Tradycja i Wiara

Nasze Subskrypcje - Tanio jak nigdy

Miesięczna online

19,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Roczna online

199 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

3 miesiące przelewem

60 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

6 miesięcy przelewem

120 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

12 miesięcy przelewem

240 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

Rodzinna miesięczna

Online do 6 osób

29,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Online do 6 osób

349 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

Michał Krajski, Protestantyzacja Kościoła w Polsce przed 1989 r.

Kliknij, by ocenić wpis!
[Łącznie: 0 Średnia: 0]
Posłuchaj artykułu

Czas lektury: 18 minut

Ponieważ piszący te słowa znowu konferuje z prawnikami i z notariuszem w celu umocowania prawnego swojej międzynarodowej działalności, toteż nie ma siły ani czasu na pisanie pogłębionych teologicznie artykułów. Stąd, dzięki informacji nieocenionego Pana Mariusza, robimy przedruk  artykułu z Bibuły, który jest uzupełnieniem naszych rozważań na temat oaz.  Michał Krajski słusznie ukazuje protestancką proweniencję oaz, ale nie ukazuje jej zasadniczego źródła, którym jest Sobór Watykański II. To właśnie Sobór dał ogólne ramy protestantyzacji katolicyzmu nie tylko w Polsce, które na swój sposób wypełnił ks. Blachnicki własnym ruchem. Ale założyciel oaz niczego by nie dokonał, gdyby nie miał przynajmniej cichego poparcia biskupów lub bardzo głośnego i aktywnego poparcia kardynała Wojtyły i późniejszego papieża. To prawda, że większość katolików z Polsce jakoś się z oazami zetknęła, a jeśli nie z nimi, to z ich konsekwencjami takimi jak koszmarnie nudne śpiewy ze sławnego Exultate Deo, które rozbrzmiewają we wszystkich kościołach, o młodzieży z gitarami, która robi się coraz starsza, nie wspomnę. Zatem problemem nie jest “niemieckość” ruchu Światło-Życie, raczej jego “amerykańskość”, ale modernizm, który praktycznie stał się oficjalną doktryną posoborowego Kościoła do tego stopnia, że wszyscy jesteśmy nim zainfekowani i nie wiemy, z biskupami i teologami łącznie, jak prawdziwy katolicyzm wygląda. Ponieważ piszący te słowa w Polsce nie mieszka, a w sumie przez całe swe życie był mocno międzynarodowy, toteż zawsze zadziwia go ten niesamowity polonocentryzm Polaków. W Polsce do czasów Franciszka Sobór uchodził za coś dobrego, o ile został przeprowadzony w Polsce, według polskich reguł, które są dużo lepsze od niemieckich na przykład. Faktem jest, o czym wspomina Nie-Polak Michael Davies, że Polska stanowi jakiś ewenement na skalę światową, jeśli chodzi o brak posoborowej zapaści. Brak ten brał się z mało konsekwentnego przeprowadzenia “reform”, co zawdzięczamy kardynałowi Wyszyńskiemu, który przecież Sobór chwalił i uznał. Brak zapaści zawdzięczamy przede wszystkim izolacji Polski od świata do roku 1989 oraz brakiem zainteresowania wiernych w Polsce tematyką stricte teologiczną. Stąd też konsekwencje Soboru dotarły do Polski dopiero na początku lat 1990-tych z pierwszym zwiastunem przyszłego upadku, którym wszędzie na świecie było zmniejszenie się liczby kandydatek do żeńskich zakonów czynnych. Ponieważ na początku lat 1990-tych, podobnie jak na Zachodzie w roku 1968 działo się wiele, toteż nasze kochane duchowieństwo może zasłaniać się “przemianami ustrojowymi”, jak duchowieństwo Zachodu “rewolucją kulturalną”. A tymczasem najpierw był Sobór, a następnie zapaść. Przyczyną braku powołań to z jednej strony brak wystarczającego rozwoju życia duchowego, czemu winne jest posoborowie, by o zakonie w ogóle myśleć. Z drugiej strony osoby, które taki rozwój posiadają są rozczarowane zeświecczeniem zakonów, jeśli je już bliżej poznają. Kobiety z szeregów Tradycji nie mają gdzie wstępować, co potwierdza nasza Viridis, która zaginęła w Le Barroux. Autor tego wpisu rozmawia szczerze ze swoją znajomą zakonnicą, która sama przyznaje, że poważne powołania to do nich na pewno nie wstąpią, a już zdecydowanie nie zostaną. Zatem skutki Soboru widoczne są i w Polsce, tylko większość ludzi ma problem z postawieniem właściwej diagnozy.

A ponieważ teologowie w większości są księżmi i biskupami, którzy stracą swoje dochodowe stanowisko, gdy wypowiedzą się przeciwko posoborowym zmianom, toteż tak szybko nic się nie zmieni, a odbywać będą się jedynie kolejne próby katolicyzacji oaz lub katolicyzacji posoborowia. Piszący te słowa koresponduje publicznie i prywatnie z pewnych szwajcarskim księdzem, który na glorii.tv występuje jako “obrońca okopów Trójcy Świętej”, a w swoim własnym kapłańskim życiu jest wielkim tchórzem. Ksiądz ów pytał Redakcji w poufnej wymianie myśli, czy nie byłoby dobrym pomysłem nie wzbudzić intencji konsekracji przy mszy św. Novus Ordo po to, by nie udzielić Przeistoczonego Chrystusa pewnej kobiecie, która żyje publicznie w grzechu, ale do komunii przystępuje. Ujmując sprawę raz jeszcze z innej strony: ksiądz ten zamierzał świadomie odprawić nieważną Mszę, po to, by uniknąć ewentualnej awantury i skargi do biskupa, który by go, jak twierdził, w danej sprawie poparł. Piszący te słowa wybił, jak mniema, księdzu ten pomysł z głowy, ale dowiedział się, co też ci księża robią, by uniknąć trudności i skonstatował, że mnóstwo mszy może być nieważnych z powodu braku intencji, jeśli ją ksiądz z momencie Przeistoczenia wyłączy. Czyniąc tak ksiądz ów popełniłby grzech śmiertelny, a grzesznica przystępująca do świętokradzkiej komunii również, gdyż liczy się jej intencja a nie stan faktyczny. Jeśli ja chcę kogoś otruć i wsypuje mu do pokarmu substancję, która faktycznie jest niewinna, a którą uważam za truciznę, popełniam grzech śmiertelny, gdyż w pełni świadomie zamierzam obiektywne zło. Więc praktycznie by to wyłączenie intencji niczego nie zmieniło. Szwajcarski ksiądz uważa Benedykta co prawda za prawdziwego papieża, ale komemoruje głośno Franciszka, by “nie przejawić nieposłuszeństwa biskupowi” pomijając kwestię, że “Benedyktowi nie możemy niczego udowodnić”. Jest to oczywiście praktyczne wyjście zakrywające jego własne tchórzostwo i przypomina stary komunistyczny dowcip.

Czy usiadłbyś gołym t… na jeżu?

– Tak, ale pod warunkiem, że: jeż byłby ogolony, t…cudzy i tak chciałaby partia.

No właśnie. Rację ma Ann Barnhardt, że dopóki ludzie, od których coś zależy, to jest kardynałowie, biskupi i księża nie poświęcą wszystkiego dla obrony wiary nic się nie zmieni, a debatowanie nad protestantyzacją oaz będzie tematem zastępczym. Piszący te słowa już wszystko poświęcił i dlatego teraz musi wszystko sprytnie zabezpieczyć prawnie, by wtedy, gdy jego blogi trafią na bergogliański indeks, z czym się liczy, mógł działać dalej i prowadzić przyszłe batalie prawne. 

Niedługo po Soborze Watykańskim II, bo już w latach 70. i później 80. dopuszczono do tego, żeby w polskich kościołach „posługiwał” Clive Harris. Był to uzdrowiciel i bioenergoterapeuta, któremu zabroniono wstępu do katolickich świątyń, kiedy przyznał, że uzdrawia ludzi dzięki pomocy duchów, a dokładnie demonów.

Zdążył jednak dokonać inicjacji w okultyzm ok. 3 milionów wiernych, a niektórzy twierdzą nawet, że mogło być to 9 milionów. Był to najbardziej drastyczny przypadek przed 1989 r. do czego doprowadziło otwarcie się na charyzmatyzm1.

Jacek Schmidt uważa, że pierwsza fala charyzmatyczna miała miejsce od 1976 do mniej więcej 1987 r. W tym czasie można zauważyć powstawanie pierwszych wspólnot charyzmatycznych, jak krakowska „Beczka” przy duszpasterstwie akademickim dominikanów („Beczka” powstała w 1964 r., ale dopiero później nabrała charyzmatycznego charakteru)2.

Ks. Andrzej Grefkowicz, egzorcysta diecezji warszawskiej, związany z Odnową w Duchu Świętym, sądzi podobnie, przesuwając jej początek o rok wcześniej. Upatruje go przy tym w inicjatywie podjętej w Ruchu Światło-Życie, która polegała na obwołaniu ówczesnego roku rokiem Ducha Świętego i modleniu się wówczas o Nową Pięćdziesiątnicę. Dwa lata później bp Bronisław Dembowski, wrócił do Polski z USA i zaczął organizować pierwszą wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym3.

W 1975 r. ks. Alfred Cholewiński SJ sprowadził do Polski Drogę Neokatechumenalną, tworząc pierwszą wspólnotę.

Ze względu na to, że Ruch Światło-Życie miał największy wpływ na Kościół przed 1989 r. ze wszystkich „charyzmatycznych” inicjatyw, chciałbym skupić się w tym rozdziale wyłącznie na nim. Ks. Franciszek Blachnicki, jego założyciel, miał chwalebną przeszłość. Doświadczenie harcerstwa nauczyło go szanować dyscyplinę, wyrobiło w nim postawę patriotyczną i umiejętność podejmowania trudnych wyzwań4.

Po maturze Ksiądz wstąpił do Wojska Polskiego, wziął udział w kampanii wrześniowej, a po jej klęsce rozpoczął konspirację. W 1940 r. został aresztowany i 13 miesięcy przebywał w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Został skazany na ścięcie, po czym przebywał 100 dni w celi śmierci w oczekiwaniu na wykonanie wyroku. Przeżył tam nawrócenie i złożył obietnicę poświęcenia życia w kapłaństwie. Po wojnie wstąpił do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego (wówczas z siedzibą w Krakowie), gdzie miał skupić się na duchowości maryjnej św. Ludwika Marii Grignion de Montforta oraz św. Maksymiliana Kolbego. Został wyświęcony na kapłana w 1950 r. Jako młody kapłan od początku zorganizował „Oazę Dzieci Bożych”, stosując harcerskie metody pracy, co wywołało pierwszy konflikt ze stalinowską władzą. W 1955 r. udał się na rok do Niepokalanowa, by studiować pisma św. Maksymiliana. Następnie od 1957 r. zainicjował akcję odnowy moralnej pod nazwą Krucjaty Wstrzemięźliwości, za co został na początku 1961 r. uwięziony przez komunistyczną władzę5.

Życiorys ten, który można znaleźć w wielu miejscach, pokazuje odważnego kapłana, który wzrastał w umiłowaniu polskości i Maryi. Trudno w tej sytuacji zrozumieć dlaczego 20 lat później stał się gorącym rzecznikiem posoborowego ekumenizmu. Jego znakiem są słowa, które wypowiedział podczas rekolekcji dla kapłanów: „Jeżeli chcemy dojść do zjednoczenia chrześcijan, to nigdy z pozycji naszego modelu tradycyjnego — w poczuciu wyższości, wzywając ich do powrotu i do jedności z nami”6.

Jacek Schmidt uważa, że ta przemiana nastąpiła pod wpływem studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i przyjęciu myślenia zachodnich, liberalnych teologów: Niemca Karla Rahnera i Szwajcara Hansa Ursa von Balthasara. Tym zaś, który miał być wsparciem i pomocą dla Blachnickiego, który po studiach doktorskich przeniósł się do Krościenka, był ponoć Karol Wojtyła7.

Trudno mieć wobec tych przekonań zastrzeżenia, tym bardziej, że ks. Blachnicki napisał doktorat na temat teologii pastoralnej niemieckiego teologa F. X. Arnolda. Był zresztą od urodzenia, aż po śmierć związany z Niemcami. Urodził się, dzieciństwo i młodość spędził na terenie Górnego Śląska, gdzie mieszkało wielu Niemców i protestantów. Jego matka Maria z domu była Műller, co świadczy o jej niemieckim pochodzeniu8.

Podczas II wojny światowej przebywał w niemieckich obozach. Kiedy tuż przed stanem wojennym wyjechał za granicę, nie mógł już wrócić do Polski i osiadł w niemieckim Carlsberg, w ośrodku polskim „Marianum”, gdzie utworzył Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Ruchu Światło—Życie i gdzie zmarł w 1987 r9.

Schmidt tak relacjonuje różnoraką pomoc, jaką Wojtyła okazywał oazie:

Jeśli chce się poznać istotę wzajemnych odniesień między ks. Blachnickim a polskim episkopatem, należy przyjąć, że wpływ metropolity krakowskiego na ruch oazowy wykraczał poza pasterską rolę biskupa. W istocie kard. Wojtyła był duchowym kierownikiem i opiekunem tego ruchu. Jego zaangażowanie miało trzy wymiary. Po pierwsze — kard. Wojtyła jako metropolita krakowski, od 1965 r. aż do swego wyboru na papieża, rozciągał nad ks. Blachnickim i rodzącymi się oazami skuteczny „parasol ochronny” wobec nasilających się represji władz komunistycznych. Po drugie — nie ma wątpliwości, że działalność naukowa Karola Wojtyły, zajmującego się etyką, antropologią i teologią pastoralną, zwolennika reformy liturgicznej i odnowy posoborowej, była istotną inspiracją dla ks. Blachnickiego, w owym czasie krajowego duszpasterza służby liturgicznej, wprowadzającego w program ruchu wszystkie posoborowe zmiany w liturgii. Po trzecie wreszcie — można założyć, że wraz z rozwojem ruchu oazowego afirmująca postawa kard. Wojtyły, wówczas — obok Prymasa Tysiąclecia — wiodącego hierarchy polskiego Kościoła, miała zarówno dla ks. Blachnickiego, jak i dla RŚŻ fundamentalne znaczenie. Można nawet stwierdzić, że po wyborze kard. Wojtyły na stolicę Piotrową ruch oazowy zyskał niekwestionowane miejsce w Kościele katolickim w Polsce jako bodaj najistotniejszy element „nowej ewangelizacji”10.

Ks. Franciszek Blachnicki będąc zapatrzonym w Sobór Watykański II, właściwie odczytał jego główne przesłanie, którym była nowa wizja ekumenizmu. Dariusz Ciupał podkreślał, że „Wiele motywów otwierało ruch oazowy na ekumenizm. Ksiądz Blachnicki dawał wyraz braku satysfakcji ze stanu ekumenicznej świadomości wiernych i kapłanów w Polsce; stwierdził brak znaczących przemian mentalności w tej dziedzinie. Problem ekumenizmu w Polsce określał jako abstrakcyjny”11.

Ważnym wydarzeniem były kontakty ks. Blachnickiego z Joe Losiakiem, który przybył do Polski w 1974 r. Był to protestancki misjonarz z organizacji Campus Crusade for Christ (CCC). Założyła ją para protestantów Bill Bright i Vonette Zachary Bright w 1951 r., żeby ewangelizować studentów. Była to parakościelna organizacja ponadwyznaniowa, która z czasem usunęła ze swojej nazwy słowo „krucjata” (żeby nie drażnić muzułmanów) i słowo „Chrystus” stając się po prostu „Cru”12.

Losiak spotkał się w Krakowie z Wojtyłą, a następnie z Blachnickim w Lublinie. Zaproponował współpracę CCC, którą przemianowano na Ruch Agape, z Oazą. Ks. Blachnicki się zgodził. Kiedy Losiak przekazał Wojtyle Cztery prawa duchowego życia (The Four Spiritual Laws) napisane przez Billego Brighta, Wojtyła zaakceptował ten program i stał się on materiałem szkoleniowym w Ruchu Światło-Życie13.

Schmidt opisując te wydarzenia, konkluduje:

„A zatem pod wpływem pochodzącej od protestantów formacji ewangelizacyjnej nastąpiło przemodelowanie ruchu oazowego, dotychczas skoncentrowanego na liturgii, w ruch ewangelizacyjny. Jego rozbudowany program trzech stopni miał odtąd prowadzić do tworzenia charyzmatycznych wspólnot przymierza zgodnie z programem odnowy parafii jako „wspólnoty wspólnot”. Całkowity zwrot formacyjny w ruchu dokonał się w latach 1977—1978, a jego kwintesencją stała się rozbudowana wizja „nowego człowieka” według tzw. 10 drogowskazów ruchu”14.

Wspomniana wizja „nowego człowieka” to cel, do którego ma dojść chrześcijanin wpatrzony we wzór: „Chrystusa Sługi”. Uderza w tym wypadku protestancki antropocentryzm. W środku postawiony jest człowiek, a sam Chrystus przedstawiany jest przede wszystkim jako uniżony, w postawie oddania ludziom.

Wśród polskich biskupów pojawiało się wiele wątpliwości doktrynalnych wobec Oazy, które miał także prymas Wyszyński. Ewa K. Czaczkowska tak je relacjonuje:

„Powodem była duża samodzielność ruchu, który istniał ponad strukturami diecezjalnymi, oraz współpraca ekumeniczna z protestantami. Biskupi zarzucali ks. Blachnickiemu, że stworzył Kościół w Kościele”15.

Piotr Niedzielski zauważył z kolei:

„Kardynał Wyszyński był oburzony krytyką ks. Blachnickiego, którą ten wygłosił wobec biskupów jesienią 1980 r. (chodziło o oportunizm i marazm biskupów) do tego stopnia, że w gronie episkopatu wiosną 1981 r. zastanawiano się, czy ruch oazowy nie powinien zostać rozwiązany. Sytuację załagodził ostatecznie bp Władysław Miziołek przy wsparciu Jana Pawła II”16.

Ks. bp Bronisław Dembowski napisał w swoich wspomnieniach, że na zebraniu Konferencji Episkopatu Polski odbyła się dyskusja, czy nie należy w ogóle zakazać tej formy duszpasterstwa, ze względu na jej protestancki charakter i ryzyko odejścia ludzi z Kościoła. Opowiedział się jednak przeciwko temu, bo twierdził, że Oaza ma tylko protestancki, baptystyczny charakter, ale katolicką treść. Przeciwko tej opinii można przedstawić choćby dwa argumenty. W 1977 r. ks. Zbigniew Frączkowski SI, napisał artykuł Uwagi dotyczące zaobserwowanych przejawów infiltracji baptyzmu do Kościoła katolickiego w Polsce za pośrednictwem Ruchu Światło-Życie17. Poza tym w protestanckim piśmie „Jednota” ukazała się opinia, z której wynika, że ks. Blachnicki cechował się protestanckim myśleniem i promował je w swojej wspólnocie:

Zafascynowanie ks. Blachnickiego elementami protestantyzmu opierało się na odkryciu, a także głębokim przeżyciu eksponowanych przez niektóre nurty protestanckie prawd i postaw dotyczących przyswojenia owoców odkupienia. Prowadziło go to do konstatacji: protestanci (…) przechowali w swojej tradycji wiele elementów, które myśmy gdzieś zgubili. Elementy doktryny protestanckiej przestały być widziane jako rzeczywistość zewnętrzna, obca, lecz jako skarby tak samo drogie i potrzebne katolikom, jak i protestantom.

Wśród wchłanianych przez oazy kategorii z zakresu nauki i praktyki protestanckiej, wywodzących się głównie z tradycji reformowanej, a konkretnie postpurytańskiej, wskazać można przede wszystkim:

  • osobiste nawrócenie, powiązane z duchowym przyjęciem Jezusa Chrystusa do swojego serca i życia jako Pana i Zbawiciela, co wypływać musi z przekonania, iż zbawienie jest z wiary. Jest to adaptowana na użytek oaz formuła doktryny o zbawieniu z łaski przez wiarę;
  • powiązaną z tym naukę o odpuszczaniu grzechów przez wiarę w krzyż Chrystusa, co oznaczałoby dopuszczenie możliwości uzyskania odpuszczenia grzechów na drodze pozasakramentalnej (wyjąwszy sakrament spowiedzi, pokuty), czyli bez udziału kapłana (…);
  • nowe narodzenie (duchowe odrodzenie) jako owoc świadomego nawrócenia, „przyjęcia Chrystusa” i doświadczenia odpuszczenia grzechów, Stanowiło to istotne novum w katolickim rozumieniu odrodzenia, które dotychczas wiązano nieomal wyłącznie z aktem chrztu („zbawcza sprawczość chrztu”), i było oczywistym odwołaniem do koncepcji odrodzenia (łac. regeneratio) w tradycji reformowanej, zwłaszcza anglosaskiej;
  • naukę o pewności zbawienia, na gruncie oazowym adaptowaną jako „nauka o pewności wiary”;
  • model przywództwa oparty na silnym zaangażowaniu świeckich, wyposażanych nieraz w kompetencje dotychczas w katolicyzmie zastrzeżone wyłącznie dla kapłanów.

Co więcej, w programie oaz spotykamy się z teologią akcentującą bezpośrednie (bez pośrednictwa urzędu) działanie Boże na wspólnotę wierzących. Zarówno pierwszy element, określany przez autora jako przełom w traktowaniu świeckich w Kościele katolickim, jak i drugi traktować można jako echo mocno eksponowanej w protestantyzmie zasady powszechnego kapłaństwa chrześcijan18.

Modlitwa, liturgia, teologia i duchowość w Ruchu Światło-Życie

Do dzisiaj członkowie Oazy bronią się, że korzystają jedynie z form protestanckich, ale wypełniają je katolickimi treściami. W istocie tak nie jest, co widać na przykładzie oazowej modlitwy, liturgii, teologii i duchowości.

To właśnie w Oazie po raz pierwszy na większą skalę zaczęto promować protestancką modlitwę uwielbienia – spontaniczną, w kręgu, z rozłożonymi rękami, często przy dźwięku gitar. W ten sposób akcentowano zbytnio znaczenie indywidualnego natchnienia i emocji.

Podobnie w liturgii, posoborowe innowacje i eksperymenty liturgiczne, źle widziane przez prymasa Wyszyńskiego, wchodziły na ograniczoną skalę, tylnymi drzwiami do Kościoła w Polsce, właśnie w Ruchu Światło-Życie.

To tutaj wprowadzono procesyjne przyjmowanie Komunii świętej na stojąco, co później przyjęło się w wielu parafiach i przyczyniło się do wypierania postawy klęczącej i otwarcia się na przyjmowanie Komunii Świętej na rękę.

W cytowanym piśmie „Jednota” słusznie zauważono, że w Oazie „mocno eksponuje się” protestancką zasadę powszechnego kapłaństwa chrześcijan, co doprowadziło w tym ruchu do zacierania się różnicy między kapłanami a świeckimi. Konsekwencją było pojawienie się świeckich liderów, którzy przejęli wiele funkcji, od wieków tradycyjnie należących do kapłanów. Samo pojęcie lidera ma zresztą protestancki charakter, bo nikt taki nigdy nie występował w Kościele.

To przyczyniło się także do protestanckiego spojrzenia na liturgię, w której jest ona dziełem wszystkich wierzących. W teologii katolickiej istniało oczywiście pojęcie „powszechnego kapłaństwa wiernych”, ale tłumaczono je duchowo, jako wewnętrzne łączenie się z Ofiarą eucharystyczną, którą składa kapłan w zastępstwie Chrystusa. Kiedy zaczęto je rozumieć dosłownie, uczestniczenie w liturgii zaczęto wiązać z zewnętrznym działaniem: przynoszeniem darów, czytaniem, śpiewaniem, przygotowaniem komentarzy do czytań i modlitwy wiernych itd.

Upowszechniane w Ruchu piosenki religijne, często naiwne komentarze biblijne i liturgiczne (przygotowane nieraz przez młodzież) i sentymentalne wezwania modlitewne czyniły z liturgii infantylne spotkanie, które ma integrować obecnych. Odniesienie do Boga, także oczywiście obecne, sprowadzało się do silnego, uczuciowego przeżycia, jak w ujęciu protestanckim. Oznaczało to także zmniejszanie się poczucia sacrum oraz obniżenie powagi liturgii. Trudno inaczej interpretować takie zjawiska jak „msza na kajakach” Karola Wojtyły, który celebrował Eucharystię na odwróconym kajaku.

O tym, jak głęboko mentalność, duchowość i moralność członków Oazy jest przeniknięta duchem protestantyzmu można się przekonać dopiero, kiedy się go pozna. Tak Zbigniew Pasek charakteryzuje zielonoświątkowców:

„W przeważającej mierze zielonoświątkowcy stoją na gruncie ścisłego, niemal dosłownego trzymania się Pisma. Kiedy Biblia wprost nie rozstrzyga konkretnych problemów (np. w wypadku antykoncepcji czy makijażu) wyprowadzają swe zasady z miejsc biblijnych mówiących, ich zdaniem, o podobnym zagadnieniu. Równocześnie sugerują olbrzymią powściągliwość wobec idących ze świata nowości mody, stroju, zachowania. W formułowanych przez zasadach widoczne jest dziedzictwo surowego, rygorystycznego i kalwińskiego purytanizmu choć istnieją oczywiście także rozwiązania bardziej liberalne”19.

Zbigniew Pasek zauważył ponadto:

„W swoich stosunkach ze światem odznaczają się zielonoświątkowcy niechęcią do zbyt wyszukanej i ekstrawaganckiej mody (generalnie do wszystkich środków upiększających). Nie uznają muzyki rockowej (tu znaczne rozbieżności) na korzyść tradycyjnych pieśni. Czasami zakazują palenia papierosów i picia alkoholu (ciało człowieka jest bowiem świątynią Ducha i nie należy go zanieczyszczać). Okazyjnie spotyka się też ograniczenia w spożywaniu wieprzowiny (nie w Polsce), oraz zastrzeżenia wobec teatru i tańca. Wszystkie te zasady przypominają ideały radykalnej reformacji i jej następców, do której to tradycji zielonoświątkowcy dość świadomie nawiązują”20.

Każdy kto chodził na spotkania Ruchu Światło-Życie wie, że można tam spotkać to samo myślenie. Wakacyjne „oazy” już sugerują miejsca oddzielone od świata, ośrodki żywej wody na pustyni świata. Ta niechęć do tego, co na zewnątrz grupy, do otaczającej kultury jest bardzo odczuwalna wśród oazowiczów. Czymś bardzo charakterystycznym jest bardzo złe ocenianie spożywania alkoholu. Nie wynika to z pewnością z Pisma Świętego (Zbawiciel pił wino, a pierwszy cud uczynił w Kanie Galilejskiej) ani z Tradycji Kościoła. Wynika jednak z tradycji protestanckiej, której przejawem było dążenie do wprowadzenia prohibicji.

Można oczywiście wskazywać na to, że ks. Blachnicki od początku promował ruch trzeźwościowy, a przyrzeczenia abstynenckie składane w Ruchu nie są przejawem niechęci do alkoholu, ale wyrazem ofiary składanej za alkoholików. W PRL-u był to zresztą sposób na walki z komunistami, którzy rozpijali naród. „Oazy” można zaś było tłumaczyć jako miejsca normalności w komunistycznej paranoi. Czasy się jednak zmieniły, a oazowicze często wciąż objawiają niechęć do alkoholu i „świata zewnętrznego” dla samej zasady.

Skala sprotestantyzowania Kościoła w Polsce przez Ruch Światło-Życie jest olbrzymia. Trzeba bowiem pamiętać, że przez ten ruch przeszły nie tylko tysiące wiernych, z których część zakładała później odrębne wspólnoty charyzmatyczne (z których niektóre odłączyły się od Kościoła), ale także kapłanów, którzy protestantyzowali liturgię i wiernych w parafiach, w których działali. Niektórzy z nich zostali później nawet biskupami, jak bp Grzegoś Ryś, który najbardziej promuje obecnie charyzmatyzm.

Oaza wydaje się nie być tak niebezpieczna, jak Odnowa w Duchu Świętym, tym bardziej, że wpisuje się znacznie bardziej w życie parafialne. Jej oddziaływanie jest jednak subtelniejsze i przez to groźne, bo dla wielu osób nie kojarzy się z charyzmatyzmem, ale z tradycyjnym, polskim ruchem o antykomunistycznej historii. Trzeba też pamiętać, że wielu „katolików charyzmatycznych” zaczynało właśnie w Oazie, która stanowiła dla nich pierwszy krok.

Michał Krajski

[Przypisy:]

  1. Robert Tekieli: Bio złego energia, „Rycerz Niepokalanej”, nr 4/2010, s. 100; E. K. Czaczkowska, Cuda, nawrócenia i uzdrowienia, „Rzeczpospolita”, 14-07-2012.
  2. Jacek Schmidt, Jeszcze o ruchu oazowym, Zawsze Wierni nr 10/2012 (161), wersja internetowa: http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1728.
  3. Ks. A. Grefkowicz, Historia Odnowy w Duchu Świętym, źródło: http://www.odnowa.jezuici.pl/szum/animatorzy-i-liderzy-mainmenu-34/struktura-historia-mainmenu-84/88-historia-katolickiej-odnowy-w-duchu-witym.
  4. Jacek Schmidt, Jeszcze…, tamże.
  5. Tamże.
  6. Zdanie to ks. F. Blachnicki wygłosił w roku 1978 w ramach Rekolekcji dla kapłanów Chrystusa Sługi (konferencja spisana z kasety), [w:] Archiwum RŚŻ w Lublinie, 14.
  7. Jacek Schmidt, Jeszcze…, tamże.
  8. http://www.naszczas.pl/duch/ks-franciszek-blachnicki/.
  9. https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/THO/blachnicki4.html.
  10. Jacek Schmidt, Jeszcze…, tamże.
  11. D. Ciupał, Na drodze ewangelizacji i ekumenii. Ruch ŚwiatłoŻycie w służbie jedności chrześcijan, Lublin 1996, 35.
  12. Jacek Schmidt, Jeszcze…, tamże.
  13. Tamże.
  14. Tamże.
  15. E. Czaczkowska, Kardynał Wyszyński, Warszawa 2009, 546.
  16. P. Niedzielski, 30 rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia, Warto także sięgnąć do artykułu A. Grajewskiego Oskarżony ks. Franciszek Blachnicki, „Więź” nr 5, 2001 r.
  17. J. Schmidt, Jeszcze…, tamże.
  18. T. Zieliński, Ruch oazowy obszarem zbliżenia katolicko-protestanckiego, Magazyn Teologiczny „Semper Reformanda”, http://www.magazyn.ekumenizm.pl/content/article/20030303093902692.htm.
  19. Z. Pasek, Ruch Zielonoświątkowy, Kraków 1992, 105.
  20. Tamże, 107.

Kliknij, by ocenić wpis!
[Łącznie: 0 Średnia: 0]

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Carol Byrne, "Msza dialogowana". (71 z 110). Miażdżące zwycięstwo progresywistów
Świadectwo: Moje doświadczenie z 15 Modlitwami św. Brygidy
Ponowne święcenia kapłańskie ks. Jacka Bałemby SDB. Kapłaństwo jako takie (1 z 4)
31-go Maja. Żywot świętej Petronelli, Dziewicy.
Carol Byrne, "Msza dialogowana". (37.1 z 94): Postępowe "uproszczenie" Mszy inspirowane przez Lutra
Św. Tomasz z Akwinu, O losach dusz po śmierci (15 z 27). Nasza pomoc dla zmarłych (4) Czy spełniając jakiś uczynek na rzecz zmarłych robimy coś dla siebie?

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
%d bloggers like this: