Tradycja i Wiara

Nasze Subskrypcje - Tanio jak nigdy

Miesięczna online

19,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Roczna online

199 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

3 miesiące przelewem

60 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

6 miesięcy przelewem

120 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

12 miesięcy przelewem

240 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

Rodzinna miesięczna

Online do 6 osób

29,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Online do 6 osób

349 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

Richalm von Schöntal, Liber revelationum – wrażenie pierwsze

5/5 - (1 głosy)

Piszący te słowa jest na stronie 130 z 275 dzieła Richalma z Schöntal Liber revelationum (Schmidt, Paul Gerhardt (wyd.), w: Monumenta Germaniae Historica. Quellen zur Geistesgeschichte des Mittelalters, Bd. 24, Hannover: Hahnsche Buchhandlung 2009)

i czuje się, jakby dostał właśnie prezent, na który od dziesięcioleci czekał. Wygląda bowiem na to, że dzieło Richalma odpowiada na sporo pytań z dziedziny demonologii praktycznej, o które nie ma kogo zapytać. Autor tego wpisu cieszy się także z tego, że najwyraźniej większość jego demonologicznych przeczuć i teorii jest słusznych, gdyż Richalm miał podobne doświadczenia, a przecież trudno o świadectwo kogoś, kto demony, jak niemiecki opat rzeczywiście widzi i słyszy (rozdz. 1;19) i jest w dodatku z pełna rozumu. Chociaż życiorysy świętych i podania zebrane przez różnych średniowiecznych autorów w takich dziełach jak Purgatorium Patricii, Visio Tnugdali, wizje mnicha z Eynsham, wizje Gottschalka i Thurkilla informują co prawda o wizjach demonów, świętych i podróżach w zaświaty, ale dzieło, w którym ktoś rzeczywiście demony widzi i to ciągle, niejako w first person perspective, jest rzeczywiście unikalne.

Czego dowiadujemy się o Richalmie?

Niemiecki wydawca dzieła Paul Gerhard Schmidt pozostawia co prawda opinię o zdrowiu psychicznym Richalma biegłym psychiatrom (Einleitung, XVII-XVIII), ale nie twierdzi on, że Liber revelationum jest jakąś kompilacją lub fikcją. Wychodzi rzeczywiście z założenia, że Richalm te rzeczy widział i przez to mocno cierpiał. Jeśli chodzi o formę literacką, to są to bardzo suche fakty, które jeden mnich Richalm podaje drugiemu – redaktorowi. Nie ma tam żadnych “faustyńskich” zachwytów czy histerii, jest dużo introspekcji i analizy, a szata literacka jest dosyć uboga. Widać po prostu, że są to zapiski rozmów prowadzonych podczas rekreacji na przestrzeni wielu lat przez dwóch rozsądnych, twardo stąpających po ziemi mężczyzn, ćwiczonych w sylogizmach i poważnie traktujących swoje powołanie. Redaktor dzieła nie powtarza się, niczego nie ubarwia, jest suchy i zwięzły, podobnie jak sam Richalm, który zaleca dyskrecję, gdyż uważa, że gdyby swoje przeżycia ujawnił, wówczas uznano by go za chorego psychicznie czy innego wariata, a nawet go ukamienowano (rozdz. 52; 54). Gdyby piszący te słowa musiał wydać swoją opinię teologiczną, na temat pochodzenia tych objawień prywatnych, wówczas na podstawie swojej dotychczasowej lektury orzekłby, że owszem, pochodzą one przypuszczalnie od Boga, gdyż nie sprzeciwiają się żadnym prawdom wiary. Razi jedynie to, że Richalm jest w swoich zmaganiach z demonami dosyć bierny, mało walczy, a sporo jęczy i użala się na zdrowie. Z drugiej strony, jak się demony codziennie widzi i słyszy, to może niełatwo o waleczność. A widzenie czy słyszenie demonów, jeszcze dowodem świętości nie jest, bo i niejeden opętany je widzi i słyszy. Co ciekawe Richalm opowiada, że najpierw słyszał je duchowo (spiritualiter), przypuszczalnie w myślach, a dopiero potem cieleśnie (corporaliter), więc jego percepcja się najwyraźniej wyostrzyła.

Richalm dobrze ukrywał swoje przeżycia przed otoczeniem i z pewnością nie był człowiekiem psychicznie chorym, skoro sprawował tyle odpowiedzialnych funkcji w swoim klasztorze. Był on furtianem (custos), zatem mnichem odpowiedzialnym za kontakty ze światem zewnętrznym, równocześnie kierował klasztornym szpitalem, za co spotkał się z pochwałą (rozdz. 159), następnie został on mistrzem nowicjuszy, a następnie przeorem. Chociaż ustąpił z tej posady (rozdz. 55), gdyż głoszenie kazań przed konwersami (mnichami nieznającymi łaciny i pracującymi więcej fizycznie) było dla niego, także powodowaną przez demony, udręką, to mimo to przyjął ją ponownie. Pod koniec życia został wybrany opatem (Einleitung, XI). Mamy więc do czynienia z człowiekiem, który przeszedł prawie wszystkie stopnie zakonnej kariery, a pod koniec życia, w momencie, gdy opowiada o swoich demonicznych przeżyciach, jest opatem – równym rangą biskupowi. Jest bardzo wątpliwe, by człowiek chory psychicznie był w stanie się z tych wszystkich obowiązków wywiązać oraz by wybrany został na opata. W przeciwieństwie do choćby “naszej” Faustyny Richalm nie opowiadał o swoich wizjach współbraciom lub przełożonym na prawo i lewo wprowadzając zamęt, ani też pragnął wprowadzać nowe święta liturgiczne. Przeżycia opowiadał jednemu jedynemu mnichowi, do którego miał zaufanie zastrzegając, że zapiski te nie mogą być ujawnione za jego życia, ani nawet za życia zapisującego je redaktora, który w tym zakresie woli Richalma nie uszanował. Zastanawiające jest, dlaczego Richalm nie omawiał tych kwestii ze swoim spowiednikiem? Może żadnego porządnego nie miał, a przecież sam, podobnie jak redaktor Liber revelationum, był kapłanem. Zatem i w Średniowieczu i to dosyć wczesnym XI/XII w. z dobrymi spowiednikami była bieda, co powinno nas nieco pocieszyć. Może Richalm nie poruszał tych kwestii po złych doświadczeniach, a może dlatego, że widzenie demonów nie jest materią grzechu, a jedynie pewną osobliwością. I chociaż prawdziwości wszystkich przeżyć demonicznych opata z Schöntal szczegółowo ocenić nie potrafimy, co najwyżej ogólnie w świetle angelologii, to Richalm sprawia wrażenie normalnego, chociaż nieco depresyjnie usposobionego człowieka. Tyle można powiedzieć po jednej trzeciej lektury dzieła.

Czego dowiadujemy się o demonach?

Tego, że jest ich mnóstwo (rozdz. 29). Otaczają nas jak płatki śniegu podczas śnieżycy, jak ziarnka piasku na brzegu morza, jak krople deszczu podczas ulewy (rozdz. 31; 46; 61). Jest to teologicznie możliwe, gdyż liczba aniołów przewyższa ludzi, jak już pisaliśmy, stąd też 1/3 aniołów upadłych musi być też bardzo liczna. Stąd ta “ciężka atmosfera”, ta “ciemność”, którą niektórzy z nas w niektórych miejscach czują, to po prostu przebywające tam demony. Jest ich zatem multum i są one zorganizowane hierarchicznie, gdyż w klasztorze Richalma przeorowi i opatowi odpowiadał demoniczny przeor i demon, którzy ich kusili (rozdz. 84). Każdy człowiek, ma według Richalma, swojego osobistego demona lub “demona towarzyszącego”, o którym pisali niektórzy teologowie, który mu przeszkadza, a demony pomagają sobie i działają dosyć ekonomicznie (Einleitung, XXV). Demony wywołują odgłosy, o czym niektórzy nasi czytelnicy już wiedzą, wywołują ruchy ludzkie oraz kierują ich intencjami i myślami (rozdz. 21, 49). Demony wywołują złudzenia optyczne po to, by wywoływać kłótnie (rozdz. 9), o czym też coś wiemy. Demony podają argumenty, gdyż Richalm był świadkiem tego, jak demony podpowiadały opatowi jak ten mógł Richalma dotknąć i obrazić (rozdz. 47). Demony wywołują gwałtowne afekty i wspomnienia krzywd (rozdz. 57; 98). Co ciekawe goście przybywający do klasztoru przynosili ze sobą swoje demony (rozdz. 57), które wprowadzały dodatkowe zamieszanie, co odpowiada na pytanie, dlaczego w klasztorach jest klauzura. Richalm podaje, że oprócz używania wody święconej, soli egzorcyzmowanej oraz znaków krzyża przeciw demonom bardzo pomaga lektura, a nawet samo wzięcie książki do ręki (rozdz. 30). Niezawodną antydemoniczną lekturą są  Moralia in Job, św. Grzegorza Wielkiego, ostatnio tłumaczone na polski, jak i osiągalne po angielsku i oczywiście po łacinie. Pomaga także porządek oraz postawa modlitewna bez podpierania czy opierania się (rozdz. 86). Okazuje się zatem, że wiele z tego, do czego doszliśmy własnym doświadczeniem poświadczane jest przez Richalma, jak to, że przy “dręczeniach ławicowych” demony podpowiadają argumenty i myśli.

Po wczorajszej lekturze piszący te słowa poczuł dużą ulgę. Po pierwsze dlatego, że najwyraźniej nie pisze bzdur i nie zwodzi ludzi, a może udowodnić źródłowo coraz więcej swoich demonologicznych twierdzeń, a po drugie wiele z tego, co uważał za jakieś swoje mankamenty, jak zapominanie, roztargnienie, niezdolność do pracy, stany lękowe, napady gniewu, rozpamiętywanie krzywd etc., są działaniami demonów, objawami zatem, które bardzo szczegółowo opisuje Richalm, a które znikają przy użyciu środków duchowych, co nie byłoby możliwe przy stałych cechach umysłu lub osobowości. Zatem trzeba brać istnienie demonów w rachubę jak grawitację, magnetyzm, promieniowanie radioaktywne czy kosmiczne, o których ludzkość także długo nie wiedziała. O istnieniu demonów wiedziano od zawsze, ale nasze kochane Oświecenie postanowiło wybić nam to z głowy. Demony są po prostu sporą częścią niewidzialnej i duchowej rzeczywistości, która otacza nas jak niewidzialne ale materialne wirusy czy bakterie. Też mnóstwo tego jest i jest to przeważnie szkodliwe. I dlatego Kościół tak długo stosował różnej formy błogosławieństwa i egzorcyzmy, by ludzi przed tymi siłami demonicznymi bronić. Dzięki mediewistom, gwoli prawdy niemieckim, informacje o tej rzeczywistości trafiły jak broń do naszej ręki, z której będziemy szczodrze korzystać. Okazuje się, że to tylko demony, z którymi można sobie poradzić.

Wnioski praktyczne

A co boli demony? Przytoczmy na koniec samego Richalma:

Ipsi vehementer dolent aliquem corripi vel puniri pro peccato suo, hoc nimis gravat eoc, quodoqumque fit.

“Boleją one bardzo, gdy ktoś jest upominany lub karany za swój grzech, bardzo je to smuci, ilekroć ma miejsce” (Liber revelationum, rodz. 34, str. 41)

Ponieważ Richalm zanim został wybrany opatem dwakroć był przeorem, toteż musiał karać mnichów. Opisuje, że widział smutek demonów, gdy ktoś był publicznie upominany, ukarany i służył jako przykład innym mnichom.

Dlaczego je to smuci?

ponieważ ktoś skarcony nie będzie grzeszyć, a jego ukaranie będzie “przykładne”, tak by innych odwieść od grzechu:

[…] valde nimis utilis es correptio fraterna vel punicio peccati.

[…] wielce użyteczne jest upomnienie braterskie lub ukaranie grzechu. (Liber, rozdz. 35, str. 42)

I oczywiście, że tak jest, bo każda kara działa pedagogicznie. A jakże odmienne to od posoborowego, franciszkowego “miłośmierdzia”, które doprowadziło do obecnej plagi tego, co tylko najgorsze. Być może nie każdy wie, że reguła benedyktyńska przewiduje kary cielesne, a Richalm z Schöntal był cystersem, to jest zreformowanym benedyktynem, stąd musiał je stosować. Demony widzą, że poprzez wymierzoną karę umykają im przyszłe grzechy tego człowieka. I podobnie w naszym życiu różne dopusty Boże uniemożliwiają nam często grzeszenie, o czym chętnie zapominamy, bo widzimy tylko stratę, zamiast zysku. Zatem karać trzeba i ludzi dyscyplinować, tak w Kościele jak i poza Kościołem. Amen.

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Św. Grzegorz Cudotwórca i demony w przedmiotach
Rod Dreher się rozwodzi lub o religijnych mężczyznach
S. Maria od Krzyża: "Rękopis z Czyśćca". Rok 1879 (v) (14 z 20) O prawdziwej miłości do Boga
Rituale romanum, inne Rytuały i błogosławieństwo kobiet w ciąży
28-go Listopada. Żywot błogosławionego Józefa Benedykta Labre.
Czy Neokatechumenat jest sektą?

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Jeśli możesz, przejmij opłaty Paypal, to więcej do nas dotrze. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
Zapowiedzi na listopad

Listopad - Miesiącem Czyśćca

"Rękopis z Czyśćca" - św. Katarzyna z Genui "Traktat o Czyśćcu" - Teologiczna wizja Czyśća - Ks. Arndt "O Opdustach" i wiele Więcej

Tradycja i Wiara
%d bloggers like this: