Tradycja i Wiara

O spirytualizmie, kwietyzmie i Kościele Walczącym

Posłuchaj
Oceń post

Piszący te słowa zaobserwował u różnych ludzie, których zna, również własnych czytelników pewną tendencją, którą określiłby jako „spirytualizujący kwietyzm” lub „kwietystyczny spirytualizm”. Kwietyzm to duchowe nieróbstwo, a spirytualizm to oczekiwanie interwencji z wysoka „zupełnie nie z tej ziemi”. Podejście to występuje tłumnie na gloria.tv i innych „pobożnych” stronach, gdzie ludzie uważają, że wszystko im się od Pana Boga należy, bo są swoim własnym zdaniem „pobożni”. Jeśli do tego nastawienia przyłączy się jeszcze czekanie na „Triumf Niepokalanego Serca” wraz z przeżyciami z Medjugorje lub w ruchu charyzmatycznym to katastrofa już gotowa, bo takiego człowieka trudno do czegokolwiek poruszyć.


„Nie i już”,

bo mu tak jego religia dyktuje.

Piszący te słowa był raczej zawsze aktywny, ale w niektórych kwestiach zbyt bierny, bo niestety też hołdował powyższym zapatrywaniom.

„Czynność i wola własna są czymś złym, a jak Pan Bóg czegoś od nas chce, to się już o to upomni.”

Widać gdzieś to słyszał i ktoś go tak nauczył, bo było to postępowanie niezgodne z jego własną naturą i temperamentem. Księża mówili mu co prawda, że on – świecki musi pracować, żeby oni – księża z niego żyć mogli (mówili nie wprost, ale mówili), ale w kwestiach duchowych zalecali całkowitą bierność zasłaniając się „wyższą kapłańską wiedzą”. Autor długo się do tych zaleceń stosował, bo księżom, jako katolik, wierzył i dopiero po 2012 roku stwierdził, że także w sprawach duchowych „więcej daje więcej” i także tutaj trzeba pracować w pocie czoła. I niestety trzeba tutaj zastosować prosty mechanizm freudowskiej projekcji, która tłumaczy, że skoro księża nic na żadnej płaszczyźnie nie robią, patrz milczenie wobec Bergoglio, to jedynie tak mogą świeckim radzić, skoro nie znają niczego innego.

A tymczasem katolicyzm to ciągłe wyzwania, ciągły bój, ciągłe potyczki i ciągła sytuacja frontowa. I zdaje się, że rzeczywiście tak jest, skoro Kościół ziemski to Vat. II nazywany był Kościołem Walczącym.

A z kim on walczy?

Przecież nie z nadwagą, tylko z wrogiem. Autor stwierdził całkiem niedawno, że dla Pana Boga nie liczy się tyle wynik, co kondycja duchowa wiernego. Liczy się wyrobienie danej cnoty czy dyspozycji, a nie to, co można dzięki konkretnemu działaniu osiągnąć. Jeśli cnota została już wypracowana lub przynajmniej wypróbowana Pan Bóg otwiera żaluzję i wychodzimy z ciemnicy na zewnątrz. Pan Bóg włącza się, czasami rzeczywiście cudownymi interwencjami, gdy sami już absolutnie wszystko, co możemy, własnymi siłami wykonamy. Nie ma litości, ani zmiłuj się niestety. Przypomina to nieco wyciskanie sztangi z asystą. Jeśli ktoś nas asekuruje i pomaga nawet ostatnie ćwiczenia wykonać, wówczas odbieramy to jako niebywałą pomoc, chociaż jego samego to mało kosztuje. I stąd modlitwy o załatwienie spraw, które wchodzą z zakres naszej odpowiedzialności nie zostaną wysłuchane. Źle działoby się, gdyby wysłuchane zostały.

Piszący te słowa odkrył niedawno pewien fragment Sumy, który wiele mu wyjaśnił, ale przeszył go też dreszczem. Otóż, zdaniem Akwinaty, Pan Bóg wysłuchuje także próśb grzeszników, aby ich przez nie bardziej pogrążyć (Summ. theol. II IIae, q. 83, a. 16 , resp).

Odpowiedź. W grzeszniku należy odróżnić dwie rzeczy: naturę, którą Bóg miłuje, i winę, której nienawidzi. Jeśli więc grzesznik prosi o coś jako grzesznik, a więc pragnąc czegoś grzesznego, Bóg nie wysłuchuje tego z miłosierdzia, chyba niekiedy by go ukarać, pozwalając by grzesznik dalej brnął w swych grzechach, gdyż jak mówi św. Augustyn, „Bóg niekiedy odmawia czegoś w dobroci, czego nie odmawia w gniewie”.


