Teologia katolicka zakłada istnienie demonów mających wpływ na świat naturalny poprzez wpływ na ruch przestrzenny (motus localis).
Jak już podaliśmy w naszej angelologii, zdaniem św. Tomasza, niektóre wydarzenia w świecie są najprawdopodobniej wynikiem działania złego ducha (św. Tomasz z Akwinu, De malo q. 16 a.1).
Akwinata pisze o tym także w swojej Sumie:
Deszcze i wichry oraz cokolwiek odbywa się jedynie poprzez ruch przestrzenny, może być spowodowane przez demony.
Pluvia et venti, et quaecumque solo motu locali fiunt, possunt causari a daemonibus (1 2., q. 80 2. c. )
A co dzieje się na świecie poprzez ruch przestrzenny (motus localis)? Dosłownie wszystko:
- ruch planet,
- ruch hormonów we krwi,
- ruch wirusów w organizmie,
- ruch neuronów w mózgu,
- etc.
To na to wszystko demon ma wpływ? Oj ma, jeśli Bóg zezwoli.
Stąd prawdą jest również to, że choroby somatyczne i psychiczne ludzi i zwierząt wywoływane być mogą przez demony. Nie muszą, ale mogą.
Świadczą o tym błogosławieństwa Kościoła przeznaczone dla chorych zawierające części egzorcystyczne, fachowe określenie “apotropaiczne”.
Weźmy na przykład Błogosławieństwo dorosłego chorego (Benedictio adulti aegrotantis) z Rituale Romanum:
Intróeat, Dómine Iesu Christe, dómum hanc ad nostræ humilitátis ingréssum pax et misericórdia tua, effúgiat ex hoc loco omnis nequítia dæmonum, adsint Angeli pacis, domúmque, hanc déserat omnis maligna discórdia. Magnífica, Dómine, super nos nomen sancutum tuum: et bénedic nostræ conversatióni: Qui sanctus et pius es, et pérmanes cum Patre et Spíritu Sancto in sǽcula sæculórum.
Niech Pan Jezus Chrystus wkroczy do tego domu z pokojem i miłosierdziem; niech wszelka niegodziwość demonów ucieknie z tego miejsca; niech będą tu obecni Aniołowie pokoju, a wszelka złośliwa niezgoda niech opuści ten dom. Wielbij, Panie, nad nami swoje święte imię i pobłogosław nasze rozmowy. Ty, który jesteś święty i dobry, i trwasz z Ojcem i Duchem Świętym na wieki wieków.
Podobne sformułowanie odnaleźć można w Błogosławieństwie chorych zwierząt (Benedictio animalium gravi infirmitate laborantium):
Exáudi nos, Deus salútis nostræ: et intercedénte beáta et gloriósa semper Vírgine María Dei Genitríce, et beáto rústico Benedícto (vel sancto Patróno), omnémque pestiléntiam, morbúmque lethálem, et diabólicam potestátem, ab his animálibus procul expélle; ut, quæ iusto iudício tuo pro peccátis nostris flagellántur, misericórdia tua foveántur. Per eúndem Dóminum nostrum Iesum Christum Fílium tuum, qui tecum vivit et regnat in unitáte Spíritus Sancti Deus, per ómnia sǽcula sæculórum.
Wysłuchaj nas, Boże naszego zbawienia, i przez wstawiennictwo błogosławionej i chwalebnej zawsze Dziewicy Maryi, Matki Bożej, oraz błogosławionego Benedykta Oracza (lub patrona), oddal od tych zwierząt wszelką zarazę, śmiertelne choroby i moc diabła; Aby te, które są karane za nasze grzechy Twoim sprawiedliwym sądem, znalazły pocieszenie w Twoim miłosierdziu. Przez tego samego Pana naszego Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, na wieki wieków.
Zatem wywoływanie chorób przez demony jest wiarą Kościoła. A wywoływanie chorób, to jest działanie na ciało od zewnątrz (jeśli takie rozróżnienie przy bycie duchowym ma sens, patrz tu), to nic innego niż demoniczna opresja (osaczenie, dręczenie) – obsessio.
Przyjrzyjmy się literaturze teologicznej na ten temat i sięgnijmy po Manuale exorcistarum ac parochorum (Podręcznik dla egzorcystów i proboszczów) autorstwa o. Candido Brognolo OFM z roku 1651.

Jego Podręcznik doczekał się trzech wydań, był zatem uznany aż w 1727 roku trafił na indeks. Ale nawet św. Tomasz doczekał się w tzw. potępieniu paryskim potępienia swoich 219 tez, zanim w 1323 roku został ogłoszony świętym, a w 1567 roku Doktorem Kościoła.
Piszący te słowa spore części Podręcznika Brognolo przeczytał i jest pod wrażeniem trzeźwości jego dzieła jak precyzji rozróżnień.
Kto jak kto, ale Brognolo z pewnością nie demonizował wszystkiego, bo prawdziwe demony poznał. Okazuje się niestety, że działania demona łudząco przypomina choroby psychiczne.
I tak u Brognolo, w tłumaczeniu automatycznym, czytamy (Manuale, p. 35) na przykład na temat koszmarów sennych:


Włoski egzorcysta precyzyjnie ukazuje (Manuale, 79-89) znaki demonicznego osaczenia (obsessio), z których niektóre – oznaczone krzyżykiem – są pewne, inne natomiast przypuszczalne:


Znaki te odnoszą się do wszystkich władz człowieka, np. do dziedziny odżywiania:


Zatem tylko drugi punkt jest pewny. Powinno być “zdrowa” nie “niemowa”. Wszystko inne może być naturalne.
Oznaki dotyczące gniewu:


Oznaki dotyczące smutku:




Jak widać w przypadku smutku oznak pewnych nie ma.
Chodzi zawsze o brak uzasadnionej przyczyny naturalnej powodującej konkretne zachowanie.
Zauważmy, że Brognolo podaje przykłady obsessio, nie possessio – opętania opisanego w Rituale romanum.
Tylko w ostatnim przypadku konieczny jest egzorcyzm uroczysty. W przypadku pierwszym do egzorcysty pójść można, ale nie trzeba.
W czasach o. Brognolo raczej także każdy chory szedł odruchowo do lekarza lub leczył się sam, zanim udał się do księdza po egzorcyzm lub błogosławieństwo.
Chyba, że choroba była dziwna i w trakcie leczenia nie ustępowała. Wtedy egzorcyzm mógł pomóc i zaszkodzić nie mógł, co najwyżej demonom.
W dzisiejszym czasach, pomijając wielbicieli ks. Rippergera, nikt o księdzu nie pomyśli, bo księża w takie bzdury nie wierzą.
Warto jednak zadać następujące pytanie:
Czy Kościół uznaje naturalne pochodzenie chorób? Uznaje.
To jak poznać, czy przyczyna jest naturalna czy demoniczna? Drogą eliminacji.
Jeśli ktoś liczne leki wypróbował, możliwe jest, że na ten właściwy jeszcze nie trafił. Jeśli wypróbował wszystko przyczyna może być paranormalna, nie naturalna.
Po wizycie u egzorcysty warto zjawić się u psychiatry z zapytaniem, czy dalsze zażywanie jest wskazane. Niektórzy są otwarci na różne leczenie alternatywne, inni nie są.
Celem jest poprawa stanu pacjenta, który poprawić się może pozafarmakologicznie. Leki są zawsze rozwiązaniem doraźnym i w rzadkich przypadkach są zawsze konieczne.
Reasumując stwierdzić można, że poglądy ks. Rippergera na temat demonicznego pochodzenia zaburzeń dwubiegunowych są zgodne z nauczaniem Kościoła. Te zaburzenia mogą pochodzić od złego ducha.
A czy ks. Ripperger sądzi, że nie ma zaburzeń bipolarnych pochodzenia wyłącznie naturalnego?
Najwyraźniej nie, skoro z jego praktyki to nie wynika. Naszym zdaniem, nawet, jeśli ks. Ripperger ma rację, to dla większości cierpiących na to zaburzenie nic się nie zmieni:
- 99,9 % pacjentów do egzorcysty się nie wybierze.
- 80% tych, którzy się wybiorą własnego życia nie zmieni.
- Dla nich pozostaje zażywanie leków, które niekoniecznie pomogą, a mogą zaszkodzić.
Wydaje się, że dla przeciętnych bipolarnych wizyta u egzorcysty to quick fix, jeszcze prostszy od zażywania leków. Człowiek pójdzie, ksiądz pobłogosławi i niczego robić nie trzeba. Jeśli nawet coś powie, to tylko księżowskie moralizowanie.
Człowiek poczuje się dowartościowany jako osaczony, a nie stygmatyzowany jako chory psychicznie. Taka możliwość niestety też istnieje.
Niestety ani chorzy ani chorzy psychicznie nie są świętymi. Mają różne wady i przywary, które niejednokrotnie do tej choroby doprowadziły lub w niej utwierdzają. Wybierają łatwiejsze wyjście, podobnie jak lekarze.
Jak podobał Ci się ten wpis?
Kliknij na gwiazdkę, by go ocenić!
Średnia ocena / 5. Policzone głosy:
Jeszcze bez oceny. Bądź pierwszy!















Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników.