Amoris laetitia – zachęta do relatywizmu. 9. Rozdział II (31-32). Paradygmat zmienności i jego odparcie (3).

Data

Posłuchaj
Oceń post

El_Greco_042

Tradycyjny podział ról według biskupów Hiszpanii

Na cenzury zasługuje także dalsza część zdania 32 Amoris laetitia, będąca konsekwencją pierwotnego założenia prymatu zmiany antropologiczno-kulturowej i relatywizmu, część ta brzmi następująco:

„32. […] W sytuacji sprzed kilkudziesięciu lat, biskupi Hiszpanii wskazali na większe przestrzenie wolności w rzeczywistości domowej: „ze sprawiedliwym podziałem ciężarów, obowiązków i zadań, […] bardziej doceniając osobistą komunikację między małżonkami, można przyczynić się do humanizacji całego życia rodzinnego. […] Ani społeczeństwo, w którym żyjemy, ani to, w kierunku którego zmierzamy, nie pozwalają na nieroztropne trwanie form i wzorów z przeszłości[9]. Jednak „mamy świadomość zasadniczej orientacji zmian antropologiczno-kulturowych, z powodu których ludzie są mniej, niż w przeszłości, wspierani przez struktury społeczne w ich życiu uczuciowym i rodzinnym”[1].

Naprawdę trudno zachować nam naukowy obiektywizm czytając to zdanie, biskupów Hiszpanii, biskupów kraju, gdzie Kościół Katolickie w sumie już wymarł. Zdanie to pochodzi, co prawda z roku 1979, ale stwierdzenie, iż „trwanie w formach w wzorach z przeszłości”, przez co przypuszczalnie rozumieć należy tradycyjny podział ról, że mężczyzna pracuje poza domem, a kobieta zajmuje się domem i dziećmi, prowadziło do braku „wolności w rzeczywistości domowej”, do dehumanizacji całego życia rodzinnego i przypuszczalnie do dużej ilości rozwodów, zakrawa naprawdę na absurd. Przeczytajmy co na temat „form i wzorców z przeszłości” lub ładu życia domowego podaje dokument prawdziwego Magisterium, a mianowicie Encyklika Piusa XI Casti connubi (1930), którą  warto sobie jako remedium na Amoris laetitia w całości przeczytać, podobnie jak wcześniejszą encyklikę o małżeństwie Leona XIII Arcanum divinae sapientiae z 18 lutego 1880 roku. O ile lektura Amoris laetitia pozostawia na duszy osad zmysłowości, brudu, chaosu i irytacji, o tyle lektura zarówno Arcanum divinae sapientiae jak i Casti connubi daje odczucie obcowania ze zstępującą światłością, świętością, porządkiem i ładem. Być może zamieścimy kiedyś te encykliki w całości, które tak pięknie ukazują także nadprzyrodzony wymiar małżeństwa, ale w tym miejscu zacytujemy jedynie fragmenty Casti connubi (1930):

„W społeczności domowej, wzmocnionej węzłem miłości, powinien kwitnąć jeden jeszcze czynnik, nazwany przez św. Augustyna porządkiem miłości. Porządek ten obejmuje tak pierwszeństwo męża przed żoną i dziećmi, jak i podporządkowanie się skore, chętne i posłuszne żony, które poleca Apostoł tymi słowy: „Żony niechaj będą poddane mężom swym, jako Panu. Albowiem maż jest głowa żony, jako Chrystus jest głowa Kościoła” (Ef 5, 22-23).  (DH 3708)

Zanim niektóre czytelniczki zaczną się irytować, czytamy dalej;

Posłuszeństwo to nie zaprzecza bynajmniej i nie znosi wolności, która słusznie przysługuje kobiecie na podstawie jej godności człowieczej i szczytnych obowiązków małżonki, matki i towarzyszki; nie nakazuje też posłuszeństwa wobec jakichkolwiek zachcianek męża, mniej zgodnych może z rozsądkiem i kobiecą jej godnością; nie stawia jej w końcu na równi z osobami, nazwanymi w prawie małoletnimi, którym dla braku dojrzałego sądu i doświadczenia życiowego odmawia się wolnego wykonywania praw osobistych.

Posłuszeństwo to przeciwstawia się raczej tylko rozwydrzonej wolności, nie dbającej o dobro rodziny, zabrania w ciele rodziny serce odrywać od głowy z szkodą niepowetowaną dla ciała iż niebezpieczeństwem bliskiej jego zagłady. Gdy bowiem mąż jest głową, żona jest sercem i jak mąż posiada pierwszeństwo rządów, tak żona może i powinna kierować się we wszystkim przywilejem miłości.

Stopień i sposób podporządkowania się żony wobec męża może być różny, zależnie od okoliczności w stosunku do osób, miejsc i czasu. Jeżeli mąż zaniedbuje obowiązki swoje, jest nawet obowiązkiem żony, zastąpić go w rządzie rodziny. Nigdy jednak i nigdzie nie wolno obalić lub naruszyć budowy zasadniczej rodziny i prawa jej podstawowego, od Boga postanowionego i zatwierdzonego.

Z przedziwną mądrością naucza ś. p. poprzednik Nasz Leon XIII o stosunku i porządku pomiędzy mężem a żoną wspomnianej już Encyklice swej o małżeństwie chrześcijańskim: „Mąż jest panem rodziny i głową niewiasty, która, ponieważ jest ciałem z ciała jego i kością z kości jego, ma być posłuszną mężowi, nie na sposób jednak służebnicy, lecz towarzyszki, tak by posłuszeństwu nie zabrakło ani uczciwości ani godności. W tym jednak, który rozkazuje, oraz w tej, która słucha, ponieważ oboje mają przedstawiać obraz, on Chrystusa, ona Kościoła, niech miłość Boża będzie na zawsze kierowniczką obowiązków” (Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880). (DH 3709)

Jakże mądra i głęboka jest prawdziwa nauka Kościoła. Jakże głupi, banalny i nieżyciowy feminizm! I po tak głębokiej encyklice Casti conubii i niezłej, choć posoborowej Familiaris consortio, papież Franciszek napisał Amoris laetitia zwaną przez złośliwych Familiaris divorcio. Co za szkoda i hańba zarazem. No niestety, ale zakwestionowanie roli mężczyzny jako głowy rodziny doprowadziło do obecnego kryzysu, co stało się na drodze tzw. emancypacji kobiet. Żadna emancypacja to nie jest, bo kobiety często pracują na dwóch etatach, czyli w pracy i w domu, dlatego są przemęczone i nieznośne, a za wszystko winią męża. To zatem nie tradycyjny podział ról doprowadził, naszym zdaniem, do plagi rozwodów, ale jego zarzucenie. Przecież rozwodów kiedyś było mniej, nie tylko dlatego, że nie były one w różnych krajach długo możliwe, ale także dlatego, ponieważ ludzie wiedzieli, czego od nich jako od mężów i żon życie rodzinne oczekuje, do tego się stosowali i byli szczęśliwsi. Poprzez tzw. emancypację kobiet, tzw. ruch wyzwolenia kobiet, poprzez genderyzm prowadzi się ludzi do całkowitej utraty swojej tożsamości płciowej, a następnie do utraty każdej innej. Bo jednak tożsamość płciowa jest pierwotna. O ile człowiek żyje sobie sam, nie odgrywa to większej roli, ale w małżeństwie problem pojawia się wtedy, gdy dzieci mają dwie matki lub dwóch ojców, chociaż teoretycznie ich rodzicami są mężczyzna i kobieta. W pierwszym wypadku mężczyzna ma słabo wykształconą tożsamość męską, a w drugiej kobieta kobiecą. Wynikiem tego rodzaju, mało „tradycyjnych”, jakby to określili hiszpańscy biskupi, układów, jest

  1. albo zupełny brak zagospodarowania pewnych przestrzeni, np. nikt nie gotuje, bo on jest mężczyzną, a ona pracującą kobietą, więc wszyscy chodzą głodni,
  2. albo przejęcie wszystkich obowiązków żeńskich i męskich przez jedną stronę, która pada ze zmęczenia,
  3. albo permanentna konkurencja, kto lepszy i kto więcej zrobi czy więcej zarobi.

Oczywiście droga do rozwodu jest tylko kwestią czasu, a problem polega na tym, że ludzie, którzy może się kochają i chcą dla siebie dobrze wychodzą z fałszywych teoretycznych założeń, bo tak zostali nauczeni i wychowani. Piszący te słowa ma szeroki krąg znajomych, z których większość jest heteroseksualna i chciałaby założyć rodzinę lub przynajmniej mieć stałego partnera lub partnerkę, mówiąc zupełnie po świecku. Większość z tych osób nie jest zła lub zdeprawowana, ale wychowana po świecku absolutnie nie posiada odpowiedniej hierarchii wartości, która umożliwiłaby im długi i szczęśliwy związek. Poza tym zarówno kobiety jak i mężczyźni zupełnie nie wiedzą, czego druga strona może od nich wymagać, bo może wymagać naprawdę wszystkiego. Jest to olbrzymi stres i zadanie niewykonalne, bo nie można przecież umieć wszystkiego i być wszystkim. A ponieważ „do tanga trzeba dwojga”, toteż szansa na znalezienie odpowiedniego partnera lub partnerki rzeczywiście maleje, a frustracja samotnością u wielu rośnie. Istnieją także ludzie tak wszechstronii i wszechkompetentni, że druga strona po prostu czuje się zbędna, bo on czy ona i tak wszystko sam lub sama zrobi, bo wszystko potrafi, a mnie do niczego nie potrzebuje. A człowiek jednak lubi czuć się też potrzebny. I dlatego po blisko stu latach mniej lub więcej przymusowej emancypacji okazuje się drogą doświadczenia, że podział obowiązków na świat męski i żeński był nie tylko bardziej odpowiadający naszej naturze, ale po prostu bardziej pragmatyczny. Żona nigdy nie dotykająca się wiertarki nie przytwierdzi półki lepiej od męża, a mąż nie ugotuje lepiej od żony, bo gotować nie potrafi. Półka może być krzywa, o obiad niesmaczny, ale pokój małżeński na krótką i dłuższą metę zachowany. A gdy jedno potrafi i robi wszystko, to drugie niestety często nie robi nic, bo nie musi, co życiu i pożyciu małżeńskiemu na dłuższą metę nie sprzyja. Także nauka o sensownym, rozumnym i z poszanowaniem wszelkiej godności podporządkowaniu kobiety mężczyźnie ma nie tylko podłoże biblijne, ale i naturalne, gdyż kobiety na skutek cyklu i innej budowy mózgu są bardziej emocjonale aniżeli mężczyźni, albo i czasami całkowicie niepoczytalne. A zadaniem mężczyzny jest „działanie antycykliczne”, przejęcie sterów, co możliwe jest wtedy, kiedy on jest na tyle męski, że żadnym cyklom nie podlega ani też nie boi się podejmowania decyzji. Oczywiście nie można permanentnie decydować o wszystkim, ani za nikogo życia przeżyć, ale problem ten pojawia się dopiero do zarzuceniu tradycyjnego podziału ról i zadań. W sumie kobiety instynktownie szukają kogoś silniejszego od siebie, co może mieć miejsce na różnych płaszczyznach fizycznej, intelektualnej, duchowej etc. A tymczasem świat z pismami kobiecymi, gdzie piszą głównie rozwiedzione kobiety, na czele wmawia im, że to źle, że to nienowoczesne, że dzisiaj trzeba inaczej. Więc kobiety wybierają inaczej, wybierają źle, i albo się rozwodzą albo pozostają samotne wbrew woli, co większość jednak źle znosi. I tak jest słuchać podszeptów diabła.

Dlaczego zatem tyle rozwodów? Ponieważ Kościół przestał uświęcać prawdziwą liturgią, przestał głosić prawdziwą naukę, przestał wychowywać ludzi, którzy do życia w sakramentalnych małżeństwie po prostu nie zostali wychowani i to często nie z własnej winy. Jeżeli człowiek nie wie, co jest dobre i dlaczego, to nigdy nie będzie tego czynił. I tak od Soboru każdy zrzuca odpowiedzialność do innego, Kościół na świat i dzisiejsze czasy, rodzina na świa i dzisiejsze czasy i Kościół, a świat na Kościół, rodzinę i dzisiejsze czasy. Poprzez świat rozumiemy tutaj nie tylko świat w rozumieniu teologiczno-biblijnym, to jest przestrzeń działania konkupiscencji i diabła, ale także państwo czy ład społeczny. Rozwody, rozpady rodzin i rosnące konkubinaty po prostu społeczeństwom nie służą, gdyż „produkują” nieszczęśliwych ludzi, podatnych na nałogi, autodestrukcję i często chorych psychicznie, którzy oczywiście powielają złe wzorce, w których wyrośli.  I niestety, ale szczęście tzw. patchwork families, które zachwala nam w Polsce prasa kobieca i liberalna pozostaje na papierze marzeniem redaktorki, która by sobie takiej rzeczywistości życzyła. Tak naprawdę są tylko resentymenty, zazdrość, poczucie odrzucenia, porzucenia, winy i nienawiści. O ile w tradycyjnych rodzina bywa ciężko, o tyle osiągnięcie usatysfakcjonowania wszystkich członków patchwork family jest po prostu niemożliwe, bo nie ma więzów biologicznych, które są jednak bardziej stałe niż każde inne. Patchwork family jest określeniem błędnym, wewnętrznie sprzecznym i w sumie pustym, gdyż to żadna rodzina, a związek poranionych przez siebie jednostek. Rodzina nie jest kocem zrobionym z różnych skrawków materiałów, bo tym jest patchwork, czyli w sumie ze śmieci. Rodzina bliższa i dalsza jest grupą osób biologicznie i genetycznie ze sobą powiązanych, a to, co widzimy i znamy u siebie, razi i przeszkadza jakby mniej, bo moje, albo nasze – rodzinne i dlatego jest bardziej scalające i trwałe. A biskupi hiszpańscy i papież Franciszek zachęcają do porzucenia tradycyjnych wzorców … mój Boże!

[1] Relacja końcowa 2015, 5.

[9] Konferencja Episkopatu Hiszpanii, Matrimonio y familia (6 lipca 1979), 3.16.23.

 

Pełen dostęp do treści i komentarzy dla subskrybentów. Zaloguj się lub przejdź do Rejestracji.

 

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 12 Miesięcy

Indywidualna

330,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

You cannot copy content of this page
pl_PLPolski
×
×

Koszyk

Tradycja i Wiara