Tradycja i Wiara

Skandal u dominikanów lub „synowie ojca Góry” OP

Rozważania na temat odpowiedzialności o. Jana Góry OP za działalność wrocławskiego o. Pawła M.
Posłuchaj
5/5 - (4 głosy)

Piszący te słowa miał przez ostatni rok tak koszmarną pracę, z której się dosłownie pochorował, która stanowiła dosłowny drenaż mózgu i która w końcu uniemożliwiła mu śledzenie większości skandali kościelnych. To ostatnie to z jednej strony żadna strata, bo człowiek nie zabrudza własnego wnętrza, a drugiej strony trzeba jednak móc reagować na to, co ludzi gorszy przez to, że się też o tym wie.

Niniejszy wpis nie będzie zajmował się skandalem dominikanina Pawła M., bo poczytać o tym można, gdzie indziej, ale kwestią odpowiedzialności moralnej i dyscyplinarnej polskich dominikanów. Piszący te słowa twierdzi, że Pawła M. i jemu podobnych by nie było, gdyby nie było sławnego ojca Jana Góry OP. Ten bowiem ustanowił standardy „pracy duszpasterskiej z młodzieżą” panujące wśród dominikanów polskich i nie tylko wśród nich do dziś. Chodzi konkretnie o charyzmatycznego ojca – dominikanina otaczanego tabunem młodych, raczej atrakcyjnych kobiet stanowiących odpowiednik groupies gwiazdy rocka. Owe panny nazywane były różnie: „haremem Jasia Góry”, „ d… [niestety nie duszami, ale podobnie] z duszpasterstwa” lub jeszcze bardziej wulgarnie. Piszący te słowa ojca Górę osobiście poznał, jego zachowaniem się gorszył i uznał, że skoro zakonnik pozwala sobie na takie zachowanie to on, autor tego wpisu, też może sobie na różne rzeczy pozwalać.  I niestety pozwalał sobie ze szkodą dla własnej duszy. I tak o. Jan Góra OP stał się przyczyną zgorszenie i współprzyczyną różnych grzechów autora. Grzeszył co prawda autor, ale współprzyczynowość o. Góry, owa stoicka synergia, niestety istniała, przypuszczalnie nie tylko w życiu autora.

Piszący te słowa co prawda o żadnym molestowaniu seksualnym ze strony ojca zwanego „Johnny Hill” nie słyszał, ale nie dziwiłby się, gdyby tak było. Bo trudno wyobrazić sobie dym bez ognia. Stwierdzić jednak trzeba, że molestować tych wielbicielek ojca Góry było nie trzeba, bo one same były aż nazbyt skłonne do wejścia w bliższe kontakty. I nawet, jeśli do kontaktów fizycznych nie dochodziło, to opary erotyczne i uwiedzenie psychiczne jak najbardziej miały miejsce. Niestety sam ojciec tych swoich żeńskich owieczek za poważnie nie traktował, wyrażał się o nich, w męskim gronie, mało pochlebnie i jako spowiednik niejednej z nich wysyłał je do klasztoru, wiedząc, iż powołania nie mają i tu oryginalny jego cytat:

„Dziury w niebie nie wymodli, a tak chłopu my mogła dzieci rodzić”.

Niejedna poznańska stara panna zawdzięcza swój stan właśnie ojcu Górze, do którego nikt się potem nie umywał. Niejedna niedoszła zakonnica swoją życiową tragedię również. Ojciec Góra nie był jednak potworem, czynił też rzeczy dobre lub obojętne i być może niejedną duszę do Boga chwilowo przybliżył. Ale to niestety on ustanowił wśród polskich dominikanów, jak już stwierdzono powyżej, zgubne standardy, które pokutują u nich do dziś. Młody ojciec otoczony tabunem wielbicielek, duszpasterz – gwiazdor. Taka to dominikańska norma, gdyż tak działał ojciec Góra. On sam był tego świadomy, że ma licznych naśladowców, co go równie irytowało jak i cieszyło. Warto zapytać, ile dominikańskich powołań brało się z tego, że młodzi chłopcy myśleli, że wstąpiwszy do zakonu żyć będą jak dominikańska gwiazda rocka? Paweł M. granicę fizycznego kontaktu, której zdaje się ojciec Góra nie przekraczał, przekroczył i być może nie on jeden. Ale przynajmniej od lat 1960-tych trwała u dominikanów atmosfera przyzwolenia na tego rodzaju duszpasterskie eksperymenty, które zaowocowały najpierw groupies ojca Jana, a następnie gnostycką sektą ojca Pawła M. Nie działo się to jednak w żadnej dżungli, jak w przypadku sekty Świątynia Ludu „wielebnego” Jonesa, ale dosłownie pod dominikańskim dachem.  Przedstawiając większości polskich dominikanów tradycyjny pogląd, że zakon służy do pracy nad własnym zbawieniem poprzez utrzymywanie karności zakonnej, narazilibyśmy się na śmieszność. Piszący te słowa poznał również pozytywnych, niewinnych młodych zakonników dominikańskich, ale nie wie, czy się w czystości i w zakonie uchowali, co jest mocno wątpliwe. Niestety „kwas ojca Góry” i pokusa „szybkiej kariery duszpasterskiej” ukoronowanej oczywiście obecnością w mediach była wszechobecna.

We wszystkich teologiach moralnych i poradnikach dla księży znaleźć można poradę, by spowiadając kobiety być oględnym i oschłym, bo je nawet celowo do siebie zrażać, gdyż bardzo łatwo się one do spowiedników najpierw emocjonalnie, a następnie erotycznie przywiązują. Zdarza się, że księża lub zakonnicy uwodzą parafianki, nawet podczas spowiedzi, zdarza się, że parafianki uwodzą księży lub zakonników, zdarza się, że jedna strony kocha się w drugiej bez wzajemności, zdarza się naprawdę wszystko i jeszcze więcej. Natura nie śpi, nie śpi i zły duch. Niektórzy święci byli tak przystojni, że, jak św. Antonii Padewski, nie mogli wyjść na ulicę, by kobiety ich fizycznie nie zaczepiały. Niektórzy księża lub zakonnicy stanowią po prostu bardzo wartościowych mężczyzn, więc nic dziwnego, że różne parafianki obierają ich sobie za przedmiot uczuć. Ale tak było zawsze. O ile jednak przed Soborem był konfesjonał z kratą, różne obostrzenia i rygory, to posoborowa praktyka duszpasterska niwelacji barier stanowi pokusę zarówno dla pasterzy jak i dla owiec. Święta Teresa opisuje przypadki bardzo pobożnych i młodych zakonników, którzy zasadniczo młodych kobiet nie spowiadali, a ona sama, chociaż była już po 50-tce, musiała użyć różnych podstępów, podobnie jak kandydatki do jej klasztoru, by jednak spowiedzi u tak świętego męża dostąpić.

Dominikanin Paweł M. utworzył w zakonie dominikańskim kolejną gnostycką sektę ze świeżym dopływem młodych kobiet, co działo się latami pod okiem jego współbraci i przełożonych. W zakonach panuje niestety norma, by się „do niego nie mieszać”, która ma nawet oparcie w regule, jeśli nie chodzi o grzech. Ale zaczęło się nie od ojca Pawła M., ani od o. Jana Góry OP, ale od Soboru Watykańskie II, a w sumie od upadku aniołów. Po Vat. II zakonnicy nie mieli od świata uciekać, ale do świata wyjść, co zaowocowało znanymi nam dzisiaj skutkami. Niestety bez Wielkiego Resetu Kościoła odnowy Kościoła nie będzie. Podobnie jak w drodze Izraela przez pustynię musi wymrzeć pokolenie, które jeszcze pamięta Egipt, to jest Vat.II, a to niestety jeszcze potrwa. Do tego czasu przygotować się musimy na ujawnianie nowych skandali. Diabeł je swojego czasu przygotował, by je w swoim czasie odkryć.

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Najnowsze komentarze

Popularne

Demony kpią z Trójcy Świętej, bo się jej boją lub znowu o liturgii
Ofiara Kalwarii czy „Braterska uczta” lub kiedy Msza jest ważna?
Ponowne święcenia kapłańskie ks. Jacka Bałemby SDB. Kapłaństwo jako takie (1 z 4)
Bractwo św. Piusa X: nadużycia seksualne w Afryce, ks. Stehlin doprowadzał chłopców
„Dzieje grzechu” lub o tym, że Bractwo św. Piusa X nie jest ratunkiem Kościoła (18 z 22).
Objawienia prywatne o. Rodrigue lub ponownie o tym, czy Ann Barnhardt jest opętana?

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Przelewem

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 12 Miesięcy

Indywidualna

330,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
Tradycja i Wiara