Tradycja i Wiara

Steven Skojec pije lub rozważania katolika świeckiego

Steven Skojec zastanawia się nad zniszczeniem ziemskiego Kościoła, bo do tak skorumpowanej instytucji nie ma kogo zapraszać. Próba analizy i odpowiedzi.
Posłuchaj
Oceń post

Aktualności i skandale

Piszący te słowa ma ostatnio tak mało czasu, że rzadko kiedy czyta wiadomości ze świata i Kościoła oraz artykuły innych. Bo o czym już czytać? Jeden skandal goni drugi do tego stopnia, że straciliśmy już zdolność do moralnego oburzania się. I tak pojawiła się nowa „masońska” encyklika Bergoglio pod tytułem Fratelli tuttii, w której termin „Jezus Chrystus” występuje się aż dwa razy, a „braterstwo” aż razy 47. Wygląda na to, że były kardynał Becciu przelał 700.000 EUR w okresie procesu kardynała Pella do Australii, by przypuszczalnie Pella pogrążyć. Dla tego samego Becciu „prace wywiadowczo-lobbingowe w Afryce” (tak to się teraz na to mówi) prowadziła pewna 39-letnia Włoszka pochodząca, jak Becciu, z Sardynii, która w ciągu czterech lat od Watykańskiego Sekretariatu Stanu otrzymała 500.000 lub 600.000 EUR. Do tego dochodzi skandal zakupu nieruchomości w Londynie oraz zagubionych 20 milionów funtów sterlingów z jakiegoś tajnego konta papieża. Być może niektóre katolickie redakcje mają już pododdziały specjalizujące się w poszczególnych skandalach obecnego pontyfikatu lub raczej o tym po prostu nie piszą.

Steven Skojec i „do czego zapraszać”?

Ale nie o tym teraz będzie. Steven Skojec napisał esej „Dość frazesów. Czas przyjrzeć się trzeźwo kryzysowi katolicyzmu” (No More Platitudes: It’s Time to Take a Hard Look at the Crisis of Catholicism), który odbił się szerokim echem przypuszczalnie dlatego, że mnóstwo osób myśli to samo. Skojec zastanawia się, jak jeszcze można ludzi nawracać i do wstąpienia do Kościoła zachęcać, jeśli Kościół jest do tego stopnia skorumpowaną instytucją. Piszący te słowa sam zastanawia się nad tym od lat, a myślał tak jeszcze w czasach przedbergogliańskich, gdyż nie znalazł żadnej wspólnoty, żadnego zakonu ani żadnego księdza, którego by z czystym sumieniem mógł komuś polecić.

„Co z tego, że się ktoś nawróci, jak nie będę miał go/jej dokąd posłać?” – myślał.

O ile do Bergoglio można było teoretycznie zakładać istnienie jakichś wspólnotowych wysp katolicyzmu, że „co prawda wszyscy źli, ale u nas we wspólnocie…”, to pontyfikat Franciszka odsłonił, przynajmniej piszącemu te słowa, że problem jest systemowy. Posoborowy katolicyzm bowiem dokładnie tak a nie inaczej ze wszystkimi swoimi skandalami wygląda, ponieważ nie posiada on:

  1. żadnej zwartej doktryny,
  2. żadnej niesprzecznej moralności,
  3. żadnego stosowanego prawa,
  4. żadnej uświęcającej liturgii,
  5. żadnych wiarygodnych przedstawicieli.

O ile do 1962 rzec było można, że

„co prawda niektórzy księża mają konkubiny, bo to słabość ludzka, ale doktryna jest spójna”,

to obecnie w roku 2020 każdy neofita o zwykłej inteligencji uznający prawo sprzeczności odkryje na każdej płaszczyźnie a. do e. sprzeczność w teorii, która prowadzi do skandalu w praktyce. Weźmy na przykład kwestie moralności. Jeśli stan bezżenny i małżeński zostały zrównane, za cel małżeństwa uznano nie dzieci, ale przypuszczalnie seksualne „dobro małżonków”, jeśli celem aktu małżeńskiego nie jest poczęcie, a „naturalna antykoncepcja” jest dozwolona, to konsekwencją tej równi pochyłej jest akceptacja każdej formy seksu sprawiającej przyjemność z homoseksualizmem, pedofilią lub gorsze włącznie. I dlatego błogosławienie homo-związków wprowadzone przez nominalnie katolickich biskupów Niemiec jest posoborowo konsekwentne.  Jeśli tzw. „seksualność”, to jest wyżycie popędu, stanowi o tożsamości człowieka lub „osoby ludzkiej”, to celibat i dziewictwo nie mają najmniejszego sensu, bo ludzie ci nie są już najwyraźniej ludźmi. Co prawda zapatrywania te są sprzeczne z Objawieniem, nauką i Tradycją Kościoła aż do połowy lat 1960-tych, ale są one tym, co przynajmniej od Amoris Laetitia obowiązuje obecnie w Kościele. Zatem każdy neofita postawiony jest przed wyborem, by przyjąć to, co jest spójne i dawne, a czego już nie ma lub przyjąć to, co jest nowe, a żadną religią już nie jest.

Prawda czy zachowanie tożsamości

Piszący te słowa sądzi, że ludziom myślącym dużo łatwiej zaakceptować jest jednostkowe skandale niż całkowicie wewnętrznie sprzeczną teorię, która systemowo i systematycznie do tych skandali prowadzi. Przecież ludzie jak Bergoglio, Paglia, Becciu czy Pell wyrośli za Jana Pawła II, kiedy to panował niepisany dogmat, że

„katolickie jest to, co mówi aktualny papież”,

w przeciwieństwie do dawniejszych twierdzeń, że

„aktualny papież mówi to, co jest katolickie”.

Karierę robiło się poprzez „zdjęcie z papieżem”, klaskanie, organizowanie pielgrzymek i bliżej nieokreślony „konserwatyzm”, pod który podstawić można było wszystko i nic. Ofiarą takiego „konserwatywnego” ruchu Legionistów Chrystusa został Steven Skojec, który jako nastolatek zakładał, że ludzie ubierający się w pewien sposób, mówiący w pewien sposób i wykonujący pewne gesty są ipso facto katoliccy i można im zaufać. Ale trudno przecież oczekiwać od nastolatka wiedzy i doświadczenia, których nie miał. Skojec narzeka, że dopiero będąc dziadkiem uświadomił sobie, że całe życie żył w systemie, który z prawdziwym katolicyzmem nie miał nic wspólnego, co dotyczy oczywiście nas wszystkich. Na pytanie żony, dlaczego zajmuje się jeszcze katolicyzmem, skoro go to tak unieszczęśliwia, Skojec odpowiada, że katolicyzm stanowi o jego osobistej tożsamości i jeśli katolicyzm porzuci, z jego, Stevena Skojeca tożsamości nie pozostanie już nic. Jest to bardzo szczere postawienie sprawy mimo wszystko. Zakłada ono następujące równanie:

Ponieważ X stanowi o mojej tożsamości, której stracić nie chcę, dlatego X musi być dobre.

Jeśli podstawimy pod X „nazizm”, „maoizm”, „komunizm”, „pentekostalizm”, „katolicyzm”, „kanibalizm” etc., to czymkolwiek X będzie jest ono jedynie funkcją dobrego samopoczucia jednostki. I tak chyba zrozumieć można fanatyczne trzymanie się jakiejś przegranej sprawy, bo jeśli stracę X, to stracę nie tylko coś, ale i samego siebie. Piszący te słowa zastanowił się nad podejściem Skojeca i stwierdził, że on sam ma zupełnie inne. Nie jest on tak bardzo przyzwyczajony do swojej tożsamości lub stanu posiadania, a jeśli odkrył, że jakieś X było złe, chociaż o jakiejś części jego tożsamości stanowiło, wówczas rozstawał się z X bez długotrwałej szkody dla samego siebie, bo jego tożsamość jest raczej dynamiczna niż statyczna. Jest to też podejście Ewangelii:

„kto kocha swe życie na tym świecie straci je” (J 12, 24-26),

które zakłada stałą utratę tej tożsamości właśnie. Ale być może szczerość Skojeca jest kluczem do zrozumienia obecnej apostazji duchowieństwa. Oni nie boją się utraty tylko swojej posady, ale własnej tożsamości, bo zawsze wybierali to, co łatwiejsze i z czym jest im dobrze. Przecież Becciu nie doszedłby do tak wysokiej pozycji umożliwiającej mu dawanie 500.000 EUR swojej „partnerce biznesowej”, gdyby się z innymi nie dzielił i gdyby cały system nie był tak skonstruowany, by uczynić takie harce możliwymi. Wydaje się, że jest to jakieś pokłosie janopawłizmu, kiedy to o religii decydowała jednostka i układy z nią. Steven Skojec pije do kamery i zastanawia się, czy nie należałoby ziemskiego Kościoła po prostu zniszczyć, skoro jest on do tego stopnia skorumpowany. Mocne słowa, ale wydaje się to niepotrzebne, bo posoborowy katolicyzm niszczy się skutecznie sam.

Liczy się Bóg i własna dusza

Naprawdę trudno wyobrazić sobie, ile lat lub stuleci potrzeba będzie, by Kościół zajaśniał na nowo i odzyskał swój prestiż i zaufanie. Przecież obecnie trudno traktować tę instytucję poważnie, stąd też nie ma powołań, a każdy posoborowy ruch odnowy okazuje się mniej lub bardziej zawoalowaną gnostycką sektą. Mimo wszystko Skojec zdaje się nie widzieć nadprzyrodzonego czynnika łaski i ogranicza swą wizję Kościoła jedynie do Kościoła ziemskiego. Jest to konsekwencją posoborowego myślenia, mocno sprotestantyzowanego, wedle którego, Kościołem jest konkretna wspólnota wiernych np. parafialna lub oazowa, w której trzeba „trwać”, by ze wspólnoty „nie wypaść”. Stąd tylko mały krok do kolektywizmu i mas na stadionach na pielgrzymkach papieskich, które pozostawiły po sobie finansowe i doktrynalne zgliszcza. Religia jednak to przede wszystkim relacja jednostkowej duszy z Bogiem, z której czasami wyrasta jakaś wspólnota, jak miało to miejsce u wielu świętych. Rodzimy się sami, umieramy sami i sami będziemy ze swoich czynów sądzeni. Śledzenie skandali zwykle prowadzi do tego, że człowiek sam siebie ze swoich małych grzeszków rozgrzesza, „bo nie jest taki straszny jak Becciu”. Ale to właśnie lekceważenie drobnych uchybień prowadzi do uchybień większych i sam człowiek nie wiadomo, kiedy następnym Becciu się staje. Wydaje się, że świadomą polityką obecnego pontyfikatu jest świadome wywoływanie skandali i informowanie wszystkich o nich po to, by siać jeszcze więcej zgorszenia. Bo na jakimś etapie u każdego kiedyś cierpliwość pęknie i się od tej ziemskiej instytucji odwróci, bo z takimi ludźmi nie chce mieć nic wspólnego. Ale nie ma innego Kościoła, który jest jedyną Arką Zbawienia. I dlatego darem Opatrzności dla piszącego te słowa jest jego obecny brak czasu, przemęczenie i brak snu, co prowadzi do tego, że musi skoncentrować się na rzeczach istotnych dla siebie i jego czytelników, z których w jakimś stopniu także zda sprawę przed Bogiem w godzinie sądu. Na Becciu wpływu nie mamy, mamy wpływ wyłącznie na samych siebie. Pan Bóg jest wymagający i pozostałą grupkę wiernych mocno szlifuje. I dlatego nie warto pić do kamery i użalać się nad sobą. Amen.

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Najnowsze komentarze

Popularne

Demony kpią z Trójcy Świętej, bo się jej boją lub znowu o liturgii
Ofiara Kalwarii czy „Braterska uczta” lub kiedy Msza jest ważna?
Ponowne święcenia kapłańskie ks. Jacka Bałemby SDB. Kapłaństwo jako takie (1 z 4)
Bractwo św. Piusa X: nadużycia seksualne w Afryce, ks. Stehlin doprowadzał chłopców
„Dzieje grzechu” lub o tym, że Bractwo św. Piusa X nie jest ratunkiem Kościoła (18 z 22).
Objawienia prywatne o. Rodrigue lub ponownie o tym, czy Ann Barnhardt jest opętana?

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Przelewem

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 12 Miesięcy

Indywidualna

330,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
Tradycja i Wiara