Kiedyś każdy się podda lub o zgorszeniu

Data

Śledzenie najwyższego ustawodawstwa służącego kryciu pedofilii może doprowadzić do myśli o apostazji. Porady, jak je zwalczyć.

Idiomatyka rezygnacji

Obserwując idiomatykę różnych języków możemy poznać różne podejście do życia różnych narodów. Po polsku o akcie rezygnacji mówi się „poddać się”, to jest „stać się czyimś poddanym”, „paść przed kimś”, „stać się wobec niego uniżonym” etc.

Z pozycji równej przejść do pozycji „pod” kimś. W potocznym niemieckim występuje zwrot „das Handtuch werfen”, co znaczy dosłownie „rzucić ręcznik”, a co jest nawiązaniem do walki bokserskiej. Ktoś, kto walczyć już nie chce, rzuca ręcznik na ring. Podobną konotację ma angielskie sformułowanie „to throw in the sponge”, dosłownie „rzucić w gąbkę” przypuszczalnie ochraniacz na zęby boksera, co również oznacza poddanie się wojownika.

Piszący te słowa jeszcze nigdy poważnie nie myślał o apostazji ani o opuszczeniu Kościoła dla jakiegoś innego wyznania, bo ma dużo szersze pojęcie Kościoła aniżeli tu i teraz realnie istniejący Kościół ziemski, który 22.07.2012 (św. Marii Magdaleny) całkowicie i dokumentnie swoich członków zawiódł. Jednakże cyklami, które najbardziej mogłyby autora do takiego kroku rozpaczy skłonić, jest z jednej strony cykl Carol Byrne ukazujący decyzje papieży dotyczące liturgii, z drugiej strony zakończony dzisiaj cykl Kierana Tapsella, który ukazuje decyzje papieży nakazujące tuszowanie pedofilii i ochronę jej duchownych sprawców. Obydwa cykle odnoszą się do zmian kościelnego prawa wydanych przez najwyższych prawodawców Kościoła.

Piszący te słowa nie uważa co prawda, że każde prawo jest święte, gdyż przy panującym od Oświecenia pozytywizmie prawnym lub prawniczym, wedle którego prawo ludzkie nie jest zakorzenione w prawie Bożym, ewidentnie takim nie jest. Jednakże brak prawa wprowadza anarchię, brak stosowania prawa wprowadza anarchię oraz wprowadzenie prawa wiodącego do bezkarności, jak prawo kościelne od 1917 do przynajmniej 2010, prowadzi do bezprawia i mafijnych struktur. Autor zamierza kiedyś samodzielnie przejrzeć źródła przez Tapsella przytoczone, by zbadać, czy nie można by papieży XX wieku jednak jakoś usprawiedliwić. Ale wydaje się, że to niemożliwe, bo jeśli czegoś chcą, jak zakazu Mszy Trydenckiej, to taki zakaz wprowadzają patrz Paweł VI i Franciszek, choć nie papież. Jeśli natomiast chcą kryć swoich księży, to wprowadzają tajemnicę papieską połączoną z ekskomuniką na wszystkich, którzy o takich sprawach wiedzą i chcieliby się tą wiedzą podzielić. Katolik znajduje się więc w wewnętrznej sprzeczności, między młotem sumienia, a kowadłem prawa kościelnego. Jak licuje to prawodawstwo z „świętością kapłaństwa”, jeśli kapłanami są kryminaliści? Co prawda Tapsell skoncentrował się seksualnym wykorzystywaniu dzieci, ale przecież księża popełniają także inne przestępstwa jak gwałty, defraudacje, namawianie do aborcji etc. Jakoś nie słyszy się o wydalaniu z kapłaństwa za te czyny, względnie w ogóle się o tym nie słyszy. I chociaż tajemnica papieska na te czyny nie jest nałożona, to tuszowanie trwa i tutaj, co bywa usprawiedliwiane „miłosierdziem”, „któż nie ma pokus” oraz oczywiście „kapłańską świętością”. Przecież to jakiś absurd!

Wina prawodawstwa papieży

Wydaje się, że także papieże, bo co do antypapieża Franciszka nie ma już żadnych wątpliwości, z czasem coraz bardziej utracili nadprzyrodzony cel Kościoła i nadprzyrodzony cel swojej własnej papieskiej posługi. Apologeci ostatniego Soboru twierdzą, że po Soborze Kościół stał się Kościołem światowym, co jest prawdą, ale co zawdzięcza się szybszemu przyrostowi naturalnemu w krajach Trzeciego Świata i misjom XIX wieku niżeli posoborowemu rozwojowi. Uważają też, że po Soborze Kościół stał się „znaczącą siłą polityczną, z którą wielcy tego świata się liczą”, patrz rzekome obalenie komunizmu przez Jana Pawła II. Na ostatni argument odpowiedzieć trzeba, że Kościół zawsze wielką siłą polityczną był, inaczej nikt nie chciałby go zwalczać, ale był nie tylko siłą polityczną. Był latarnią morską ukazującą światło wśród burzy, był miastem położonym na górze, był Arką Noego. Jego celem było ratowanie dusz przed piekłem i prowadzenie ich do nieba, a sprawy ziemskie i świeckie miały temu służyć i być wobec nadrzędnego celu pomocnicze. I aby temu zadaniu sprostać Kościół potrzebował świętych kapłanów i świętych świeckich. I niestety jedynie utrata nadprzyrodzonej wizji świętości i grzechu każe zrozumieć wyżej wymienione zmiany w prawie kanonicznym.

Po śmierci nie ma nic. Jesteśmy taką organizacją, jak inne, która broni swoich. Nasze brudy pierzemy we własnym domu, względnie nie pierzemy ich wcale, a wszystko zamiatamy pod dywan, żeby babcie nadal nam na tacę dawały. Hipokryzja jest dobra dla biznesu.

Jest to motto pontyfikatu Franciszka, ale czy przedtem było inaczej? Przecież już kodeks św. Piusa X z 1917 te zmiany wprowadził, a następni papieże kazali pedofilię ukrywać i tuszować. Z jednej strony następowała coraz większa wyrozumiałość dla „słabości ludzkiej”, a z drugiej strony coraz większa desakralizacja liturgii. Ponieważ księża i wierni mieli coraz mniej łaski dzięki zmianom liturgicznym, co zdecydowanie nastąpiło po 1955 roku, dlatego grzeszyli coraz bardziej, a w przypadku księży upadki moralne było dobrze tuszowane, „aby nie gorszyć wiernych”. Mamy więc do czynienia ze spiralą grzechu, kiedy to coraz bardziej grzeszni księża już nie ośmielają się upominać wiernych lub antypapieża apostaty, bo sami wiedzą, że nie mają ku temu żadnej moralnej legitymacji ni siły. Cnota czyni odważnym, występek tchórzliwym. A nawet najbardziej świątobliwy ksiądz zapytany obecnie o poczynania własnego biskupa lub antypapieża Franciszka musi milczeć, bo nie jest w stanie przedstawić żadnego spójnego Kościoła.

Za Franciszka każdy sobie papieżem

Sobór Watykański II wprowadził schizmę i podział, co się przypuszczalnie niedługo prawdziwą schizmą skończy, bo do niej dąży Franciszek. Za Franciszka mamy także całe szeregi blogerów-papieży, do których się piszący te słowa oczywiście zalicza, którzy faktycznie stali się alternatywnym Urzędem Nauczycielskim, skoro domniemany Urząd Nauczycielski – Bergoglio – popadł w herezję (Amoris Laetitia) i apostazję (Pachamama, Abu Zabi), a wśród hierarchów nie ma nikogo (w Kongregacji ds. Wiary oczywiście też nie), kto by go skorygował i złożył z urzędu. Nie mamy obecnie tego, co niegdyś cechowało katolicyzm mianowicie:

  • Jednowładzy, bo dwóch papieży,
  • Jedności i jednorodności nauki, bo każdy sobie katolicyzm tworzy,
  • Naczelnej instancji korygującej, kiedyś kuria rzymska i Kongregacja ds. Wiary, do której można by się odwołać, bo zależna od Franciszka,

Wydaje się, że w Watykanie zawsze byli ludzie bez poglądów i kręgosłupa, gdyż niegdyś wice-prezydent Ecclesia Dei dominikanin i arcybiskup Augustine di Noia cieszy się z Traditionis Custodes, gdyż, jego zdaniem, Msza Trydencka odrzuca osiągnięcia Soboru. I do tego człowieka tradycjonaliści kierowali swoje zapytania myśląc, że jest „swój” i pobożny! Jego herb arcybiskupi brzmi In oboedientia veritas, co znaczy „W posłuszeństwie prawda”, ale w jego przypadku tłumaczyć to należy jako „Służę każdej władzy nie zważając na zasadę wyłączonego środka”.  I tak się robi karierę. Ale dlaczego akurat takich ludzi się promuje? Bo nie ma prawa, także kanonicznego, które odpowiadałoby prawu Bożemu i celowi uświęcenia dusz. Arcybiskup di Noia gubi nie tylko dusze wiernych, ale i swoją własną. Przypomina to jakieś „ukąszenie heglowskie”, o którym pisał w „Zniewolonym umyśle” Czesław Miłosz czy inni, połknięcie pigułki Murti-Binga Witkacego, która sprawia, że sprzeczność mija i człowiek pogodzony jest ze wszystkim. Wydaje się, że homoseksualny seks i narkotyki pełnią tą samą funkcję w Watykanie, co może być także reakcją na stałą frustrację, a nie tylko zwykłą rozwiązłością. Bo przecież jakoś trzeba to stałe kłamstwo i hipokryzję odreagować.

Aby się jednak nie poddać, trzeba zwiększyć swoją dawkę praktyk pobożnych, które od nas samych zależą. Zadać sobie dodatkowe umartwienie, zyskać dodatkowy parasol łaski. Po zakazie Tridentiny wszystkim nam łaski osobiście i ogólnie ubędzie, więc trzeba będzie ją suplementować. Św. Paweł Pustelni Mszy Trydenckiej nie miał, a przeżył, św. Antoni Pustelnik również, wielu świętych świętymi zostało bez dostępu do sakramentów. I chyba temu te dziwne losy pustelników służyły, by ukazać nam, że tak też można, jak już trzeba. Nie pozwólmy się zgorszyć.

[the_ad id="53440"]

Pełen dostęp do treści i komentarzy dla subskrybentów. Zaloguj się lub przejdź do Rejestracji.


[the_ad id="53441"]

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski
×
×

Koszyk