Tradycja i Wiara

„Kłonicą po głowie” lub wieści o ks. Jamesie Jacksonie (FSSP) ciąg dalszy

O ks. Jamesie Jacksonie (FSSP) rozważań ciąg dalszy, o wglądzie w pewne szczegóły.
Posłuchaj
Oceń post

Piszący te słowa przeczytał zeznanie pod przysięgą agenta specjalnej Homeland Security, który opisuje, co konkretnie na komputerze należącego do księdza Bractwa św. Piotra (FSSP) i treści te są tak niesamowicie drastyczne, że materiał ten nie zostanie podlinkowany, gdyż są jakieś granice. Najgorsze, co być może: pedofilia, sadyzm, zoofilia, koprofilia oraz akty seksualne w kontekście rytualnym. Ksiądz do tej chwili milczy i niczego nie kwestionuje. Opisano tylko niektóre treści, gdyż dysk twardy znaleziony w mieszkaniu księdza ma ponad 2 terabajty. Materiały dotyczą dziewczynek, nie chłopców, tyle wiemy. Powstał oczywiście już Komitet Obrony kapłana, zbierający fundusze, w sumie po to, by podważyć wersję policji oraz na adwokata, podobno już 56 tys. USD (GoFundMe kilka minut temu było to jeszcze tu).

Pojawiają się oczywiście teorie o prowokacji, „byciu wrobionym w coś” jak i cała plejada znanych z innych przypadków argumentów. Rzeczywiście najłatwiej jest to ze świadomości wypierać, bo pogodzenie się z myślą, że autorytet moralny i jeden w sumie z współzałożycieli FSSP oglądał takie treści (i to jak, patrz dwa terabajty) jest zbyt ciężkie. Piszący te słowa jest przekonany o tym, że zarzuty te są prawdziwe i czuje z tego powodu olbrzymi ból, chociaż księdza Jacksona osobiście nie znał. Czuje się jak uderzony kłonicą lub obuchem po głowie. Na Śląsku mówią: „jak świnia po szlagu”. Jest chyba rzeczywiście tak, że członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, którym jest Kościół po prostu zwykle czują ból innych członków Kościoła, bo FSSP, zwłaszcza w USA, było długo postrzegane jako lek na całe posoborowe zło, bo tradycjonaliści, ale w łączności z Rzymem etc. etc. A teraz nazwisko tego ks. Jacksona pojawiać się będzie długo w tym kontekście. Wszystko wskazuje na to, że był on od tych treści już długo uzależniony, skoro trzymał sobie mały zapas podręczny.

I jaki pożytek duchowy?

Ano taki, że ks. James Jackson przeżywa obecnie to, czego my wszyscy doświadczymy na Sądzie Ostateczny, gdy wszyscy widzieć będą nie tylko nasze czyny, ale i fantazje i myśli, oczywiście te, które nie zostały wyspowiadane. I tak jak agent Home Security oglądał i opisał, co stanowiło treści umysłu tego księdza, tak wszyscy oglądać będą treści naszego umysłu. Przy obecnej grasującej epidemii uzależnienia od pornografii będziemy się mogli na taki spektakl nastawić. Ludzie oglądający pornografię, a to w większości mężczyźni, myślą, że nikt się o tym nie dowie, że to ich grzech prywatny. A tymczasem, jak zapowiadał Chrystus Pan, wszystko, co ukryte, stanie się jawne, co w przypadku ks. Jacksona miało miejsce.

Piszący te słowa zastanawiał się też nad tym, co on radziłby komuś, kto by takie rzeczy oglądał i był od nich uzależniony, co następuje dosyć szybko, bo jak pisał św. Alfons Liguori w „Przewodniku dla spowiedników”, im bardziej jest coś perwersyjne podając przykłady kazirodztwa czy zoofilii, tym szybciej uzależnia. Widać święty miewał i takie przypadki w konfesjonale, chociaż oczywiście wtedy jeszcze pornografii internetowej nie było, trzeba było robić te rzeczy „w realu”, na co z pewnością nie każdy się decydował. Gdyby autor był księdzem, to odłożyłby rozgrzeszenie do momentu, w której penitent zniszczyłby wszystkie nośniki pornografii, w przypadku księdza dysk o wielkości dwóch terabajtów oraz zabroniłby mu, jak to ma miejsce w przypadku innych seksoholików, na używanie komputera i komórki z dojściem do internetu. Ksiądz otrzymałby poradę, by jakaś pobożna świecka dusza zajmowała się obsługą komputera, bo on uczynił ślub lub coś w tym guście. Ludzie by to zrozumieli, skoro ksiądz cieszył się tak dobrą opinią. Następnie można by było zapytać:

  • Kiedy się to zaczęło?
  • Od kiedy to trwa?
  • W jakich okolicznościach do tych czynności dochodzi?
  • Czy obrazy widziane towarzyszą mu w codzienności?
  • Jeśli tak, to kiedy, czy też podczas czynności sakralnych?

A gdzie środki duchowe?

Te zależałyby od tego, na jakim poziomie życia duchownego jest rzeczywiście dany ksiądz w odróżnieniu od jego publicznej persony. Czy argument piekła i potępienia wiecznego oraz zgorszenia wiernych jeszcze ma zastosowanie, ale może stan jest już taki, że sprawia mu satysfakcję oszukiwanie innych? Należy przyjąć, że takie penitenta czy klienta każdy ksiądz czy psychoterapeuta chce się po prostu pozbyć i odesłać go do „kolegi” przeciążonego i tak ilością takich przypadków. Terapeuci świeccy radzą, by tę część swojej osobowości zaakceptować, nie czynić niczego niezgodnego z prawem oraz pozostawać w sferze fantazji, na co z katolickiego punktu zgodzić się nie można, bo fantazje to grzechy myśli i także czyny. Może być i tak, że sam ksiądz świetnie o wszystkim wie, ale jest to taka część jego osobowości, nad którą po prostu nie panuje.

I co wtedy?

Ponieważ każdy, nawet nałogowy grzesznik, ma jednak wolną wolę, toteż przyjąć należy, że wyjście z bagna jest możliwe i to równie sukcesywne jak pogrążenie się w nim.

  1. Zniszczenie nośników z treściami i brak dostępu do internetu.
  2. Codzienna praktyka ekspiacyjno-pokutny, np. odmawianie Psalmów pokutnych.
  3. Unikanie bezczynności.
  4. Regularne posty.

Suspensa i przyszłe więzienie zrobią to samo, ale pewnym wyjściem byłoby również zawieszenie na jakiś czas wszystkich czynności kapłańskich, by nie kalać i niszczyć Ciała Chrystusowego. Być może to właśnie „bycie na świeczniku” wywoływało w nim takie stresy, który musiał w ten sposób „odreagować”. W sumie ma szczęście, bo więzienie da mu możliwość odpokutowania tych grzechów za życia, zamiast potępienia wiecznego, które oczekiwałoby go po śmierci. Osoby, które chcą doszukiwać się tutaj jakiś gnostyckich otchłani trzeba narazić na rozczarowanie, gdyż prawda jest zwykle prosta, a grzech, nawet najgorszy, zwykle jest banalny. Robił, bo chciał, bo mógł. Skoro ksiądz ten oddawał się, dodać trzeba, przypuszczalnie, takim grzechom, to demon nie musiał się specjalnie wysilać. W Piśmie Świętym czytamy, iż im wyżej stoimy, bym bardziej mamy się uniżać, a każdy śpiewak wie, że im wyższe dźwięki się bierze, tym bardziej należy przyciskać język do dolnych zębów. Zatem „im wyżej – tym niżej”.

Ann Barnhardt opowiadała o pewnej pokucie, która dotychczas piszącego te słowa nigdy nie nawiedziła. Mianowicie o tej, że człowiek mając przekonanie o tym, że tak wiele zdziałał, że tyle dusz do Boga przyprowadził, uważa, że jeden mały grzech ciężki nie zaszkodzi, bo on ma „inny przelicznik”. Być może i w tym przypadku tak wyglądała droga ku zagładzie? Jest o grzech wynikający z pychy (praesumptio). Piszący te słowa ma inne pokusy, wynikające z rozpaczy (desperatio). Uważa niekiedy, że jest tak pod każdym względem do niczego, że niczego nie osiągnął i nie osiągnie, że nigdy na nikogo pozytywnego wpływu nie miał, że powinien dać sobie spokój z jakimkolwiek przedsięwzięciem, szczególnie religijnym, bo się do tego nie nadaje. Obecnie jest księdzem Jacksonem tak przybity, że zastanawia się, po co jeszcze o ten katolicyzm walczyć, skoro reprezentujący go księża i to ci sztandarowi są właśnie tacy. Miejmy nadzieję, że nie wszyscy, ale skoro ci, którzy cieszą się tak dobrą reputacją robią takie rzeczy, to co dopiero inni? Człowiek ma ochotę rzucić wszystko i się upić, by ugasić ból. I właśnie z tego rodzaju „chorobą popromienną” walczą teraz chyba wszyscy i najłatwiej jest całą sprawę wyciszyć lub posądzać policję o spisek, by „szkalować dobrego kapłana”. Człowiek broni sam siebie, bo nie chce, by ci, którzy reprezentują to, co on kocha, byli właśnie tacy. Ale na ile rzeczywiście znamy innych lub samych siebie? Czynimy sobie obraz bliźniego, z którym nam wygodnie żyć. Z pewnością Pan Bóg dał temu księdzu wystarczającą ilość potrzebnych łask i mnóstwo jego parafian się za niego modliło, więc Bóg i ludzie są niewinni. Winny jest sam ksiądz, przez sam grzech oraz obecny grzech zgorszenia. Przecież ludzie są naprawdę jak dzieci i zanim uwierzymy w samą sprawę, musimy najpierw uwierzyć ludziom – księżom – którzy ją reprezentują względnie uwierzyć w tych ludzi. Jakże wierzyć, że katolicyzm jest prawdziwą religią, skoro jego przedstawiciele są tak nieetyczni? Piszący te słowa rozumie teraz tajemnicę papieską nałożoną niegdyś na tego rodzaju informacje, patrz cykl Kierana Tapsella, bo skutki dla wiernych są naprawdę porażające. Podobno jakiś przypuszczalny parafianin księdza Jacksona rozpoczął awanturę przed jego kościołem grożąc nowemu księdzu i parafianom. Czy się dziwić? Czy oczekujemy za wiele od naszych kapłanów, żądając, by nie byli kryminalistami i zboczeńcami? Czy świecki musi znieść wszystko? Nie musi. Przypomina się tutaj historia nawrócenia św. Brunona z Kolonii (6.października), który będąc kanclerzem kurii dowiedział się o kimś bardzo szanowanym takich rzeczy, że postanowił uciekać na pustelnię, by ratować swoją duszę, bo skoro ludzie chodzący w opinii świętości są tak inni, to co robią dopiero ci, którzy takiej opinii nie mają. Ano właśnie, „nic nowego pod słońcem”, myślmy o samych sobie i czyńmy pokutę.

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Bractwo św. Piusa X nie jest wyjściem: Przyczyny moralne (3 z 3)
Objawienia prywatne o. Rodrigue lub ponownie o tym, czy Ann Barnhardt jest opętana?
Bractwo św. Piusa X: nadużycia seksualne w Afryce, ks. Stehlin doprowadzał chłopców
Czy Neokatechumenat jest sektą?

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Podoba Ci się ten blog, masz konto Paypal-Konto i chcesz pomóc? Możesz wybrać dowolną kwotę mnożąc ją przez 20 zł. Bóg zapłać!

20,00 PLN

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

You cannot copy content of this page
pl_PLPolski
Tradycja i Wiara