Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest

Amoris laetitia – zachęta do relatywizmu. 4: Rozdział I. Pierwsze wrażenia: Gnostycka wiara w moc lędźwi.

Rozdział 1.1 Gnostycka wiara w moc lędźwi.

Obiecaliśmy czytelnikom przedstawianie, pożal się Boże, adhortacji w odcinkach zgodnych z rozdziałami, ale nie wiemy, czy nie trzeba będzie tych rozdziałów dzielić, bo bzdur tam niesamowicie dużo, herezji sensu stricto też sporo, konieczność konfrontowania z prawdziwym Magisterium i cytatami z tego ostatniego występuje, a wpisy na blogu jednak za długie być nie mogą, bo ich nikt nie przeczyta. Ponieważ recenzujemy adhortację na bieżąco, więc nie wiemy, ile nam ta recenzja czasu i miejsca zajmie. Tyle uwag wstępnych. Bardzo prosimy o modlitwę w intencji redakcji, aby podołała zadaniu, bo wpisy te czyta wiele osób, a modli się mało kto.

Pierwsze wrażenie w czterech punktach

Ponieważ człowiek od czasu do czasu może zaufać swojej pierwszej intuicji, a żyjący w łasce nawet powinien, toteż po lekturze pierwszego rozdziału, a jeszcze przed jego teologiczną analizą pojedynczych fragmentów nasuwają nam się intuicyjnie-emocjonalnie następujące uwagi. Adhortację charakteryzują:

  1. Biblicyzm jakby żadnych innych loci theologici nie było.
  2. Świeckość i horyzontalizm rozważań.
  3. Zapatrywania gnostyckie.
  4. Poziom teologiczny animatora ruchu charyzmatycznego lub katechisty neokatechumenatu.

Ad 1. Biblicyzm papieża Franciszka

Już w preambule do Amoris laetitia Franciszek pisze:

„6. Przedstawiając tekst, zacznę od wprowadzenia inspirowanego Pismem Świętym, które nada mu odpowiedni ton.”

Oczywiście można by rzecz, że to bardzo ładnie, że Pismo Święte czytać należy, ale byłaby to uwaga stosowna do mechanika samochodowego, który nie przystępuje do reperacji samochodu bez lektury biblijnej na temat podróży po pustyni za pomocą wielbłądów. Ale dlaczego takie banalne stwierdzenie pada ze strony papieża oraz ludzi, którzy niejako „na niego pracują”, czyli kształtują ten pontyfikat? Przecież wiadomo, że Pismo Święte jest pierwszym źródłem teologii i Magisterium, aczkolwiek nie jedynym. Czy przed adhortacją roku pańskiego 2016 nie było innych orzeczeń Magisterium na temat małżeństwa? Było ich i to multum. Naprawdę nie mamy czasu i siły na wypisywanie wszystkich orzeczeń doktrynalnych na temat małżeństwa z Denzingera-Hünermanna, ale możemy przedstawić poniżej encykliki papieskie na temat małżeństwa przed Amoris laetitia (=AL, tak, wiemy, to nie Armia Ludowa) poczynając od Leona XIII (1878-1903), gdyż w tej kwerendzie dysponujemy pomocą internetu.[1] I tak od roku 1880 mamy następujące encykliki, gdyż tylko te bierzemy pod uwagę, na temat małżeństwa:

  1. Leon XIII: Arcanum divinae sapientiae, O chrześcijańskim małżeństwie, 10 lutego 1880.
  2. Leon XIII: Quam religiosa, O państwowym prawie małżeńskim w Peru, 16 sierpnia
  3. Leon XIII: Dum multa, O ustawodawstwie małżeńskim w Ekwadorze, 24 grudnia
  4. Pius X: Iamdudum, O prawie separacji małżeńskiej w Portugalii, 24 maja 1911.
  5. Pius XI: Casti Connubi,[2] O małżeństwie chrześcijańskim, 31 grudnia 1930.
  6. Paweł VI: Humanae Vitae,[3] O obronie życia poczętego 26 lipca 1968.
    1. Kongregacja Nauki Wiary, Persona Humana: Deklaracja o niektórych zagadnieniach etyki seksualnej (29.XII.1975)
  7. Jan Paweł II: Evangelium vitae,[4] O wartości i nienaruszalności życia ludzkiego 25 marca 1995.
    1. Adhortacja Familiaris consortio (22.XI.1981)
    2. List do Rodzin (2.II.1994)
    3. Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja o Szacunku dla Rodzącego się Życia Ludzkiego i o Godności jego Przekazywania. Odpowiedzi na niektóre Aktualne Zagadnienia (22.II.1987)
    4. Kongregacja Nauki Wiary, List do Biskupów Kościoła Katolickiego na temat przyjmowania Komunii św. przez wiernych rozwiedzionych żyjących w nowych związkach (14.IX.1994).

Posiadamy zatem, licząc jedynie od roku 1880 siedem encyklik, jedną adhortację, trzy wypowiedzi Kongregacji ds Wiary i przypuszczalnie kilkadziesiąt lub kilkaset wypowiedzi Magisterium zwyczajnego, które nieomylne co prawda nie jest, ale do papieża Franciszka nie było też heretyckie.[5] Jakkolwiek by nie patrzeć papież Franciszek nie musi wynajdywać koła na nowo, ani zaczynać od Adama i Ewy, jak to już uczynił Jan Paweł II w Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, ale, gdyby chciał z nich skorzystać, ma mnóstwo wzorców swoich poprzedników. W Kościele, do Franciszka, zadawano sobie pytanie:

Jak twierdzenie jest to zakorzenione w Tradycji?

Franciszek wybiera jednak inną drogę, a mianowicie „Pismo Święte i ja”. Znamy to skądś? Oczywiście, że tak. Z oazy, neokatechumenatu, ruchu charyzmatycznego, gdzie twierdzi się, że nauka Kościoła powinna być biblijna i to bibiljne wedle rozeznania mówiącego, gdyż inaczej się nie liczy. I dlatego papież Franciszek tak dobrze czuje się w towarzystwie pentekostalnych protestanckich charyzmatyków, bo to ten sam intelektualno-teologiczny poziom. Czy jest to katolickie? Nie jest.

Ad 2. Świeckość i horyzontalizm rozważań

Ton pierwszego rozdziału mocno przypomina redakcji marzenia tzw. katolickich młodzieńców poznanych na różnych rekolekcjach wyobrażających sobie swoje przyszłe życie i współżycie, które postaramy się tutaj oddać w formie cenzuralnej:

„Jak ja z mojo kobito zaczniemy się rozmnażać, to będzie fajnie. Dzieciaki, stół, wódka, zakąska, rodzina, kumple, pieniążki – fajnie będzie.”

I co w tym złego? Ze świeckiego punktu widzenia nic, ale to czysty naturalizm i biologizm. Człowiek nie jest w pierwszym rzędzie prokreacyjnym lub seksualnym zwierzęciem, przynajmniej nie według teologii katolickiej, bo według ewolucjonizmu i biologizmu Darwina to jak najbardziej. Po co takie banały i komunały w adhortacji papieskiej umieszczać?

Ad 3. Zapatrywania gnostyckie

Teza, którą znaleźć można w punkcie 11, że rodzina, a konkretnie kopulacja małżeńska, bo jesteśmy tutaj wszyscy dorośli, odzwierciedla relację Trójcy Świętej jest bluźniercza i z gruntu gnostycka. Czy papież rzeczywiście tak pisze? No całkiem nie tak, ale poczytajmy sobie sami:

  1. Rzeczywiście zdolność ludzkiej pary do rodzenia jest drogą, poprzez którą rozwija się historia zbawienia. W tym świetle owocne relacje małżonków stają się obrazem, służącym do odkrycia i opisania tajemnicy Boga kontemplowanej przez chrześcijan poznających w Trójcy Świętej Boga Ojca, Syna i Ducha miłości. Trójjedyny Bóg jest komunią miłości, a rodzina jest jej żyjącym odzwierciedleniem. Światło rzucają nam słowa św. Jana Pawła II: „Osoby naszego Boga w swej najbardziej wewnętrznej tajemnicy nie pozostają w samotności, lecz tworzą rodzinę, ponieważ w tajemnicy tej zawiera się ojcostwo, synostwo i sama istota rodziny, jaką jest miłość. Miłością w tej Bożej rodzinie jest Duch Święty”[6]. Rodzina nie jest więc czymś obcym samej istocie Boga[7]. Ten trynitarny aspekt pary małżeńskiej przybiera nową postać w teologii Pawłowej, gdy Apostoł wiąże ją z „tajemnicą” zjednoczenia  między Chrystusem a Kościołem (por. Ef 5, 21-33).

No niestety, ale zły, bo gnostycki, zwrot nauki Kościoła miał już miejsce w nauczaniu Jana Pawła II, którego Teologia ciała, którą napisał jeszcze jako Karol Wojtyła, niestety także ociera się o gnozę, co pięknie ukazało Rorate Caeli i co jest odejściem od Tradycji.[6] Analizą punktu 11 zajmiemy się jeszcze szczegółowo, ale w tym miejscu stwierdzić trzeba, że Trójca Święta żadną rodziną nie jest i się nie rozmnaża. To jest niebezpieczny antropomorfizm nie uwzględniający transcendencji Boga i obrażający Go. Przecież Bóg jest jeden i ponad wszelkim podziałem, więc nie może wykształcić w sobie pierwiastka żeńskiego i męskiego, jak chcieli gnostycy. Poza tym Ojciec nie może się rozmnażać ze swoim Synem, ani Duch Święty nie jest ich dzieckiem, bo inaczej trzeba uznać, że gay marriage i to jeszcze w formie kazirodczej jest odbiciem Trójcy Świętej i dlatego winny być naśladowanym. Przecież istota Boga (DH 294, 501, 525, 800, 804, 3001) jest niewysłowiona (ineffabilis), więc jak rodzina może być tej istocie nieobca, jak pisze AL 11. Przypomnijmy ustalenia Konstytucji Dogmatycznej Dei Filius (1870):

„Święty, katolicki, apostolski Kościół rzymski wierzy i wyznaje, że jest jeden Bóg żywy i prawdziwy, stworzyciel oraz Pan nieba i ziemi, wszechmogący, wieczny, niezmierzony, nie dający się pojąć, nieskończony zarówno pod względem umysłu, jak i woli oraz wszelkiej doskonałości. Ponieważ Bóg jest jedną i jedyną «zupełnie niezłożoną» i niezmienną duchową substancją, należy o Nim głosić, że jest rzeczowo i istotowo różny od świata, że jest szczęśliwy w sobie i ze siebie, oraz że niewypowiedzianie przewyższa wszystko, co poza Nim istnieje i daje się pomyśleć. (DH 3001).[7]

Potępienie antropomorfizmu przy rozważaniu Trójcy Świętej miało już miejsce bardzo wcześnie, bo w roku 521 w liście papieża Hormidasa Inter ae quae do cesarza Justiniana.

„[…] Któż mógłby starać się owej tajemnicy wiecznej i nieprzenikalnej substancji, której żadna natura, nawet stworzeń niewidzialnych, zbadać nie może, przydać świecki podział (profanam divisionem) i niezbadaność boskich misteriów sprowadzić do obrachunku na sposób spraw ludzkich (ad calculum moris humani)? (DH 367)”

Chociaż w tekście tym chodzi głównie o kwestie stosowania arytmetyki do rozważania Trójcy Świętej, to przecież termin „świecki obrachunek” sprowadzić można także do wszelkiego, także tego „prorodzinnego” myślenia o Trójcy Świętej. W rozważaniach o Bogu antropomorfizmy nie mogą mieć miejsca, ponieważ zawsze błądzą, skoro Bóg absolutnie przekracza rzeczywistość ziemską. Nie wchodząc tutaj w szczegóły rozważań o Trójcy Świętej, które są naprawdę bardzo rozległe, wiedzieć trzeba, że termin Ojciec, Syn i Duch Święty określają co prawda osoby, ale w rozumieniu relacji. Znaczy to, że Ojciec jest tym, który „rodzi”, Syn, tym, który jest „zrodzony”, a Duch Święty, Tym, który „pochodzi” (DH 71, 188, 284, 367, 470, 800, 4522). Jednakże terminy:

  • „Rodzi” względnie „płodzi”, bo w języku greckim to ten sam czasownik gignomai oznaczający Ojca
  • Jest „zrodzony” względnie „spłodzony”, oznaczający Syna,
  • „Pochodzi”, oznaczający Ducha Świętego

to terminy teologiczne ukazujące relacje w obrębie Trójcy Świętej, których nie należy traktować płodnościowo-dosłownie. Już św. Grzegorz z Nazjanzu zastanawiał się, czy stosowanie określeń „płodzić/rodzić” (gignomai) w odniesieniu do Boga jest stosowne, bo przecież to procesy czysto seksualne i ludzkie. Ale stwierdził, podobnie jak inni Ojcowie Kapadoccy, czyli św. Grzegorz z Nysy i św. Bazyli Wielki, że ludzkiego języka używać trzeba, bo innego nie ma, ale są to teologiczne procesy w obrębie czegoś absolutnie boskiego i wyjątkowego, a mianowicie unii hipostatycznej oraz Trójcy Świętej. Zatem Trójca Święta nie jest rodziną.

A czym ktoś traktował to dosłownie twierdząc, że należy kopulować naśladując tak Boga, a w sumie Trójcę Świętą? Oczywiście, że tak. W misteriach pogańskich tzw. hieros gamos,[8] czyli „święte zaślubiny” były orgiastycznym naśladownictwem i to jak najbardziej dosłownym płodności bóstw czy bóstwa.[9] I dlatego uczestnicy tych kultów mówili:

„My naśladujemy bóstwo. To religia czyli seks, a seks czyli religia.”

I podobne praktyki występowały u chrześcijańskich gnostyków. Przedstawiając w tym miejscu gnozę w dużym uproszczeniu, bo systemów gnostyckich było multum i często jedne drugim przeczyły, gnoza uznawała dualizm wewnętrz bóstwa w tym rozumieniu, iż w Bogu istnieje podział na dobrą i złą siłę, które są dla siebie przeciwwagą. Często utożsamiano jedną z sił z kobiecością, a drugą z męskością oraz lokowano w Bogu kobiecość i męskość, które drogą rozmnażania się, czyli kopulacji, tworzyły inne byty.[10] Jest to myślenie obecne do dziś w żydowskiej kabbale i gemarze, które znamy jeszcze zbyt słabo, by je relacjonować, ale naśladowanie jedności i hermafrodytyzmu bóstwa miało miejsce poprzez szukanie swojej kopulacyjnej drugiej połówki oraz przez „święte zaślubiny”. W sumie u gnostyków nie odgrywało większej roli, dlaczego się kopuluje, bo antytakci czynili tak po to, by zemścić się na złym Bogu, który ustanowił prawo z przykazaniem „Nie cudzołóż”, karpokracjanie[11] po to, by wszystko było wspólne, kobiety też, a agapici, aby praktykować wszędzie, domyślamy się co, chrześcijańską „agape”.  Bywały także sekty gnostyckie odrzucające wszelkie współżycie i płodzenie dzieci, takie jak enkratyci, ale domyślamy się, co było popularniejsze, to, aby „kopulawać na chwałę Bożą” i to w ujęciu gnostyckim. Smakowitsze fragmenty pozostawimy sobie na nasz cykl o gnozie, bo musimy je jeszcze przetłumaczyć, ale św. Ireneusz z Lyonu (zm. 220) pisze o gnostykach: „Przygotowują oni komnatę ślubną i celebrują misteria” (Adv. Haer. I, 21, 3). Klemens Aleksandryjski, jedno z głównych źródeł gnostycyzmu, dokładnie opisuje te ruchy (Strom. III 27, 1.5; 10.1; 30, 1).[12] Współżycie homoseksualne sugerowane jest w gnostyckiej Tajemnej Ewangelii Marka.[13] Chociaż z pewnością zawsze bywały jednostki, którym chodziło wyłącznie o seks, to w sektach gnostyckich, podobnie jak w grecko-orientalnych religiach misteryjnych, orgie traktowane były jako czynność kultyczna, rodzaj „sakramentu” (bo i takie fragmenty można znaleźć), zdążająca do zjednoczenia z Bogiem lub nabycia boskich cech. Niektórzy gnostycy praktykowali także magię miłosną, której tutaj ze względu na jej obrzydliwość bliżej nie opiszemy. Ale ponieważ gnostycy ci uważali się za chrześcijan, toteż swoje praktyki odnosili do Boga twierdząc, że skoro Bóg jest miłością (agape = eros) to miłość jest drogą do  Boga (eros = agape). Kościół naprawdę zawsze, a w sumie do Jana Pawła II bronił się, przed odnoszeniem kopulacji nawet w małżeństwie do tajemnicy Trójcy Świętej, bo co ma piernik do wiatraka. Jeżeli by potraktować to dosłownie, to im częściej tym lepiej, bo święciej. Tego typu twierdzenia zostały już potępione, o czym już w innym kontekście pisaliśmy,[14] a mianowicie przez Piusa XII. w encyklice Sacra virginitas z 25. Marca 1954:

„Ostatnio napiętnowaliśmy ze smutkiem zdanie tych, co ośmielili się twierdzić, że jedynie małżeństwo może zapewnić naturalny rozwój osobowości i jej należyte udoskonalenie. Niektórzy bowiem uważają, że łaska uzyskana ex opere operato Sakramentem Małżeństwa tak bardzo uświęca pożycie małżeńskie, że staje się ono narzędziem skuteczniejszym niż samo dziewictwo dla zjednoczenia poszczególnych dusz z Bogiem, ponieważ małżeństwo chrześcijańskie a nie dziewictwo jest Sakramentem. Pogląd taki ogłaszamy za fałszywy i szkodliwy.

I owszem, Sakrament ten małżonkom daje łaskę do świątobliwego pełnienia obowiązków małżeńskich, wzmacniając związek wzajemnej miłości, która jednoczy ich ze sobą. Nie w tym jednak celu jest ustanowiony, ażeby z pożycia małżeńskiego czynić narzędzie samo przez się przydatniejsze do zjednoczenia dusz z Bogiem, niż to uzyskują dusze oblubieńcze poprzez więź doskonałej z Nim miłości. Czyż Paweł Apostoł nie przyznaje małżonkom prawa raczej powstrzymania się na pewien czas od pożycia małżeńskiego w celach modlitewnych, ponieważ tego rodzaju wstrzemięźliwość daje większa wolność duszy pragnącej oddać się sprawom niebieskim i Bożym?”[11] (DH 3911)

Ukazywanie seksu jako drogi do Boga jest gnostyckie i kończy się kamasutrą, która też chrześcijańska nie jest. „Ale za to przyjemna”, powiedzą niektórzy, „to prawda” odpowiemy, ale grzeszna. Summer kisses, winter tears!

No niestety, ale w świetle odwiecznego Magisterium Kościoła stwierdzenie punktu 11 z AL:

  1. Rzeczywiście zdolność ludzkiej pary do rodzenia jest drogą, poprzez którą rozwija się historia zbawienia. W tym świetle owocne relacje małżonków stają się obrazem, służącym do odkrycia i opisania tajemnicy Boga kontemplowanej przez chrześcijan poznających w Trójcy Świętej Boga Ojca, Syna i Ducha miłości. Trójjedyny Bóg jest komunią miłości, a rodzina jest jej żyjącym odzwierciedleniem.

 jest heretyckie.

Ad 4. Poziom teologiczny animatora ruchu charyzmatycznego lub katechisty neokatechumenatu.

Osoby nie będące teologami pomyślą być może, że się Franciszkowi z tej uczoności i z intelektualizmu w głowie przewróciło. Tak nie jest, bo po pierwsze adhortacji tej nie napisał sam, a po drugie żadnej uczoności tam nie ma, za to mnóstwo krętactwa i sofizmatów. Poziom teologiczny jest łopatologiczny, prymitywny i bełkotliwy. Jest to poziom pogadanek oazowo-charyzmatyczno-neokatechumentalnych, w których kleryk trzeciego roku „ludziom” wiarę klaruje „tak, żeby ludzie zrozumieli”, jak się w tych kręgach mawia. A tymczasem to on sam mało co rozumie, bo „myśli genitaliami” (Pardon!), ale trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Jak to ktoś pięknie po angielsku określił:

“a tediously long and verbose piece of poorly-written and thought-out amateur post-modern-deconstructionist sociology.”[15]

Po prostu socjologizująca, dekonstrukcyjna żałosna amatorszczyzna! Czy tam już w Rzymie nikogo innego nie ma, tylko same Charamsy? Może i są, ale papież Franciszek woli swoich „chłopaków”, a może i chłopców, bo jeden z podpunktów opiewa „czułość”. O Boże, widzisz i nie grzmisz!!!

Może między innymi nam to werbalne grzemienie zleca, bo pogrzmimy rozbierając adhortację punkt po punkcie. A na razie tyle pierwszego wrażenia po jednym przejrzeniu pierwszego rozdziału.

Ciąg dalszy na pewno nastąpi.

[1] Tę mianowicie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Encyklika#Do_Soboru_Watyka.C5.84skiego_I

[2] Poczytać można tutaj: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xi/encykliki/casti_connubi_31121930.html

[3] Poczytać można tu: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pawel_vi/encykliki/humane.html

[4] Poczytać można tu: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/evangelium_1.html

[5] Zbiór wypowiedzi posoborowych, między innymi na temat rodziny znaleźć można tutaj: http://www.niedziela.pl/artykul/1472/Dokumenty-Stolicy-Apostolskiej-na-temat

[6] http://rorate-caeli.blogspot.com/2015/01/theology-of-body-explained-traditional.html

[7] Wersja polska: http://szafarze.bazydlo.pl/strona/Dokumenty/deifiliusSVI.html

[8] Odyssea 5, 125; Hezjod, Teogonia 968 n.

[9] Burkert, Walter, Starożytne kulty misteryjne, Kraków: Homini 1999, 39, 129, 139, 182-187; Kerényi, Karl, Eleusis. Archtypowy obraz matki i córki, Kraków: Homini 2004, 67, 85, 195, 203-220;

[10] Schultz, W., Dokumente der Gnosis. Mit Essays von Georges Bataille und Henri-Charles Puech, Augsburg 2002, 143, 147

[11] Tamże, 61.

[12] Przypisy za Burkert, Starożytne, 39.

[13] Secret Gospel of Mark, wyd. E. Smith 1973, s. 115-117, 185, 452.

[14] Por. https://wobronietradycjiiwiary.com/2016/01/28/kard-bona-o-rozpoznawaniu-duchow-25-duch-bozy-odwodzi-od-zmyslowosci/

[15] http://remnantnewspaper.com/web/index.php/articles/item/2453-the-joy-of-love-truth-in-the-service-of-a-lie

error: Content is protected !!
pl_PLPolski
en_USEnglish pl_PLPolski
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: