„Co zostało z uczty bogów” lub w poszukiwaniu owoców Soboru. 3. Mniej katolików na świecie (cz. 3 z 9)

Data

syrian-hermits-cavesDowiedzenie tezy, że Sobór Watykański II oraz rozwój posoborowy spowodował spadek ogólnej ilości katolików na świecie jest dosyć trudne i to z kilku powodów. Po pierwsze piszący te słowa nie ma dostępu do wszystkich przedsoborowych statystyk czyli tych do roku 1962. Po drugie dostępne mu statystyki dotyczące stosunku populacji globalnej do populacji katolickiej odnoszą się do różnych okresów i różnych aspektów demograficznych.  Stan źródeł statystycznych prezentuje się następująco:

  1. Okres od 1910 do 2010 uwzględniający rozwój katolicyzmu.[1]
  2. Okres od 1970 do 2014 uwzlędniający rozwój katolicyzmu.[2]
  3. Okres od 1990 do 2000 mający odniesienie do wszystkich religii oraz zawierający prognozy rozwoju religii do roku 2050.[3]
  4. Okres od 2010 zawierający również prognozy rozwoju do 2050.[4]

Jak widać brakuje danych uzwględniających stan katolicyzmu tuż przed Soborem np. w roku 1961 i tuż po Soborze, np. w roku 1966, które uwzględniałyby także dalszy rozwój posoborowy. Jedyną statytyką uwzględniającą rozwój przed i po jest statystyka 1. na lata 1910-2010, która obejmuje jednak tak długi i różnorodny okres przedsoborowy, że w celu dowiedzenia naszej tezy jest raczej mało przydatna. Pierwsza statystyka uwzględnia bowiem:

  • Dwie Wojny Światowe,
  • Powstanie nowych państw postkolonialnych,
  • Rozwój demograficzny w tych krajach,
  • Komunizm i zimną wojnę
  • Sobór Watykański II,
  • Rewolty studenckie i kontrkulturę roku 1968
  • Upadek komunizm
  • Różne zmiany społeczne
  • oraz mnóstwo innych czynników, które na rozwój populacji katolickiej w badanym stuleciu wpłynęły.

Oczywiście wszystkie powyższe czynniki miały wpływ na stan katolicyzmu na świecie, a wyizolowanie samego Soboru z tego grona wydaje się niemożliwe. Być może ktoś już takie badania statystyczne przeprowadził i być może to nich kiedyś dotrzemy. Można przypuszczać, że hierarchia Kościoła takich badań nie sponsoruje, bo kto lubi już analizować swój własny upadek, a badacze niezależni do różnych danych wewnętrznokościelnych nie mają. Problem nie polega na tym, że takich badań w ogóle nie ma, bo wiemy o takich statystykach z USA lub z Niemiec, ale na tym, że nie ma takich o zasięgu globalnym i to za bezpośredni okres przedsoborowy i posoborowy. Faktem jest, że np. w roku 1960 katolicyzm w niektórych krajach, np. Afryki, w ogóle nie istniał lub występował szczątkowo, a np. w roku 1980 stał się wyznaniem dominującym. O ile jednak za ten stan rzeczy odpowiada Sobór, o ile rozwój demograficzny, a o ile przedsoborowa działalność misyjna ustalić dosyć trudno. Zawsze można argumentować, że to nie Sobór, tylko świat i czasy lub też twierdzić, że to jednak Sobór, bo czasy zawsze były ciężkie i cięższe.

Niestety w wielu, a w sumie w prawie wszystkich kręgach Kościoła głównym i zasadniczym dogmatem jest twierdzenie, że sam Sobór był dobry i naj…. i w ogóle,[4] a rozwój posoborowy albo

(a) jeszcze lepszy albo

(b) nie taki jednak, jak trzeba, bo był

(b1) zbyt radykalny względem postanowień Soboru lub

(b2) za mało radykalny względem „ducha Soboru”.

Pogląd, że wszystkiemu winny był Sobór prezentowało dotychczas jedynie Bractwo św. Piusa X oraz sedewakantyści, ale pod koniec pontyfikatu Benedykta XVI, zwolennika opcji (b1), pogląd ten zaczął być prezentowany także przez teologów (Bruno Gherardini i innych Włochów) oraz naukowców i intelektualistów (de Mattei) nienależących do FSSPX, których i nie brakował w przeszłości (Amerio, Davies). Naszym zdaniem Sobór nie był wszystkiemu winny, jednak zawarł on pewne opcje interpretacyjne, przez które negatywny rozwój posoborowy stał się dopiero możliwy. Rozwój, który był niestety inicjowany przez Rzym głównie za pontyfikatu Pawła VI.

Niestety naszym skromnym zdaniem Jan Paweł II tego negatywnego rozwoju w czasie swojego wyjątkowo długiego pontyfikatu nie zatrzymał, gdyż koncentrował się on na swojej działalności pielgrzymkowej, a nie na rządzeniu Kościołem za pomocą Kurii Rzymskiej i podejmowaniem trudnych decyzji, takich jak usuwanie biskupów i dyscyplinowanie różnych episkopatów. Działalność papieża Polaka w tym względzie była z pewnością niewystarczająca. Być może bardziej stanowczy, konserwatywny papież doprowadziłby do okresowej schizmy, która faktycznie panowała na początku pontyfikatu Jana Pawła II już Holandii, a w sumie istnieje i dziś w Niemczech i Austrii i nie tylko tam. Pierwszym papieżem, który usiłował ten cały rozwój ukrócić nie kwestionując wszakże samego Soboru, którego w dużej mierze był twórcą, był Benedykt XVI, który w końcu zrezygnował. Niestety stwierdzić trzeba, że mało kto podjął krytyczną refleksję nad pontyfikatem Jana Pawła II z punktu widzenia interesów katolicyzmu w jego tradycyjnym rozumieniu. Katolicyzm bowiek polega przede wszystkim na przepowiadaniu niezmiennej Prawdy, a nie na dialogowaniu i brataniu się z kim popadnie. Jedyna krytyka pada i padała z ust FSSPX i sedewakantystów, która jest w sumie destrukcyjna i nihilistyczna, bo doprowadza do twierdzenia, że Kościół ziemski przestał istnieć. Uważamy, że coś dobrego jednak Jan Paweł II dla Kościoła, choć głównie tego w Polsce sądząc po ilość powołań, uczynił. W naszym kraju wszelkiej myśli krytycznej na temat naszego Rodaka brakowało i brak, bo całą kwestię sprowadzano to pytania:

„Czy kochają naszego papieża?”

lub

„Dlaczego nie kochają naszego papieża?”,

„Czy dlatego, że jest nasz?”

Jednak Kościół nie na uwielbieniu jednego, jedynego papieża polega. Krytyka kościelna na Zachodzie wychodziła z założenia, że konserwatywny papież tamuje posoborowy rozwój, który mógłby być bardziej radykalny (kapłaństwo kobiet, komunia dla rozwiedzionych, związki homoseksualne, rezygnacja z jakiejkolwiek etyki seksualnej i innej, a w sumie w katolickiej odrębności). Kanonizacja Jana Pawła II nie oznacza, że wszystkie jego sądy były nieomylne, a wszystkie jego działania słuszne i skuteczne. Oczywiście, aby do takiej refleksji dojść należałoby porzucić wyłącznie emocjonalne przywiązanie do Naszego Papieża, na do 99% Polaków po prostu nie stać. Bo jeśli już nawet „w papieża wierzyć nie można, to w co?” W Boga.

Wracając do kwestii posoborowego spadku ilości katolików na świecie powtarzamy raz jeszcze, że nie dysponujemy statystykami badający jeden okres pod jednym aspektem. Pomimo tych wszystkich metodologicznych trudności wnioski wynikające z wyżej wymienionych statystyk są zbieżne: od stu lat panuje stagnacja katolicyzmu w skali globalnej, natomiast w Europie i w obydwu Amerykach katolicyzm obumiera, głównie od lat 1970-tych. Jeśli Sobór miał służyć ożywieniu katolicyzmu i jego wzrostowi, to trzeba powiedzieć jasno, że nadzieje te nie spełniły się. Opierając się na danych Pew Research Center stwierdzić można,[5] że ogólna liczba katolików na świecie w ciągu ostatnich 100 lat minimalnie zmalała, gdyż o ile w roku 1910 wynosiła ona 16,6 % w skali globalnej, o tyle w roku 2010 wynosi ona 15,6%. Resztę wyczytać można z załączonych statystyk. W roku 1910 ranking najbardziej katolickich krajów wyglądał następująco:

Catholics 1910Jak widać tabelka ta uwzględnia także kraje pozaeuropejskie. Co ciekawe w roku 1910 najbardziej katolickim pod względem liczebności krajem świata była Francja. Ta Francja tak bardzo zniszczona Rewolucją oraz niezwykle antykościelną ustawą z 1905 roku.[6] Natomiast w roku 2010 ranking prezentuje się już odmiennie:Catholics 2010Udział katolików w populacji swojego regionu przedstawia następujący wykres:Catholic share 1910-2010Jak widać poza rejonem Azji i Pacyfiku, Ameryki Północnej, do której napłynęło po roku 1910 sporo katolickich emigrantów z Europy i nie tylko oraz w regionie subsaharyjskim udział katolików gdzie indziej zmalał. Niestety nie dysponujemy globalnymi statystykami na lata 1910-1962. A na podstawie powyższych danych orzec nie można, kiedy ilość katolików zaczęła maleć. Tezy jednak, że spadek ten związany jest w okresem posoborowym, a konkretnie z rozwojem po roku 1970, dowodzą pojedyńcze dane z różnych krajów. Jak widać o ile ilość katolików w Afryce w latach 1970 – 2012 wzrosła z 6,8% do 15,2 %, o tyle zmalała ona w Europie z 38,5% w roku 1970 do 23,7% w roku 2012.[7]

Increase Africa Decrease EuropeWspomniany spadek ilości katolików dotyczy także obydwu Ameryk,[8] gdyż prezentowany tu niewielki przyrost katolicyzmu nie odpowiada przyrostowi ludności w danych rejonach:Global catholicismDrastyczny spadek katolicyzmu widać niestety w Ameryce Południowej,[9] która w przeciwieństwie do Europy i Ameryki Północnej nie przeżywała do końca lat 1960-tych żadnych kulturowych wstrząsów będąc stabilnym, konserwatywnym i patriarchalnym, nie w rozumieniu feministycznym tego terminu, systemem. Jak wynika z zamieszczonej poniżej tabelki po roku 1970 obserwujemy wyłącznie spadek populacji katolickich we wszystkich krajach tego kontynentu.[10] Co ciekawe akurat ta tabelka ukazuje różnicę pomiędzy latami 1910-1970, niestety nie pomiędzy 1910-1962. O ile w pierwszym wspomnianym okresie obserwujemy lekki spadek, ale i duży wzrost (np. w Kolumbii), o tyle w drugim posoborowym okresie występuje jedynie mniej lub bardziej zaawansowana zapaść. Chociaż piszący te słowa nie zna historii wszystkich krajów Ameryki Łacińskiej, to zaryzykuje twierdzenie, że tam, gdzie wprowadzono i propagowano teologię wyzwolenia spadek był większy, aniżeli tam, gdzie się przed nią broniono. Przypadek El Salwadoru ilustruje tę tezę.Catholics in Latin AmericaCzy biorąc pod uwagę powyższy rozwój można zadać pytanie, czy wybór papieża z Argentyny, kraju który od roku 1950 stracił 24% czyli jedną czwartą katolików na rzecz zielonoświątkowych charyzmatyków, był najlepszą decyzją grona kardynałów? Bawić musi także fakt, że kardynał Maradiaga, który odgrywa ważną rolę w obecnym pontyfikacie pochodzi z kraju, który nawet przewyższył ojczyznę papieża Franciszka pod względem utraty katolików tracąc aż 46% od roku 1950 i przewodząc temu swoistemu rankingowi apostazji tego regionu. Awans kardynała Maradiagi można porównać z sytuacją, w której  kierownika banku odnoszącego największe straty uczyniono szefem banku centralnego. W świecie ekonomii nasuwałoby się podejrzenie o tzw. „wrogie przejęcie”. Kwestią katolicyzmu w krajach Ameryki Południowej zajmiemy się być może jeszcze w innym miejscu, wystarczy zakończyć te statystyki ukazaniem relacji pomiędzy katolicyzmem (górna ciemnoniebieska linia) a protestantyzmem (dolna jasnoniebieska linia) w tych krajach na przestrzeni ostatnich 104 lat.[11] Jak widać zasadnicza zapaść rozpoczyna się gdzieś w połowie lat 1960-tych (acha!) po czym leci na ….wiadomo co … na dno.

Catholics Protestants South AmericaTak więc protestanci stanowią w roku 2014 już 20% populacji na kontynencie, który żadnych tradycji protestanckich nie miał i przez ponad 500 lat skutecznie się przed protestantyzacją bronił.

Niestety jak ukazuje to kolejny diagram pomimo rosnącej populacji świata katolików w skali globalnej prawie wcale nie przybywa.Dokument14Ukazany tu rozwój związany jest z dosyć małym przyrostem naturalnym wśród katolików, który, jak ukażemy to w kolejnym odcinku, ratuje jedynie Afryka. Związany jest również z brakiem prozelityzmu czyli misji oraz bardzo intensywną demograficzną i misyjną ekspansją islamu, co też zaprezentujemy w kolejnych odcinkach. Dane ogółu populacji w powyższej tabelce podajemy do roku 2009 za United States Census Buro,[12] dane liczby katolików do 2009 roku za Cara,[13] natomiast resztę za Fides.[14] Okazuje się, że wielkość ogólnej populacji (patrz Wikipedia) zależy od tego, kto ją liczy, lecz dla naszych rozważań jest to bez większego znaczenia, gdyż biorąc pod uwagę rząd wielkości katolików od roku 1970 nie przybywa wcale, a nawet ich ubywa, o ile różnica pomiędzy 17,6 % w roku 1970 a 17,49% w roku 2012 nie jest błędem statystycznym lub obliczeniowym.

Chociaż kwestie sukcesów misyjnych katolicyzmu na tle innych religii przedstawimy w szóstym odcinku naszego cyklu, to już w tym miejscu wspomnieć można, że o ile ubywa katolików lub w niektórych regionach świata ogólnie chrześcijan, to wcale ateizmu nie przybywa. W skali globalnej przybywa natomiast zielonoświątkowców i wyznaców islamu.

 

[wpedon id=”24285″ align=”left”]

 

p1012026-4-copy

[1] http://www.livescience.com/27244-the-world-s-catholic-population-infographic.html

http://www.pewforum.org/2013/02/13/the-global-catholic-population/

http://www.pewforum.org/2011/12/19/global-christianity-exec/

[2] http://cara.georgetown.edu/CARAServices/requestedchurchstats.html

http://www.Fides.org

[3] http://www.bible.ca/global-religion-statistics-world-christian-encyclopedia.htm

[4] http://vaticaninsider.lastampa.it/en/the-vatican/detail/articolo/concilio-vaticano-secondo-the-second-vatican-council-concilio-vaticano-secondo-40301/

[5] http://www.pewforum.org/2015/04/02/religious-projections-2010-2050

[6] http://www.pewforum.org/2013/02/13/the-global-catholic-population/

[7] http://pl.wikipedia.org/wiki/Rozdzia%C5%82_Ko%C5%9Bcio%C5%82a_od_pa%C5%84stwa_we_Francji_w_1905_r.

[8] http://www.bbc.com/news/world-21443313

[9] http://nineteensixty-four.blogspot.de/2011/12/yes-virginia-there-are-still-christians.html

[10] http://www.pewforum.org/2014/11/13/religion-in-latin-america/

[11] Znajduje się ona na stronie 27 ww niniejszego raportu (Pewforum Latin America).

[12] Tamże, (Pew Reserach Latin, 26).

[13] http://en.wikipedia.org/wiki/World_population_estimates

[14] http://cara.georgetown.edu/CARAServices/requestedchurchstats.html

[15] http://www.fides.org/en

Ten post ma 15 komentarzy

  1. Fides

    Ja bym jednak postawił tezę, że do największego kryzysu wśród wiernych i spadku Katolików przyczynił się kryzys powołań kapłańskich i zakonnych, a do kryzysu powołań przyczynił się kryzys liturgii.

    Bardzo „pięknie” pokrywają się dwa tematy. Z jednej strony XIX-wieczny zakonnik Dom Gueranger prezentuje konsekwencje zubożenia liturgii, z drugiej strony, może nie do końca bezpośrednim efektem Soboru jest reforma liturgiczna.

    Zaprzeczeniem tej tezy była Polska, powiedzmy do połowy lat 90. XX w., gdzie nowinkarstwo liturgiczne nie wkroczyło jeszcze z takim impetem. Czego nie można powiedzieć o dzisiejszych czasach. Oto chociażby najnowszy przykład z liturgii Wielkiej Soboty z Łodzi:
    https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=vRdCM5JWcpo

    Sobór na pewno stanowił przełom. Jednak z drugiej strony to sami duchowni od najwyższych do niższych szczebli, przy pomocy mediów, przyczynili się do otwarcia się Katolików na świat. Przeciętny Katolik, czy nawet ksiądz w parafii nie zna szczegółowo dokumentów Soborowych i tak na prawdę gdyby o tym nie mówić to być może świat by o tym zapomniał. Jednak pytanie: po co byłoby wtedy organizować Sobór?

    W dalszej mierze kryzys liturgii zaczyna dotykać kryzys podstawowych prawd wiary. Skoro można było „majstrować” przy liturgii zmieniając to czy tamto, to dlaczego nie ogłosić światu, że konkubinat to prawie małżeństwo, więc czemu pokrzywdzeni przez los konkubenci, którzy jako rozwodnicy nie mogliby przystępować do Komunii Świętej, przecież jak stwierdził (nie do) rzecznik Watykanu podczas obrad ubiegłorocznego Synodu, Pius X dopuścił 8 – letnie dzieci do Sakramentu Eucharystii.

    Kryzys kapłaństwa (oczywiście nie dotyka wszystkich kapłanów) przyczynił się również do rozprzestrzenienia się ruchów odnowy oraz pseudomistycznych wizjonerów.

    Ruch odnowy, który w Polsce pojawił się już dawno, jednak dopiero teraz rozwija swoje skrzydła. Przeprowadził wielkie spustoszenie w Europie Zachodniej i Stanach. Być może w naszym kraju trzeba będzie poczekać trochę na efekty, jednak postępująca desakralizacja może spowodować, że Msza Św. będzie wyglądała w większości miejsc w Polsce tak jak ta w Łodzi na filmie powyżej. Mogą zaniknąć też tradycyjne nabożeństwa: majowe, czerwcowe, październikowe, roraty (których chyba już za dużo w Polsce nie ma), nieszpory. Jak patrzę na niektórych księży charyzmatyków to nie mogę sobie np. wyobrazić ich śpiewających chociażby „Godzinki”. Może tylko mój mały brak wyobraźni.

    Drugi elementem są pseudowizjonerzy, jak choćby w przypadku Medjugoria, którzy być może nie świadomie uzurpują sobie prawo do prowadzenia owczarni bożej. Nie ma co ich nawet porównywać do dawnych wizjonerów z Lourdes, Fatimy, którzy to wiedli życie ukryte, podporządkowane Kościołowi. Przecież żeby księża przeczytali jasne stanowisko biskupa Mostaru i się do niego dostosowali, być może ograniczyłoby to falę wyjazdów do Medjugoria i wizje same skończyłby się, tak jak to było w Oławie czy w Garabandal.

    Wracając do skali globalnej. Nietrudno było przewidzieć, iż zarażony gangreną Kościół wybierze na Papieża kogoś pokroju kard. Bergoglio. Nie możemy oceniać go jako człowieka, co dokonało się już na wielu portalach, ogłaszając go wszem i wobec apokaliptycznym fałszywym prorokiem. Jednak duża cześć jego zachowań jest nie dość że sprzeczna sama ze sobą, to mrozi krew w żyłach.

    Jaki więc ratunek, czy jest to w nawiązaniu do dnia dzisiejszego fałszywie pojmowane Miłosierdzie Boże, które polega na umyciu nóg grzesznikom, i powiedzenie Pan Bóg i tak to wybaczy, idź grzesz dalej. Czy Anioł z tzw. III tajemnicy fatimskiej krzyczał donośnym głosem: Miłosierdzia, Miłosierdzia, Miłosierdzia, czy wypowiedział odmienne słowa: Pokuta, Pokuta, Pokuta.

    Chyba to o czym mówi wiele księży: uniżenie przed Bogiem, powrót do Tradycyjnej liturgii i oczywiście pokuta.

  2. Administracja

    @ Fides.

    No tak, oczywiście się z Panem zgadzamy.
    Trzeba jednak pamiętać o tym, że Kościół jest organizmem samoregenerującym się, czego dowiódł z swojej historii. Część wydali, część się zabliźni, a część odrośnie. Pozostaje pytanie kiedy? Biorąc od uwagę czas trwania kryzysu ariańskiego, Wielkiej Schizmy Zachodniej i schyłek renesansu, to okresy takie trwają od 70 do 80 lat. Związek Sowiecki też 80-tki nie dożył, więc chyba gorzej nie będzie. Jak liczyć? Czy od 1962 czy od 1965? Trudno powiedzieć, ale wychodzi nam rok 2032 do 2042. Zatem przy dobrym trybie życia możemy tego dożyć czyli jeszcze tylko jakieś 17 do 27 lat. Należy pamiętać także o tym, że diabeł prowadzi do rozpaczy i próbuje koncentrować wyłącznie na tym, co negatywne wmawiając, że wszystko już przepadło. Oczywiście dla diabła przepadło, dla nas nie. Zupełnie jak w tym dowcipie: „Lepsze jutro było wczoraj”. Trzeba nam wszystkim męstwa i wytrwałości.

    1. Fides

      Oczywiście, nikt nie mówi o załamywaniu rąk. Poprzednie okresy dowodziły, że prześladowania Chrześcijan są czymś nie odłącznym od każdej „współczesności”. Cóż bowiem mieli pomyśleć wierni i księża w czasie rewolucji francuskiej, czy w czasie II wojny światowej. „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam”.

      P.s. pocieszyliście mnie państwo z tymi datami 🙂

  3. ma

    Moim skromnym zdaniem to rewolucja seksualna spowodowała kryzys wśród wiernych i spadek katolików. „Kryzys” w liturgii ma spory lecz nie dominujący wpływ na kryzys wśród wiernych co potwierdza dynamiczny rozwój zielonoświątkowców z ich „marną liturgią” na świecie.
    Żelazna kurtyna uchroniła w sporym stopniu Polskę przed wpływem rewolucji seksualnej, i katolicyzm w naszym pięknym kraju ładnie się trzymał mimo zmienionej liturgii (oczywiście opór przed ateizacją komunistyczną również miał wpływ na katolicyzm).
    Nawiązując do art. rewolucja seksualna spowodowała m.in. spadek przyrostu naturalnego i rozmiękczenie białej populacji, co spowodowało ułatwienie „inwazji” muzułman z ich wybitnym współczynnikiem dzietności etc etc.
    Święty Jan Paweł II nie miał dużych możliwości zwalczania rewolucji seksualnej. Jednak myślę, że Jego pielgrzymki na inne kontynenty (gł. Afryka) przyniosły duży wzrost katolików w tamtych rejonach.

    1. Administracja

      @ ma

      Naszym skromnym zdaniem nie ma Pani racji, gdyż najpierw był Sobór, a potem rewolucja seksualna. Sobór 1962-1965, rewolucja seksualna od 1968 roku.

      Wzrost ilości katolików w Afryce i Azji jest związany, co jeszcze ukażemy, z przyrostem naturalnym tej populacji, który jest tradycyjnie wyższy niż w Europie od XX wieku, a nie z działalnością Jana Pawła II. Inaczej każda jego pielgrzymka musiałaby generować więcej katolików, a tak nie było.

      Nie wiemy jak i na ile zmiany liturgii wpłynęły rzeczywiście na katolicyzm w Polsce, bo nie mamy dostępu do żadnych statystyk kościelnych od roku 1965, jeśli takie w ogóle istniały. Więc tej tezy nie możemy ani zweryfikować, ani sfalsyfikować.

      Wszystko zależy od tego, jak postrzega się liturgię czy jako realny przekaz łaski, a taka jest jej teologicza koncepcja, czy jako natkę pietruszki na pieczeni jakichś przekonań lub jakiejś etyki. Czy ma się perspektywę teologiczną, czy socjologiczną. Ta druga wizja dominuje wizję posoborową i to nie tylko u wiernych, ale niestety u księży, teologów i hierarchii. Bo niestety Novus Ordo tak mało sakralności ze sobą niesie, że trudno go traktować poważnie nie mając kontaktu z Vetus Ordo ze wszystkimi sakramentami, sakramentaliami i z całą teologią liturgii. A kto już takie kontakt ma? Zatem nastawienie do liturgii na wzór gombrowiczowskiego: „Jakże ma zachwycać, skoro nie zachwyca” jest w pełni uzasadnione.

  4. ma

    Między SW II a rewolucją seksualną są tylko 3-5 lata, a co postępowało w szybszym tempie i bardziej zmieniało społeczeństwa?
    To śmiała teza, że pielgrzymki Jana Pawła II nie miały wpływu na wzrost katolików w Afryce i Azji. To, że nie generowały większej ilości katolików w rejonach, gdzie rewolucja seksualna panowała to zrozumiałe …
    Współczynnik małżeństw i rozwodów i ich stosunek względem siebie może być pewnym wyznacznikiem rozkładu/rozwoju katolicyzmu wśród świeckich. Komplikować może przesunięcie czasowe wychowania i jego efektów.
    Śmiertelnie poważnie traktuję Novus Ordo, gdyż tam Pan Jezus nadal daje Swoje Ciało i Krew. Gdy mam możliwość to chodzę na Mszę Trydencką.

  5. Administracja

    @ ma
    Rewolucja seksualna dotyczy między innymi dzietności, a nie zmiany wyznania. Rewolucja seksualna dotknęła więszkości ludzi wszystkich wyznań, ale zgodnie z Pani tezą to właśnie katolicy byli na nią najmniej odporni. Dlaczego akurat oni? Jednak katolicy statystycznie i tak mają więcej dzieci o przedstawicieli innych wyznań chrześcijańskich. Jednak rewolucja seksualna nie tłumaczy, dlaczego po roku 1965 tak wielu katolików na Zachodzie przestało uczęszczać na niedzielną Mszę Świętą, a 25% katolików porzuciło Kościół w Ameryce Południowej. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo ludzie się nadal rozmnażają, tylko dochodzi do „przetasowania” konfesji. Nasza teza o ubytku katolików nie dotyczy wyłącznie dzietności, ale porzucania Kościoła na rzecz różnych innych ugrupowań i to w skali masowej, co ostatnio dobrowolnie miało miejsce po Reformacji i to tylko w niektórych krajach.

    Lubimy stawiać śmiałe tezy. Zawsze wydaje się, że „wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma” i że pielgrzymi Jana Pawła II odniosły owoce daleko stąd, a nie w Polsce gdzie był najczęściej.
    http://www.zbawiciel.gda.pl/index.php/jp2/pielgrzymki/4252-pielgrzymki-ojca-witego-jana-pawa-ii-do-ojczyzny.html

    Do roku 1989 papież był w Polsce trzy razy, a po roku 1989 pięć razy. Jaki rozwój społeczeństwa i Kościoła miał w Polsce miejsce po 1989 roku wszyscy wiemy i najwyraźniej pielgrzymki papieskie w niczym nie pomogły. Jeżeli tak było w Polsce, to dlaczego gdzie indziej miało być inaczej?

    Pan Jezus daje Ciało i Krew także na Novus Ordo, ale cała msza to więcej niż tylko przeistoczenie.

    1. ma

      Nie stawiam tezy, że katolicy byli najmniej odporni na rewolucję seksualną, lecz było ich najwięcej na terenach jej wybuchu, tj. Ameryka Północna i Europa. Rewolucja seksualna wyzwoliła bunt przeciw „konserwatyzmowi”, w tym Kościołowi Katolickiemu, spadek dyscypliny społecznej, popularyzowała hedonizm. Po co w takim układzie chodzić do kościoła, jak wszyscy naokoło się wyzwalają? Po co mieć więcej dzieci przecież to utrudnienie w prowadzeniu wygodnego lub wolnego życia? Upadek obyczajów zawsze prowadził do rozkładu kraju/społeczeństwa.
      Zmiana wyznania katolickiego na inne „łatwiejsze” może wynikać m.in. z rozprzężenia społecznego, gdy się poszukuje „wygodniejszej religii”. Są również inne przyczyny.
      Co do pielgrzymek Jana Pawła II w Polsce. Cóż, mimo doświadczenia komunizmu, jesteśmy najbardziej katolickim narodem w Europie. Można spekulować, że to wynika z naszej historii i natury, i że owe pielgrzymki nie miały tu znaczenia itp… Jednak co do Afryki i Azji podtrzymuję swoją opinię.

  6. Administracja

    @ ma

    Małe uzupełnienie pewne episkopaty, np. Niemiecki i Austriacki nie przyjęły Humanae vitae, co z rewolucją seksualną jest związane, ale kolejność jest następująca:
    1. Sobór
    2. Bunt episkopatów
    3. Wpływ rewolucji seksualnej na katolików za zgodą i wsparciem ich episkopatów.

    1. ma

      Episkopaty nie miały większego wpływu na media, kino, modę propagujące rewolucję seksualną. Szkolnictwo również niekoniecznie broniło się przed „postępem”. Odstęp 3-5 lat jest zbyt krótki, żeby przypisywać episkopatom takie „zasługi”, jak w pkt 3. Wykorzystano młodych do szerzenia „wolności”. Chyba, że weźmie się pod uwagę wielostronne działania masonerii.

  7. Administracja

    @ ma

    1. Dziękujemy za zainteresowanie i zabranie głosu w dyskusji.

    2. Argumenty Pani uwzględnimy w dalszym ciągu cyklu „Co zostało z uczty bogów”, który nie jest jeszcze zakończony.

    3. Już w tym miejscu stwierdzić możemy, że nie ma Pani niestety racji, a Pani punkt widzenia dotyczy wyłącznie Polski i jest, proszę się nie obrażać, bo nie jest to obelga, dosyć mainstreamowy, brakowało jedynie argumentu, „to nie my, to sekularyzacja”, który padł jako „to nie Kościół, to rewolucja seksualna”.

    4. Piszący do Pani wygłosił cykl odczytów na ten temat z pewnym zachodnim, mocno mainstreamowym, kraju i usłyszał wszystkie Pani argumenty, prawie w tej samej kolejności. Jest zatem jakiś brain trust, który sobie to wymyśla. A tak na serio, to:

    5. Trzeba liczyć nie od 1965, ale od 1962, kiedy to dla sporej części katolików świat się załamał, bo to w co wierzyli i czym się orientowali nagle okazało się pozbawione wartości. To wyjaśnia te liczne porzucenia kapłaństwa czy stanu zakonnego w tamtych latach.

    6. Jest pewna reguła w ekonomii, której w tej chwili nazwać nie potrafimy, że jeżeli jakaś główna firma jakiegoś sektora, tzw. global player, załamuje się, to pociąga ona za sobą mniejszym uczestników rynku. Coś podobnego miało miejsce z Kościołem Katolickim i ogólną kulturą, bo nawet jeśli katolicy już w pewne rzeczy nie wierzą i ich nie stosują, to my już nie musimy.

    7. Zmiany na poziomie doktryny dokumentuje bardzo dobrze Romano Amerio w „Iota unum”, którego książka jest po polsku dostępna. Zmiany mentalnościowe spowodowane zmianą liturgii trafnie dokumentuje z odniesieniem do USA Michael Davies w „Nowa Msza papieża Pawła”. Słusznie podaje Davies, że jedynym miejscem, gdzie 90% katolików spotyka się z kościołem i Kościołem to niedzielna msza święta, a jak ta się wali i zmienia, wówczas zmienia się wszystko. Kościół miał wpływ na wszystko między innymi poprzez indeks czy cenzurę. Jeśli zna Pani film „Cinema paradiso”, to wie Pani, że najpierw ksiądz dzwonił dzwonkiem i kazał fragmenty nieobyczajne wycinać, a potem najwyraźniej przestał. To film fabularny, ale pewną prawdę oddaje. Był indeks i katolicy wiedzieli, co jest szkodliwe, a co nie, nie wszyscy się do tego stosowali, ale niektórzy jednak tak. A potem to zostało zlikwidowane i każdy został pozostawiony samemu sobie, jak biedny protestant z własną Biblią, sumieniem i sam przed Bogiem. To było szkodliwe.

    8. Episkopaty jak najbardziej miały na Zachodzie wpływ na opinię publiczną, bo to nie był totalitaryzm stalinowski, gdyż posiadały swoją prasę, szkolnictwo, uczelnie, a tu i ówdzie później telewizję etc. etc. Być może nie każdy wie, że Kościół Katolicki jest w Niemczech drugim po państwie niemieckim pracodawcą i także przed i po Soborze dysponował własnymi gazetami, wydawnictwami, szkolnictwem, wydziałami teologicznymi etc.etc., gdyż konkordaty gwarantowały mu i nadal gwarantują mnóstwo wolności, a dopiero po Soborze nastąpiła zmiana redakcji, profilu wydawniczego etc .etc. Kościół Katolicki w Niemczech oraz w Austrii jest państwem w państwie i tak samo jest gdzie indziej, szczególnie w USA, gdzie jest bardzo daleko posunięta wolność wyznania, zatem to nie żadne państwo narzucało Kościołowi obcą ideologię po Soborze, ale Kościół ją sobie sam narzucił, patrz Amerio i Davies.

    9. Oczywiście zawsze łatwiej zrzucić na innych, to nie my, to demokracja, sekularyzacja, genderyzacja i inna -acja, ale najwidoczniej albo nasze argumenty nikogo nie przekonują, albo nie chcemy już nikogo przekonać. Religia to jednak nie wyłącznie potyczki intelektualne, ale wypływ świętości, komunikacja nonwerbalna z psychologicznego punktu widzenia i właśnie ta została przez reformy liturgiczne zatamowana na rzecz wszechobecnego gadania, pozdrawiania, zabawiania i pouczania. Bardzo przekonująco ukazuje to Davies.

    10. Człowiek nie jest wyłącznie intelektem kierującym się obiektywną wyższą racją, bo takich ludzi jest bardzo mało. Człowiek składa się z woli, z uczuć, z przyzwyczajeń, które stają się z czasem rytuałami i rytuałami się żywią. Proszę odczekać końca publikacji „Mediator Dei”. Dlatego też litugia przypominająca protestanckie nabożeństwo z czytaniem Biblii i kazaniem pastora mało kogo pociąga.

    11. Wszystkie te kwestie będziemy jeszcze drążyć i poruszać. Ale warto pamiętać o tym, że w ujęciu katolickim liturgia jest celebrated dogma czyli obchodzonym świątecznie dogmatem, a Msza Trydencka czyli ta zasadniczo katolicka porównywana była z teologiczną katedrą gotycką, w której wszystko coś symbolizuje i oznacza. Słabo na tym tle wypada Novus Ordo, w której zawsze coś się zmienia i mnóstwo rzeczy jest z założenia opcjonalnych. A dogmat ani się nie zmienia, ani nie jest opcjonalny.

    12. Nie do seksu się człowiek sprowadza i nie do „rewolucji seksualnej”.
    (a) Była Rewolucja Francuska i Kościół globalnie nie padł.
    (b) Były różne rewolucje w XIX wieku i Kościół globalnie nie padł.
    (c) Była Rewolucja Październikowa i jej pochodne i Kościół globalnie nie padł.
    (d) Były dwie Wojny Światowe, upadek kolonializmu i Kościół globalnie nie padł.
    (e) I dopiero Rewolucja Seksualna, jeśli takowa rzeczywiście istniała, miała tak Kościół dobić?

    Przecież przedtem ludzie też mieli popęd i genitala. Trudno nam w to uwierzyć, bo duża rozwiązłość występowała i okresie Renesansu i za czasów Ludwika XV w tzw. czasach regencji, to właśnie okres pisarstwa markiza de Sade i jakoś globalnie się nic nie działo.

    Ale dziękujemy za zainteresowanie, bo najgorszy jest jego brak.

  8. ma

    Ja również dziękuję za tak interesującą dyskusję, z której sporo się dowiedziałam :).
    re 3. O jaką kwestię chodzi?
    re 4. Cóż, widać nie jestem oryginalna w swoich przemyśleniach 🙂
    re 5. Znam osoby z starszych pokoleń, które doceniły Novus Ordo bo wreszcie mogły wziąć udział we Mszy Świętej w języku polskim… ale dobrze wiedzieć, że dla części katolików świat się załamał.
    re 9. Novus Ordo Missae jest święta. Religia to duchowość a nie psychologia. Nie twierdzę, że zmiany w Kościele nie miały wpływu na wiernych.
    re 10. Niestety, Msza Trydencka również nie pociąga za wiele osób z ogółu katolików. Być może to kwestia dostępności i popularności.
    re 13. Rewolucja seksualna nie dobiła Kościoła, lecz społeczeństwo (wraz z genderem, feminizmem etc). Rozwój mediów i komunikacji bardzo ułatwił szerzenie tych trucizn. Ks. Fahey opisywał w swych książkach w jaki sposób marksizm dąży do zniszczenia chrześcijaństwa i zaprowadzenia satanistycznych porządków. Tam była dobra analiza strategii antychrześcijańskiej na wielu frontach.
    „… na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” – te słowa niosą nadzieję.
    Zapytam się czy rozwiązłość w okresie renesansu i regencji obejmowała również warstwy niższe?

    1. Administracja

      Na temat rozwiązłości warst niższych wiadomo mniej, bo nie są aż tak udokumentowane. Jest to zdaje się teza Mrożka, że kiedyś degeneracji ulegały elity, a teraz całe społeczeństwa, ale przykład idzie z góry. Wydaje się jednak, że rozwiązłość w czasach renesansu i regencji elit, jako popyt, generowała rozwiązłość warst niższych, jako podaży. Przecież na skutek homoseksualizmu niektórych duchownych w okresie renesansu w Rzymie istniał cały rynek uliczników czyli prostytuujących się chłopców, którymi opiekowali święci tacy jak np. Filip Neri. Caravaggio tak swoją młodość spędził. A skąd brały się metressy i kandydatki na metressy, jeśli nie z ludu? Balzac opisuje w jednej ze swoich powieści dosyć drastycznie rodziców, którzy zmuszali do prostytucji swoje 12 letnie córki, więc skądś się te tradycje brały. Bo opisuje to nie z przerażeniem, lecz jako coś normalnego. Podobnie jak Dickens czy inni powieściopisarze XIX wieku. Jest to stałe larum moralistów, że warstywy wyższe degenerują warstwy niższe właśnie tworząc popyt na różne usługi. Być może ktoś na ten temat już pisał i to przebadał, co jest bardzo prawdopodobne, ale bez uprzedniej ogólnej rozwiązłości tzw. etyka mieszczańska, ani surowa etyka protestancka nie byłyby do pomyślenia.

      Ad 5. Osoby mogą wziąć udział, ale w innej liturgii i mszy, i to jest ten problem.
      Ad 10. Nie pociąga, bo mało gdzie jest, jak Pani słusznie pisze, ale i wymaga zupełnego przestawienia się z akcji na kontemplację.

      Pozdrawiamy

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

error: Content is protected !!
pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: