Sakramentalia (4 z 18). Teologiczne podstawy: Świat a zły duch.

Data

Posłuchaj
Oceń post

all saints

Świat domeną działania złego ducha

I dlatego jest jak najbardziej konsekwentne i niestety zgubne, że teologia posoborowa, która odwróciła poprzez swój „optymizm” i „dialog ze światem” zawarty głównie w potwornie rozwlekłym dokumencie Gaudium et Spes nauczanie katolickie na temat świata o 180 stopni, zarzuciła w dużej mierze naukę o sakramentaliach.  Piszący te słowa posiada CD z orzeczeniami dogmatycznymi Kościoła, czyli Denzingera-Hünermanna w wersji elektronicznej, co umożliwia mu przeprowadzanie szybkiej kwerendy, względnie zlecenie jej komuś, kto to zrobi, jak nieoceniona i bardzo solidna współpracownica naszego niemieckiego bloga Eugenia Roth. I tak wstukanie w maskę przeszukiwarki terminu „Welt” – „świat” lub jego derywatywów takich jak: „światowy, ziemski, ziemia” etc., zatem wszystko, co się z wymiarem tego świata wiąże ujawnia, iż na 690 wszystkich miejsc w przeważającej większości konotacja tego terminu jest neutralna, w 18 miejscach czysto negatywna, a w ani jednym miejscu (sic!) pozytywna. Szczegóły jeszcze dołączymy, ale „posoborowy optymizm” w Denzingerze żadnym podstaw nie ma. Nie będziemy tutaj cytować wszystkich 690 miejsc, a jedynie najważniejsze. Zacznijmy od niby to najbardziej optymistycznej konstytucji o Kościele we świecie współczesnym Vat. II Gaudium et Spes, gdzie przeczytać możemy także następujące fragmenty:

(Grzech). 13. […] „Człowiek bowiem, wglądając w swoje serce dostrzega, że jest skłonny także do złego i pogrążony w wielorakim złu, które nie może pochodzić od dobrego Stwórcy. Wzbraniając się często uznać Boga za swój początek, burzy należy stosunek do swego celu ostatecznego, a także całe swoje uporządkowane nastawienie czy to w stosunku do siebie samego, czy do innych ludzi i wszystkich rzeczy stworzonych.

Dlatego człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Z tego też powodu całe życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna między dobrem i złem, między światłem i ciemnością. Co więcej, człowiek odkrywa, że jest niezdolny zwalczać skutecznie o własnych siłach napaści zła, tak że każdy czuje się jakby skrępowany łańcuchami. Ale sam Pan przyszedł, aby człowieka uwolnić i umocnić, odnawiając go wewnętrznie i wyrzucając precz „księcia tego świata” (J 12,31), który trzymał człowieka w niewoli grzechu. […] (DH 4313)”[3]

Świat jest zatem areną, co najwyżej ambiwalentną, walki człowieka o swoje zbawienie (DH 4302, 4813, 4337), wedle słów Hioba „Bojowaniem jest żywot człowieka” (Hiob 7,1). I to wedle postanowień pisemnych ostatniego Soboru, gdzie w Gaudium et Spes czytamy:

37. […] „W ciągu bowiem całej historii ludzkiej toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności; walka ta zaczęta ongiś u początku świata, trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana. Wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, by trwać w dobrym i nie będzie mu dane bez wielkiej pracy oraz pomocy łaski Bożej osiągnąć jedności w samym sobie.

Dlatego Kościół Chrystusowy, ufając zamysłowi Stworzyciela i uznając, że postęp ludzki może służyć prawdziwemu szczęściu ludzi, nie może nie zawołać słowami Apostoła: „nie upodabniajcie się do tego świata” (Rz 12,2). […]” (DH 4337)

Wizja przedsoborowa jest jeszcze bardziej negatywna, gdyż skoro diabeł ma wpływ na przyrodę i na ludzi, toteż ma wpływ na społeczeństwa, które się przecież z jednostek składają. I dlatego rację mieli Ojcowie Kościoła i pisarzy wczesnochrześcijańscy twierdząc, że cała pogańska kultura powstała z inspiracji demonów i im służy, a chrześcijanie winni zbudować civitas christiana lub „Państwo Boże” mówiąc św. Augustynem, co działo się mniej więcej do Rewolucji Francuskiej, kiedy to obowiązywać zaczął paradygmat Oświecenia, a niektórzy duchowni chcieli „nadążać za duchem czasów”. Otóż założenie, że Kościół ma dostosowywać się do świata lub ducha, to jest złego ducha, pana tego świata, jest teologicznie błędne, a na błędnej pierwszej przesłance się żadnej budowli logicznej nie wzniesie, patrz Franciszek i Amoris Laetitia. Ponieważ posoborowa teologia jak uciekający złodziej woła „Łapcie złodzieja”, tak też Kościoł stający się gnostycki i manichejski, skoro manicheizm był odmianą gnozy, oskarża teologię przedsoborową o manicheizm w jej odniesieniu do świata. Piszący te słowa uczył się tego na studiach i słyszał to z ust niejednego księdza profesora cytującego kogoś innego, iż

„przedsoborową wizję świata, zwłaszcza tę średniowieczną, cechuje w dużej mierze manicheizm i gnostycka pogarda dla ciała i świata…jednaże odkąd wzeszło nam słońce Soboru …”.

Czym zatem różni się przedsoborowa wizja świata od manichejskiej? Skalą zjawiska. O ile w manichejskiej gnozie za stworzyciela świata uznawano złego demiurga, to jest diabła, a całe stworzenie wraz z jego utrzymywaniem to jest z prokreacją za z gruntu złe, o tyle teologia katolicka za Stworzyciela świata uważa dobrego Boga, a stworzenie jako takie, wraz z jego przedłużeniem za dobre. Ponadto manicheizm jest dualistyczny, bowiem zakłada dwie równe sobie siły, to jest Boga i diabła. Natomiast z katolickiego punktu widzenia to Bóg jest wszechmocny, diabeł natomiast nie mając żadnej mocy stwórczej jest jedynie stworzeniem podległym Bogu. Wizja wszechmocy Boga oraz boskiego pochodzenia stworzenia nie oznacza jednak, że stworzenie samo w sobie jest całkowicie bezpieczne i dlatego oddając się np. kultowi natury automatycznie trafimy do Boga, poprzez stworzenie do Stwórcy. Bóg jest transcendentny, tak że wszelkie stworzenie przekracza, natomiast w stworzeniu ludzkim i pozaludzkim harcuje zły duch irytując i zwodząc.

Reasumując stwierdzić można, że skoro:

  • Zły duch ma wpływ na przyrodę
  • Zły duch ma wpływ na ludzi
  • Zły duch ma wpływ na społeczeństwa i organizacje (świat)

toteż chrześcijanin musi mieć dodatkowe środki obrony przed nim w postaci sakramentaliów będących niejako skondensowaną i zmaterializowaną łaską. Świat w rozumieniu przyrody, ludzi, społeczeństw i organizacji można to porównać ze słońcem. Dopóki żyjemy w ciele żyjemy w świecie i na świecie, ale świat podobnie jak słońce jest czymś ambiwalentnym. Słońce jest czymś dobrym, unikając go będziemy cierpieć na różne choroby i schorzenia, co nie oznacza jednak, że przebywając np. w Egipcie mogę położyć się bez żadnego kremu przeciwsłonecznego na 3 godziny na plaży i nic mi się nie stanie. Piszący te słowa uczestniczył kiedyś w kursie poezji francuskiej, gdzie przerabiana była liryka z różnych rejonów Francji i dowiedział się, że na południu Francji kolor żółty, to jest kolor słońca, kojarzony jest z szaleństwem i śmiercią. Dlatego też Francuzowi z Południa „słoneczko” nie kojarzy się dobrze, a kolor żółty nie jest przyjazny, zupełnie inaczej niż w Polsce. A dlaczego? Ponieważ Francuz z Południa ma tego słońca w nadmiarze i zna jego skutki uboczne, a każdy, kto był na południu Europy wie, że przez większą część dnia szuka się cienia. Podobnie jest ze światem w wyżej wymienionym teologicznym rozumieniu, świat sam w sobie, świat w nadmiarze, świat bez zabezpieczeń po prostu niszczy. Jak już czytaliśmy w „Opętaniu z Loudun” życie duchowe i to nie tylko zakonnicy kontemplacyjnej zakłada odseparowanie się od świata i korzystanie ze wszystkiego w sposób bardzo roztropny, bo diabeł wciśnie się wszędzie. Wiele osób się z tym założeniem zgodzi, pod warunkiem, że dotyczyć ono będzie wyłącznie księży, zakonników i zakonnic, a nie świeckich lub ich samych. Jest to jednak rozumowanie błędne, bo księża czy zakonnice są i tak już dodatkowym sakramentem lub łaską, podobnie jak swoją regułą stanu chronieni, natomiast najbardziej na ataki zła jesteśmy narażeni my – świeccy, bo po prostu w świecie żyjemy, a porządnych zakonów brak. To my pracujemy na słońcu, duchowni, o ile takimi są, znajdują się bardziej w cieniu. Oczywiście, gdy Pan Bóg daje zadania, to daje i łaskę, ale zakonnik żyjący według swojej reguły pewnych pokus lub sytuacji po prostu nie ma, więc jest mu pod niejednym względem łatwiej. Wiele osób dobrej woli udając się z misją Vat. II naprawiania świata np. do świata polityki tam poległo, stając się dokładnie takimi samymi jak ci, których chcieli nawracać. Dlaczego? Ponieważ słońce spała, podobnie jak świat, a „z kim się zadajesz, takim się stajesz”. Bardzo pięknie pisze o. Schrijvers w swoim „Orędziu Jezusa do jego kapłana”, że tak jak świat nienawidził Chrystusa i prześladował Go, taki sam los spotka kapłanów, ale w sumie wszelkich chrześcijan. Jeśli jesteśmy prześladowani, to idziemy dobrą drogą, jeżeli natomiast świat i diabeł nam nie przeszkadzają, to widocznie nie muszą, bo mają nas w garści.

[1] Diekamp-Jüssen, Katholische Dogmatik, Wil: Alverna 2012, 387.

[2] Diekamp-Jüssen, 388.

[3] Tekst polski za: http://www.nonpossumus.pl/encykliki/sobor_II/gaudium_et_spes/I.php

 

Pełen dostęp do treści i komentarzy dla subskrybentów. Zaloguj się lub przejdź do Rejestracji.

 

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 12 Miesięcy

Indywidualna

330,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

You cannot copy content of this page
pl_PLPolski
×
×

Koszyk

Tradycja i Wiara