Tradycja i Wiara

Nasze Subskrypcje - Tanio jak nigdy

Miesięczna online

19,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Roczna online

199 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

3 miesiące przelewem

60 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

6 miesięcy przelewem

120 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

12 miesięcy przelewem

240 zł

Przelewem z góry
Subskrybuj

Rodzinna miesięczna

Online do 6 osób

29,90 zł

3 dni próby gratis
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Online do 6 osób

349 zł

7 dni próby gratis
Subskrybuj

Rod Dreher się rozwodzi lub o religijnych mężczyznach

Przykład Roda Drehera ukazuje, że trzeba wytrwać w uprzednim postanowieniu, bo będzie jeszcze gorzej.
5/5 - (5 głosy)

Czas lektury: 10 minut

Casus Dreher

Nie byłem świadomy tego, że gdy byłem w klasztorze, moja żona była u swoich prawników.

Rod Dreher

Rod Dreher jest amerykańskim dziennikarzem i pisarzem, który wsławił się konwersją z protestantyzmu na katolicyzm (1993), a następnie z katolicyzmu na prawosławie po 2006 roku. Dreher jest autorem głośno komentowanej książki „The Benedict Option” (Opcja Benedykta. Jak przetrwać czas neopogaństwa) nawołującej do wycofania się z życia publicznego, zamknięcia w bunkrze lub w klasztorze i wyczekiwania lepszych czasów. Piszący te słowa książki Drehera nie czytał, sam pomysł uważa za bzdurę, bo jest to czysty kwietyzm i ucieczka od obowiązków stanu. Przecież pierwsi chrześcijanie nie przetrwali czasów pierwotnego pogaństwa siedząc w piwnicy, ale głosząc Słowo Boże i ponosząc męczeństwo, to jest dając świadectwo krwi.

Rod Dreher – Himself

Rod Dreher, sądząc po tym, jak pisze, jest wrażliwym i niestety użalającym się nad sobą intelektualistą, który chciałby się zamknąć w jakimś estetycznie położonym klasztorze i mieć spokój. Pokusa ta jest piszącemu te słowa znana, tyle że on sam stał się z czasem coraz bardziej twardy, praktyczny i odporny. Jednak może zrozumieć Drehera, bo sam kiedyś tak czuł i myślał.

Wiek duchowy a wiek fizyczny

Problem leżący u podłoża zmagań amerykańskiego autora polega na tym, że wiek duchowy niekoniecznie jest zbieżny z wiekiem fizycznym. Dreher, który ma obecnie 55 lat, nawrócił się na katolicyzm w wieku 26 lat, a prawosławnym został w wieku lat 39. Oznacza to, że obecnie ma dopiero lat 29, względnie lat 16 od momentu popełnienia apostazji. Jeśli św. Paweł pisze o tym, że ktoś „stał się nowym stworzeniem” (2 Kor 5, 17-19), to należy ten zwrot rozumieć dosłownie. Człowiek świeżo nawrócony jest najpierw niemowlakiem, potem dzieckiem czy młodzieńcem w wierze i to zupełnie niezależnie od swojego biologicznego wieku. I tak jakiś konwertyta zapytany, ile ma lat odpowiedział „Trzy”, chociaż biologicznie był już po 60-tce. Piszą o tym pisarze ascetyczni, wiedzą o tym duszpasterze lub sami zainteresowani.

Po nawróceniu przechodzi się okres niewinności i skrajnej naiwności, w którym Bóg jak dobry ojciec bardzo się o nas troszczy. W tym to właśnie okresie najwięcej naszych modlitw jest wysłuchiwanych, najwięcej cudów czy cudownych zbiegów okoliczności ma miejsce. Następnie Pan Bóg daje nam „pokarm stały”, pojawiają się pierwsze pokusy i rozczarowania, a im dłużej kroczymy za Bogiem tym jest poważniej i ciężej. Dobrze jest, gdy wiemy o tych różnych etapach życia duchowego lub mamy kogoś, kto może nam towarzyszyć. Niestety obecnie ostatnim, kogo o to pytać można, jest katolicki ksiądz Novus czasami też Vetus Ordo.

– życia duchowego sam nie prowadzi, więc się na tym nie zna,

– życia świeckiego też nie wiedzie, więc w sprawach życiowych też nie pomoże,

– ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra

Ponieważ i w tej dziedzinie obowiązuje efekt Dunninga-Krugera toteż niekompetentni księża za takowych się nie uważają, bo człowiek głupi o tym, że jest głupi po prostu nie wie. Być może apostazja Drehera, który najwyraźniej ciągle szuka idealnej religii, w której jest mu dobrze względnie „100% cukru w cukrze” nie jest jedynie jego winą. Gdyby był lepiej prowadzony (przez kogo?) ów nieistniejący ojciec duchowy wyjaśniłby mu, że tutaj jest front, Kościół Walczący i ciężko, a ten spirytualistyczny raj, do którego Dreher dąży, jest jedynie pokusą. I w tym kontekście należałoby zastosować Regułę o skrupułach św. Ignacego z Loyoli:

Uwaga 5. Dusza pragnąca czynić postępy w życiu duchownym winna zawsze postępować przeciwnie niż postępuje nieprzyjaciel. A mianowicie, jeśli nieprzyjaciel chce duszę uczynić gruboskórną, to ona powinna starać się o delikatność sumienia; i podobnie, jeśli nieprzyjaciel chce duszę zbyt wysubtelnić, aby ją doprowadzić do przesady, dusza winna zabiegać o umocnienie się w słusznej mierze, aby znaleźć spokój we wszystkim.

Skoro Dreher jest raczej subtelny, toteż nieprzyjaciel postanowił go dodatkowo wysubtelnić i odwieźć od katolicyzmu – religii prawdziwej – i skierować do schizmatyckiego Prawosławia. Prawosławie jest mało racjonalne, wszystko w nim jest mistyką i tajemnicą, co najwyraźniej wielu ludziom odpowiada, a ponadto akceptuje rozwody, małżeństwa niższego kleru, antykoncepcję oraz ostatnio homo-związki. Na ile jest lepszą alternatywą do katolicyzmu każdy odpowiedzieć sobie może sam. Molestowanie seksualne także tam występuje, nie mówiąc już o homoseksualizmie w klasztorach męskich, będącym wielowiekowym tematem do żartów. Jak wiemy z lektury choćby z książki Poulaina SJ droga do mistyki jest trudna i wyboista, a bez zdrowego rozsądku i logiki formalnej człowiek pogubi się i wpadnie w gnozę. Prawosławie przynależy też do innej kultury niż amerykańska kultura Drehera, więc mnóstwo w ortodoksji egzotycznego uroku, który z czasem pryśnie, bo nie zawsze można być na wakacjach. Niewykluczone, że duchowa podróż Drehera na prawosławiu się nie skończy, a następnym etapem może być buddyzm lub inna religia Wschodu.

Coraz bardziej na Wschód?

Czy istnieje wybór po wyborze?

Ale w sumie nie o Dreherze mowa będzie, ale o tym, że kobiety, a zwłaszcza żony, nie lubią religijnych mężczyzn. W przypadku Drehera wygląda na to, że on jeździł po różnych zagranicznych kościołach i klasztorach, chcąc coraz bardziej napełnić się łaską, a ona siedziała z dziećmi w USA, aż wniosła o rozwód. Może przyczyna była inna, ale ten aspekt jest dosyć oczywisty. Sam Dreher pisze, że od dziewięciu lat próbował ratować swoje małżeństwo, aż pewien prawosławny ksiądz zalecił mu rozwód. I tutaj znowu dochodzimy do kwestii prawdziwej religii, bo prawdziwy ksiądz katolicki by mu tak nie poradził. Rozwodu w katolicyzmie nie ma, jest co najwyżej separacja, a jak się słowo rzekło, to trwać trzeba, przytwierdzając się do krzyża, jak Odyseusz do masztu, by nie słuchać głosu syren. Po prostu po wyborze stanu, innego wyboru już nie ma, jak pisze św. Ignacy w Zasadach o wyborze:

Punkt 2. Są pewne rzeczy podpadające pod wybór już nieodmienny, jak np. kapłaństwo, małżeństwo itp. Są znów inne rzeczy, które podpadają pod wybór zmienny, np. przyjęcie beneficjów kościelnych lub ich poniechanie, przyjęcie dóbr doczesnych lub ich porzucenie.

Małżeństwo Drehera jest ważne, skoro był ochrzczony, chyba że jest w stanie dowieść czegoś przeciwnego, ponieważ kodeks kanoniczny stanowi, iż małżeństwo cieszy się przychylnością prawa, więc tak długo uważane jest za ważne, aż sami zainteresowani dowiodą jego nieważności, gdyż ciężar dowodowy znajduje się po ich stronie.

Dreher z rodziną

Dreher zdaje się, jak wiele innych osób, uciekać w religię od niekiedy banalnej codzienności małżeńskiej mając nadzieję na jakieś oświecenie w zagranicznym klasztorze. Piszący te słowa myślał podobnie w swoim drugim lub trzecim roku po nawróceniu, gdy miał kilkanaście lat, ale w jego życiu większość oświeceń przychodziła zawsze w normalnym domowym otoczeniu i żadna pielgrzymka nie była do tego konieczna. Trzeba przyjąć, że Pan Bóg zawsze może się z nami komunikować i w 99% przypadków robi to w sposób naturalny. Trwając w stanie łaski jesteśmy, jeśli można się tak wyrazić, tak bardzo „na jego fali”, że może do nas mówić. To On jednak wybiera moment, w którym nam coś komunikuje. Wymaganie na Bogu decyzji, cudu lub wypowiedzi przez pielgrzymowanie lub inną turystykę religijną mija się z celem. Jest to jedynie próba przeprowadzania własnej woli.

Dreher, sądząc po tym eseju, uważa, że Pan Bóg pragnie jego – Drehera – ofiary z własnego małżeństwa lub mówiąc słowami pewnego rekolekcjonisty „Jezus pragnie Twojego grzechu”. I okazuje się, że jakkolwiek indywidualnymi i krętymi drogami by zły duch prowadził, to zawsze wiedzie on do akceptacji grzechu jako woli Bożej. Taka jest gnoza, taki jest zły duch. Jeśli Dreher się rozwiedzie, to przypuszczalnie ani on ani jego żona nie będą żyć w czystości, ale każde z nich znajdzie sobie nowego partnera i będzie cudzołożyć wedle zaleceń Amoris Laetitia. Być może niewierność i wcześniej miała miejsce, bo jak jedno po świecie krąży, to jedno i drugie może się inaczej pocieszyć, skoro obowiązki małżeńskie nie są należycie wypełniane. Jeśli jednak Dreher się świadomie i dobrowolnie na małżeństwo i dzieci zdecydował, to wolą Bożą jest, by w nim trwał.

To co robić przy problemach małżeńskich?

Pójść do terapeuty lub poradni małżeńskiej po pomoc. I lepiej wybrać terapeutę mężczyznę niż kobietę. Bo mało która kobieta jest w stanie zrozumieć męski punkt widzenia. Skoro małżeństwo jest czymś naturalnym, toteż problemy są zwykle naturalne. Często same strony problemu nie widzą lub nie potrafią go sobie zakomunikować, niekiedy dlatego, by siebie nie urazić. Więc terapeuta przejmuje rolę posła zanoszącego złą wiadomość. Następnie trzeba pewne punkty rozejmu ustalić, nakleić je sobie na lodówkę i ćwiczyć, stosując również jakąś „terapię zajęciową”, np. pójść razem na kolację nie obrażając się. Zawsze jest rozwiązanie i wyjście, o ile dwie strony tego chcą i są do tego zdolne. Bo niestety w przypadku ciężkiej psychopatii rozwiązania nie ma. Ale w tym przypadku małżeństwo sakramentalne nie zaistniało, bo jedna ze stron była niezdolna do zawarcia go.

Instynktowny wybór kobiet

Trzeba w tym miejscu stwierdzić pewną niepopularną prawdę, że osoby zbyt wrażliwe i religijne do małżeństwa się po prostu nie nadają. Skoro dążą do jakiegoś ideału, to takiego w żadnym małżeństwie nie znajdą. Aby być w małżeństwie szczęśliwym trzeba lubić życie świeckie i uważać je za właściwe i wystarczające, a pewnych pytań po prostu sobie nie zadawać.

„Ehe ist ein weltlich Ding” (Małżeństwo to świecka rzecz),

mawiał Marcin Luter, co jest nawet poglądem katolickim, gdyż zdaniem Kościoła

„małżeństwo jest instytucją prawa naturalnego, którą Chrystus podniósł do rangi sakramentu”.

Małżeństwo jest zatem czymś naturalnym, nie nadprzyrodzonym. Dlatego też, naszym i nie tylko naszym zdaniem, powołania do małżeństwa nie ma. Powołanie może być do czegoś nadprzyrodzonego, co naturę przekracza, a nie do tego, co jest naturalne. Więc o powołaniu do małżeństwa, o którym głośno w posoborowiu, można mówić jedynie w przenośni, jak o powołaniu do stolarstwa czy do grania w piłkę nożną.

Dziewictwo i celibat są czymś bardziej wzniosłym, jak stwierdza cała teologia Kościoła, oczywiście ta do Vat. II. Jeśli księża, w czym przoduje Franciszek, wyśmiewają się ze „starych kawalerów lub starych panien”, to oznacza to po prostu, że sami celibatu nie zachowują i uważają seks za coś tak bardzo pozytywnego lub koniecznego, że gorszą się rezygnacją z niego. Ale małżeństwo to więcej niż seks, to transakcja wiązana. Być może Dreher nie powinien był się w ogóle żenić, a męczyć swoimi rozterkami swojego przełożonego, nie żonę. Niestety prawdą jest, że człowiek niezadowolony sam z siebie będzie takim wszędzie, co przypomina kolejna maksyma św. Ignacego:

„Zmiana miejsca pobytu nie zmienia obyczajów. Jeśli niedoskonały nie opuści sam siebie, wcale nie będzie lepszy, gdzie indziej, niż jest tutaj.”
Hev I 4

Prawdą jest również, że kobiety zbyt religijnych mężczyzn nie lubią. Nie robią tego, gdy są wolne, bo boją się, że wybierze zakon lub kapłaństwo zamiast nich. Nie robią tego, gdy są mężatkami w kontekście obcego mężczyzny, bo wiedzą, że z nim romansu nie będzie i czują odruchowo wyrzuty sumienia, skoro same o zdradzie małżeńskiej myślą. Nie robią tego, gdy są mężatkami w odniesieniu do własnego męża, ponieważ boją się, że:

  1. je porzuci i zostanie księdzem;
  2. je porzuci i ożeni się z bardziej religijną;
  3. odkrył coś, co go cieszy, a do czego ona dostępu nie ma;
  4. odkrył coś, co go cieszy, a jemu żadnej radości z życia mieć nie wolno.

Trzeba również przyznać, że ten instynktowny odruch kobiet jest zdrowy i naturalny. Jeśli to, co duchowe od tego, co naturalne odwodzi, to pewien poziom religijności jest z małżeństwem po prostu nie do pogodzenia. I tak święci albo wstępowali do klasztoru albo żyli w czystości. W małżeństwach, w których mąż jest bardziej religijny od żony zwykle źle się dzieje, bo żona po nawróceniu męża jego samego nie poznaje, nie może z nim robić rzeczy, które niegdyś robiła. Boi się również porzucenia lub odrzucenia jej na różnych płaszczyznach. Kobiety wybierają sobie instynktownie takich mężczyzn, którzy są od nich moralnie gorsi, chyba po to, by czuć się lepszymi. Z obserwacji piszącego te słowa wynika, że kobiety źle znoszą relacje, w których są:

– gorsze,

– starsze,

– brzydsze.

Natomiast dużo lepiej radzą sobie, gdy są:

– głupsze,

– biedniejsze,

– mniej zaradne.

Zatem nawrócenie własnego męża musi być czymś strasznym, jeśli żona się sama nie nawraca, gdyż dochodzi do przewrócenia dotychczasowej hierarchii do góry nogami. Kobiety chyba po to wybierają na mężów mężczyzn agresywnych i często prymitywnych, ponieważ postrzegają ich jako maszynę drążącą tunel życia. On powalczy i się wyżyje, a ona podąży za nim wydrążoną drogą zbierając owoce jego trudu jak i komplementy, że z nim wytrzymuje. Dlatego tak atrakcyjny jest mafioso lub gangster, z którym dzięki regularnym odsiadkom nie trzeba się ciągle męczyć.

To nie lepiej samej się nawrócić?

Owszem, ale do tego potrzebna jest łaska. Piszący te słowa zna przykłady, gdy żony przez pewien czas towarzyszyły mężom na ich drodze, a potem tego zaniechały. Dlaczego? Tego nie wie. Być może nowa religijność męża nie dała się przekuć na codzienne detale? Może jak śmieci nie wyrzucał przed nawróceniem, tak i po. Może miały dość udawania, że coś je interesuje zewnętrznie, w czym nie mogły partycypować wewnętrznie? O tym powinna napisać jakaś kobieta, która sama to przeżyła. Pewną podpowiedzią są rozterki żon tzw. nadzwyczajnych szafarzy, który czują się od swoich mężów odizolowane właśnie przez dodatkowe sacrum.  Być może obawiają się, że mąż po nawróceniu stanie się „nieżyciowy” i zacznie objeżdżać wszystkie klasztory, zamiast siedzieć z rodziną i zarabiać na nią. To ostatnie jest słusznym zarzutem lub obawą, bo nawrócenie zawsze musi być możliwe do pogodzenia z uprzednio obranym stanem. I dlatego monastyczna duchowość, za którą wzdycha Rod Dreher, nie pochodzi w jego przypadku od Boga. Gdyby Dreher był wolny i rzeczywiście do klasztoru wstąpił, szybko dowiedziałby się, że życie monastyczne to nie tylko zwiewność i wzloty, ale także codzienność i banał, od których po ślubach wieczystych, podobnie jak po ślubie małżeńskim, uciec nie można.

Problem Drehera bierze się także z tego, że najwyraźniej zawsze uprawiał on „zawód intelektualny”, to jest pracował umysłowo robiąc to, co lubił. Jest to i wygodne, i trudne. Wygodne, bo człowiek nie musi się zmuszać i ćwiczyć w wytrwałości robiąc rzeczy raczej przyjemne. Trudne, bo często nie widzi się lub nie docenia wyników zauważalnych np. w pracy fizycznej. Ora et labora jest również zaleceniem higieny psychicznej. Człowiek musi też pracować fizycznie, bo nikt 24/7 intelektualnie żyć nie może. Człowiek jest zdolny jedynie przez trzy godziny dziennie do naprawdę twórczej i intensywnej pracy intelektualnej, po której jest tak wykończony, że się już intelektualnie do niczego nie nadaje. Ludzie, którzy stoją przy maszynie lub koszą pole wiedzą, że bywa nudno i ciężko, a zmiana religii nic w tym nie zmieni. Nie wiedzą o tym intelektualiści, pisarze czy artyści, którzy tych przyziemnych prac nie znają.

„Siatkę i w kolejkę”,

mawiało się za komuny i być może te czasy nam wrócą.

Konieczność wytrwałości

Św. Grzegorz Wielki w swoim kazaniu o św. Magdalenie na czwartek w Oktawie Wielkanocnej stwierdza, że „mocą dobrego czynu jest wytrwałość” (virtus boni óperis perseverántia est):

Należy tu rozważyć, jaką miłością płonęło serce tej niewiasty, iż nie odstąpiła od grobu Pana, nawet gdy uczniowie odeszli. Szukała Tego, kogo nie znalazła. Szukała z płaczem, płonąc ogniem swej miłości. Gorzała pragnieniem zobaczenia Tego, o którym sądziła, iż Go wzięto. Toteż stało się, iż tylko ona Go wtedy zobaczyła, bo tylko ona została, aby Go szukać. Ponieważ mocą dobrego czynu jest wytrwałość i Prawda swym głosem oświadcza: Kto wytrwa aż do końca, ten zbawiony będzie.

Miłość jest kwestią woli, nie uczuć, jest kwestią czynu, nie dywagacji. Ponieważ św. Magdalena kochała, toteż szukała i to wytrwale. Płakała, ale szukała, aż znalazła. Aby wytrwać w wierze do końca potrzebna jest łaska lub dar wytrwałości (donum perseverantiae). Trzeba się o nią modlić, a Pan Bóg nagradza nią tych, którzy są wytrwali wedle zasady, „kto ma, temu będzie dodane” (Mt 13,12). Pan Bóg nie marnuje swoich łask na tych, którym się nie chce i którzy lamentują. Udziela ich tym, z których był jakiś pożytek w przeszłości i co do których zachodzi podejrzenie, że będzie z nich pożytek w przyszłości. Pan Bóg udziela nam łask wprost proporcjonalnie do naszej współpracy z dotychczasowymi łaskami i dlatego protestanckie podejście sola fides – „tylko łaska” – jest herezją. Ile to łask Rod Dreher musiał w życiu zmarnować, by dojść do apostazji oraz do przekonania o tym, że Bóg pragnie jego grzechu. Nie naśladujmy Drehera, bądźmy mądrzejsi.

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Jeśli możesz, przejmij opłaty Paypal, to więcej do nas dotrze. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 zł

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Św. Grzegorz Cudotwórca i demony w przedmiotach
Rod Dreher się rozwodzi lub o religijnych mężczyznach
S. Maria od Krzyża: "Rękopis z Czyśćca". Rok 1879 (v) (14 z 20) O prawdziwej miłości do Boga
Rituale romanum, inne Rytuały i błogosławieństwo kobiet w ciąży
28-go Listopada. Żywot błogosławionego Józefa Benedykta Labre.
Czy Neokatechumenat jest sektą?

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Jeśli możesz, przejmij opłaty Paypal, to więcej do nas dotrze. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
Zapowiedzi na listopad

Listopad - Miesiącem Czyśćca

"Rękopis z Czyśćca" - św. Katarzyna z Genui "Traktat o Czyśćcu" - Teologiczna wizja Czyśća - Ks. Arndt "O Opdustach" i wiele Więcej

Tradycja i Wiara
%d bloggers like this: