Czy chodzi tylko o pieniądze lub Inventio Crucis i o szukaniu woli Bożej

Data

Rozważania na temat Odnalezienia Krzyża z perturbacjami autora w tle. Dawne, ale aktualne.

 

[Wpis historyczny z 12.12.2016. Opisane zdarzenia nie są już akutalne]

Jednym z wielkich kłamstw modernizmu jest negowanie cudów i cudownej ingerencji Boga w życie ludzi. Cud, co utrzymuje niestety większość współczesnych teologów, jest co najwyżej subiektywny w takim rozumieniu, że jeżeli mi ten pociąg nie ucieknie, to będzie cud. Na temat cudów biblijnych wypowiadają się bardziej powściągliwie, na temat cudów Chrystusa też, niektórzy tłumaczą te ostatnie czysto subiektywistycznie jako „cuda w umyśle apostołów”, którym się coś zwidziało, na przykład widok Zmartwychwstałego. Jest to niestety smutna prawda, ukrywana ja się tylko da. Co ciekawe św. Pius X. zwalczając modernizm na jednym polu, to jest doktrynalnym, otworzył się na wpływy modernistyczne na polu liturgicznym, gdyż reforma brewiarza była pierwszą wyrwą w murze obronnym Kościoła. Niejednokrotnie zmienione zostały czytania drugiego nokturnu, czyli te dotyczące żywotów świętych, które zostały najpierw delikatnie, a w następnej reformie już doszczętnie z „wszystkich naleciałości mitycznych”, jak to określają koledzy „posoborowcy” między innymi przez to, że zrezygnowano z przedstawiania cudów. I dlatego modlący się dzisiaj posoborowym brewiarzem nie dość, że pewnych świąt w ogóle nie znają, bo zostały one skreślone np. w roku 1955, to jeszcze nie znają różnych podań, a jeżeli je znają, to uważają je „za pobożną, średniowieczną legendę”.

Piszący te słowa nie czytał jeszcze zasad orzekania o prawdziwych cudach podanych przez Benedykta XIV. – Prospero Lambertini w dziele De servorum Dei beatificatione et beatorum canonizatione, ale słyszał i czytał, że są one bardzo rygorystyczne, a sam kardynał Lambertini odznaczał się jeszcze przed swoim wyborem na Stolicę Piotrową jasnym przenikliwym intelektem i wysokim krytycyzmem. Jednak cuda bywają, chociaż są bardzo rzadkie, jeśli pochodzą od Boga. A co to ma z nami wspólnego? To, że przy szukaniu woli Bożej w naszych konkretnych sprawach możemy być pewni, że nastąpią takie zewnętrzne okoliczności, niekoniecznie cudowne, które jedną drogę potwierdzą, a od innej odwiodą. Dawny brewiarz używa zwrotu:

„a Bóg cudami potwierdził”,

co nie jest li tylko zwrotem retorycznym. Pan Bóg rzeczywiście potwierdza i odpowiada, jeżeli go o to prosimy, chociaż zwykle nie w ten sposób w jaki sobie tego życzymy. A oto mały dowód z Tradycji i tradycji Kościoła.

Dnia 3 Maja Kościół do Soboru Watykańskie II, a jakże, obchodzić święto Odnalezienie Krzyża Świętego przez św. Helenę, tzw. Inventio Crucis. W tym przypadku bardzo łatwo zaobserwować przenikanie się działania nadprzyrodzonego Boga, współpracy człowieka oraz zmysłu krytycznego i zdrowego rozsądku. [1]

 Jak wyglądało odnalezienie Krzyża Świętego:

  1. Święta Helena, matka cesarza Konstantyna miała sen, że ma odnaleźć krzyż. – Wydarzenie semi-nadprzyrodzone.
  1. Wiedziała, że poganie budowali na ważnych dla chrześcijan miejscach swoje świątynie lub posągi dedykowane najmniej odpowiednim bożkom. I tak w Betlejem nad stajenką, w której narodził się Zbawiciel postawiono posąg Adonisa. Ponieważ poszukiwanie krzyża i oczyszczanie miejsc chrześcijańskich miało miejsce w roku 326, toteż św. Helena, jak każdy dobry archeolog wiedziała, że trzeba kopać i kopała opierając się na ustnej tradycji chrześcijańskiej, która podawała, gdzie kopać trzeba. – Wydarzenie naturalne.
  1. Ponieważ na górze Kalwarii stał posąg Wenery, toteż łatwo zidentyfikować można było miejsce dalszych poszukiwań archeologicznych. – Wydarzenie naturalne.
  1. Pod posągiem Wenery dokopano się trzech krzyży, które się niczym od siebie nie różniły, a na osobnym miejscu, zatem nieprzybity do żadnego krzyża, napis INRI, którzy znajdował się nad krzyżem Chrystusa. – Wydarzenie naturalne.
  1. Aby dowiedzieć się, który krzyż jest prawdziwy biskup Jeruzalem Makary, po uroczystych modłach do Boga kazał podać sobie cząstkę każdego krzyża i dotknął nimi ciężko chorą kobietę. – Wydarzenie naturalne.
  1. Pod dotknięciu fragmentami dwóch krzyży nie było żadnych efektów, natomiast po dotknięciu trzecim z nich kobieta ozdrowiała. – Wydarzenie nadprzyrodzone.
  1. W ten sposób odnaleziono Krzyż Prawdziwy. – Wydarzenie naturalno – nadprzyrodzone.

Podobny schemat odnaleźć można przy odnalezieniu innych ważnych relikwii jak np. ciała pierwszego męczennika św. Szczepana (3 sierpnia) lub łańcucha, którym przykuty był św. Piotr – Święty Piotr w Okowach (1 sierpnia) –  świętach oczywiście po ostatnim Soborze zniesionych. Wspominając o nich naszym księżom, szczególnie tym uczonym i to nie młodym, bo młode posoborowe pokolenie ma obecnie około 70 lat, spotkamy się z politowanie lub prychaniem nosem na taką łatwowierność i ciemnotę. Ale czytając źródła stwierdzić można, że rzeczywiście tak mogło to mieć miejsce, gdyż

  1. Jeżeli Bóg jest, to jest on nadprzyrodzony i wszechmocny.
  2. Człowiek ma rozum i wolną wolę i jeśli chce, to z Bogiem współpracuje.
  3. Z tej współpracy z łaską rodzą się owoce, np. w postaci odnalezienia relikwii.

 

Czy chodzi tylko o pieniądze?

To wszystko bardzo pięknie, można by powiedzieć, ale co to ma wspólnego z ostatnią awanturą, nazwijmy sprawę po imieniu, związaną z niepłacaniem na Paypal przez polskich czytelników za czytanie tego bloga. Bo nie płacą naprawdę prawie wszyscy, z wyjątkiem 10 osób, co daje 0,05% płacących lub 99,95% niepłacących. Otóż tak się składa, że piszący te słowa już trzykrotnie zastanawiał się, czy nie zrezygnować w kontynuowania polskiego bloga, ponieważ ma za mało czasu na pisanie na dwóch blogach, czego, Bogu dziękować nie robi zupełnie sam, ale jednak wszystko sprawdza, rozstrzyga i koordynuje. Ma w ostatnim roku dużo mniej czasu na tą działalność, niż w latach poprzednich, a pisanie to bardzo odwleka inny projekt, który jest jednak priorytetowy (proszę się uspokoić, także bezpłatny), a do którego zabiera się, jak przysłowiowy koń pod górę, bo góra jest bardzo stroma, a wynik niepewny. Ponieważ zgodnie z zasadą św. Ignacego tam, gdzie więcej oporu, tam też więcej owoców, czuje coraz mocniejsze przynaglenie, aby się to odłożoną i bardzo trudną sprawą zająć.

Ponadto tak mniej więcej od lipca/sierpnia odczuwa bardzo delikatne przynaglenie, bo Pan Bóg jest delikatny, aby odłożyć blog polski z skoncentrować się wyłącznie na niemieckim. Dlaczego? Ponieważ katolicy niemieckojęzyczni są bardziej potrzebujący. Jest ich liczebnie nieco mniej niż polskich, bo dodając dane statystyczne na temat ilości katolików z wikipedii w Niemczech, Austrii, Schwajcarii i Liechtensteinie, dochodzimy do ponad 32 milionów katolików, dokładnie 32.1 milionów, a w Polsce jest ich statystycznie 35 milionów. A których katolików jest na świecie więcej? Polskojęzycznych czy niemieckojęzycznych? Zdecydowanie tych ostatnich, gdyż według wikipedii dla 90 do 105 milionów osób językiem ojczystym jest niemiecki, którym włada dodatkowo jeszcze 55 milionów innych osób. Mamy więc do czynienia z grupą językową liczącą od 145 do 160 milionów, z czego z pewnością przynajmniej 40% przypada na nominalnych katolików, co daje 58 do 64 milionów niemieckojęzycznych katolików. Według wikipedii po polsku mówi od 39 do 48 milionów osób, co daje może 30 do 40 milionów nominalnych katolików. Jakby nie liczyć, grupa niemieckojęzyczna jest większa. Język niemiecki jest międzynarodowym językiem konferencyjnym, więcej osób uczy się niemieckiego niż polskiego, a w niektórych dziedzinach, jak np. filozofia XIX wieku lub teologia katolicka (Rahner, Urs von Balthasar, Ratzinger) i protestancka (np. Barth, Tillich etc.) XX wieku bez niemieckiego obejść się nie sposób, bo niestety żadne tłumaczenie tak skomplikowanych i niestety w większości bardzo pokrętnych myśli nie odda.

Katolicy niemieckojęzyczni są pod względem duchowym i teologicznym dużo bardziej zaniedbani niż katolicy polscy, gdyż rygorystyczne przeprowadzenie posoborowych reform doprowadziło do całkowitego oczyszczenia kościołów i niestety prawie samych herezji na wydziałach teologicznych, nie mówiąc o episkopatach, które od Soboru znajdują się mniej lub bardziej ukrytej schizmie. Zatem katolik polski od naprawdę wielkiej biedy jeszcze ma się gdzie absolutnie pierwotnych prawd wiary uczyć i po studiach teologicznych prostować musi może tak z 60% poglądów. Jest pobożność ludowa i ludzie jednak wiedzą, co to grzech. W krajach niemieckojęzycznych naprawdę, pomijając uczelnię cystersów w Heiligenkreuz pod Wiedniem, po której dziecezje niemieckie nie zatrudniają wykształconych tam kleryków lub księży, co wiemy na pewno, teologii nie ma ewidentnie gdzie studiować, bo uczy się tam tyle herezji, ile czytelników polskich nie płaci, jakieś 99,95%. Sytuacja katolików w Niemczech jest tragiczna, w Austrii opłakana, nieco lepsza w niektórych kantonach w Szwajcarii, gdzie jest kilku katolickich biskupów i średnia w Liechtensteinie, z ludnością w okolica 36 tys. mieszkańców. Chociaż niemieckojęzycznych bloggerów katolickich jest sporo, to takiego bloga jak nasz też nie ma, bo są to albo wysoce specjalistyczne osobiste rozważania o liturgii lub posoborowej zapaści, albo wysoce literackie wprawki, piękne literacko, ale mało informujące lub kompetentne teologicznie. O ile katolik polski ma takie zbiory jak ultra montes, to katolik niemieckojęzyczny czegoś takiego nie ma. Dlatego też obiektywnie rzecz biorą istnieje większa potrzeba prowadzenia porządnego bloga teologicznego po niemiecku aniżeli po polsku, bo i bieda większa i siła rażenia niemieckojęzycznych herezji (niestety!) też większa.

Piszący te słowa wiedział to od dawna, ale nie był pewny, czy to wezwanie do zarzucenia polskiego bloga na rzecz niemieckiego pochodzi:

  • Z jego zmęczonej natury,
  • Od złego ducha,
  • Od Boga.

I dlatego, wzorując się na świętej Helenie i innych danych z brewiarza Trydenckiego, przeprowadził eksperyment z kontem Paypal nie naciskając, nie wprowadzając żadnych obostrzeń czy szantaży. Chciał w ten sposób zbadać, komu wymiernie na tym blogu bardziej zależy będąc przekonanym, że Pan Bóg tak tym pokieruje, że będzie motywować czytelników bardziej lub mniej, by coś przesłali, skoro Pan Bóg jest wszechmocny. I co się okazało? Nie dość, że mamy trzy razy mniej czytelników niemieckojęzycznych niż polskich, to jeszcze ci niemieckojęzyczni czytelnicy wpłacają trzy razy więcej jeżeli chodzi o kwotę (co nie jest niczym dziwnym przy przeliczeniu euro do złotego), jednak dziwne jest, że absolutnie w okresie od założenia konta Paypal płaci więcej czytelników niemieckojęzycznych niż polskojęzycznych. Zatem:

  • Mniej czytelników niemieckojęzycznych płaci więcej niż czytelnicy polscy.
  • Więcej czytelników niemieckojęzycznych płaci niż płacą, względnie nie płacą, czytelnicy polscy.
  • Zatem datki na Mszę w Le Barroux i nasze pomoce naukowe i tak finansujemy z datków czytelników niemieckojęzycznych niż polskich.

Ponieważ mamy dużo solidniejszych współpracowników na blogu niemieckojęzycznym niż na blogu polskojęzycznym, toteż pytanie:

Jaki blog kontynuować mając czas wyłącznie na jeden?

Jest bardzo prosta. Blog niemiecki. Na blogu polskim opublikowanych widnieje 760 wpisów, było ich więcej, ale część została wykasowana, na blogu niemieckojęzycznym jest ich tylko 377. Zatem jest co nadrabiać i co pisać.

Piszący te słowa jest naprawdę człowiekiem bardzo bezinteresownym, co można stwierdzić empirycznie, bo badając ilość wpłat rzec można, że jest bezinteresowny na 99,862%, co jest bardzo dobrym rezultatem. Ponieważ nie jest Bogiem, więc na 100% permanentnie bezinteresowny być nie może. Poza tym istnieje Piąte Przykazanie nakazujące utrzymywanie także własnego życia. Jest rzeczywiście nagradzany przez Boga w różnych sposób, jak najbardziej niematerialny, patrz 0,05% wpłat na polskim blogu i 0,138% wpłat ogólnych, ale po ludziach wymiernej wdzięczności, niekoniecznie wyłącznie finansowej, już się dawno nie spodziewa, bo także w innych dziedzinach oscyluje ona około 0,1%. W sumie jest to potwierdzenie słów Pisma Świętego, które mówi:

„Znalazłem jednego prawego mężczyznę pośród tysiąca, ale kobiety prawej w tej liczbie nie znalazłem.” (Eccl 7, 28)

Zatem trzeba bezinteresownie wykonać aż 1000 dobrych uczynków, by dojść do 0,1% i doświadczyć czyjejś prawości i sprawiedliwości. Piszący te słowa nie jest w stanie powiedzieć, czy stosunek sprawiedliwości wśród płci jest w jego życiu taki, jak podaje Eklezjastes, ale jak zwykle Pismo Święte wie lepiej. I dlatego świętość jest taka trudna do osiągnięcia, a heroizm cnót tak ciężki do wypracowania. Trzeba jednak być bezinteresownych, bo empirycznie naprawdę nic nie wraca, jak podano powyżej. Bo w jaki sposób może czytelnik w jakikolwiek sposób pomóc naszemu blogowi?

  • Że sam coś kompetentnego napisze?

Jest oferta w menu przynajmniej od kilku miesięcy. Jedna osoba się zgłosiła, ale nie przeszła sita eliminacji.

  • Że coś przetłumaczy?

Kilka osób to uczyniło, ale ta osoba, która zrobiła to najlepiej, bo w sposób niewymagający naszej korekty, zniknęła z pola widzenia.

  • Że zrobi korektę?

Też proponowaliśmy, nikt się nie znalazł.

  • Że przełoży Katechizm Rzymski na bardziej współczesną polszczyznę?

Też się nikt nie znalazł.

  • Że się pomodli?

Tego nie wiemy, ale z naszych odczuć modli się za nas mniej więcej tyle osób, ile wpłaca.

  • Ża prześle nam jakiś datek i zostanie uwzględniony w Mszy Trydenckiej?

Patrz statystyki.

Nie ma zatem nic, żadnej ulgi, żadnej pomocy, żadnej nagrody. Pomijając kwestię Katechizmu Trydenckiego, której tam nie podjęliśmy, bo nie było takich wpisów, pod każdym innym względem nasi niemieckojęzyczni czytelnicy wypadają lepiej. Zgłosił się do nas z własnej inicjatywy sam Don Pietro Leone, którego tekst na niemiecki i polski przetłumaczyliśmy, który pisuje do Rorate Caeli, przesłał jeden swój tekst i może jeszcze coś napisze. Oczywiście nieodpłatnie, bo czym mu zapłacimy? To naprawdę wielki zaszczyt i potwierdzenie naszej niemieckojęzycznej drogi.

Natomiast od naszych polskich czytelników otrzymujemy takie wypowiedzi jak:

Komentarz A: Za dobro Pan każe sobie płacić, cokolwiek dobrego robi Pan innym musi wziąć haracz. Blog może Pana uszczęśliwić, bo ma Pan sposób, by się intelektualnie pokazać By mieć swoje grono adoratorów. [..] Pana osiągnięcia są same w sobie piękne ale nie służą nikomu poza Panem. […] Wszystko co jest Pana przewagą to wiedza. Nie napiszę o duchowości, bo nie umie Pan kochać ani Boga ani człowieka.

Komentarz B: Jeśli w klasie jest jeden uczeń, który sprawia problemy, a Pan nauczyciel, strzeli na to focha i powie, że się obraża i wychodzi to Pan nauczyciel chyba też ma jakiś problem, prawda?

Ale Pana reakcji, obśmiewania i szydzenia – nie rozumiem.  Widziałem to już u Pana na blogu w komentarzach wobec innych, ale zaskoczyl mnie Pan intensywnością swojej reakcji. Chyba, że rzeczywiście stałem się kropelką, która przepełniła czarę goryczy, która w Panu jest.

Nie będę się zbytnio mądrzył, bo ja jestem prosty człowiek, a Pan Wielce Uczony Teolog, który mam wrażanie na wiele i na wielu patrzy z góry, bo taki mądry (moje subiektywne wrażenie). Moim skromnym zdaniem prowadząc swój blog jest Pan przede wszystkim albo wolontariuszem albo kapitalistą i musi się Pan zdecydować. Rozumiem, że prowadzenie bloga z taką intensywnością kosztuje dużo czasu. Ma Pan czas w ogóle na to chyba tylko dlatego, że nie ma Pan Żony i dzieci.

I wyłączając bloga (co widzę teraz mam miejsce, podobnie jak rano), mnie akurat Pan nie zaszkodzi, bo mam kopię całości, zrobioną nie dalej niż kilka tygodni temu. Jeśli będę potrzebował, to mogę wrócić do każdego wpisu a nawet komentarza. Większość osób, podejrzewam, nie ma jednak kopii bloga i oni stracą. Cóż, odpowiedzialność zbiorowa. No nieźle.

Komentarz C: To już będzie absolutnie brutalne: podziwiałam redakcję za bezinteresowność w dzieleniu się swoja wiedzą (niezręcznie było zwracać się per „redakcja”). Przekonywało mnie to o tym, że redakcji naprawdę zależy na zachowaniu tradycji i tym samym czystości wiary. Kiedy pojawia sie motyw finansowy, a szczególnie, że jest on w formie narzekania i odcięcia czytelników od bloga, robi się komercyjnie i smutno.

Są to wypowiedzi wyrwane z kontekstu, niektóre napisane w złości, inne z rozwagą, które nie dają całościowego obrazu danej jednostki, która ma też inne pozytywne strony. Są też komentarze i listy bardzo chwalące i zachęcające. Ale są to wypowiedzi, które rzeczywiście padły. Uważamy jednak, że trzeba je czytać na wspak, skoro pochodzą z inspiracji złego ducha. Nie są to jednak oceny sprawiedliwe i nie zachęcają nas w żaden sposób do kontynuowania prac na polskim blogu. Z pewnością doczekamy się takich komentarzy i na blogu niemieckim, bo nie ma nic za darmo, a ponieważ blog polski prowadzony jest dłużej i ma trzy razy więcej czytelników, to nie dziwi fakt, że najpierw pojawiły się na polskim.

Przeżywamy zatem to, co podane jest w Ewangelii św. Łukasza:

Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom”. (Łk 6, 22-23)

A zareagujemy na to innym cytatem:

„Gdy was prześladować będą w jednym mieście, uciekajcie do drugiego” (Mt 10,23)

«Należało głosić słowo Boże najpierw wam. Skoro jednak odrzucacie je i sami uznajecie się za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do pogan. (Dz 13,46)

Oczywiście zapytać można, czy nie przesadzamy, bo to nie są żadne prześladowania lub odrzucenie naszej pracy. Po prostu ludzie to lubią, owszem nawet pochwalą, ale nie chcą za to płacić, bo to „takie życie”. Wiemy, że to takie życie, ale skoro nie ma się sił i czasu na prowadzenie dwóch blogów, to trzeba wybrać ten, gdzie potrzeba jest większa, gdzie wymiernie wspomagają i płacą, a jak nie płacą, to przynajmniej wspomagają.

I co będzie?

Zobaczymy. Z pewnością blog polski nie będzie do wyczerpaniu już gotowych wpisów kontynuowany, których starczy na jakieś dwa miesiące. Być może całkowicie odłączymy go od sieci, skoro jeden czytelnik, już go sobie skopiował naruszając oczywiście nasze prawa autorskie, być może go w całości bądź w jakiejś części zostawimy. Napisane jest:

„W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu.” (Łk 10,7)

My nie jemy, ani nie pijemy, bo nikt nam nie daje, za to doświadczamy franciszańskiej „radości doskonałej”, co dowodzi, że św. Franciszek znał życie i bywał tak traktowany. I na razie, na tyle.

Summa summarum:

Wobec całkowitego niepłacenia przez czytelników polskich, pomijając ten nieszczęsny 0,05%, za czytane treści oraz po ostatnich komentarzach tychże czytelników, rozeznaliśmy znak Opatrzności Bożej, by skupić się na blogu niemieckojęzycznym, co czego nas od dłuższego czasu delikatnie skłaniała. Gdyby bowiem naszym polskim czytelnikom ewidentnie na tym blogu zależało, to przecież by go jakoś wymiernie wspierali, przynajmniej od września. Jednakże niby nieuzasadniona rezygnacja z bloga polskiego w tamtym czasie wydała nam się zbyt brutalna i dla czytelników niezrozumiała. Jednak fakt, że na 52.787 wejść od września, na wszystkich 346,185 od początku prowadzenia bloga, tylko 10 osób nas w jakiś sposób wspierało, ów sławny 0,05%, da do myślenie chyba wszystkim, bo argument pieniędzy dociera do każdego. Do wrześnie nie mieliśmy żadnych wymiernych empirycznie danych, do czego zachęca nas Odnalezienie Prawdziwego Krzyża, by zmierzyć „zapotrzebowanie rynku” lub „wdzięczność czytelników polskich”. To narzędzie pojawiło się dopiero z Paypalem i jest brutalnie weryfikujące i skuteczne. Przecież nie będziemy co jakiś czas strony zawieszać i szantażować, że jak nie zapłacą to wpisu nie będzie. To byłoby śmieszne i niegodne. Bez żadnych nacisków chcieliśmy wybadać naturę, która okazała się taka, jak jest – słowiańska. Być może teraz nastąpi jakiś słomiany ogień wpłat i użalania się na naszą „pazerność”, ale gdy opadną emocje wszystko wróci do normy. I katolicy polscy będą mieli ten poziom teologiczny blogów, na który zasługują. No, niestety.

„Kto ma, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.”

(Łk 9, 26)

I rzeczywiście

„smutno się zrobiło”,

jak napisała pewna czytelniczka, tylko zdecydowanie niekomercyjnie.

[1] Por. Po łacinie lub angielsku http://divinumofficium.com/cgi-bin/horas/officium.pl   Wprowadzić: Trident 1910 lub Divino afflatu, a w Kalender: 3 May, Matutin.

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

error: Content is protected !!
pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: