
Carol Byrne, „Msza dialogowana”. (36.1 z 94): Podobnie jak protestanci postępowcy naśmiewają się z Podniesienia
Wyśmiewanie się z rzeczy świętych pochodzi od diabła i przechodzi na tych, którzy są mu posłuszni.

Wyśmiewanie się z rzeczy świętych pochodzi od diabła i przechodzi na tych, którzy są mu posłuszni.

Bóg istnieje i dlatego działa konkretnie. Wcielił się konkretnie, działał konkretnie, umarł i zmartwychwstał konkretnie. Równie konkretnie zstępuje na ołtarz po słowach Konsekracji i te konkrety się postępowcom nie podobały i podobają.

Ponieważ Podniesienie ukazuje, że chodzi o Boga zstępującego na ołtarz, dlatego Jungmann je zwalczał i usiłował pomniejszyć.

Ci, którzy tego, co nadprzyrodzone nie odczuwali, atakowali je. Wtedy i dzisiaj.

O destrukcyjnym wpływie de Lubaca na liturgię Novus Ordo.

Odrzucenie alegorycznej interpretacji szat liturgicznych przez Jungmanna doprowadziło do likwidacji tych ostatnich, które po Soborze miały być funkcjonalne, brzydkie i tanie. Nic nie miało przypominać księdzu ni ludziom o jakimś niewidzialnym boskim świecie, którego odzwiercieleniem jest liturgia.

Skoro liturgia jest odbiciem nadprzyrodzonej rzeczywistości, to kluczem do tej pierwszej jest alegoria, gdyż niewyrażalne treści objawiają się pod osłoną znaków.

Kto przeszkadza tak naprawdę w liturgii będącej „dziełem ludu”? Zdaniem Jungmanna Bóg i Eucharystyczny Chrystus. Z tej perspektywy żadnych nadużyć liturgicznych nie ma, bo chodzi o to, by ludzie się dobrze bawili.

Jeśli cały lud jest leitourgosem, jak stwierdza KKK, to nie potrzeba kapłanów, gdyż lud ofiaruje i świętuje sam siebie, gdyż Bóg jest panteistycznie obecny wśród nich.

„Leitourgia” nie oznacza „działa ludu”, ale „dzieło wystawione przez sponsora dla ludu”. Lud pozostawał zawsze bierny.

Jungmann i reformatorzy zastosowali metody znane z totalitaryzmu, gdyż wprowadzili totalitaryzm liturgiczny.

„Charakter wspólnotowy” Mszy Św. nie oznacza, według Jungmanna, że zgromadzona jest na niej wspólnota, ale to, że to wspólnota ofiaruje Bogu samą siebie, a nie kapłan Chrystusa. Stąd koncelebracja świeckich i przejmowanie przez nich funkcji kapłański (świeccy szafarze brr …) jest jak najbardziej konsekwentna.

Historia Mszy Jungmanna rodzi pytania w umyśle dociekliwego czytelnika: Dlaczego miałby on poświęcić dekadę na żmudne i drobiazgowe badania, aby stworzyć dzieło,… Pełen dostęp do treści

Autorytet Jungmanna był dla papieża Piusa XII tak niepodważalny, że brał on każde słowo niemieckiego uczonego za dobrą monetę. Dopiero ostatnie badania po Summorum Pontificum ukazały, jak bardzo Jungmann był stronniczy i jak bardzo się mylił. Szkoda, że wtedy nikt tego nie zauważył. Ciekawe, dlaczego?

Kiedy Pius XII przemawiał do uczestników Kongresu w Asyżu w 1956 roku (tu i tutaj), zrobił coś więcej niż tylko przyjemną opowieść… Pełen dostęp do treści

Pius XII twierdził, że Ruch Liturgiczny pochodzi od Ducha Świętego. Skąd ta pewność?

Szereg kongresów liturgicznych w latach 1950-tych za wiedzą i zgodą Piusa XII przygotowało reformę liturgiczną Vat. II oraz pośrednio Traditionis Custodes.

Bez „reform” brewiarza i Wielkiego Tygodnia do Novus Ordo by nie doszło, bo najpierw należało wprowadzić zasadę ciągłej zmienności i liturgicznej dyskontynuacji.

Maxima Redemptionis (1955) nie tylko praktycznie zniosła nabożeństwa paraliturgiczne Wielkiego Tygodnia, ale i zapoczątkowała niechęć do pobożności ludowej.

Czy kościoły przed 1955 rzeczywiście świeciły podczas Triduum pustkami, tak iż reformy Maxima Redemptionis były konieczne? Carol Byrne dowodzi, że nie.

Czy przełożenie obchodów było rzeczywiście powodowane „względami duszpasterskimi”? Czy rzeczywiście chodziło o to, żeby więcej wiernych w nich uczestniczyło? Wyobraźmy sobie przedsoborową rodzinę katolicką w 1951 roku, matka, ojciec, siedmioro dzieci, ósme w drodze. O ile uczestnictwo w wigilii w sobotę za dnia było dla takiej rodziny możliwe, bo przedtem ojciec z dziatkami szedł na groby, a mamusia przygotowywała śniadanie wielkanocne i świąteczne wypieki, o tyle pójście po całym tygodniu pracy, sprzątania i gotowania na wigilię w nocy wydaje się niemożliwe. Wigilia w Vetus Ordo trwa sześć godzin, zatem kończy się o trzeciej lub czwartej nad ranem, dzieci przysypiają i są markotne, kobiety mdleją, ojcowie złoszczą się, cała rodzina trafia wykończona do domu o piątej nad ranem i albo trzeba zbierać się znowu na rezurekcję, do której są przyzwyczajeni, albo szykować świąteczne śniadanie, na które ma zjawić się rodzina, by ponarzekać na zmiany. Czy pójdą na to w przyszłym roku? Raczej nie. A ponieważ są dobrzy, więc oskarżają samych siebie, nie Kościół, że są za mało ofiarni, twardzi, wytrzymali, ksiądz im konfesjonale powie, że „Pan Jezus czeka” lub „papież wie, co robi” i konflikt gotowy. Przecież jeżeli ktoś dotychczas a wigilię paschalną za dnia nie chodził, to na nocną też nie pójdzie, a ci, którzy chodzili, chodzić przestaną, bo jest to za trudne i niewykonalne.

Czas liturgiczny, to nie czas astronomiczny i dlatego można obchodzić wigilię za dnia, skoro „vigilia” oznacza czuwanie przez nadchodzącym świętem.

Kolejny opis katastrofy liturgicznej wprowadzonej przez reformę Wielkiej Nocy. Idąc za logiką Maxima redemptionis Kościół przez 14 wieków mylił się odchodząc wigilię za dnia i trzeba było dopiero Bugniniego i jego reform, by sprawę naprostować.

Bugnini knuł aż uknuł, ale z drugiej strony trudno stwierdzić, że działał nielegalnie, skoro z upoważnienia i nakazu papieża. I tak wersja beta Soboru miała miejsce już w 1955 roku. Według Maxima Redemptionis z 1955 ten nowy porządek liturgiczny musiał być przestrzegany i basta!
You cannot copy content of this page
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.