Wrażenia po przeczytaniu lektury o. Schrijversa „Orędzie Jezusa do Jego kapłana”

Data

Objawienia prywatne o. Schrijversa ukazują wielkość kapłaństwa, które jest sakramentem uświęcania innych.

Piszący te słowa przeczytał niedawno w całości Orędzie Jezusa do Jego kapłana o. Schrijversa i jest pod wrażeniem tej lektury. Nie wyklucza, że może być to prawdziwe objawienie prywatne i gdyby miał recenzować teologicznie ten tekst, wydałby recenzję pozytywną, a przynajmniej nihil obstat, które wydane już zresztą zostało w latach 1930-tych.

Być może dzieło to, które w oryginale nosi tytuł Message de Jésus à son prêtre. Pensées de retraite. (Bruxelles, Ed. Universelle, 1933), jak podała nam czytelniczka SMarta, jest owocem wieloletniej współpracy z łaską pisarza ascetycznego i zakonnika o. Schrijversa, gdyż stanowi ono przedostatnie dzieło autora i jest dziełem wieku dojrzałego, w którym pozostawia się to, co zbędne i odkrywa na powrót prostotę. Być może Chrystus przez lata przygotowywał o. Schrijversa by ten mógł przekazać to, co Jego Boski Mistrz przekazać zamierza, jak miało to miejsce w przypadku księdza Ottavio Michelini, który być może miał objawienia, chociaż konferencja episkopatu Włoch twierdzi, że są to raczej refleksje teologiczne. Co ciekawe ludzie dużo bardziej uwierzą objawieniom prywatnym niepiśmiennego chłopa w lesie, niż owocom modlitwy, lektury i przemyśleń profesora teologii. Tacy już są, bo myślą, że „niezasłużony strumień łaski, jak u siostry Faustyny” może ich znienacka dopadnie, u Marii u Miłosierdzia, też miało to miejsce, a wypocić coś przy biurku jest mozolne i związany w dużym i długotrwałym intelektualnym wysiłkiem, na który mało kto ma ochotę, co tłumaczy popularność objawień prywatnych będących odpowiednikiem teologicznej inicjatywy prywatnej. Oczywiście dużo łatwiej wykazać nadprzyrodzone pochodzenie objawień wówczas, gdyż przekraczają one możliwości intelektualne lub inne osoby ich doznającej. Tak np. św. Bernadetta Soubirous jako dziecko nie wiedziała, czym jest Niepokalane Poczęcie, ani o tym, że taki dogmat został ustanowiony. A czy Ojcowie i Doktorzy Kościoła mieli objawienia? Z pewnością tak, ale zbiegły się one tak bardzo z całokształtem ich intelektualnej pracy i przemyśleń, że naprawdę nikt nie uzna dzieł np. św. Hieronima czy św. Augustyna za objawienia prywatne, chociaż św. Hieronim miał jedną wizję-sen i przynajmniej jedną wizję na żywo, a św. Augustyn wizję w Ostii. Naśladowanie Chrystusa także za objawienie prywatne nie uchodzi, chociaż Tomasz a Kempis był bardzo blisko Chrystusa, by móc je napisać. Przy rozważaniu autorstwa objawień prywatnych pamiętać trzeba, że Pan Bóg posługuje się wolnym człowiekiem, który dysponuje takim a takim stylem, oczytaniem, wykształceniem etc., co najbardziej widać po pismach Nowego Testamentu, przecież styl i greka św. Pawła jest inna niż św. Marka. To jednak diabeł zawłaszcza człowiekiem, który znajduje się pod jakimś „strumieniem mocy”, którego nie kontroluje, a który czyni go automatem, patrz pismo automatyczne w okultyzmie. I dlatego, jeśli ktoś coś pisze lub tworzy, co „nie jest od niego”, to raczej założyć trzeba, że kryje się za tym zły duch, nie Pan Bóg. Dlatego też nałóg czytania objawień prywatnych, wiemy już kogo, o niczyjej duchowości dobrze nie świadczy.

Jakby nie było w przypadku Orędzia Jezusa do jego kapłana objawienie czy konstrukcja teologiczno-literacka, to z kartek wspomnianej książki o. Schrijversa redemptorysty, tchnie czystość, świętość i prostota, a piszący te słowa znajduje odpowiedzi na mnóstwo pytań, które sam sobie latami stawiał, a na które od księży, których pytał i którzy go spowiadali, odpowiedzi nie otrzymywał. Piszący te słowa zastanawia się, czy w swoim życiu w ogóle spotkał katolickiego kapłana, który nie tylko by ideałem przedstawionym przez o. Schrijversa żył, ale który by w ogóle o tym ideale wiedział. Odpowiedź jest niestety negatywna. Lektura tej książki może być naprawdę dla każdego kapłana wstrząsająca, ale nie ze względu na możliwość potępienia, ale ze względu na to, jak bardzo się od tego ideału odstaje. Nie możemy nawet napisać, że zawsze tak było, bo czytając przedsoborowych klasyków duchowości kapłańskiej, jakby choćby najsławniejsze Naśladowanie Chrystusa, księgę czwartą, napotykamy te same wymagania i ten sam wzorzec.

Błędem byłoby traktowanie traktatu o. Schrijversa jako dzieła wyłącznie dla kapłanów, na zasadzie:

„Niech się męczą, ja nie muszę”.

Lektura ukazuje co prawda, jak bardzo głęboko Chrystus łączy się z każdym swoim kapłanem, którego jako Bóg przewidział odwiecznie, ale ukazuje także, jak bardzo Chrystus pragnie być kochany i znaleźć czyste dusze, które dadzą się Mu prowadzić i które pragnie pouczać. Chrystus pragnie rozdawać swe duchowe łaski ludziom, którzy pragną je przyjmować. Poprzez kapłanów pragnie rozdawać je sakramentalnie innym, ale biorąc pod uwagę stan współczesnych kapłanów Chrystus po ludzku musi być załamany, chociaż jako Bóg żadnego braku nie odczuwa. Ponieważ na mocy chrztu wszyscy uczestniczymy w powszechnym kapłaństwie, chociaż nie w kapłaństwie hierarchicznym i sakramentalnym, to bardzo dużo wątków każdy może zastosować do siebie. Polecamy książkę o. Schrijversa jako lekturę duchową na Wielki Post i polecamy czytać ją aż do momentu, w którym nas coś dotknie, aby nad tym czymś się zastanowić. W ten sposób lektura potrwa, ale nas ubogaci.

Kapłani mają więcej łaski

Chociaż poniższe stwierdzenie w kontekście współczesnego stanu kapłaństwa zabrzmieć może śmiesznie, to poprzez sakrament święceń, jak stanowi dogmatyka, „powiększana jest łaska uświęcająca” (de fide).[1] I tak w Dekrecie dla Ormian (DH 1326) Kościół stanowi:

Skutkiem [sakramentu kapłaństwa] jest przyrost łaski, jeśli ktoś jest zdatnym sługą (idoneus minister).

Zdatnym (idoneus) w rozumieniu człowieka żyjącego nie w grzechu ciężkim i współpracującym z łaską. Natomiast Sobór Trydencki w sesji 23 rozdz 3 (DH 1766) naucza, iż sakrament święceń „udziela łaski”, natomiast w kanonie 4 (DH 1774) określa, iż poprzez sakrament ten „udzielany jest Duch Święty”. Oznacza to nie tylko fakt, że przyrost łaski następuje poprzez posługę danego kapłana w Kościele, ale także to, że on, jako kapłan, personalnie uzyskuje przyrost łaski. Ujmując kwestię inaczej każdy kapłan ma więcej łaski niż świecki, ponieważ został na kapłany wyświęcony. Mowa tutaj o większej ilości i jakości łaski na całą kapłańską posługę, gdyż tak, jak łaska sakramentu małżeństwa uświęca wszystkie obowiązki małżeńskie na czas trwania całego małżeństwa, podobnie łaska kapłaństwa uświęca całe trwanie kapłaństwa. I tak św. Tomasz z Akwinu stwierdza, że ponieważ kapłan udziela sakramentów, toteż otrzymuje dodatkową łaskę, „do tego, by godnie udzielał sakramentów” (ad hoc, quod digne sacramenta dispensat Supp. Q. 35 a.1; cf. 36 a.5).

No dobrze, możemy zapytać, ale gdzie to wszystko jest? Gdzie ta dodatkowa łaska? Piszący te słowa żyje niestety w diecezji, w której przeważająca część księży żyje w konkubinatach, jego własny proboszcz także, bo mu się przyznał, a niektórzy w konkubinatach homoseksualnych. Taka niestety prawda. I dlatego zastanawia się, jak można po święceniach kapłańskich z tą dodatkową łaską sakramentu, która ontycznie uświęca, się takich rzeczy dopuszczać? Jaką trzeba mieć świadomość względnie brak świadomości? Jak można tak bezszcześcić Chrystusa, któremu udziela się swojego ciała? Według o.Schrijversa Chrystus przedłuża swoją ziemską obecność właśnie poprzez kapłanów, gdyż poprzez nich chodzi, głosi, naucza, rozgrzesza, uświęca etc., co jest jak najbardziej teologicznie poprawne. I co oni z tym robią? Czego się dopuszczają? Naprawdę strach się bać. Czy jest to ateizm, cynizm, zatwardziałość, „ufność w miłosierdzie”, by latami żyć w konkubinacie lub mieć przelotne związki seksualne i nic sobie z tego nie robić, skoro to „normalka” i, jak to eufemistycznie określają, „sprawy ludzkie”?

Święcenia Novus Ordo mniej skuteczne?

I dlatego jak najbardziej zasadnym jest pytanie, czy święcenia Novus Ordo są ważne, skoro tak opłakane są ich skutki. Ale kogo zapytać? Każdy ksiądz będzie odpowiadał inaczej broniąc sam siebie. Posoborowy, że oczywiście tak, bo sam został tak wyświęcony, ksiądz FSSPX, że nie, bo inaczej on by w Bractwie nie był, podobnie jak ksiądz sedewakantysta. Odpowiadając na to pytanie z punktu widzenia teologa i nie-księdza, który nie ma tutaj nic do stracenia, stwierdzić trzeba, że i z dawnymi święceniami księża ciężko grzeszyli i kończyli w piekle, a nie tylko księża, lecz biskupi i niektórzy papieże także. Ale skoro w Vetus Ordo święcono częściej, gdyż było więcej stopni święceń do prezbiteratu, to najwyraźniej coś więcej, w rozumieniu więcej łaski, po tym zostawało. Kwestię przebadamy jeszcze szerzej, jak Bóg da, jednakże wydaje się, że poprzez okrojenie sakramentaliów także przy święceniach kapłańskich neoprezbiterom jakichś łask brakuje, które posiadały poprzednie pokolenia, podobnie jak dzieciom chrzczonym w Nowym Rycie chrztu, a nie w starym. Oczywiście, że z łaską trzeba współpracować, ale trzeba ją najpierw otrzymać. Aby jednak konkretne łaski otrzymać i to sensowne, czyli miłe Bogu, trzeba o nie wpierw prosić. A dlaczego trzeba współpracować? Ponieważ Pan Bóg pragnie naszej współpracy, skoro jesteśmy wolni i na nasze miejsce w niebie musimy jakoś zasłużyć. Piszący te słowa od kilku lat zastanawia się nad kwestią, dlaczego jego życie duchowne tak bardzo poprawiło się pod każdym względem, odkąd odmawia on łacińskie brewiarze. Odpowiedzi do końca jeszcze nie zna, ale z pewnością brewiarze te ściągają na niego więcej łaski, niż inne ćwiczenia pobożności, które kiedyś uprawiał i nadal uprawia (rozmyślania, post, różaniec, etc.) Ale dlaczego? Chyba dlatego, że zawierają modlitwy, które w wykwalifikowany sposób proszą Boga o łaski, których On udziela. A nowego brewiarze nie? Nie,  bo je ponad 20 lat odmawiał i to codziennie. A dlaczego? Ponieważ nowy brewiarz zawiera inne, okrojone tłumaczenie psalmów i inne modlitwy aniżeli stary.  A czy nie jest to obojętne, jak się człowiek do Boga modli, byle miał intencję modlitwy? Najwyraźniej nie, skoro takie różnice występują. A dlaczego? Trudno powiedzieć. Być może dlatego, że poprzez prawdziwą liturgię Bóg zstąpił do nas jak po drabinie Jakubowej i ukazał, jak chce być czczony, zanim nie nastali „soborowi reformatorzy” uwzględniający wrażliwość współczesnego człowieka, a nie wymagania odwiecznego Boga. Skoro zatem tak został zmieniony brewiarz i wszystkie sakramenty z Mszą na czele, to zmieniony została także sakrament kapłaństwa tak, by przynosił konkretnemu kapłanowi mniej łaski.  Ale jak tego dowieść? To bardzo trudne, bo trudno wyizolować łaskę święceń w Novus Ordo lub Vetus Ordo z całokształtu życia lub formacji duchowej danego kapłana. Jeżeli jakiś kapłan przechodzi z posoborowego Kościoła po wszystkich święceniach do wspólnoty Vetus Ordo, gdzie udziela mu się raz jeszcze wszystkich święceń (Bractwo św. Piusa X tak przez pewien czas robiło zakładając wątpliwość święceń Novus Ordo), to przecież trudno wyizolować same święcenia z całości doświadczeń i poczynań danego kapłana. Może ktoś z naszych czytelników tego doświadczył i nam coś na ten temat napisze. Ponieważ jednak FSSPX jest nieregularne kanonicznie, to te dodatkowe święcenia jego kapłanom nic nie dają, skoro ci żyją nadal w grzechu ciężkim trwając we wspomnianej nieregularności. Zatem pełnią kapłaństwa w rozumieniu święceń prezbiteratu dysponują, naszym skromnym zdaniem, jedynie wyświęceni w Vetus Ordo kapłani wspólnot Ecclesia Dei, których jest jak na lekarstwo. Do tego rodzaju kapłanów należeli także Franciszkanie Niepokalanej, których jako pierwszych rozbił Bergoglio, co byłoby potwierdzeniem naszej tezy.

Duchowe i intelektualne skutki nieczystości (luxuria)

Być może powinniśmy być bardziej wyrozumiali dla naszych kapłanów-konkubinariuszy, skoro nie otrzymali oni ani prawdziwie katolickiej nauki w seminarium, ani też wszystkich potrzebnych święceń, na swoją kapłańską drogę. Przecież dziecko bez „kompletu szczepionek” też będzie mniej odporne.  I co z takim kapłanem robić? A nic. Ma swój rozum i dodatkową łaskę stanu, niech sobie radzi. Ze wszystkiego będzie dużo surowiej od nas sądzony, a nas i tak nie posłucha, bo grzech ciężki bardzo zaślepia, a szczególnie grzech nieczysty. Święty Tomasz z Akwinu wylicza następujące „córy” czyli pochodne grzechu nieczystości (luxuria):

  1. Zaślepienie umysłu (caecitas mentis)
  2. Nierozważność (inconsideratio)
  3. Upadek (praecipitatio)
  4. Niestałość (inconstantia)
  5. Miłość własna (amor sui)
  6. Nienawiść względem Boga (odium Dei)
  7. Przywiązanie do tego świata (affectus praesentis saeculi )
  8. Rozpacz o życiu przyszłym (desperatio futuri saeculi)[2]

A ponieważ najcięższym rozdzajem nieczystości (species luxuriae) jest grzech przeciwko naturze (contra naturam)[3], z których drugim, co do ciężkości po zofilii (bestialitas) jest sodomia, to jest homoseksualizm,[4] to stan umysłowy i psychiczny naszych duchownych, szczególnie tych w Rzymie, staje się jasny. Oczywiście grzech nieczystości (luxuria) działa tak na każdego, nie tylko na księży, a trzecim rodzajem nieczystości przeciwko naturze jest „grzech z kobietą przeciw naturze” (cum muliere contra naturam), czyli, naszym skromnym zdaniem, pożycie wykluczające płodność oraz to, co św. Tomasz określa jako mollities, a co jest chyba równoznaczne z pettingiem, jako czynność zasadnicza. A dlaczego wbrew naturze (contra naturam)? Bo to, co naturalne zmierza do prokreacji. Zatem czystości winniśmy wymagać nie tylko od księży, ale także, wedle naszego stanu, od samych siebie. Wydaje się jednak, że tarzanie się w nieczystości (luxuria) stanowi koniec bardzo długiej równi pochyłej, z której kapłan kiedyś zaczął się staczać.

Być może lektura książki o. Schrijversa ustawiłaby go na właściwej drodze ukazując cel, ku któremu winien zdążać. Piszący te słowa kapłanem nie jest, ani się do kapłaństwa nie wybiera, a mimo to wspomniana lektura bardzo go odnowiła i pocieszyła. Dlatego bardzo ją zarówno świeckim jak i kapłanom poleca. Amen.

Schmerzensmann

[1] Diekamp-Jüssen, Katholische Dogmatik, Wil: Alverna 2012, 1113-1114.

[2] Summ. Theol. 22 q. 53. a. 6. o. et q. 153. a.4. 5. o.

[3] Summ. Theol. 1 2 q. 73. 7 a. et 2 2 q. 154. a. 12 o et q. 170, a.1. ad. 2.

[4] Summ. Theol. 2 2. q. 154, a. 11 o. et a. 12 ad 4.

Tradycja i Wiara – Subskrypcje

Automatyczna

7 dniowy okres próbny, karta kredytowa lub debetowa

Miesięczna – 29,90 zł Roczna – 299 zł

Przelewem

Wpłata z góry na konto

3 miesiące – 90 zł 6 miesięcy – 180 zł 12 miesięcy – 330 zł

Rodzinna

Do 6 osób, karta kredytowa lub debetowa

Miesięczna – 49,90 zł Roczna – 499 zł

Z możliwością wydruku!

Zarejestruj się!

Pełen dostęp do treści i komentarzy dla subskrybentów. Zostań subskrybentem i przejdź do Rejestracji.

 


Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

%d bloggers like this: