Maria Kominek OPs: Garść refleksji nad zmianami liturgicznymi (2 z 3)

Data

Heilige-Katharina-von-SienaNajpierw zaczęło się od komunii “w procesji”. Potem znikły balaski. Potem, po latach trudności i niemożności spokojnego budowania świątyń, zaczęto budować nowe kościoły, z których wiele z kościołem ma tylko wspólną nazwę. Często bowiem są to pomieszczenia o przeznaczeniu sakralnym, w których króluje brzydota. Jeszcze tam znajduje się miejsce dla tabernakulum, chociaż czasami jest wyrzucone na bok, jeszcze znajdzie się miejsce na jakieś obrazy, jedno jednak co łączy większość nowych kościołów, to brak w nich atmosfery, sprzyjającej skupieniu i modlitwie.

Niestety ich architektura odzwierciedla cała teologię nowej mszy (NOM). Tak jak liturgia nowej mszy jest skoncentrowana na człowieku, więcej niż na Bogu, tak i te kościoły nie sprzyjają skierowaniu myśli ku Bogu. Warto przyjrzeć się zachowaniu wiernych po zakończeniu mszy św. Myślę, że moje obserwacje są trafne. Otóż jeśli jestem na mszy w jakikolwiek nowym kościele (nawet w dzień powszedni, kiedy obecni są raczej ludzie głębiej praktykujący) nie zdążam nigdy odmówić nawet modlitwy dziękczynnej po mszy – kościół już jest pusty, już ktoś stuka kluczami i trzeba wyjść, nie ma nawet mowy na odmówienie kawałka różańca. Jeśli jednak jestem w starym kościele, gdzie jest cisza i odpowiednia atmosfera, to nigdy nie jestem ostatnia, choć odmawiam o wiele więcej modlitw po mszy św. I od razu uprzedzam zarzuty – to nie jest tak, że w nowych kościołach są bardziej niecierpliwi kościelni, to wierni swoją obecnością i modlitwą wpływają na nich i siłą rzeczy stają się bardziej cierpliwi.

Gwoli prawdy należy jednak powiedzieć, że widziałam kilka nowych kościołów, które nie przypominają sal teatralnych lub hal magazynowych. Jest ich niestety jednak bardzo mało. Prof. Wiktor Zinn pisze w jednej ze swoich książek, że był bardzo zaskoczony widząc na centralnym placu pewnej miejscowości wielki silos. Zaciekawiony zatrzymał samochód i wtedy zauważył, że obok tego silosu stoi krzyż. Z przerażeniem odkrył, że to kościół. Poszedł obejrzeć go modląc się po drodze, by nie okazało się, że jest to dzieło któregoś z jego studentów.

Ten opis bardzo trafnie określa jakie są dziś kościoły i jednocześnie pokazuje, że nie mamy prawa winić za wszystko uczelnie, które wykształciły takich architektów. Zakładając, że architekci projektują z zamiarem zrobienia czego dobrego, musimy wziąć pod uwagę i to, że oni myślą o budynku, w którym ma być sprawowana nowa msza. Podobnie zresztą jak większość proboszczów, aprobujących ich projekty. Dla nich kościół to przestrzeń, w której ma znaleźć się miejsce na spotkanie naokoło stołu. Od tego niestety już tylko krok do dziwactw zachodnich, gdzie tabernakulum jest tak zamontowane, że na czas mszy św. może być widoczne i dostępne, a potem znika, bo kościół przemienia się w salę konferencyjną lub teatralną. Słyszałam nieraz zachwyty nad takim rozwiązaniem – że kościół służy ludziom, że mają gdzie się spotkać itd. Jednak lepiej by się nie spotykali, jeśli nie potrafią tego sobie inaczej zorganizować i niech kościół będzie miejscem modlitwy i oddania czci Bogu.

I tak – mamy teraz pełno nowych kościołów, tak zbudowanych, że jeśli nie ma się dwudziestu lat i dobrej sprawności fizycznej, to należy wykazać się wielką pomysłowością, by przyjąć komunię na kolanach. Mamy takie kościoły, gdzie z okien bocznych możemy spokojnie obserwować ulicę, kościoły, w których są boksy dla dzieci, z amfiteatralnym ułożeniem ławek, z pochyłą podłogą jak w kinie, okrągłym ołtarzem na środku, bez naw bocznych, z bohomazami na ścianach, rzutnikami typu “karaoke”, głośnikami, mikrofonami, ogrzewaniem, słowem – niby ze wszystkim co jest potrzebne człowiekowi, by się dobrze czuł. W tej atmosferze nic dziwnego, że przychodzą widzowie, siadają na ławkach (czasami nawet na wygodniejszych krzesłach) i czekają na głównego aktora. Nie daj Boże jeśli się minutkę spóźni. Zaczyna się nerwowe patrzenie na zegarek. Już nareszcie jest. Więc cala uwaga – jak w teatrze – skupia się na celebransa. I niestety – on o tym wie. Wie, że zostanie oceniony, że musi się spodobać, by nie zniechęcić wiernych. I zaczyna myśleć intensywnie jak urozmaicić liturgię, by się swoim parafianom spodobać. Może chór dziecięcy, to nic, że siostra, która poprowadzi nie umie tego zrobić. Ale rodzice będą zadowoleni. I chórek dziecięcy zaczyna się produkować na kolejnej mszy św. stając przed ołtarzem, twarzą do rodziców, niech widzą jak zdolne są ich pociechy. A jak dzieci wyrosną należy dla nich zrobić scholę – koniecznie przed ołtarzem, twarzą do widzów i tyłem do tabernakulum. Dzieci się nudzą – trzeba temu zaradzić – niech siadają na stopniach ołtarza, może włączyć do kazania jakąś pacynkę, może kazanie dialogowane, może śpiewy z klaskaniem i podskakiwaniem. I koniecznie skrócić czytania, confiteror i Credo zastąpić wersją skróconą, patrzeć pobłażliwie na to, jak próbują zrobić z kościoła plac zabaw. A dla młodzieży urządzić inne “rozrywki mszalne”. I koniecznie przemówić do niej językiem podwórka, blokowiska, ulicy. Bo inaczej mogą odejść. A tak to wiedzą, że wikary to swój człowiek.

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: