Wypraszam sobie lub Czy naprawdę zasłużyliśmy na papieża Franciszka?

Data

Posłuchaj
Oceń post

Borgia

[Na obrazku, Aleksander VI, Rodrigo Borgia, a mimo wszystko nie heretyk].

We wpisie redakcji, tzw. editorial z 20.06.2016 Rorate Caeli,[1] strona, którą cenimy, lubimy i cytujemy, stwierdziła, że wszyscy, poprzez nasze grzechy, zasłużyliśmy na papieża Franciszka, gdyż:

We have sinned, we have grievously sinned. So many Catholics have been for long immensely unfaithful to the Apostolic tradition they have received, to the pure doctrine that was passed on: is it surprising that from this soil arise unfaithful hierarchs?

Zgrzeszyliśmy, zgrzeszyliśmy ciężko. Tak wielu katolików było tak długo i tak bardzo niewiernych tradycji apostolskiej, którą otrzymali, niewierni czystej doktrynie, która została [im] przekazana: Czyż jest [tak] to zaskakujące, iż z tej gleby wyrośli niewierni hierarchowie Kościoła?

Kto był niewierny Tradycji?

To prawda, że Pan Bóg karze kolektywnie, karze sprawiedliwych za grzechy grzeszników, a sprawiedliwi mogą ofiarować tę karę w duchu wynagrodzenia, bo przecież wszystkim nam zdarzają się niesprawiedliwości, a w takich przypadkach jak powódź, najazd Tatarów, pomór, wojna lub papież Franciszek sprawiedliwi cierpią wraz z grzesznikami. Mimo wszystko wydaje się nam, że editorial Rorate Caeli nie ma racji, bo z pewnością nie wszyscy katolicy, a zwłaszcza posoborowi byli:

Bardzo niewierni tradycji apostolskiej, którą otrzymali, niewierni czystej doktrynie, która została [im] przekazana […].

Ten zarzut może dotyczyć duchownych i teologów od rewolucji francuskiej wzwyż to jest od roku 1789, ale przecież nie posoborowych świeckich czy nawet posoborowych duchownych, którym przecież żadna czysta doktryna nie została przekazana ani też tradycja apostolska w formie czystej. Piszący te słowa wspomnina swoje studia teologiczne, studia podyplomowe oraz różne konferencje czy sympozja, na których bywał, żeby się czegoś nauczyć i nigdzie, naprawdę nigdzie żadnego czystego przekazu doktryny nie napotkał. Jednak zaciemnianie przekazu czystej doktryny zaczęło się długo, naprawdę długo przed Soborem, bo w sumie w drugiej połowie XVIII wieku. Dzięki Bogu nie ze strony Magisterium, ale niestety większości księży i teologów. Piszący te słowa przez dłuższy czas czytał źródła i opracowania na temat głównie niemieckojęzycznych teologów katolickich końca XVIII i XIX wieku pod pewnym aspektem.[2] Dotyczyło to swoistych „prekursorów Vatikanum II”, z których prawie wszyscy i słusznie zostali potępieni, a ich nazwiska pozostają większości katolików nieznane. Autorzy ci stanowili swego rodzaju anty-tradycję, jakby podwodny nurt, który odżył poprzez Rahnera, który także swe pomysły musiał skądś czerpać. Lektura ta pozostawiła na piszącym te słowa wrażenie nudy, dłużyzny, zbędności i chaosu, bo teologowie ci pisali strasznie rozwlekle i to w dodatku językiem filozofująco-powieściowych. Piszący te słowa zastanawiał się jednak, mówiąc Gombrowiczem (Ferdydurke, kontekst całe wojsko struło się nieświeżą marchwią):

„Po co usiłować nieudolnie samemu, gdy pod ręką mamy piękny klasyczny wzorzec?”,

czyli po co było pisać takie rzeczy, skoro pod ręką miało się św. Tomasza czy inną teologię scholastyczną, która dużo lepiej i precyzyjniej na większość problemów, z którymi borykali się tamci autorzy, odpowiada. Odpowiedź jest prosta:

  1. Albo św. Tomasza pod ręką nie mieli,
  2. Albo został im tak wyłożony, że im się odechciało,
  3. Albo chcieli po swojemu w duchu racjonalizmu, Rewolucji Francuskiej, Kanta, idealizmu niemieckiego etc.
  4. Słowem pragnęli „nawiązać dialog ze światem”.

Bernard_BolzanoPewien omawiany w przeczytanych przez nas pozycjach autor, ksiądz, matematyk, logik i filozofi religii Bernard Bolzano (lewy obrazek) (1781-1848),[3] który też swoje natworzył, swoje święcenia kapłańskie przyjął w roku 1805 jako niewierzący, idąc za radą swojego księdza profesora teologii pastoralnej Mariana Miki, [4] który mu mniej więcej tak powiedział:

„Że to nic nie przeszkadza i żeby sobie pewien »konstrukt« zbudował, który mu pozwoli niewierząc wierzyć”.

Natomiast dosłownie wypowiedź księdza Miki brzmiała następująco:

„dla usprawiedliwienia doktryny religijnej wystarczy dowieść, że wiara w nią dostarcza nam pewnych plusów etycznych; zatem w religii nie odgrywa roli, jak się w niej rzeczy rzeczywiście mają, a chodzi jedynie o to, jakie wyobrażenie o nich jest dla nas »najbardziej« budujące.”[5]

Mówiąc bardziej przystępnie:

   „Obojętnie w co wierzysz, grunt, żeby było ci żyć lepiej.”

Jest to przecież czysty relatywizm oraz post-kantowskie sprowadzenie religii katolickiej do etyki i nic dziwnego, że tak radził pastoralista, chociaż zdecydowanie przedsoborowy. Oczywiście Bolzano, któremu logika i matematyka sporo zawdzięcza,[6] szczęśliwy w swoim kapłaństwie nie był, został dosyć szybko za swoje poglądy teologiczne i filozoficzne potępiony i otrzymał zakaz nauczania, a ostatnie 20 lat życia spędzał w posiadłości rodziny Hoffmann,[7] miejmy nadzieję, że przestrzegając obowiązków duchownego i celibatu, czego do końca pewni nie jesteśmy. Zatem życie Bolzano było z teologicznego punktu widzenia chybione, z matematycznego mniej, ale Bolzano wybrał stan kapłański za radą innego kapłana, któremu ufał. Więc zapaść Kościoła zaczęła się dużo wcześniej niż w roku 1962, bo krety ryły ponad 100 wcześniej, o czym świadczą XIX wieczne potępienia Kościoła. To prawda, że z gleby 200 lat sprzeciwiania się prawu Bożemu, bo tak mniej więcej od 1789 mógł wyrosnąć papież Franciszek, ale przecież tą glębę uprawiali i zanieczyszczali księża, biskupi i teologowie, a nie wierni, którzy mieli dużo dzieci, jedną krowę i inne zajęcia. Przecież przez cały XIX wiek Urząd Nauczycielski karcił i potępiał, potem był Pius X. Pascendi i Przysięga antymodernistyczna, a na koniec Humani generis Piusa XII. I niestety to nic nie dało, bo papież Jan XXIII to wszystko odkręcił, a na Soborze i poprzez Sobór explicite lub implicite nową doktryną Kościoła stało się to, co było przedtem potępiane i co doprowadziło do papieża Franciszka i Amoris Laeitia, jak na razie szczytu heterodoksji i otchłani doktrynalnej historii Kościoła, którą głosi nie jakiś tam teolog, ale papież.

Jednak wracając do kwestii winy, to winnymi egzystencji papieża Franciszka są ksiądz Mika, Bolzano i inni „postępowi” teologowie, z których niektórzy może i działali w dobrej wierze idąc za radą innych kapłanów, którym ufali. Chociaż piszącemu te słowa zarzucano często, że wszystkich innych ma za kretynów, to stwierdzić on może, że sam pobłądził najpierw intelektualnie, a potem moralnie, jedynie wtedy, gdy innych za takowych [tj. kretynów] nie uważał, a uważał ich za mądrzejszych i lepszych od siebie. Podobnie jak Bolzano poszedł za radą tych, a mówimy tutaj o kapłanach, biskupach lub innych autorytetach, których miał za:

  1. kompetentnych w rozumieniu fachowości i prawowierności oraz
  2. jemu przychylnych.

Niestety okazało się, że nie zachodziło ani a) ani b), o czym piszący te słowa wówczas nie mógł wiedzieć. Ale skąd też mógł wiedzieć, że uczący go księża, profesorowie i odpowiedzialni za niego biskupi są heretykami materialnymi lub formalnymi żyjącymi w większości przypadków w grzechu ciężkim, często de sexto? Nie wiedział, a wie to dopiero teraz i wie to napewno. I przecież w tej sytuacji jest 99,99999% katolików, którzy wierzą, jak na katolika przystało, swoim pasterzom. Czy oni zatem są winni istnienia i działania papieża Franciszka? Nie są! Większość ludzi jak i posoborowych teologów naprawdę działa w dobrej wierze i wierzy, że tak trzeba, że Sobór był dobry, że posoborowi papieże też, że jakoś to będzie. Przecież logiczną alternatywą jest odrzucenie przynajmniej części posoborowego nauczania w oparciu o własne racje, bo niestety po Amoris Laetitia nie mamy już żadnych autorytetów. To szalenie niebezpieczne, ale co robić?

Nowe Tridentinum?

Już od początku lat 1970 hardcorowi tradycjonaliści wierzą, że kiedyś w mniej lub bardziej odległej przyszłości przyszły prawowierny papież i przyszły prawowierny Sobór te wszystkie zawiłości i meandry Soboru Watykańskiego II i późniejszego magisterialnego nauczania rozsupła i część abroguje. Potrzebujemy zatem nie Vaticanum III, którym jest faktycznie Amoris Laetitia, ale Tridentinum II. Sobór Trydencki (1545-1563) trwał dlatego tak długo, ponieważ teologowie i Ojcowie Soboru musieli ustalić stan faktyczny, a mianowicie to, co zawsze katolickie było, a co nie. W czym reformatorzy odeszli od Tradycji, a w czym mają rację, co było jedynie opinią teologiczną, a co rzeczywistą nauką Kościoła. Było to wielkie osiągnięcie, które położyło na długo, bo do Vatikanum II tamę herezjom, które także później nie próżnowały oraz wypracowało model postępowania w teologii, zarzucony niestety na ostatnim Soborze. Jest to w sumie wielkim cudem i darem Opatrzności, że w porenesansowym Kościele w roku 1545 znaleźli się katoliccy biskupi, kardynałowie, papieże i wspierający ich teologowie, którzy byli na tyle święci i na tyle znali teologię posiadając prawdziwie katolicki zmysł wiary, iż byli w stanie tego dzieła dokonać.

Ozdrowieńcza dawka liturgii

Niestety brak reakcji kleru po Amoris Laetitia ukazuje, podobnie jak rzymskie, franciszkowe synody na temat rodziny, że my dzisiaj takich hierarchów lub teologów nie posiadamy. Dlaczego? Ponieważ Ojcowie Soboru Trydenckiego karmili się tradycyjną „łaskonośną” liturgią, Mszą Wszechczasów, która działa po prostu ex opere operato w sposób uświęcający i oświecający. Ponieważ msza posoborowa ani posoborowy brewiarz tak nie działają, bo oświecają zdecydowanie mniej albo i wcale, toteż z braku prawdziwie katolickiej liturgii bierze się obecne zaślepienie duchowieństwa. Proszę zauważyć, że biskupami, którzy posiadają jeszcze jako taki sensus fidei są ci, którzy celebrują Mszę Wszechczasów, w skali międzynarodowej jest to kardynał Burke i biskup Schneider. Ponieważ Msza Trydencka działa, a Novus Ordo dużo, dużo mniej.

Pewna znajoma zakonnica traktująca swoje powołanie poważnie, powiedziała niedawno piszącemu te słowa, że ten brak zrozumienia prawd wiary bierze się „z tego płytkiego i powierzchownego życia modlitewnego”, któremu także ona sama się oddawała i to spełniając w 100% wymagania własnego zgromadzenia. Nie jest to żadna leniwa lub obojętna siostra zakonna, ale najpobożniejsza w swoim zgromadzeniu, która wykonywała przynajmniej 100% przepisanej normy modlitewnej i ascetycznej czując przy tym, że czegoś istotnego jej brakuje. Odkąd zaczęła modlić się zasugerowanymi tradycyjnymi modlitwami i przedsoborowymi brewiarzami także po łacinie, chociaż nie zna tego języka, a  przychodzi jej to bardzo trudno, to sama, jak twierdzi, zaczęła więcej „widzieć”, rozumieć i duchowo wzrastać, co stwierdza sama i to po ponad 25 latach w zakonie. Wzrost ten stwierdzają to także jej współsiostry, bo jej więcej dokuczają, są zazdrosne o wzrost duchowy i ogólnie ją „gryzą”, ale taki to już los sprawiedliwego lub sprawiedliwej w Kościele. I dlatego reformatorzy ostatniego Soboru dokładnie wiedzieli, gdzie śrubę przykręcić, a mianowicie poprzez zmianę, to jest poprzez zubożenie liturgii i płynącej z niej łaski. Mniej łaski, mniej zrozumienia, więcej grzechu i mamy papieża Franciszka.

I dlatego nie my zgrzeszyliśmy lub grzeszyliśmy intelektualnie przez ostatnie 200 lat, tak że nas wszystkich Bóg papieżem Franciszkiem pokarał, ale czynili to nasi duchowni. Omne malum a clero – wszelkie zło pochodzi od kleru, jak to powiedział ostatnio w wywiadzie dla glorii.tv biskup Schneider. [8]

[1] http://rorate-caeli.blogspot.com/2016/06/we-deserve-francis.html

[2] Poczytać o nich można, chociaż nie trzeba, między innymi tutaj: (wyd.) Coreth, Neidl, Pfligersdorfer, Christliche Philosophie im kath. Denken des 19. und 20. Jahrhunderts, Bd. 1., Neue Ansätze im 19. Jahrhundert, Graz 1987.

[3]Tamże,  242-245.

[4] Tamże, 242

[5] Tamże.

[6] https://pl.wikipedia.org/wiki/Twierdzenie_Bolzano-Weierstrassa

[7] https://de.wikipedia.org/wiki/Bernard_Bolzano

[8] https://traditionundglauben.wordpress.com/2016/06/15/bischof-athanasius-scheider-omne-malum-a-clero-oder-die-kirchenkrise-durch-klerus-gemacht/

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 12 Miesięcy

Indywidualna

330,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

You cannot copy content of this page
×
×

Koszyk

Tradycja i Wiara