Korzystając z bojowego nastroju piszący te słowa pragnie odnieść się do kwestii rzekomej nieważności przyszłej ekskomuniki FSSPX.
Po omówieniu intencji w ostatnim wpisie, przechodzimy niniejszym do omówienia obiektywnej nieważności.
Bp. Schneider, jak pamiętamy, powiedział:
ewentualna ekskomunika Bractwa po konsekracjach biskupich zaplanowanych na 1 lipca byłaby nieważna, ponieważ kierownictwo Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X nie zamierza dokonać aktu schizmatyckiego.
Otóż mówiąc bardzo oględnie bp. Schneider posługuje się prawno-kanonicznym terminem nieważności (invaliditas) w sposób mało precyzyjny. A mówiąc mniej oględnie: mówi same bzdury.
Warto bowiem zapytać, a jakim znaczeniu ekskomunika byłaby nieważna? Czy w rozumieniu kodeksu prawa kanonicznego? Czy w rozumieniu Schneidera?
Jeśli w tym pierwszym, skoro ekskomunika jest karą przewidzianą przez prawo, to warto przyjrzeć się problematyce nieważności w prawie kanonicznym.
Mówiąc możliwie prosto, nieważne jest coś, co nie wywołuje skutków prawnych.
Nieważność w prawie kanonicznym oznacza, że czynność prawna (najczęściej małżeństwo) od samego początku nie wywołała skutków prawnych, ponieważ nie spełniono wymogów koniecznych do jej zawarcia.
W kontekście kościelnym, stwierdzenie nieważności małżeństwa […] to orzeczenie sądu kościelnego, że sakrament w świetle prawa kanonicznego nigdy nie zaistniał.
Dlatego też określanie kościelnego unieważnienia małżeństwa mianem „rozwodu kościelnego” jest tak mylące.
Rozwód w rozumieniu cywilno-prawnym jest rozwiązaniem umowy, która między małżonkami została zawarta.
Natomiast stwierdzenie unieważnienia stanowi, że żadnej umowy – małżeństwa i sakramentu – nie było.
Sam kodeks prawa kanonicznego aż 31 razy posługuje się pojęciem nieważności w wyżej wymienionym rozumieniu.
Kościół precyzuje nawet czynności, które na mocy samego prawa są nieważne, jak np.
Kan. 977 – Rozgrzeszenie wspólnika w grzechu przeciw szóstemu przykazaniu Dekalogu jest nieważne, poza niebezpieczeństwem śmierci.
Zatem rozgrzeszenie wspólnika, pomijając niebezpieczeństwo śmierci, nie następuje. Rozgrzeszenie jest nieważne.
Inne przykłady nieważności to:
Kan. 1061
§ 3 Nieważne małżeństwo nazywa się mniemanym, jeżeli przynajmniej jedna ze stron zawierała je w dobrej wierze, dopóki obydwie strony nie zdadzą sobie sprawy z jego nieważności.
Kodeks wyklucza nawet pewne grupy osób od różnych czynności prawnych, które tych czynności nie wykonują, ale usiłują je wykonać.
Kan. 1087 – Nieważnie usiłują zawrzeć małżeństwo ci, którzy otrzymali święcenia.
Kan. 1088 – Nieważnie usiłują zawrzeć małżeństwo ci, którzy są związani wieczystym ślubem publicznym czystości w instytucie zakonnym.
Doskonałym przykładem nieważności jest nieważna rezygnacja z urzędu kościelnego, która miała miejsce w przypadku Benedykta XVI:
Kan. 188 – Mocą samego prawa nieważna jest rezygnacja pod wpływem ciężkiej bojaźni niesprawiedliwie wywołanej, podstępu lub błędu istotnego albo symonii.
Reasumując stwierdzamy, że coś jest w prawie kanonicznym jedynie wtedy nieważne, gdy kodeks wyraźnie to stwierdza.
Zauważmy, że nieważność jest czymś obiektywnym, w odróżnieniu od niezdolności. Ta ostatnia jest subiektywna.
Jeśli zatem kodeks nie określa expressis verbis nieważności czegoś, to jest ono ważne, gdy spełnione są wszystkie wymagane warunki.
Kodeks nie przewiduje jakiegoś ogólnego stwierdzenia nieważności, aż do stwierdzenia ważności. Jest dokładnie odwrotnie. W odniesieniu do małżeństwa mówi wyraźnie:
Kan. 1060 – Małżeństwo cieszy się przychylnością prawa, dlatego w razie wątpliwości należy uważać je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego.
A jak jest ze wszystkim innym? Dokładnie tak samo. Przecież w jakim to systemie prawnym coś z zasady jest nieważne aż do udowodnienia jego ważności? Przecież wszyscy żyliby w stanie stałego zawieszenia.
Tak ciężka kara, którą jest ekskomunika latae sententiae, to jest niewymagająca publicznego ogłoszenia, ale zaciągana przez sam czyn, musi być wyraźnie w kodeksie sformułowana, by ktoś jej przypadkiem nie zaciągnął.
Tego rodzaju ekskomunika zaciągana jest przy święceniu biskupów bez mandatu papieskiego.
Kan. 1387 – Biskup, który bez papieskiego zlecenia konsekruje kogoś na biskupa, a także ten, kto od niego konsekrację przyjmuje, zaciągają ekskomunikę latae sententiae, zarezerwowaną dla Stolicy Apostolskiej.
Ta ekskomunika jest zaciągana „z automatu”, nie wymagając żadnego dalszego procedowania w Watykanie.
Stąd wypowiedź biskupa Scheidera, jakoby ta ekskomunika była „ewentualnie” nieważna jest kolejnym spiętrzeniem bzdur.
W przypadku ekskomuniki Kościół nic nie pozostawia jakiejkolwiek ewentualności.
Ekskomunika następuje natychmiast, automatycznie, a nie „ewentualnie”.
Coś jest w prawie kanonicznym albo ważne albo nieważne, a nie „ewentualnie nieważne”, jak chce biskup Schneider. O Boże! Toż to on nie wie, co mówi, a biskup!
A rozwiązanie jest takie proste. Nie ma papieża, nie ma ekskomuniki, bo nikt mandatu święceń biskupich udzielić nie może. Ech.
A czy te święcenia biskupie będą ważne?
Tak, będą ważne, ale niegodziwe. Kodeks nigdzie nie stanowi, że takie święcenia są nieważne.
Ponieważ są ważne i powodują dzielenie Kościoła, niejako przez pączkowanie, dlatego właśnie pociągają za sobą karę ekskomuniki.
A czy ekskomunika dotyczyć będzie też wiernych Bractwa św. Piusa X?
Nie, na mocy prawa jedynie wyświęcających i wyświęcanych. Co prawda biskup miejsca lub Rzym może dodatkowym aktem prawnym ogłosić ekskomunikę wiernych, ale w kodeksie nic na ten temat nie ma.
Taka ekskomunika biskupa byłaby ważna, chociaż można się od niej do Rzymu odwołać.
Natomiast ekskomunika Prevosta/Leona XIV byłaby nieważna, gdyż Prevost nie jest papieżem, przez co nie jest też biskupem Rzymu.
Urzędu papieża od urzędu biskupa Rzymu od czasów przenosin św. Piotra z Antiochii do Rzymu nie można oddzielić, wbrew temu, co twierdzi Dr. Edmund Mazza.
Zatem w wypowiedzi bp. Schneidera:
(1) ewentualna ekskomunika Bractwa po konsekracjach biskupich zaplanowanych na 1 lipca byłaby (2) nieważna, ponieważ kierownictwo Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (3) nie zamierza dokonać aktu schizmatyckiego.
Zawiera aż trzy, prawno-kanoniczne piramidalne bzdury. Naprawdę trudno uwierzyć, by bp. Schneider był do tego stopnia niekompetentny.
Albo niestety jest i ta wypowiedź to skrajna głupota. Albo nie jest i to skrajne łgarstwo i erystyka wbrew lepszej wiedzy.
Nie wiadomo, co gorsze. Raczej to drugie, bo to grzech ze złośliwości, który ostatnio u Akwinaty omawiamy.
Skoro bp. Schneider tak chętnie, chociaż niestety niezbyt przekonująco, wykręca kota ogonem i boi się o chleb, to powinien zacząć pracę w marketingu lub postarać się o posadę czyjegoś rzecznika prasowego.
W ten sposób spowoduje mniej szkód dla dusz, bo ciężar gatunkowy kłamstwa zależy od materii, w której się kłamie. Amen.

Jak podobał Ci się ten wpis?
Kliknij na gwiazdkę, by go ocenić!
Średnia ocena / 5. Policzone głosy:
Jeszcze bez oceny. Bądź pierwszy!

















Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.