Wiara (fides) a ufność (fiducia) w ujęciu teologii katolickiej. Ockham i jego wpływ na pojęcie fiducii (cz. 4 z 7)

OckhamOckham, jego błędy i jego zgubny wpływ

      Jednak tomistyczne szczęście lub szczęście pierwotnego tomizmu nie mogło trwać wiecznie, gdyż po śmierci samego św. Tomasza w 1274, po sporach związanych z tzw. arystotelizmem łacińskim, nastał szkotyzm, czyli filozofia i teologia Dunsa Szkota. Nie jest naszym zamiarem streszczanie w tym miejscu całej historii filozofii średniowiecznej, ale rzec można, iż systemy pomiędzy św. Tomaszem a Ockhamem nie były jeszcze dla teologii aż tak zgubne, między innymi dlatego, że różne nieprawomyślne kierunki dosyć szybko zostały potępione, jak np. awerroizm łaciński i Siger z Brabantu oraz Boecjusz z Dacji w 1277 roku.

Co ciekawe mało kto zauważa to, że problemy przedstawiane przez awerroistów łacińskich, jak np. „Wszystkim rządzi wykluczający wolną wolę determinizm ujawniający się w prawach przyrody” lub „Pewne twierdzenia mogą być prawdziwe na gruncie filozofii, a fałszywe na gruncie teologii i odwrotnie” (tzw. teoria podwójnej prawdy) są przedstawiane albo w dosłownej lub trochę odmiennej formie także dzisiaj. Nadal obowiązuje jednak rozwiązanie z 1277, które ukazuje i nam, że nie tędy droga.

W niniejszym opracowaniu nie zamierzamy przedstawiać zawiłości awerroizmu łacińskiego, warto jednak wspomnieć o tym, jak zwykle wyglądało takie potępienie. Fachowcy przedstawiali autorowi listę błędów, autor był pytany, czy to rzeczywiście twierdzi, on odpowiadał że tak, że nie, że częściowo, że został źle zrozumiany etc. Następnie były koncypowane inne listy błędów, aż do stwierdzenia, że rzeczywiście coś napisał lub twierdził, następnie podawano mu do podpisania oświadczenie, że się tych błędów, które są błędami z tych a nie innych względów, wyrzeka. W międzyczasie autor mógł znaleźć sobie możnego opiekuna w postaci suwerena, kardynała lub kogoś innego, zmienić miejsce zamieszkania, zacząć proces od nowa w innym miejscu, przy innym składzie komisji fachowców czyli teologów. Zwykle sprawa kończyła się podpisaniem listy i ewentualnym chwilowym zawieszeniem nauczania. Heretyków palono jedynie przy absolutnej uporczywości i to rzadko. Jednak potępienie czyjegoś nauczania, będące w praktyce potępieniem jakichś twierdzeń i to w takim a nie w innym ich rozumieniu, było dlainkwizycja wszystkich innych znakiem, że nie tędy droga, że nie można głosić takich twierdzeń bez szkody dla swojej duszy i dusz, które się naucza.

Tego rodzaju system funkcjonował skutecznie jedynie przy politycznej i administracyjnej sile papiestwa. Na skutek Niewoli Awiniońskiej papiestwa (1309-1377), następującej po niej Schizmie Zachodniej (1378-1417) oraz papieży renesansu, których orszak rozpoczyna Mikołaj V. (1447-55) a kończy Leon X. (1513-21), inkwizycja działała dużo mniej skutecznie, tak że niestety nie potępiono wielu nurtów np. nominalizmu, które na to zasługiwały. Dlatego też teologowie poprzedzający Lutra lub współcześni mu głosili skrajne poglądy, które jako formalnie niepotępione, nie były heretyckie, a postronny obserwator, nawet wykształcony teolog, nie wiedział, czy są to jedynie różnice szkół teologicznych czy jest to już herezja. Można zatem stwierdzić, że Luter był swego rodzaju ofiarą swoich czasów, a ponieważ odrzucił on logikę i filozofię Arystotelesa, dlatego nie posiadał też wystarczającego przygotowania filozoficznego do uporania się z teologicznymi zawiłościami nominalizmu, które przy bliższym spojrzeniu okazują się wierutną bzdurą.

Chociaż niektóre twierdzenia Ockhama zostały potępione w 1324 roku nie zatrzymało to niestety zwycięskiego, ale i bardzo destrukcyjnego pochodu jego nauki, która między innymi doprowadziła do Reformacji, gdyż posługując się ockhamizmem nie sposób w rozumowy sposób uzasadnić wiary. Prezentacja wszystkich zawiłości systemu Ockhama przekracza szczupłe ramy niniejszego opracowania, które jest jedynie wpisem na blogu katolickim służącym popularyzacji myśli religijnej i zwraca się do czytelników w większości nie posiadających odpowiedniego przygotowania logicznego czy filozoficznego. Tego rodzaju przygotowanie jest niestety konieczne, by Ockhama w pełni zrozumieć i jak mniemamy potępić. Postaramy się nieco całą sprawę uprościć i ułatwić odsyłając zainteresowanych do literatury pomocniczej. Punktem wyjścia teologicznych rozważań Ockhama była najpierw:

(1) jego logika, stanowiąca własną wizję dwuwartościowej logiki Arystotelesa; następnie
(2) jego teoria poznania, następnie
(3) jego filozofia z własną wizją przyczynowości, a w końcu
(4) jego teologia.

Ad (1). Logika Ockhama

Ściśle logiczne rozwiązania Ockhama w zakresie tzw. logiki terminów, teorii supozycji, teorii konsekwencji czyli teorii działań inferencyjnych na zdaniach celowo pominiemy, gdyż są to zagadnienia zrozumiałe wyłącznie dla logików i to tych specjalizujących się w danej dziedzinie.9 Osobom pobieżnie znających logikę i matematykę wydaje się, że dowodzenie matematyczne i logiczne jest proste i trudno w tym pobłądzić. Jest to prawda, jeżeli pozostaje się w obrębie jednego systemu i w identyczny sposób interpretuje się jego terminy. Dlatego wiele systemów filozoficznych pragnąc poszerzyć lub przedstawić swoją wizję rzeczywistości zaczynało od tworzenia własnej logiki, robili to np. stoicy, robił to Ockham, robił Fichte, robił Hegel, robili i inni. Jeżeli coś można bez wewnętrznej sprzeczności orzec w kontekście jednego systemu, a jest to już wielkie osiągnięcie, nie znaczy to jednak, iż dane zdanie jest sensowne także w kontekście innego systemu. Tak na przykład pewne zdania są w systemie logiki stoików sensowne, które w logice arystotelesowskiej sensu nie mają (np. prawdziwość lub fałszywość zdań dotyczących przyszłości). Podobnie jak na pytanie: „Która godzina?” powinniśmy odpowiedzieć pytaniem: „Gdzie?”, tak w kontekście rozstrzygnięć logicznych winniśmy zapytać o system logiczny, którym się ktoś posługuje.

W teologii sprawdził się dwuwartościowy system logiki Arystotelesa stanowiący punkt wyjściowy innych logik. Oczywiście sprawni logicy mogą posługiwać się innymi systemami lub tworzyć własne dla obrony i uzasadnienia prawd wiary, jednak doświadczenie uczy, że „majstrowanie”, by użyć tego kolokwializmu, przy logice Arystotelesa poprzez reinterpretacje jego pojęć, mało której filozofii i teologii na dobre wyszło. Tematykę tę może chętnie pogłębić któryś z czytających nas wierzących historyków lub historyczek logiki, jeśli tacy i lub takie istnieją, gdyż piszący te słowa nie czuje się w tej dziedzinie wystarczająco kompetentny. Wracając jednak do logiki samego Ockhama, to nawet wśród fachowców panuje rozbieżność poglądów co do tego, czy jego system jest w ogóle na gruncie logiki wewnętrznie spójny.

Ockham w swojej teorii znaków, czyli semiologii, zakładał, iż pojęcie np. „człowiek” jest znakiem naturalnym, „ponieważ sądził, że bezpośrednie ujęcie danej rzeczy wywołuje w sposób naturalny w umyśle ludzkim pojęcie (terminus conceptus) innej rzeczy”, jak podaje Copleston.10 Ponadto Ockham uważał, że logika jest systemem powiązanych ze sobą znaków, będących znakami naturalnymi pojedyńczych rzeczy. Natomiast w klasycznej semiologii Arystotelesa znakiem naturalnym jest np. dym, grzmot czyli tego rodzaju wydarzenia, które są przez każdego odbierane jednoznacznie i żadnych pojęć nie potrzebuje. Zdaniem Arystotelesa bowiem pojęcie żadnym znakiem naturalnym nie jest, gdyż jest ono abstrahowane z różych doświadczeń zmysłowych, za pomocą języka, jego konwencji i edukacji. Tak np. pojęcie „grawitacja” zakłada sporo wiedzy od momentu, gdy jakieś jabłko ewentualnie spada nam na głowę, co stało się udziałem Newtona.

Ad (2) Teoria poznania Ockhama

Myślenie arystotelesowskie zakłada, iż:

(a) doświadczamy zmysłowo grawitacji,
(b) za pomocą edukacji dowiadujemy się, czym jest grawitacja, a dzieje się tak
dlatego, ponieważ
(c) grawitacja obiektywnie, czyli gdzieś poza naszym umysłem, istnieje.

O ile grawitacja jest pewną koncepcją fizykalną, to rozważania Ockhama dotyczyły powszechników. Prawie cała filozofia średniowieczna zakładała, opierając się na nauce św. Augustyna, tzw. egzemplaryzm, czyli istnienie idei w Bogu, wedle których Bóg stworzył i nadal stwarza świat, bo utrzymuje go w istnieniu. Jest to teoria obowiązująca przynajmniej na poziomie dogmatyki do dziś. Ponieważ stwarza się wedle jakiegoś wzorca, toteż Bóg miał ten wzorzec w sobie i były to idee nie tylko prawdy, dobra i piękna jako takiego, ale także gatunków, np. żółwi czy ludzi. W powszechnie przyjętym rozumieniu powszechników czyli uniwersaliów, każdemu pojęciu powszechnika np. „człowiek jako taki” czyli idei człowieka musi odpowiadać na jakimś poziomie realność tego pojęcia. Mówiąc inaczej „człowiek jako taki” czy też idea człowieka istnieje obiektywnie i realnie w umyśle Bożym. Kwestia powszechników i ich interpretacji była niegasnącym tematem sporów filozoficznych przez blisko 1000 lat, od Boecjusza (ca. 480-526) aż do filozofii Renesansu, których nie zamierzamy tutaj streszczać. Przy odrzuceniu teorii powszechników lub uniwersaliów należy przyjąć rozwiązanie konwencji lub konwencjonalizmu. Zgodnie z tą teorią „człowiek jako taki” nie istnieje, a pojęcie „człowiek” kształtuje się wyłącznie na zasadzie konwencji, że w tych a tych kulturach przyjęło się za człowieka uważać kogoś odpowiadającego pewnym cechom. Jako pierwsi zaprezentowali to rozwiązanie już współcześni Sokratesowi sofiści. Jednak konsekwentny konwencjonalizm uważa, że także inne powszechniki jak „dobro”, „świętość”, „cnota”, „prawdorządność” etc. są formułowane za zasadzie konwencji. Tak np. jeżeli w czasach rewolucji za „dobro” uważa się, na zasadzie konwencji, zabójstwo wroga klasowego, to jest zabójstwo to jest dobrem. Jeżeli w innych czasach lub w sąsiednim nierewolucyjnym kraju tego rodzaju „dobro” uważa się za zło, to jest to złem, gdyż w każdym kraju panuje inne konwencja. Zatem pojęcia dobra i zła nie odpowiadają żadnej metafizycznej rzeczywistości, gdyż nie są w żadnej rzeczywistości, poza konwencją czyli umownością, zakorzenione. Jest to pełen relatywizm, gdyż dziś dzieje się tak, a jutro tak.

Drogę do tego rodzaju myślenia w czasach nowożytnych utorował niestety Ockham odrzucając obiektywne istnienie powszechników czyli istnienie ich poza umysłem człowieka. Zdaniem Ockhama uniwersalia są pojęciami (termini concepti), które oznaczają pojedyncze rzeczy i zastępują je w zdaniach. Nie jest to wizja scholastyczno-klasyczna, gdyż powszechnik („człowiek jako taki”) nie jest pojęciem tylko właśnie powszechnikiem. Jego

(1) obiektywne istnienie w umyśle Boga umożliwia dopiero formułowanie
(2) pojęcia „człowiek”, za pomocą którego
(3) słowo – znak „człowiek” oznacza
(4) pojedyńczego, konkretnego człowieka np. „Jana Stanisława X”, o którym     mówi  się w poprawnie gramatycznym
(5) zdaniu, stanowiącym pewien
(6) logiczny ciąg
(7) sformalizowanych znaków.

Ockham stosując w także tej dziedzinie swoją sławną brzytwę lub zasadę ekonomii, ockhambardzo różne poziomy poznania, orzekania i istnienia, w naszych wywodach punkty (1) do (7), pomieszał. Łatwiej jest co prawda wygodniej, ale nie zawsze lepiej.

Zdaniem Ockhama: „tylko rzeczy jednostkowe istnieją; przez sam fakt, że jakaś rzecz istnieje, jest ona jednostkowa.”11 Aby zastanowić się na sensownością tego wywodu warto by Ockhama zapytać o to, co rozumie on przez „rzecz”, a co przez „istnieje”, ale interpretując to zdania jako „Istnieją tylko pojedyńcze kartofle, a nie pojęcie kartofla” zapytać można: „A co z grawitacją? Czy istnieje tylko jedna konkretna, tj. konkretnego kartofla spadającego na konkretną podłogę, czy grawitacja jako taka?” Jeśli by przyjąć zasadność twierdzenia Ockhama, to należałoby zapytać o realność np. takich pojęć jak „sens”, „jakość”, „liczba pi”, „dobro” etc. czyli wszystkiego, co pojedyńczym kartoflem nie jest. I tutaj znowu miesza Ockham różne poziomy i rodzaje bytów, chcąc rzecz uprościć. Jego zdaniem powszechniki istnieją tylko w pojedyńczym umyśle: „żaden powszechnik nie jest czymś, co istnieje w jakiś sposób poza duszą”.12 Istnienie powszechnika polega, w ujęciu Ockhama, na akcie rozumu i tylko tam w konkretnym akcie formułującego go rozumu powszechnik istnieje jako taki. Zawdzięcza on bowiem swoje istnienie wyłącznie intelektowi nie ma żadnej ogólnej rzeczywistości odpowiadającej pojęciu np „człowieka jako takiego”. Krótko mówiąc powszechnik jest sposobem pojmowania czyli poznawania rzeczy jednostkowych.13

Ad (3) Filozofia i teoria przyczynowości

Poglądy Ockhama są bardzo radykalne nawet ze współczesnego punktu widzenia. Tak na przykład Kant (1724-1804), którego zapatrywania niestety pokutują w posoborowej teologii głównie za przyczyną Rahnera, twierdził, że „rzecz sama w sobie jest niepoznawalna”, co utrzymywał w pewnym sensie także Ockham. Ale Kant uważał, że wszyscy ludzie mają te same kategorie poznania i dlatego poznanie inter-subiektywne, nie obiektywne, jest możliwe. „Człowiek jako taki” co prawda w umyśle Bożym lub gdziekolwiek indziej, zdaniem Kanta, nie występuje, ale wszyscy mamy te same kategorie „człowieka jako takiego” i dlatego mówiąc „czlowiek” rozumiemy to samo. Zdaniem Ockhama nie ma żadnym wspólnych kategorii. Każdy ma swoje własne pojęcie „człowieka” i to nie tylko we własnym umyśle, ale wyłącznie w konkretnym momencie, w którym formułuje on pojęcie „człowiek”. A to w porównaniu z Kantem olbrzymia różnica. Ponieważ, zdaniem Ockhama, istnieją tylko oddzielone od siebie jednostkowe rzeczy, dlatego nasze poznanie jest także, jego zdaniem, jednostkowe, natomiast formą poznania jest (a) intuicja lub (b) doświadczenie. Jednak nie wszystko można poznać intuicją lub doświadczeniem, jak np. zachowanie jednostkowego misia koali podczas pożaru buszu w koalaAustralii. Zdaniem Ockhama albo musielibyśmy doświadczyć jakiejś wewnętrznej wizji tej rzeczywistości, albo pojechać na miejsce i zobaczyć to własnymi oczami. Co zatem z rozumowaniem? Co z przesłankami? Co wreszcie z przyczynowością? Można powiedzieć, że Ockham je odrzucił. Ponieważ żadna realna rzecz (ja) nie partycypuje w naturze innej realnej rzeczy (koala zagrożony pożarem), prosta intuicja rzeczy nie może nam dać ani intuicyjnego ani abstrakcyjnego poznania natury innej rzeczy (zachowanie koali podczas pożaru), której nie percypowaliśmy wcześniej poprzez wrażenie zmysłowe lub poznanie umysłowe.14 W rozumieniu arystotelesowsko-tomistycznym pomiędzy moim poznaniem zachowania koali podczas pożaru buszu w Australii istnieje związek przyczynowo- skutkowy polegający na tym, że:

(a) oglądam dokument telewizyjny o zachowaniu koal podczas pożaru buszu i
(b) wiem, jak się koale zachowują, a moje doświadczenie jest doświadczeniem tego programu telewizyjnego, nie samego koali, który, jako jeden z wielu koal, jest w tym dokumencie prezentowany.

Natomiast zdaniem Ockhama, to, że coś jest przyczyną jakiegoś skutku, poznajemy po tym, że obserwując, że wtedy, gdy dana rzecz występuje zwykle pojawia się także to, co nazywamy jej skutkiem. Zatem wedle Ockhama tego rodzaju łańcuch przyczyn jak:

(1) zachowanie konkretnego koali w buszu podczas pożaru,
(2) sfilmowanie konkretnego koali wraz z innymi koalami,
(3) zrobienie gotowego filmu,
(4) wyemitowanie go,
(5) obejrzenie go przez mnie

doprowadzając do skutku, to jest do

(6) mojej wiedzy na temat zachowania konkretnego koali

jest po prosu zbieżnością pewnych faktów, nie zaś związkiem przyczynowo skutkowym.

Zdaniem Ockhama nie ma czegoś takiego jak wewnętrzna przyczynowość fizyczna, czyli w naszym przykładzie, to że (1) przyczynuje (2), (2) przyczynuje (3) itd. aż do (6). Nie posiadamy też w naszym umyśle jakiejś zasady przyczynowości. My jedynie obserwując powtarzające się doświadczenia zmysłowe możemy utworzyć odpowiednie zdania mówiące o przyczynach i skutkach. Jednak w logice Ockhama zdania nie odpowiadają zewnętrznej rzeczywistości, przynajmniej w rozumieniu Arystotelesa, lecz są jedynie znakami funkcjonującymi w obrębie jego systemu. Ponieważ wszystkie rzeczy, jak koale, pożary, ekipy telewizyjne etc. są rzeczami absolutnymi, poszczególnymi i odrębnymi, dlatego nie mogą zachodzić między nimi żadne konieczne stosunki przyczynowości. Zdaniem Ockhama przyczynowością jest, podobnie jak ju późniejszego Hume’a, jedynie obserwowanie przygodnej przyczynowości, która akurat w danych warunkach ma miejsce, ale czy będzie miała miejsce kiedy indziej tego nie wiemy. Dlatego warto w tym kontekście zadać pytanie o ockhamowską wizję porządku natury. W ujęciu tomistycznym porządek natury jest stałym, racjonalnym, ustanowionym raz na zawsze porządkiem, racjonalnego Boga, który kieruje się prawami logiki. Można poznać zarówno istnienie Boga obserwując skutki i szukając przyczyny, można też poznać porządek natury obserwując skutki i szukając ich przyczyn. Jednak zdaniem Ockhama ten sposób argumentowania z przyczynowości jest niemożliwy, bo przyczynowości jako takiej nie ma. Zdaniem Ockhama bieg i porządek świata jest taki a nie inny dlatego, że Bóg w swojej absolutnej mocy tak go ustanowił, chociaż, gdyby chciał mógłby ustanowić porządek świata całkowicie inaczej. Zdaniem Ockhama, jego następców natomiast już nie, Bóg sam siebie związał niejako prawem logiki i dlatego nie może dokonywać rzeczy wewnętrznie sprzecznych jak np. uśmiercać kogoś i zachowywać go równocześnie przy życiu.

Ad (4) Teologia Ockhama

        Poza stosowania się do praw logiki (głównie do prawa tożsamości, prawda niesprzeczności i prawa wyłączonego środka), ten wyjątek logik Ockham dopuścił, wszechmoc Boża wyrażająca się w woli Bożej jest absolutna. Tak na przykład Bóg może powodować w nas intuicyjne poznanie rzeczy, która nie istnieje,15 twierdzi Ockham w jednym ze swoich potępionych zdań. Dalej twierdzi on, że Bóg może wywołać w nas akt wiary, „dzięki któremu wierzę, że nieobecne jest obecne” lub zgodę woli, na coś, co nie istnieje.16 Bóg Ockhama jawi się jako jakiś bardzo złośliwy i przewrotny mistrz marionetek lub powiedzmy szczerze demon powodujący ułudy. Ponieważ, jak już napisaliśmy, porządek świata jest następstwem Bożego wyboru, toteż porządku świata nie można wydedukować a priori. Dlatego też, zdaniem Ockhama, wbrew tomizmowi i rozumieniu katolickiemu „rozum naturalny nie może dowieść, iż Bóg jest bezpośrednią przyczyną sprawczą wszystkich rzeczy.17 Także porządek moralny jest, w opinii Ockhama, całkowicie przygodny i ma swe uzasadnienie jedynie w woli Boga. O ile w rozumieniu tomistycznym i ogólnie katolickim, Bóg nakazuje coś dobrego, dlatego, że jest ono z natury dobre i ma pokrycie z dobrem i dobrocią jako przymiotem Boga, Ockham twierdzi, iż coś jest dlatego dobre, ponieważ Bóg to nakazuje.18 Dobro i zło wynika jedynie z woli Boga, nie ze swojej natury wewnętrznej. Gdyby bowiem Bóg nakazywał coś, co uważalibyśmy za złe (np. zabójstwo), i tak byłoby ono dobre, ponieważ nakazuje to Bóg. Stąd gdyby Bóg nakazał cudzołóstwo, byłoby ono nie tylko dozwolone, lecz także chwalebne.19 Nienawiść do Boga, kradzież, cudzołóstwo zostały przez Boga zakazane. Ale mogłyby zostać przez Niego nakazane, a gdyby zostały nakazane, byłyby czynami chwalebnymi.20 „Nie ma zatem sensu szukania innej, wyższej racji prawa moralnego niż fiat Boga”, jak trafnie ujmuje to Copleston. Skoro czyny etyczne nie są w żaden sposób rozumne, toteż podobnie jak w przypadku teologii naturalnej, również rozumowe uzasadnienie teologii moralnej lub etyki jest, zdaniem Ockhama, niemożliwe. Co zatem pozostaje człowiekowi? Wiara, otóż to.

Jednak ujęciu Ockhama, wiara nie jest transracjonalna, ale irracjonalna, gdyż:

• Należy wierzyć, że Bóg jest, bo nie da się tego w żaden sposób rozumowo dowieść.
• Należy wierzyć, że Bóg jest dobry, a gdyby nawet był zły, to i tak byłby dobry, bo jest Bogiem.
• Należy wierzyć, że trzeba żyć w określony sposób, skoro Bóg tak nakazał.
• Należy wierzyć, że świat jest urządzony tak, a nie inaczej, bo nie jesteśmy w stanie i tak tego poznać.
• Należy wierzyć, wierzyć i jeszcze raz wierzyć.

Osobom, które dotychczas miały wątpliwości, do czego służyła inkwizycja powyższe argumenty powinny wystarczyć. Służyła ona po prostu do eliminowania zgubnych, dręczących ludzi wiekami twierdzeń. Ktoś, kto twierdzi, że są to tylko problemy historyczne, nie zna mistyki protestanckiej, ale to już inny temat.

  Dodając jeszcze do tego steku herezji, chociaż może nie bzdur, gdyż wszystkie te przekonania dosyć logicznie wypływają z wcześniejszych założeń systemu Ockhama, jego twierdzenie, iż także przymioty Boga takie jak: wszechmoc, miłosierdzie, sprawiedliwość, wszechwiedza, dobroć, opatrzność etc. nie są w Bogu czymś jednym, jak twierdzi dogmatyka katolicka, lecz różnią się od siebie realnie, wówczas przyszłe losy teologii post-ockhamowskiej łatwo można sobie wyobrazić. W ujęciu katolickim wszystkie przymioty Boga są w Nim czymś jednym, różniąc się między sobą nie realnie (distinctio realis), lecz jak mówi teologia, wirtualnie (disctinctio virtualis lub distinctio rationis cum fundamento in re) z uzasadnieniem w rzeczy samej.22 Do wyjaśnienia tych terminów dojdziemy później. Bóg jest sam w sobie doskonale prosty, czego my, złożeni z różnych rzeczy, części, przymiotów, poziomów etc. ludzie do końca pojąć nie możemy. Dlatego też te przymioty,Silesia_Throne_of_Grace które uważamy za sprzeczne jak np. sprawiedliwość i miłosierdzie, są w Bogu czymś jednym. Można sobie to wyobrazić za pośrednictwem światła pryzmy, które jest w sumie „białe” ale rozbija się na różne kolory. Jednak zdaniem Ockhama, który wszędzie przyjmował wyłącznie różnice realne, miłosierdzie i sprawiedliwość są także w Bogu całkowicie czymś różnym. Osoby zastanawiające się nad surowością przedstawień Chrystusa w sztuce XIV i XV wieku, nad podkreślaniem nieubłaganej sprawiedliwości i surowości Boga, nad niekiedy przesadną pobożnością maryjną i przesadnym kultem świętych czy relikwii, odnajdują źródła tego rozwoju właśnie w teologii Ockhama. Jeżeli Bóg jest rozumem całkowicie nieodgadniony, jeżeli prawo moralne jest niezrozumiałe, jeżeli Bogu, mówiąc kolokwialnie, może się w „każdej chwili odmienić”, to jest On całkowicie nieracjonalny i dlatego Jego głównym atrybutem staje się Jego wszechmoc. W kontekście tej logiki wyroki Boże są nie tylko „niezbadane”, ale wysoce arbitralne i groźne. Przed tak wszechmocnym i arbitralnym Bogiem-Tyranem, trzeba się jakoś poprzez kult świętych i relikwii zabezpieczyć, bo w każdej chwili może On „wyrżnąć w ten rudy łeb”, nawiązując do znanego dowcipu. Być może późnym śladem ockhamizmu jest zwrotka znanej pieśni maryjnej Serdeczna Matko, Opiekunko ludzi, która brzmi: „lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy kto się do Matki uciecze”.

 

9 Ta temat logiki Ockhama dosyć przystępnie pisze: Copleston F., Historia filozofii, T. 3, Warszawa 2001, 58-64; por. Gilson E., Historia filozofii chrześcijańskiej w wiekach Średnich, Warszawa 1987, 436-439.

10 Copleston, dz. cyt., 62.

11 Copleston, dz. cyt., 64.

12 Ockham, I Sent. 2, 8, Q.

13 Za Copleston, dz. cyt., 64-65.

14 Za Gilson, dz. cyt., 441-442. Przykład koali – własny.

15 Copleston, dz. cyt., 73-74.

16 Copleston, 75.

17 Copleston, 94.

18 Za Copleston, dz. cyt., 118-119.

19 Ockham,, III Sent. 12, AAA.

20 Ockham, II Sent., 19, O.

21 Copleston, dz. cyt., 119.

22 Diekamp-Jüssen, Katholische Dogmatik, Mörlenbach 2013, 141-144.

/wotiw/

error: Content is protected !!
pl_PLPolski
en_USEnglish pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: