocyjnej. Na Zachodzie to normalka, ale nie w tym kraju.”

I dlatego obserwujemy tam różne mody na te lub inne święte, świętych, objawienia, którym hołdują panie w mocno średnim wieku, które przynajmniej na płaszczyźnie „nowego towaru” znajdą szybko wspólny język ze swoim dorastającym wnuczkiem. Ale chrześcijaństwo to nie odrealnienie, ale właśnie Wcielenie.

7. Perspektywa zewnętrzna a perspektywa wewnętrzna

Z pojęciem supranaturalizmu wiąże się także fakt, że w sektach sytuacja wewnętrzna, którą znają jedynie jej członkowie, różnie się skrajnie od wizerunku przedstawianego na zewnątrz.  Akcent trzeba położyć tutaj na słowo “skrajnie”, bo jak wiemy nic nie jest tak dobre jak się nam w pierwszej chwili jawi, ani takie jakim byśmy chcieli je mieć. Żadne małżeństwo, żadne narzeczeństwo, żadna praca, żadna firma, żadne zatrudnienie, żaden zakon, żadne nic. “Są plusy dodatnie i ujemne”, jak to kiedyś określił Wałęsa i trzeba się z tym pogodzić, że na tym świecie tak jest. Ale w sektach występuje skrajność: za zewnątrz raj, wewnątrz obóz koncentracyjny. A ponieważ tak jest, dlatego sekty zawsze posługują się kłamstwem, żyją w kłamstwie i kłamstwem werbują. Ludziom werbowanym nie mówi się, że wszędzie są ludzie, czasami bywa ciężko, niekiedy ma się wszystkiego dość, są różne charaktery etc., ale że jest “naj” i tak zawsze będzie, a jeżeli nie, to twoja wina. Wymagania przedstawiane członkom sekty są ewidentnie niemożliwe do spełnienia i w sumie konstruuje się sytuację, w której członkowie muszą  zawodzić, być w związku z tym karani i czuć się stale winni. Są to w sumie permanentne wymagania bez jakiejkolwiek nagrody, gdyż już bycie w sekcie jest nagrodą samą w sobie. W przeciwieństwie do mądrych zakonów w sektach żąda się zawsze osiągnięć szczytowych, ciągłego bicia rekordów.

“Zwerbowałeś 100, czyli więcej niż ktokolwiek inny? Stać się na więcej, następnym razem ma być 150.”

Nigdy nie jest dobrze, nigdy nie jest dość.  Natomiast w dobrych zakonach, o czym mówi np. reguła benedyktyńska, wymaga się stałego spełniania niezbyt wygórowanej normy, to jest 8 godzin pracy, 8 godzin modlitwy, 8 godzin snu. Ale w sposób stały. Osobom, które te wymagania wydają się wygórowane niech wiedzą, że w sektach pracuje się latami po 16 godzin dziennie, nie śpi się wcale, podobnie jak w niektórych korporacjach. Skutki fizyczne i psychiczne tego są opłakane i o to diabłu chodzi. Jednak życie duchowe to nie sprint, ale długi dystans, przy którym siły, także fizyczne, bo także od tych zależą siły duchowe, należy odpowiednio rozłożyć. Ponieważ sekty izolują swoich członków od świata zewnętrznego, nie dopuszczają wizytacji lub nie mówią na nich prawdy, toteż weryfikacja tego, czy tak być musi jest dla członków niemożliwa.

8. Niekończąca się droga i niewidzialna hierarchia

Inną cechą sekt jest to, że nie wiadomo kiedy i jak się ta formacja kończy. Mówimy tutaj o formacji horyzontalnej, czyli ilości przewidzianych kursów, stopni, czy innych etapów przygotowawczych. W sektach takich jak neokatechumenat czy Opus Dei zwykli członkowie nie wiedzą, co ich w sumie czeka i kto naprawdę rządzi, gdyż te kwestie są objęte tajemnicą. Ludzi utrzymuje się ciągle w przeświadczeniu, że są dopiero na początku, że potrzebują tym razem porządnego nawrócenia, że jeszcze kilka kursów etc. Z jednej strony tak zakryta i wydawałoby się elitarna droga może rozbudzać ciekawość, z drugiej strony natomiast bardzo zniechęca, bo końca nie widać i to w dosłownym tego słowa znaczeniu.

W teologii katolickiej rozróżnia się jednak pomiędzy człowiekiem sprawiedliwym, czyli ochrzczonym i żyjącym w stanie łaski i grzesznikiem, czyli tym, który żyje w grzechu śmiertelnym. Podają to dosyć dokładnie kanony Soboru Trydenckiego o Usprawiedliwieniu (DH 1520-1583), które ze względu na obszerność i szczegółowość w miejscu tym pominiemy. Zatem będąc sprawiedliwym pewne minimum, czyli czyściec w chwili śmierci się ma, ale możliwe są różne stopnie doskonałości. Zdobywanie ich to formacja wertykalna, czyli wgłąb. Ale w katolicyzmie nie wmawia się ludziom, że w sumie cały czas grzeszą, potrzebują nawrócenia, że nie wiadomo, co z nimi będzie. Wiadomo, bo minimum jest. I na tym, w naprawdę telegraficznym skrócie, wyglądała polemika z protestantyzmem, bajonizmem, jansenizmem i innymi systemami, które praktycznie nie różnicowały pomiędzy sprawiedliwym a grzesznikiem. Nie czynią tego także sekty i dlatego niekończące się rekolekcje, patrz nasza “siostrzana strona”. Wstępując na drogę sekty zupełnie nie wiadomo co nas czeka i to ani zewnętrznie, ani wewnętrznie. W zakonach lub w Kościele hierarchicznym jednak trochę wiadomo. Każdy przyszły zakonnik musi przejść postulat, nowicjat, złożyć śluby najpierw czasowe, a potem wieczyste, jeżeli zostanie uznany zdatnym i taka będzie potrzeba zgromadzenia zostanie posłany na studia i wyświęcony. Po jakimś okresie zacznie przejmować, wedle swoich uzdolnień, jakieś urzędy lub posługi. Więc w perspektywie tych 40 do 60 lat życia zakonnego można przewidzieć, co kogo czeka. Na pewne sprawy ma się wpływ, na inne nie ma. Podobnie ktoś wstępujący do seminarium, o ile zostanie dopuszczony do święceń, zostaje księdzem, najpierw wikarym, potem niekiedy wysłany na studia, niektórzy zostają proboszczem, inni biskupem, kardynałem czy papieżem. Oczywiście stopni wyższych zaplanować sobie nie można, ale taka jest możliwa droga kariery. Natomiast w sekcie nie wiadomo co, gdzie, jak i kiedy, gdyż wszystko zależy od woli guru. Bywają przypadki, gdy jakiś nowo przybyły przejmuje całą władzę i przekształca wspólnotę w sektę na swój obraz i podobieństwo, utrzymując oczywiście wszystkich innych w niepewności. Oczywiście, że każdy z nas ma chwili osobistej niepewności, co z nami będzie, ale my tutaj mówimy o zaplanowanej niepewności strukturalnej. Ktoś będący w zakonie może liczyć się z przeniesieniem do innego klasztoru na inny kontynent, ale zwykle jest pytany, a w tamtym innym miejscu robi w sumie to samo, co już robił. Natomiast w sektach nie zna się dnia ni godziny, co guru kiedy do głowy strzeli.

Osoby młode lub bardzo idealistyczne pytają niekiedy, po co przepisy i prawo kanoniczne, skoro Kościół to miłość i wszyscy się kochają. No niestety, nie wszyscy się kochają i nie wszyscy są dobrzy, a prawo kanoniczne wraz z prawem zgromadzeń, konstytucjami zakonu etc. służy właśnie temu, żeby członkowie zgromadzeń jakieś minimalne prawa mieli i w razie konfliktu mieli się na co powoływać. W sektach lub posoborowych “wspólnotach” tego nie ma, patrz Ruch Rodzin Nazaretańskich, bo jest dobrze, jak jest dobrze, chyba, że jest źle.

[1] Św. Jan od Krzyża, Dzieła, 123.

[2] Święta Teresa od Jezusa, Dzieła, Kraków 19873, t. 1, 184.

[3] http://wiadomosci.onet.pl/kraj/do-rzeczy-90-proc-opetanych-to-kobiety/brskm

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Ks. Arndt - Zestawienie odpustów nieautentycznych: 15 Modlitw św. Brygidy (całość)
Świadectwo: Moje doświadczenie z 15 Modlitwami św. Brygidy
Czy ks. Dariusz Olewiński - Katolicki teolog odpowiada - jest rzeczywiście kapłanem archidiecezji wiedeńskiej?
Ponowne święcenia kapłańskie ks. Jacka Bałemby SDB. Kapłaństwo jako takie (1 z 4)
Czyżby kolejny łańcuszek? 12 "złotych piątków"
Teologia ruchu lub "a teraz przyniosą wiadro"

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Jeśli możesz, przejmij opłaty Paypal, to więcej do nas dotrze. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
%d bloggers like this: