
Carol Byrne, „Msza dialogowana” (6 z 153): Partycypacja, wokalizacja i wulgaryzacja
Rzeczywiście trudno jest wytłumaczyć komuś dzisiaj, że jeśli mu czegoś nie wolno, to nie jest on gorszy. Ludzie łatwo akceptują… Pełen dostęp do treści

Rzeczywiście trudno jest wytłumaczyć komuś dzisiaj, że jeśli mu czegoś nie wolno, to nie jest on gorszy. Ludzie łatwo akceptują… Pełen dostęp do treści

Dom Lambert Beauduin przeniósł marksistowski schemat walki klas na grunt liturgiczny, w którym to rolę „uciemiężonego ludu” przyznał wiernym, a „elitarnych wyzyskiwaczy” księżom. Zaradzić temu miała „liturgiczna rewolucja”, której skutki wraz z pustymi kościołami widzimy dziś. Straszne.

To Dom Beauduin wprowadził najpierw powszechność mszału dla świeckich, a następnie brewiarz dla nich. I po co? Widać, żeby duchownych odciążyć i demokratyzować liturgię zasypując fosę pomiędzy świeckimi i duchownymi. Uff,

Carol Byrne ukazuje, że „postępowi księżą” żyjący ideałami marksizmu byli już pod koniec XIX wieku w Belgii i to im zawdzięczamy późniejszą liturgiczną rewolucję.

Następuje porównanie kluczowych pasaży „Tra le Sollecitudini” po łacinie i po włosku dowodzące, że od początku nastąpiło przekłamanie.

Niestety rzec trzeba, że Pius X. swoim motu proprio „Tra le Sollecitudini” faktycznie zainicjował posoborową lawinę, bo bez tego precedensu dalszy rozwój nie byłby możliwy.

W pierwszym odcinku cyklu przedstawiony jest pierwszy i nadrzędny sprawca, to jest „czynny udział” lub osławiona partitipatio actuosa. Czytajmy i drżyjmy.
You cannot copy content of this page
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.