Natomiast modlitwy grzesznika, pochodzącej od tego, co dobre w naturze, Bóg wysłuchuje nie na podstawie sprawiedliwości, gdyż grzesznik na to nie zasługuje, ale wskutek swego miłosierdzia, jeśli grzesznik zachowuje w modlitwie cztery poprzednio wymienione warunki, to znaczy by modlił się za siebie, o rzeczy konieczne do zbawienia, pobożnie i wytrwale.

Jest to mocno niepokojące, że Pan Bóg wysłuchuje, żeby pogrążyć, ale wyjaśnia to również fakt, dlaczego modlitwy niektórych ludzi są zawsze wysłuchiwane. Jak ujęła to pewna czytelniczka:

Jak Panu Bogu głęboko w oczy zajrzę, to mi niczego nie odmówi!

Wydaje się, że niektórzy ludzie doświadczają tak częstego spełnienia modlitw jakby wrzucali żetony do automatu. Co wrzucą, to spełnienie. Prośby piszącego te słowa wysłuchiwane są rzadko i to często nie w tej formie, jakiej sobie życzył. Czasami dana sytuacja jest dokładnym wysłuchaniem modlitw, ale następuje po takim okresie czasu, że trudno te dwa wydarzenia połączyć.

To dlaczego Pan Bóg wysłuchuje modlitw grzeszników?

Ponieważ wie, że są reprobowani i chce, by przynajmniej w tym życiu mieli dobrze, skoro w przyszłym doświadczą tylko męczarni. W życiu religijnym liczy się spełnianie tych wyzwań, które Pan Bóg przed nami stawia i to bez cudów, gdyż tak przepadła by nasza zasługa. Św. Teresa z Avila pisze, że Pan Bóg jest niezwykle szczodry i chętnie obdarzyłby ludzi możliwością zdobywania zasług, gdyby tylko znalazł godnych. Św. Teresa prosiła o cierpienie i choroby i otrzymała w nadmiarze.

A czy wola Boża to tylko cierpienie?

Nie, ale zwykle ciągłe wyzwanie i walka przy czym pamiętać trzeba też o tym, że wraz ze wzrostem naszej kondycji wzrastają też przeciwnicy. Każdy uprawiający regularnie sport wie, że to co było dla niego niewykonalne np. pół roku temu jest dziś niewarte uwagi. I tak rzeczy mają się w wymiarze przyrodzonym, a co dopiero w wymiarze nadprzyrodzonym z pomocą łaski?

O ile wśród kulturystów panuje dość często dysmorfofobia, to jest niezadowolenie z własnego wyglądu na podstawie zbyt negatywnej oceny siebie (ktoś wyglądający jak Herkules uważa, że jest zbyt szczupły, ktoś o bicepsach jak piłki uważa, że bicepsów nie ma etc.), tak też my sami naszej obiektywnej duchowej formy nie widzimy. Czasami mamy zbyt dobre wyobrażenie o sobie, czasami zbyt złe. Zły duch potrafi podłączyć się pod myśli i emocje, by przekonać nas, że jesteśmy najgorszymi z ludzi lub przeciwnie przekonuje nas o naszej rychłej kanonizacji. I dlatego realną miarą naszego postępu są zewnętrzne sytuacji nie wypływające z naszych własnych działań. Mówiąc inaczej:

„im bliżej Hioba, tym lepiej”.

Gdybyśmy wjechali na Kasprowy Wierch kolejką, zamiast wspinać się przez kilka godzin, szczyt byłby ten sam, my natomiast nie, gdyż wszystko to, co związane było z trudem wspinaczki przemieniło nas na lepsze. Zatem porzućmy spirytualizm i kwietyzm. Amen.

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Św. Alfons Liguori, Przewodnik spowiednika (50). Rachunki sumienia (ii) Księża - słuchanie spowiedzi
Nieoczekiwana diagnoza raka lub prośba o modlitwę
Bruno Devos, Byłem w Opus Dei, (8 z 13). Wypaczenie apostolstwa
Modlitwa przed jedzeniem - krótka
Ks. Edward Skotnicki: Neokatechumenat szansa czy zagrożenie dla Kościoła?
Św. Tomasz z Akwinu o złych duchach. (5 z 5). Czy pokonany diabeł przestaje innych napastować?

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Jeśli możesz, przejmij opłaty Paypal, to więcej do nas dotrze. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Przelewem

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 12 Miesięcy

Indywidualna

330,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
%d bloggers like this: