Tradycja i Wiara

Placuit Deo lub przygotowanie list proskrypcyjnych (5 z 7). Punkt 4: "Lekceważenie ciała" i ogólne automatyczne przebóstwienie.

Posłuchaj
Oceń post

  1. Zarówno neo-pelagiański indywidualizm, jak i neo-gnostyckie lekceważenie ciała zniekształcają wyznanie wiary w Chrystusa, jedynego, powszechnego Zbawiciela. W jaki sposób Chrystus byłby w stanie ustanowić przymierze z całą rodziną ludzką, gdyby człowiek byłby odizolowanymi jednostką, która mogłaby się spełnić jedynie własnymi siłami zgodnie z propozycją neo-pelagnianizmu? Jak mogłoby dotrzeć do nas zbawienie poprzez Wcielenie Jezusa, Jego życie, śmierć i zmartwychwstanie w Jego prawdziwym ciele, gdyby jedynym, co miało by znaczenie, było uwolnienie wnętrza człowieka od ograniczenia ciałem i materią, jak mniema neo-gnostycyzm? Wobec tych dwóch tendencji niniejszy list pragnie potwierdzić, że zbawienie polega na naszym zjednoczeniu z Chrystusem, który przez swoje Wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie doprowadził do nowego porządku relacji z Ojcem i ludźmi między sobą, i wprowadził nas w te związki dzięki darowi Ducha, abyśmy mogli zjednoczyć się z Ojcem jako synowie w Synu i stać się jednym ciałem w „pierworodnym spośród wielu braci” (Rz 8, 29).

Jak już wspomniano w poprzednich odcinkach żaden neo-pelagianizm ani neo-gnostycyzm w formie przedstawionej w Placuit Deo (=PD) nie istnieją. Co jest jednak ciekawe, jak już wspominaliśmy w innych miejscach, naprawdę wszystkie ruchy posoborowe cechuje swego rodzaju gnostycyzm to jest podział na wtajemniczonych i niewtajemniczonych, to jest na ezoterykę i egzoterykę. Podział, który opiera się o przekaz tajemnej wiedzy: „ruchu”, „ojca założyciela”, „metody” etc. Powstaje nowy język, sposób zachowań oraz zakaz kontaktowania się z osobami postronnymi lub mówienia im prawdy w czym przoduje Neokatechumenat na równi z Opus Dei. Jednakże w żadnym z posoborowym ruchów nie występuje „lekceważenie ciała”, a niestety wszystkie optują w kierunku nadużyć seksualnych lub po prostu orgii, a im z początku bardziej charyzmatycznie, tym z czasem bardziej orgiastycznie patrz Wspólnota Błogosławieństw, Betanki etc.  Zacytujmy w tym kontekście nasz dawny wpis:

Jest rzeczą bardzo charakterystyczną i niepokojącą, że trudno o założyciela posoborowego ruchu, który nie zostałby oskarżony za życia lub po śmierci o niemoralność, często o podłożu homoseksualnym. I tak ostatnio sławny ks. Fernando Karadima założyciel domu rekolekcyjnego, z którego wyszło wielu księży i biskupów, jak biskup Barros, okazał się być pederastą, osądzonym przez państwo i Kościół. Podobnie założyciel konserwatywnego Sodalitium Christianae Vitae w Peru Luis Fernando Figari skazany został za pederastię i karę pokuty odbywa we Włoszech. Według zeznania ojca Paolo Maria Siano FFI z byłego zgromadzenia Franciszkanów Niepokalanej kardynał Kardinal Braz de Aviz przedstawiciel Kongregacji ds Zakonów powiedział mu, iż Kongregacja ta prowadzi dochodzenie w sprawie 70 zgromadzeń i 15 założycieli. Jak interpretować tę wypowiedź? Ponieważ kardynał Braz de Aviz jest przedstawicielem „bergoliańskiego miłosierdzia”, bo przyjąć można, iż wspomniane 70 zgromadzeń i ich 15 założycieli

(a) to sami święci,

(b) to sami grzesznicy,

(c) to zarówno święci jak i grzesznicy, ale kongregacja prowadzi dochodzenia jedynie wobec konserwatystów lub tradycjonalistów.

O ile przyjmujemy możliwość, iż wśród rzeczonych zgromadzeń i założycieli są niewinni, to jednak ilość prowadzonych dochodzeń jest przerażająca, gdyż niejedno dochodzenie, o których mowa powyżej, kończy się słusznie wyrokiem skazującym. Warto zatem zadać sobie pytanie, czy istnieją w ogóle założyciele posoborowych ruchów, którzy zboczeńcami nie byli?

Zatem u nikogo „lekceważenie ciała” nie występuje, o co też trudno, skoro dokument Kongregacji ds Wiary bliżej nie precyzuje na czym owo „lekceważenie ciała” miałoby polegać. Na poście? Celibacie? Niemyciu się? Braku nadwagi i zapijaczenia? Wydaje się, iż pierwsze zdanie nakreśla karykaturę pobożnego, tradycyjnego katolika, który wobec „dyktatury miłosierdzia” umartwia się, pości, wspólnot unika i wyczekuje zmiłowania Bożego.

Oni wiedzą, co będzie

Może być i tak, iż autorzy PD po prostu dokładnie wiedzą, co jeszcze planują i stąd wiedzą, iż plany nowej ekumenicznej mszy oraz komunii dla wszystkich przyczynią się do powstania nowej rzeszy pustelników, jak w okresie kryzysu ariańskiego, którzy to będą właśnie tymi „indywidualistycznymi neo-pelagianami” oraz „lekceważącymi ciało neo-gnostykami”. A co planuje Bergoglio? Schizmę pod każdym względem.

  • Poprzez Amoris Laetitia i Mitis iudex – schizmę episkopatów, które miały się zbuntować.
  • Poprzez plany komunii dla protestantów, z którymi wystąpił episkopat Niemiec Kościół niemiecki – schizmę w odniesieniu do reszty Kościoła jak i schizmę wewnętrzną, gdyż nie wszystkie diecezje będą się do tychże ustaleń stosować.
  • Poprzez Vultum Domini quaerere i Cor orans schizmę zakonów kontemplacyjnych, gdyż wdrożenie tych planów równa się ich zniesieniu, więc założyć trzeba, że przynajmniej kilka się wyłamie.
  • Poprzez podpisanie porozumienia z Chinami schizmę tych katolików, którzy to porozumienie odrzucą.
  • Poprzez planowane zniesienie celibatu oraz wyświęcanie żonatych mężczyzn na księży, tzw. viri probati schizmę tych diecezji lub episkopatów, które się temu sprzeciwią.

Z punktu widzenia Bergoglio i jego kliki mogą oni tylko wygrać, gdyż:

(a) Przeprowadzą do końca wszystkie plany niszczące Kościół i to w sposób nieodwracalny i nikt im się nie sprzeciwi

lub

(b) Ktoś się wreszcie sprzeciwi i wypowie posłuszeństwo, co wywoła schizmę i rozpad Kościoła na kilka lub kilkanaście denominacji katolickich.

Kościół ziemski zostanie zniszczony albo przez (a) albo przez (b). W sumie podskórną schizmę mamy od Vat. II, gdyż naprawdę nie można powiedzieć, że wszędzie panuje ta sama nauka, dyscyplina i posłuszeństwo papieżowi. Ale zapisy prawne związane z dokładnym przewidzeniem przyszłości miały już miejsce w dokumentach soborowych. Jest rzeczą bardzo ciekawą, iż w Konstytucji o Liturgii, pierwszym dokumencie Soboru z roku 1963 stworzona została możliwość prowadzenia „nabożeństw Słowa Bożego” przez diakonów stałych. Mówi o tym punkt 35.4 Sacrosanctum Concilium:

  1. Należy zalecać odprawianie świętej liturgii słowa Bożego, w wigilię uroczystych świąt, w niektóre dni Adwentu i Wielkiego Postu oraz w niedziele i święta, zwłaszcza w miejscowościach, gdzie nie ma kapłana. W takim przypadku niech nabożeństwem kieruje diakon lub ktoś delegowany przez biskupa.

Ale przecież sytuacja braku kapłanów nie dotyczyła roku 1962/1963, kiedy było ich mnóstwo. Zatem „twórcy soborowych reform” po prostu wiedzieli o następującej kolejności wydarzeń, a nie tylko ją planowali. Kolejność ta jest następująca:

  1. Soborowe reformy doprowadzą do masowego porzucenia kapłaństwa.
  2. Soborowe reformy doprowadzą do braku powołań kapłańskich.
  3. Brak kapłanów zaklajstrujemy ersatzem żonatych diakonów stałych.
  4. Dla których już od początku stworzymy podstawy prawne.
  5. Diakoni stali i viri probati całkowicie pogrążą Kościół i wygonią resztki katolików z Kościoła, gdyż każdy zastanawiać się będzie na tym, kiedy to „pan Kazio” obecny „diakon” lub niby-to-ksiądz-ale-żonaty, którego widzą za ołtarzem, który w swoim świeckim zawodzie prowadzi dobrze idący handel złomem z żoną swoją ślubną (nawet pierwszą) współżył.

Zatem ten demontaż kapłaństwa, którego skutki widzimy obecnie, w Polsce mniej niż w innych krajach, został bardzo dawno temu zaplanowany i wcielony w życie. Jednakże aby wpisem (i) zabezpieczyć przyszłość (ii), której jeszcze nie ma, trzeba tę ostatnią po prostu znać, co jest wiedzą rzeczy oddalonych i zakrytych (occulta et distantia) dostępną nie ludziom, ale demonom.

Czy to aby nie przesadny wniosek?

Chyba nie, gdyż kto jest w stanie tak dokładnie i niejako technicznie przewidzieć skutki zmian w dziedzinie duchowej, nie fizycznej. Jeśli jestem inżynierem budującym np. tlenownie, to jestem w stanie zaprojektować tak zamierzono-chybioną konstrukcję, że to, co miało działać za jakiś czas wybuchnie. O tym, że od początku lat 1960 mamy do czynienia z wrogim przejęciem w Watykanie świadczy przecież fakt, że „od drogi posoborowych reform nie ma odwrotu”, „a kto na Sobór rękę na Sobór podniesie, temu władza ludowa…pardon Sobór utnie rękę” (za Józefem Cyrankiewiczem), który mówił:

„Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie, w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podwyższenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny.”

Przecież gdyby w Watykanie rzeczywiście ratunku Kościoła chciano, to porzucono by „drogę wytyczoną przez Sobór” widząc, jakie daje to opłakane skutki. Jedynym logicznym wytłumaczeniem jest „odwrócenie kota ogonem” i przyjęcie prawdziwej pierwszej przesłanki, że właśnie o zniszczenie Kościoła chodzi, co już ponad wszelką wątpliwość ukazuje nam Bergoglio, a co w odniesieniu do żeńskich zakonów kontemplacyjnych wprowadzane jest od lat, jak ukazuje przekonująco Hilary White.

Zatem plany istniały od dawna, a PD ukazuje pomiędzy wierszami przyszły plan zniszczenia. Poczytajmy ujęcie zjawiska diakonatu stałego w mainstreamowej, by nie rzec „reżimowej” prasie katowickich dominikanów:

„W XX w. w Kościele katolickim myśl o wznowieniu diakonatu stałego pojawiła się w latach trzydziestych w środowisku niemieckiego Caritasu. Lecz dopiero po II wojnie światowej potrzeba misji i sytuacja tamtejszego Kościoła katolickigo inspirowały konieczność jego reaktywowania. W 1951 r. Hannes Kramer założył we Fryburgu Bryzgowijskim pierwszy ośrodek diakonacki, grupujący małżeństwa, których mężowie pragnęli poświęcić się służbie diakońskiej jako ojcowie rodzin. Następnie ośrodki takie zaczęły powstawać również w innych regionach Niemiec, we Francji, Austrii, w Ameryce Łacińskiej. W okresie przygotowującym II Sobór Watykański zamiar przywrócenia diakonatu stałego wspierał m.in. wybitny teolog niemiecki Karl Rahner SJ. To właśnie on jako jeden z soborowych ekspertów przyczynił się wniesienia tego problemu pod obrady soborowe. Ostatecznie II Sobór Watykański postanowił przywrócić go, co zapowiedziała Konstytucja dogmatyczna o Kościele („Lumen Gentium”) z 1964 r.

Vaticanum II przywraca diakonat

Sobór Watykański II zadecydował, że należy przywrócić diakonat „jako właściwy i trwały stopień hierarchiczny” oraz że można go udzielać „mężom dojrzałym, również żyjącym w stanie małżeńskim, a także zdatnym do tego młodzieńcom, dla których jednak obowiązek celibatu winien pozostać w mocy” (LG art.29).

Wskazania Soboru wypełnił Paweł VI. Najpierw 18 VI 1967 roku ogłosił motu proprio „Sacrum diaconatus ordinem” z ogólnymi normami przywrócenia diakonatu stałego. W rok później ten sam papież w konstytucji apostolskiej „Pontificalis romani recognito” zaaprobował ryt, w jakim należy udzielać święceń prezbiterów i diakonów oraz określił ich formę i treść. Ostatecznie 15 VIII 1972 r. w liście apostolskim „Ad pascendum” Paweł VI ustalił dokładne warunki dopuszczenia i wyświęcania kandydatów na diakonów.

Istotne elementy regulacji prawnych, dotyczących diakonatu stałego, zawartych w powyższych dokumentach weszły do ogłoszonego 25 I 1983 r przez Jana Pawła II nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego.

O diakonacie stałym mówi również ogłoszony 11 X 1992 roku nowy Katechizm Kościoła Katolickiego w artykule dotyczącym sakramentu święceń. (punkty 1569-1571)

W związku problemami wyświęcania świeckich na diakonów i kryzysem tej formy posługi w wielu krajach 22 II 1998 r. Kongregacje: ds. Duchowieństwa i Wychowania Katolickiego wydały wspólnie dokumenty dotyczące formacji diakonów stałych: „Podstawowe normy formacji diakonów stałych” („Ratio fundamentalis institutionis diaconorum permanentium”) oraz „Dyrektorium o posłudze i życiu diakonów stałych” („Directorium pro ministerio et vita diaconorum permanentium”). Oba dokumenty podkreślają odpowiedzialność biskupów i wspólnot kościelnych za przygotowanie diakonów stałych do przyjęcia święceń i do podjęcia wynikających z nich obowiązków. Program formacji powinien obejmować wymiar ludzki, duchowy, doktrynalny i pastoralny. Dokumenty wyjaśniają status prawny diakona, jego prawa i obowiązki, inkardynację oraz wynagrodzenie. Podkreślają, że diakonat jest sakramentem, który „wewnętrznie i bardzo istotnie związany jest z kapłaństwem Chrystusa”. Wyświęcony diakon postępuje tak samo jak ksiądz „in persona Christi”, choć nie we wszystkich posługach.”

I co to ma wspólnego z Placuit Deo? To, że postępowanie w PD jest analogiczne do tego, które miało miejsce w przyszłości. Utworzenie regulacji prawnych do zaplanowanej katastrofy. I tak Konstytucja o Liturgii wprowadziła w roku 1963 jako pierwsza możliwość paraliturgicznej posługi diakona, której przedtem nie było, a którą przejęło następnie LG art. 29 z roku 1964 stanowiąc:

„A ponieważ te obowiązki, nader konieczne dla życia Kościoła, z trudem tylko mogą być spełniane w wielu okolicach przy panującej dziś dyscyplinie Kościoła łacińskiego, można będzie w przyszłości przywrócić diakonat jako właściwy i trwały, stopień hierarchiczny. Do kompetentnych zaś rozmaitego rodzaju terytorialnych Konferencji Biskupów, za aprobatą samego papieża, należy rozstrzyganie, czy i gdzie jest rzeczą dogodną ustanowić tego rodzaju diakonów dla sprawowania opieki duszpasterskiej. Za zgodą Biskupa Rzymskiego będzie można udzielać diakonatu takiego mężom dojrzałym, również żyjącym w stanie małżeńskim, a także zdatnym do tego młodzieńcom, dla których jednak obowiązek celibatu winien pozostać w mocy.”

Piszący te słowa musiałby przysiąść do źródeł i sprawdzić, czy w ogóle kiedykolwiek diakonat był samodzielnym stopniem hierarchicznym, tak by można by ten stopień „przywrócić”. Wydaje mu się jednak, że nie, gdyż diakonat zawsze związany był w celibatem i nigdy nie było wykonywany przez żonatych mężczyzn cieszących się prawem do obowiązków małżeńskich, skoro już od subdiakonatu obowiązywał celibat. Zatem nic nie zostało „przywrócone”, ale po prostu stworzone. Jednakże zakładając w roku 1964, iż:

  1. Sobór będzie pełnym sukcesem, tak iż
  2. przysporzy on Kościołowi nowych członków i kapłanów, to
  3. po co zakładać i to w Konstytucji o Kościele, iż „te obowiązki, nader konieczne dla życia Kościoła, z trudem tylko mogą być spełniane w wielu okolicach”?

Jeśli zatem w roku 1964 tych trudności jeszcze nie było, a po tym, jak „zajaśnieje słońce Soboru” jako „nowa wiosna Kościoła” trudności tych nie będzie, to po co ustanawiać tego rodzaju zapis w tak normatywnym dokumencie? Ponieważ z pewnością wiedziano, a nie tylko przypuszczano, że Sobór spowoduje całkowitą zapaść, którą dodatkowo pogłębić będzie trzeba wprowadzeniem „diakonów stałych”, to jest takiego niby-to-katolickiego  a w sumie anglikańskiego lub luterańskiego pastora z żoną. I dokładnie tą samą wiedzą, jak twórcy Sacrosanctum concilium i Lumen Gentium dysponują autorzy PD: wiedząc, że rozpad nadejdzie, że pojawią się rzesze pustelników, których już teraz w roku 2018, kiedy oficjalnej schizmy jeszcze nie ma, należy potępić.

Ale powróćmy do omawiania PD. Mowa tam w piątym punkcie o Chrystusie jako o “powszechnym Zbawicielu”. Określenie „powszechny Zbawiciel” jest mylące, bo prawdą jest, iż Chrystus umarł za wszystkich ludzi i wszystkich odkupił, ale aby z owoców Odkupienia (redemptio) skorzystać i dostąpić zbawienia (salus) trzeba (1) uwierzyć (2) ochrzcić się oraz (3) trwać w stanie łaski. Zatem nie wszyscy ludzie zostaną zbawieni, na własne życzenie i stąd aktualnie, to jest pod względem realizacji Chrystus „powszechnym Zbawicielem” nie jest, chociaż jest nim potencjalnie. Wszyscy ludzie mają możliwość zbawienia (in potentia), ale praktycznie jednakże (in actu) nie wszyscy z nie skorzystają, nie mówiąc już o planach Bożych predestynacji i reprobacji, o czym jeszcze napiszemy. Stąd też określenia „powszechny Zbawiciel” lub „przymierze z całą rodziną ludzką” tchną potępionym przed Soborem Teilhardem de Chardinem i jego koncepcją Chrystusa jako „punktu Omegi”, do którego poprzez ewolucję, koniecznie i automatycznie zmierza całe Stworzenie. Jest to koncepcja błędna, gdyż nie uwzględnia ona grzechu pierworodnego, konieczności łaski oraz wolnej woli, a niestety bardzo obecna w nauczaniu Jana Pawła II.  PD podkreśla po raz kolejny znaczenie „cielesności” pisząc:

Jak mogłoby dotrzeć do nas zbawienie poprzez Wcielenie Jezusa, Jego życie, śmierć i zmartwychwstanie w Jego prawdziwym ciele, gdyby jedynym, co miało by znaczenie, było uwolnienie wnętrza człowieka od ograniczenia ciałem i materią, jak mniema neo-gnostycyzm?

Powyższa wypowiedź jest bardzo myląca i dwuznaczna, gdyż:

  1. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy cielesnością Chrystusa z naszą cielesnością na skutek tego, że
    • Chrystus był Bogiem,
    • zjednoczony w unii hipostatycznej z Trójcą Świętą,
    • zrodzony z Maryi Dziewicy bez grzechu pierworodnej poczętej
  2. Stąd cokolwiek odnosi się do Chrystusa nie ma większego wpływu na nas, na skutek wielkiej różnicy jakościowej, gatunkowej i ontologicznej pomiędzy Zbawicielem – Synem Boga i Bogiem a zwykłym człowiekiem.

Ponadto wyrażenie „uwolnienie wnętrza człowieka od ograniczenia ciałem i materią” jest jakąś karykaturą katolickiego pojęcia niematerialnej i nieśmiertelnej duszy jako „wnętrza człowieka” oraz jej duchowości i niematerialności („od ograniczenia ciałem i materią”). Wydaje się, że kryje się za tym prawdziwie gnostycka argumentacja, występująca w gnostyckich ewangeliach takich jak „Ewangelia Marii [Magdaleny]”, „Ewangelia Filipa” oraz w systemie gnozy walentyniańskiej, gdzie Magdalena utożsamiana jest z żeńską zasadą Pistis Sophia, z którą Chrystus – Soter – Zbawca, jako zasada męska, obcuje, a co należy naśladować w orgiastycznych misteriach. W przystępnych słowach wniosek z tych gnostyckich nauk brzmi następująco:

Skoro Chrystus miał ciało, jadł, pił i c… z Marią Magdaleną, to rób tak i ty. Na tym polega naśladowanie Chrystusa.

Czy jest to bluźniercze? Oczywiście, że jest, ale gnoza jest właśnie bluźnierczym i wypaczonym chrześcijaństwem. Ale czytajmy dalej:

„[…] niniejszy list pragnie potwierdzić, że zbawienie polega na naszym zjednoczeniu z Chrystusem, który przez swoje Wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie doprowadził do nowego porządku relacji z Ojcem i ludzi między sobą, i wprowadził nas w te związki dzięki darowi Ducha, abyśmy mogli zjednoczyć się z Ojcem jako synowie w Synu i stać się jednym ciałem w „pierworodnym spośród wielu braci” (Rz 8, 29).”

I znowu „zjednoczenie z Chrystusem” jest jedynie potencjalnie dane, ale nie powoduje ono automatycznego „braterstwa ludzkości” to jest „relacji […] ludzi między sobą”. Brzmi to trochę jako automatyczne wprowadzenie w New World Order (Nowy Porządek Świata), który nas rzekomo czeka. To ciągłe powtarzanie rzeczownika „zjednoczenie”, które czytać trzeba chyba jako „kopulacja”, niepokoi mocno podobnie jak zwrot „abyśmy mogli zjednoczyć się z Ojcem jako synowie w Synu i stać się jednym ciałem”. Ale my jesteśmy, co najwyżej synami przybranymi, a różnica ontologiczna pomiędzy Chrystusem i nami nadal obowiązuje. A jak to mamy stać się „jednym ciałem” między sobą? Ano wiadomo jak, tyle że to gnoza i sprośność. Dokument PD mówi o jakiejś automatycznej panteizacji wszystkiego, a jakimś automatyzmie przebóstwienia, które odbywać ma się w kolektywie, a od którego izoluje się neo-pelagiański neo-gnostyk. Ciekawe.

 

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Bractwo św. Piusa X nie jest wyjściem: Przyczyny moralne (3 z 3)
Objawienia prywatne o. Rodrigue lub ponownie o tym, czy Ann Barnhardt jest opętana?
Bractwo św. Piusa X: nadużycia seksualne w Afryce, ks. Stehlin doprowadzał chłopców
Czy Neokatechumenat jest sektą?

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Podoba Ci się ten blog, masz konto Paypal-Konto i chcesz pomóc? Możesz wybrać dowolną kwotę mnożąc ją przez 20 zł. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

You cannot copy content of this page
pl_PLPolski
Tradycja i Wiara