Tradycja i Wiara

Kard. Brandmüller: Na miłość boską: „Rzućcie broń!”

Apel kard. Brandmüllera o "pokój liturgiczny".

Utrzymywanie obecności w internecie kosztuje. Nic nie jest darmowe, lecz opłacane przez kogoś innego. Czytasz ten post za darmo, ponieważ inni za niego płacą. Rozważ subskrypcję lub jednorazowy datek dla twórców. Wśród pierwszych pięciu dawców co miesiąc rozlosujemy kody rabatowe na subskrypcję lub produkty z naszego sklepika. Zwycięzca zostanie ogłoszony na stronie. Bóg zapłać!

Posłuchaj
()

To nie konstytucja soborowa Sacrosanctum concilium Soboru Watykańskiego II, ale wdrożenie reformy liturgicznej po soborze spowodowało rozłam, który rozprzestrzenił się w wielu miejscach świata katolickiego.

W rezultacie doszło do niezdrowego konfliktu między „postępowcami” a „konserwatystami”. Czy należy się temu dziwić? W najmniejszym stopniu. Pokazuje to tylko, jak ważne miejsce w życiu wiernych zajmuje liturgia.

Co więcej, tak zwany „konflikt liturgiczny” nie jest zjawiskiem, które pojawiło się wraz z Soborem Watykańskim II, ani nawet charakterystycznym dla katolicyzmu. Kiedy w 1667 r. w prawosławnej Rosji patriarcha Nikon i car Aleksy I wprowadzili reformę liturgiczną, wiele wspólnot odłączyło się od Kościoła, a niektóre z nich posunęły się nawet do odrzucenia kapłaństwa, powodując rozłamy, które trwają do dziś.

W epoce oświecenia gorące kontrowersje rozdzierały również katolicki i protestancki Zachód w związku z wprowadzeniem nowych śpiewników. W katolickiej Francji zastąpienie starej liturgii galikańskiej nowym Missale romanum w połowie XIX wieku wywołało gwałtowne protesty.

Krótko mówiąc, nie chodziło tu o dogmaty ani prawdę objawioną, jak w przypadku Ariusza i Lutra. Kwestie te były raczej przedmiotem debat w kręgach intelektualnych.

Natomiast to, co dotyczy codziennego życia w wierze, to obrzędy, zwyczaje, konkretne formy codziennej pobożności. I właśnie w tym miejscu wybuchał konflikt, czasami nawet w sprawie drugorzędnych szczegółów, takich jak zmiana słów hymnu lub modlitwy. Kontrowersja była tym bardziej zaciekła, że powód sporu wydawał się absurdalny.

W obliczu takiego pola minowego nie można użyć buldożera. W większości przypadków nie kwestionowana jest doktryna wiary, ale uczucia religijne, formuły pobożności, zwyczaje. Konsekwencje są znacznie głębsze niż w przypadku abstrakcyjnej formuły teologicznej, ponieważ ma to wpływ na doświadczenie życia.

Podobnie błędne jest powoływanie się na hasła takie jak „pod sutaniami tysiąc lat stęchlizny”, aby domagać się zburzenia i zerwania z tradycją, ponieważ oznaczałoby to nieznajomość nie tylko istoty chrześcijaństwa, ale także tradycji ludzkiej przekazywanej w spadku. Dotyczy to ogólnie wszelkich prób reform, zwłaszcza gdy dotyczą one codziennej praktyki religijnej, jak na przykład reorganizacja parafii, która bezpośrednio wpływa na życie wiernych.

A jednak, co zaskakujące, nie zaobserwowano podobnej nieufności ani takiego odrzucenia nowości, gdy Pius XII zreformował Wigilię Paschalną w 1951 r., a następnie całą liturgię Wielkiego Tygodnia w 1955 r. Sam tego doświadczyłem, gdy byłem seminarzystą i młodym księdzem. Poza kilkoma zdziwionymi reakcjami w niektórych wiejskich parafiach, wszędzie tam, gdzie reformy te zostały wiernie wdrożone, spotkały się one z radosnym oczekiwaniem, by nie powiedzieć entuzjazmem.

A jednak dzisiaj, z perspektywy czasu, można by się zastanawiać, dlaczego reformy Pawła VI wywołały natomiast pewne dobrze znane reakcje. W pierwszym przypadku Kościół doświadczył nowego impulsu liturgicznego, a w drugim wielu dostrzegło w tym liturgiczne zerwanie z tradycją.

Po pontyfikacie Piusa XII w wielu kręgach kościelnych wybór Jana XXIII postrzegano jako wyzwolenie z okowów magisterium. Otworzyły się nawet drzwi do dialogu z marksizmem, filozofią egzystencjalistyczną, szkołą frankfurcką, Kantem i Heglem – a wraz z nimi radykalnie odmiennym sposobem pojmowania teologii. Nadeszła godzina teologicznego indywidualizmu i pożegnania wszystkiego, co wówczas określano mianem „przestarzałego”.

Konsekwencje dla liturgii były poważne. Arbitralność, rozrost i niepohamowany indywidualizm doprowadziły w wielu miejscach do zastąpienia mszy kompozycjami osobistymi, często zebranymi w zeszytach spiralnych przygotowanych przez celebransów. Skutkiem tego był chaos liturgiczny i bezprecedensowy exodus z Kościoła, który trwa do dziś, pomimo reform Pawła VI.

W odpowiedzi powstały grupy i środowiska zdecydowane przeciwstawić się chaosowi poprzez niezachwianą wierność Missale romanum Piusa XII. Im większa była arbitralność i chaos z jednej strony, tym bardziej z drugiej strony opierano się wszelkim nowym zmianom, pomimo pozytywnych doświadczeń z reformami Piusa XII. W ten sposób nawet reforma mszału Pawła VI – który nie był pozbawiony wad – spotkała się z wieloma krytycznymi głosami i oporem. Nawet jeśli te zastrzeżenia były uzasadnione, nie oznaczało to, że były słuszne. Novus Ordo zostało ogłoszone przez papieża: pomimo uzasadnionej krytyki należało je przyjąć z posłuszeństwem.

A jednak co się stało? Dla niektórych reformy nie były wystarczające: nadal odprawiali mszę z wykorzystaniem swoich zeszytów spiralnych, będących owocem ich osobistej kreatywności. Inni natomiast opowiadali się za wiernością „Mszy Świętej Wszechczasów”, zapominając – lub nie wiedząc – że rytuał mszy świętej rozwijał się i zmieniał na przestrzeni wieków, przyjmując różne formy zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, w zależności od odpowiednich kontekstów kulturowych. W rzeczywistości jedyna „Msza Święta Wszechczasów” sprowadza się do słów konsekracji, które zresztą są przytaczane w różnych sformułowaniach w Ewangeliach i u św. Pawła. Oto ona, jedyna, niepowtarzalna „Msza Święta Wszechczasów”. A wszędzie tam, gdzie nie chciano tego dostrzec, powstały bastiony i walka trwa do dziś.

Nie należy zapominać, że autentyczna liturgia, sprawowana sumiennie w imieniu Kościoła, pozostaje w wielu miejscach spokojną i codzienną rzeczywistością. Pozostaje zatem pytanie: jak mogło dojść do tak zaciekłego konfliktu? Spojrzenie na historię ujawnia nam coś.

Walki toczone po Soborze Trydenckim nie dotyczyły natury Najświętszej Eucharystii. Nowe Missale romanum Piusa V było stopniowo wprowadzane w różnych krajach, a ostatnio we Francji pod koniec XIX wieku, nie powodując konfliktów, podczas gdy starożytne lokalne obrzędy, takie jak obrządek ambrozjański w Mediolanie lub obrzędy właściwe zakonów, były kontynuowane bez trudności.

Dopiero na początku XX wieku, w kontekście modernizmu, ponownie pojawiła się kontrowersja dotycząca ofiary mszy świętej, choć nie dotyczyła ona tak bardzo rytuału, jak istoty samej ofiary. Wybuch pierwszej wojny światowej, wraz z jej tragicznymi konsekwencjami dla Europy, uniemożliwił znalezienie odpowiedniego rozwiązania, pozostawiając tę kwestię nierozwiązaną. W kolejnych latach ruch liturgiczny, ważny w okresie powojennym, również skupiał się – z nielicznymi wyjątkami – nie na istocie, ale raczej na wykonywaniu liturgii, w szczególności ofiary mszy świętej przez wspólnoty wiernych. Powstanie dyktatur komunistycznych, faszystowskich i nazistowskich, które doprowadziło do II wojny światowej i jej konsekwencji, ponownie uniemożliwiło ostateczne rozwiązanie tej kwestii.

To Pius XII, w samym środku powojennych problemów i świadomy nierozwiązanych kwestii związanych ze świętą ofiarą Mszy św., powrócił do tego tematu w encyklice Mediator Dei z 1947 r., aby potwierdzić i wyjaśnić dogmat Soboru Trydenckiego i wreszcie podać wskazówki dotyczące godnego sprawowania liturgii.

Jednak nie wystarczyło to, aby uciszyć kontrowersje, wręcz przeciwnie: ponownie rozgorzały one, nie tyle w odniesieniu do obrzędu, co ponownie do natury ofiary eucharystycznej. Nadmierne nacisk – sięgający aż do prawdziwego absolutyzowania – na społeczny charakter Mszy Świętej doprowadził i nadal prowadzi do poważnych nadużyć liturgicznych, sięgających niekiedy aż do bluźnierstwa. Nadużycia wynikające z fundamentalnych nieporozumień dotyczących tajemnicy Eucharystii.

Do tego dochodzi fakt, że prawie zawsze to indywidualny ksiądz decyduje, czy Msza Święta będzie odprawiana zgodnie z Novus Ordo, czy też da się upust subiektywnym pomysłom celebransa. Przypadki, w których władze biskupie interweniowały przeciwko nadużyciom, były raczej rzadkie. Nie zrozumiano jeszcze wystarczająco, że to rozpad jedności liturgicznej jest spowodowany niepewnością, a nawet utratą autentycznej wiary i stanowi zagrożenie dla samej jedności wiary.

Aby uniknąć lub uleczyć fatalne pęknięcia jedności kościelnej, konieczne jest zatem osiągnięcie pokoju, a przynajmniej rozejmu, na froncie liturgicznym.

Dlatego warto powrócić do tytułu słynnej powieści pacyfistycznej Berthy von Suttner, opublikowanej w 1889 roku, wznowionej 37 razy i przetłumaczonej na 15 języków: „Die Waffen nieder!” – „Złóżcie broń!”.

Oznacza to, że przede wszystkim należy rozbroić język, gdy mowa o liturgii. Jednocześnie należałoby unikać wszelkich wzajemnych oskarżeń. Żadna ze stron nie powinna podważać powagi intencji drugiej strony. Mówiąc prościej: należy wykazać się tolerancją i unikać polemiki. Obie strony powinny zagwarantować liturgię ściśle przestrzegającą ich odpowiednich norm. Doświadczenie pokazuje, że takie ostrzeżenie dotyczy nie tylko innowatorów, ale także zwolenników „starej mszy”.

Jedni i drudzy powinni bezstronnie przestudiować rozdział II konstytucji soborowej Sacrosanctum concilium, aby krytycznie spojrzeć na późniejsze zmiany. Wtedy stanie się oczywiste, jak bardzo praktyka posoborowa odeszła od tej konstytucji, do której, nie zapominajmy, sam arcybiskup Marcel Lefebvre się przyłączył.

Tylko w ten sposób, w ciszy i wykazując się dużą cierpliwością, można pracować nad reformą reformy, która będzie rzeczywiście zgodna z postanowieniami Sacrosanctum Concilium. Nadejdzie wtedy moment, w którym będzie można przedstawić reformę, która zaspokoi uzasadnione wymagania obu stron.

Ale do tego czasu, jeszcze raz, na miłość boską: „Rzućcie broń!”

Źródło

Spodobało się? Wspieraj nas!

Kartą, paypalem lub bezpośrednim przelewem.

Datki

Jak podobał Ci się ten wpis?

Kliknij na gwiazdkę, by go ocenić!

Średnia ocena / 5. Policzone głosy:

Jeszcze bez oceny. Bądź pierwszy!

Jeśli podobał Ci się ten wpis ...

Obserwuj nas na mediach społecznościowych!

Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp
Email

Translate

Ostatnie wpisy

Popularne

Czy ks. Dariusz Olewiński - "Katolicki teolog odpowiada" - jest rzeczywiście kapłanem archidiecezji wiedeńskiej?
Leon XIV i amerykańskie pieniądze
Św. Alfons Liguori, Przewodnik spowiednika (54). Rachunki sumienia (v) Rachunek sumienia biskupa
Przepych liturgii i poczucie winy
O redukcji redukcji lub czemu służą wigilie
Chorał gregoriański - zapis nutowy współczesny

Nasz youtube

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Nasze Produkty

Datki

Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.

Odwiedź nas na:

Kard. Brandmüller: Na miłość boską: „Rzućcie broń!”

You cannot copy content of this page

pl_PLPolski