W swojej kolejnej książce na temat Rytu Rzymskiego Don Nicola Bux przytacza coś, w w jakiejś dużej, centralnie sterowanej i hierarchicznej organizacji, jak np. wojsko, stanowiłoby podstawę do niepokoju.
Okazało się, że
[…] 70% biskupów nie odpowiedziało na kwestionariusz Watykanu.
80% diecezji nie odprawiało Mszy w rycie rzymskim nawet 13 lat po Summorum Pontificum. […]
Mamy więc do czynienia z odmówieniem wykonania rozkazu, za co idzie się pod sąd wojenny lub pod ścianę.
Autor zastanawia się, jak długo się już tak dzieje? Watykan sobie pisze, nakazuje, a biskupi nic. I gdzie ta obawa przed sankcjami? 70% to naprawdę sporo.
Być może dowiedzieli się już pocztą pantoflową, że Franciszkowi na odpowiedzi aż tak nie zależy. Może myśleli, że lepiej w ogóle nie odpowiadać i być, jak Wałęsa, “za a nawet i przeciw”?
Jeśli tak jest od dawna, to czy Rzym ma na coś jeszcze jakikolwiek wpływ? Skoro w Kościele, przypuszczalnie już od odrzucenia Humanae vitae (1968) przez większość episkopatów, centralizmu nie ma, to po co jeszcze tę idiotyczną “synodalność” wprowadzać?
A może właśnie chodzi o zatwierdzenie status quo? Jak z komunią na rękę? Jak zatwierdzeniem komunii dla cudzołożników? Skoro stosuje się to w wielu miejscach od dawna, to lepiej zalegalizować nielegalną sytuację.
W Niemczech absolutnie nikt, pomijając paru tradycjonalistów, nie obawia się popadnięcia w schizmę i utraty łączności z Rzymem, bo dokładnie tego chcą. Autor nie rozumie, dlaczego, ale to już inna sprawa.
A może 70% biskupów odruchowo hamuje to, co przynosi uświęcenie?
To bardzo możliwe, bo niejednokrotnie spotkał się z takim “antykatolickim instynktem” u ludzi nie mających o teologii pojęcia, którzy jednak odruchowo hamowali dokładnie to, co było trzeba.
Zatem jedynie w 20% diecezji Msza Trydencka jest w ogóle odprawiana. To po co Traditionis Custodes? Przecież jej faktycznie nie ma.
Co innego jednak nie odprawiać, jak 80% biskupów, a co innego nie odpowiadać na ankiety przełożonych jak 70% hierarchów.
Może otrzymują tyle ankiet, że traktują je jak spam i odruchowo wyrzucają do kosza. Nie wiemy.
Ilekroć autor postanawia wziąć się w garść i być mniej wobec biskupów i księży krytyczny, tylekroć czyta jakiś materiał utwierdzający go w przekonaniu, że swojej krytyce dotyka jedynie wierzchołka lodowej góry.
Pod widocznym lodem jest dużo gorzej, tylko o tym nie wiemy.
Biskupom po prostu nawet na ich stanowisku nie zależy, bo w najgorszym razie wysłani zostaną na wcześniejszą i dobrze płatną emeryturę. Im wcześniej tym lepiej, więc obijaniem można ten proces przyspieszyć. Też metoda.
Wizytacji apostolskich po Soborze prawie wcale nie było. Przywrócił je trochę Benedykt i kontynuował Franciszek, by znieść raczej tych katolickich biskupów niż tych innych. Skoro żadnych konsekwencji nie ma, to czym się przejmować?
