„Co zostało z uczty bogów” lub w poszukiwaniu owoców Soboru. 4.1: Nieznajomość nauki Kościoła. Błędne założenie dialogu w katechezie (cz. 4.1 z 9)

Data

Oceń post

jan-steen-the-severe-teacherAd. d Nieznajomość nauki Kościoła wśród katolików (część 1)

Dowiedzenie tezy, że posoborowe zmiany przyczyniły się w skali globalnej do rosnącej nieznajomości nauki katolickiej wśród katolików jest jeszcze trudniejsze niż dowiedzenie tez poprzednich. Aby tego dokonać należałoby:

  • Sporządzić zestaw głównych prawd katolicyzmu,
  • Przedstawić go reprezentatywnej próbce populacji katolickiej,
  • W latach przedsoborowych i posoborowych oraz
  • Dokonać tego wszystkiego w skali globalnej.

Tego rodzaju globalnej opracowanie nie jest nam znane. Istnieją co prawda różne mniej lub bardziej dokładne badania dotyczące różnych krajów, które tutaj przedstawimy, jednak wykazują się one różną metodologią, gdyż często nie różnicują one pomiędzy

(a) znajomością pewnych prawd,

(b) ich akceptacją, a

(c) praktyką życiową.

Chociaż interesuje nas tutaj wyłącznie (a), to będziemy musieli odnosić się, z braku alternatywy, do pomieszania punktów od (a) do (c). Biorąc pod uwagę wszystkie wyżej wymienione problemy i uwarunkowania stwierdzić trzeba, że znajomość prawd wiary maleje, co dzieje się z powodu wadliwie ustawionej posoborowej katechizacji (szkolnej, pozaszkolnej czy liturgicznej), która wychodzi z założeń dialogu, a nie przekazu wiedzy religijnej.

 Błędne założenie dialogu w przekazie wiedzy religijnej

Jak pięknie od strony filozoficznej ujął to Romano Amerio, którego zasług nie chcemy tutaj sobie przypisywać i dlatego odsyłamy do całości jego tekstu,[1] założenie metody dialogu w ewangelizacji jest błędne, gdyż:

„[…] zgodnie z Pismem Świętym metodą ewangelizacji jest nauczanie, a nie dialog. W kluczowym zdaniu Chrysutsa, który posyła Apostołów, użytym w trybie rozkazującym czasownikiem jest matheteúsate, co dosłownie oznacza »czyńcie uczniów« [pośród wszystkich narodów Red.]. Brzmi to tak, jak gdyby narodom miała przypaść głównie rola słuchaczy bądź uczniów. […]”.[2]

Jak dowodzi dalej Amerio dialog nie stwarza warunków do głoszenia prawd wiary, gdyż na temat prawdy się nie dialoguje.[3] Ujmując wywody włoskiego filozofa bardziej zdroworozsądkowo dialog w dydaktyce jest bzdurą, gdyż nauczyciel przekazujący wiedzę ją posiada, natomiast uczeń jej nie posiada. Przytaczanie w tym kontekście przykładu Dialogów platońskich jako przykładu dialogowania w rozumieniu metody dydaktycznej dowodzi wyłącznie tego, że posługujący się tym argumentem żadnego Dialogu Platona nie przeczytał. Dialogi te są bowiem wyłącznie rozpisaniem traktatu filozoficznego „na głosy”, jakbyśmy to określili w muzyce, w której inni dyskutanci dają głównemu mówcy, zwykle Sokratesowi, pole do popisu. Jako przykład niech posłuży przypadkowo wybrany fragment dialogu Teajtet (186 B-D):

Sokratesin_olumuSokrates: Czekaj no! Nieprawdaż, że dusza spostrzega twardość rzeczy twardych dotykiem, a miękkość rzeczy miękkich tak samo?

Teajtet: Tak.

Sokrates: A istnienie i to, czy te obie rzeczy są, i ich przeciwieństwo wzajemne i samą istotę przeciwieństwa dusza już sama stara się nam ocenić, wnikając i porównując rzeczy jedne z drugimi?

Teajtet: Tak jest.

Sokrates: Nieprawdaż, jedna stany powstały prędko i z natury przysługują jako postrzeżenia ludziom i zwierzętom. To są te stany, które za pośrednictwem ciała do duszy zmierzają. Ale porównania ich dotyczące, związane z istnieniem, z istotą i pożytkiem – do tych się dochodzi z trudnem i w ciągu długiego czasu, drogą licznych zabiegów i kultury duchowej, jeżeli ktoś do tego w ogóle dochodzi.

Teajtet: Ależ ze wszech miar.

Sokrates: Więc czy może prawdę osiągnąć coś, co nawet istnienia nie sięga?

Teajtet: Nie może.

Sokrates: A kto prawdy czegoś nie osiągnie, to czy posiądzie wiedzę o tym?

Teajtet: Jakimże sposobem, Sokratesie!

Sokrates: To w tych wrażeniach zmysłowych nie ma wiedzy, tylko w rozumowaniu, które się z nimi wiąże. Bo istoty rzeczy i prawdy, zdaje się, że tu dopiero można dotknąć, a tam nie można.

Teajtet: Okazuje się.

Sokrates: Więc czy nazywasz jednym i tym samym te dwie rzeczy, które tyle różnic objawiają?

Teajtet: Chyba nie godzi się.”[4]

Nie zamierzamy w tym miejscu analizować tego przypadkowo wybranego fragmentu, który ukazuje jednak, że nasz Teajtet wiele do powiedzenia nie ma, a dialoguje w najlepsze. I dlatego określenie „prowadzić z kimś dialog platoński” oznacza monologowanie przerywane przez interlokutora wstawkami typu:

„Naprawdę?”, „Tak, tak.”, „Zaiste”, „No proszę” etc.

Dialog zakłada bowiem dwóch równorzędnych partnerów, którzy w procesie nauczania lub uczenia się, jak ukazują to choćby Dialogi platońskie, równorzędnymi ex definitione nie są. Piszący te słowa nie ma żadnych znajomości biologii molekularnej i dlatego, gdyby trafił na jakieś zajęcia z tej dziedziny żadnego dialogowania z prowadzącym na ten temat by nie podjął, bo nie posiadając jakiejkolwiek wiedzy z tego zakresu nie posiadałby żadnego systemu odniesienia. Wszelkie dialogowanie typu: „a mnie się wydaje”, „a moim zdaniem”, „proszę otworzyć okno”, byłoby skazane na śmieszność, ponieważ wykłady z biologii molekularnej są przekazem wiedzy z zakresu biologii molekularnej. A wszelkie wykłady mają zawsze ten przebieg, że jeden mówi, a reszta słucha.

Ponieważ w posoborowej katechezie, co w Polsce zaostrzyło się po roku 1989, bardzo pomniejszono znaczenie tzw. suchego przekazu wiedzy, dlatego też lekcji religii nie postrzega się jako przekazu wiedzy katechizmowej, ale jako coś innego. I dokładnie nie wiadomo jako co, bo podręczniki katechetyczne przekazują mało spójne podejście. O ile urodzony po Soborze piszący te słowa uczył się na pamięć katechizmu do Pierwszej Komunii, o tyle do bierzmowania robić tego już nie musiał, przez co zarówno jego wiedza religijna, jak i wiara mocno ucierpiały. W tym kontekście padał zawsze zarzut, że dzieci uczą się na pamięć, ale nie rozumieją. To prawda, ale jeśli się nie nauczą, to nigdy nie zrozumieją, bo nie będą miały co zrozumieć. Niestety powielając nieszczęsne doświadczenia holenderskie z połowy lat 1950-tych polegające na zarzuceniu nauki katechizmu, na rzecz bardziej „twórczej katechezy” przekaz wiedzy wszędzie zaczął ustępować przeżyciom integralnym (A co to takiego?), przeżyciom wspólnotowym i przeżyciom innym. Podejście to, o ile nie zostało wprowadzone celowo, jest nierealistyczne, bo szkolna lekcja religii to szkolna lekcja, a nie oazy, grupa odnowy czy rekreacja i dlatego winna służyć, jak inne lekcje do przekazu wiedzy. Zbyt wygórowane oczekiwania spalą na panewce. I o ile przeciętny uczeń podczas 45 minutowej lekcji jest w stanie skupić się przez 10 do 15 minut, to w czasie tych 10 do 15 minut możnaby metodą tradycyjną dążącą do przekazu wiedzy coś przekazać, natomiast metodą dialogowania, dramy, pracy w grupach itp. nie przekaże się niczego. Dzieciom czy młodzieży będzie się to podobało, bo sobie pogadają i odpoczną od lekcji matematycki, ale żadna wiedza u nich nie pozostanie. Na argument, że mogą w domu sobie doczytać, odpowiedzieć można: „To po co im religia w szkole?”

Niestety posoborowa teologia tak mało poważa swój własny przedmiot, że albo o tym zapomniała albo nie przyjmuje faktu, że wiedza religijna (mowa o wiedzy, nie o wierze) jest takim samym systemem wiedzy jak np. matematyka, chemia czy muzykologia, który trzeba jako taki z jednej strony przekazać a z drugiej przyswoić, zanim się jakąkolwiek dyskusję zacznie. Ta druga też jest potrzebna, ale trzeba mieć o czym dyskutować i posługiwać się tą samą metodą dyskusji. W przeciwnym razie jeden będzie mówił o niebie, a drugi o chlebie. Proces zmiany katechezy trafnie ujmuje Romano Amerio w rozdziale „Katecheza” i „Rozmycie katechezy” opisując sytuację lat 1970-tych we Włoszech,[5] ale opis ten można z powodzeniem zastosować do wszystkich krajów Zachodu oraz w dużym przybliżeniu do współczesnej Polski. Zdaniem Amerio:

„Skoro zniesiony został autorytet nauczyciela, a prawdę zmieniono na heurystykę [t.j. sztukę dochodzenia do dobrych rozwiązań posługując się niepełnymi informacjami Red.], reforma katechezy nie mogła nie ulec heterodoksyjnym [tj. nieprawomyślnym Red.] odchyleniom obejmującym – obok metod – również treści katechizacji. Już podczas kongresu na temat nauczanie religii, który odbył się w 1969 r. w Asyżu, przyjęto dokument sugerujący rezygnację z wszelkich treści dogmatycznych, tj. specyficznie katolickich, i zastąpienie nauczenia religii katolickiej nauczaniem historii religii w ogóle.”[6]

I tak zamiast przekazu wiedzy religijnej mamy obecnie kurs „mniemanologii stosowanej”, jak to określał popularny program kabaretowy okresu Gierka. Ponieważ Sobór założył mniej lub bardziej wyraziście dialog jako metodę we wszystkim, toteż prawdziwego przekazu wiedzy religijnej być nie może, czego dowodzą doświadczenia posoborowe wszystkich kościołów lokalnych. To zasadnicze założenie uniemożliwia sensowne prowadzenie katechezy przeciętnym katechetom, których jest najwięcej. Założenie dialogu jako metody dydaktycznej wymaga geniuszu na miarę Sokratesa, który sprytnie naprowadza interlokutorów na ten trop, który z góry sam ustalił nie dając im przejrzeć, że nimi manipuluje i ich kontroluje. Założenie dialogu jest równoznaczne z żądaniem od przeciętnego muzyka improwizacji na zadany temat i to w jakości umożliwiajacej nagrywanie na żywo. Mało kto to potrafi. Mało który katecheta jest geniuszem, bo by raczej katechetą nie był. Założeniem dialogu skazuje się ludzi na ciągłe frustracje, odchodzenie z zawodu, a dzieci i młodzież na bunt i niewiedzę. Tymczasem przerabianie katechizmów, uczenie się ich na pamięć i odpytywanie wiedzy ułatwiłoby życie i jednym i drugim. Tworzenie dialogujących konceptów katechetycznych dla każdej lekcji jest niesamowitym obciążeniem dla początkującego katechety, który musi być twórczy, a to mało kto potrafi, zwłaszcza, gdy nie ma wystarczających kompetencji. Na pytanie różnych hierarchów:

„Dlaczego nic nie wynika z tej katechezy?”

Odpowiadamy niepytani:

„Ponieważ od początku i zasadniczo jest źle ustawiona.”

A do tego dochodzi jeszcze niepewność dogmatyczna katechetów, którą uczniowie przeczuwają i atakują. Niestety nauczanie młodzieży to ciągła tresura, w której treser, by nie polec, nie może objawiać żadnej zewnętrznej ani wewnętrznej niepewności. Tę smutną niezmienną od wieków rzeczywistość zna każdy nauczyciel. Jednak zachowując kolejność:

  1. wiedza czyli kompetencje,
  2. właściwa metoda (nie dialog!),
  3. uporządkowany przekaz wiedzy

katecheta czy inny nauczyciel spełnia swoje zadania nie budzi frustracji i nie tonie we frustracji.

[wpedon id=”24285″ align=”left”]

 

[1] Amerio, Romano, Iota Unum. Analiza zmian w Kościele Katolickim, Komorów 422-436.

[2] Tamże, 427-428.

[3] Tamże, 428.

[4] Platon, Dialogi, przełożył i opatrzył wstępem Władysław Witwicki, Teajtet, T. II, Kęty 2005, 392

[5] Amerio, dz. cyt., 369-389.

[6] Tamże, 369.

[the_ad id="53440"]

Pełen dostęp do treści i komentarzy dla subskrybentów. Zaloguj się lub przejdź do Rejestracji.

 


Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
×
×

Koszyk