Tradycja i Wiara

W demonologicznym lesie przyfrontowym – plusy dodatnie i ujemne (74). Zakonnice za granicę lub naga prawda

O tym, że demony wieszają się na zakonnicach i co z tego wynika.

Czas lektury: 9 minut

Piszący te słowa zakładał, że niniejszy wpis przedstawi coś pozytywnego. Liczył się z tym, że artykuł znajdzie się wyłącznie w kategorii „plusy dodatnie”, a niestety rzeczywistość jest inna, będą więc „plusy dodatnie i ujemne”.

Odkąd autor ma samochód i jeździ na Tridentinę do Czech stale proponuje wyjazd siostrze, która się niestety od Mszy Trydenckiej wykręca. Zapytała przełożonej, przełożona wyraziła zgodę, „ale niechętnie”, jak podała siostra, więc zapobiegliwie nie jeździ, by przełożonej nie irytować. Autor stwierdza, że zakonna hierarchia ważności jest zupełnie inna niż hierarchia światowa lub jego osobista. Stąd nie wie, co może przełożonej bardziej przeszkadzać:

– Czy samotne wyjazdy zakonnicy z nieżonatym mężczyzną?

– Czy wyjazdy na Mszę Trydencką?

– Czy wyjazdy za granicę diecezji?

– Czy wyjazdy za granicę państwa?

Autor przypuszcza, że chodzi o Tridentinę, ale pewności nie ma. Siostra argumentuje zdroworozsądkowo, że ma tylko dwa dni wolne w miesiącu, że musi odpocząć, że wyjazd na Tridentinę zajmuje prawie cały dzień, co odpoczynkiem nie jest. Z jednej strony to prawda, a z drugiej trochę smutno, że nawet zakonnicom na Mszy Wszechczasów nie zależy. Autor jeździ sam, relacjonuje siostrze swoje przeżycia, by może nabrała trochę apetytu. Ale okazuje się, że jej hierarchia wartości jest inna. Miała akurat wolny dzień w Boże Ciało, gdzie wybrała się na wycieczkę autokarem do Pragi wraz ze swoją rodzoną siostrą, a na Mszy nie była. Ponieważ autor był również w tym czasie w Pradze na Mszy Trydenckiej z procesją, opisanej tutaj, toteż myślał, że obydwie panie zostaną na Mszy i procesji, po czym wrócą z nim jego samochodem zamiast autobusem. Siostra się zastanawiała, ale zdecydowała na nie, bo obawiała się, że Msza potrwa za długo, a ona zbyt późno wróci do klasztoru, by się wyspać. Piszącemu te słowa ręce po takim argumencie opadły, bo siostra za zgodą przełożonej do Pragi w Boże Ciało jeździć może, a na Mszę Trydencką zostać już nie chce. Autor dał sobie więc spokój, zakładając, że jak zakonnica dojrzeje, to poprosi sama.

W związku z uzupełnianiem braków witaminy D autor postanowił połączyć wyjazdy na Tridentinę z kąpielami słonecznymi oraz z pływaniem po jeziorach. Przede Mszą lub po Mszy. Ponieważ siostra Elżbieta wyjechała na urlop z siostrą Magdaleną jak i zgłosiła chęć uczestnictwa w Tridentinie dnia 3.07, toteż autor postanowił pojechać w tym tygodniu nad jezioro w sobotę, a w niedzielę wyruszyć z zakonnicami na Mszę za granicę.

Pobyt nad nowo odkrytym jeziorem w Brandenburgii był bardzo udany. Jezioro wielkie, ludzi mało, wszyscy bardzo odprężeni i cywilizowani. Autor pływał, cieszył się słońcem i życiem. Pomyślał też, że gdyby miał żonę lub sympatię niekoniecznie mógłby dzielić się tą radością z wybranką. Z doświadczenia wie, że niekiedy we dwoje nie tylko nie można robić tego, co się samemu lubi (np. pływać kajakiem, bo ona nie chce lub się boi), ale pewnych rzeczy, które lubiło się robić, nie można robić w ogóle (np. pływać kajakiem, bo trzeba leżeć na plaży, skoro ona leży, a sama nie chce lub się boi). Być może nie dla każdego kobieta jest kulą u nogi, ale na pewnym etapie małżeństwa każde robi, co chce i się drugą stroną nie przejmuje, ale autor słyszał dość często od ludzi żonatych lub zamężnych:

– Ja chciałbym/chciałabym móc zrobić to z moją żoną/z moim mężem, a nie mogę.

Dla jasności rzec trzeba, że nie chodziło tutaj o seks, ale o prelekcje na temat religii w duszpasterstwie dominikanów lub o wyjazd na ryby z wspólnym oglądaniem zachodu słońca. Ludzie chcą się swoim doświadczeniem podzielić, ale nawet w małżeństwie nie mają z kim. Nad jeziorem autor nawiązał znajomość z czterema panami po 40-tce pijącymi piwo i cieszącymi się życiem. Wszyscy skończyli szkołę w roku 1990 i od tego czasu spotykają się ze sobą raz w roku, a co pięć lat zabierają żony. Wyjeżdżają razem latem na jeden weekend, do trzech godzin drogi samochodem w jedną stronę w promieniu Lipska, piją alkohol, cieszą się własnym towarzystwem i życiem oraz zaliczają trochę kultury idąc wybranym miejscu do muzeum lub na wystawę.

Ponieważ autor chodził do szkoły także w okresie realnie panującego socjalizmu, toteż szybko znalazła się wspólna płaszczyzna omawiana do pitego piwa, którym autor został poczęstowany. Trzeba nadmienić, że Niemcy mają niejako genetyczne hamulce przy piciu alkoholu i nie piją na umór, jak Polacy czy Rosjanie. Panowie byli radośni, ale nie pijani. Grupa stwierdziła, że jeszcze w Polsce nie była, a skoro jego – autora – poznali, to może by ich jakoś oprowadził. Autor zaproponował Zgorzelec, bo blisko, nad granicą, z pobliskim jeziorem. Ma tam kolegę dwujęzycznego nauczyciela znającego swoje miasto i jego atrakcje. Panom pomysł się spodobał, autor wręczył wizytówkę, a następnie wszyscy grali w piłkę w wodzie ciesząc się słońcem, wieczorem i życiem. Autor był po sobotnim wyjeździe pozytywnie naładowany i szczęśliwy, bo panowie wibrowali wysoko, a nie nisko. Pomyślał też, że dobrze bywać w towarzystwie pozytywnie nastawionych ludzi oraz o tym, że nie wszyscy świeccy są straszni. Do domu trafił szczęśliwy, odprężony i wypoczęty, spodziewając się podobnych doznań w niedzielę.

Niestety było inaczej. Siostra Elżbieta ma obecnie trzy tygodnie urlopu, który spędza w domku letniskowym zgromadzenia wraz z siostrą Magdaleną. Ta liczy sobie ponad 80 lat, jest byłą ekonomką zakonu, kobietą władczą, twardą, cierpiącą w ostatnich latach na raka. W ubiegłym roku była już bliska śmierci. Stwierdzono przerzuty, poddała się operacjom, zregenerowała się i żyje. Ponieważ siostra Magdalena zapadła na zdrowiu przed Traditionis Custodes, toteż autor pomyślał, że gdyby to on był na jej miejscu i to on miał raka z przerzutami w wieku 85 lat, wówczas zrezygnowałby z leczenia, przygotowałby się na dobrą śmierć i ofiarował cierpienie Bogu skracając sobie tym przyszły czyściec,. Z racjonalnego punktu widzenia nie wiadomo, co by go zabiło:

  • rak,
  • chemoterapia,
  • operacje,
  • wiek.

Przed TC można by było dać na Msze za spokój duszy zmarłej siostry Magdaleny, co po TC jest mocno utrudnione, tym bardziej, że siostra jeszcze żyje. Jeśli umrze wtedy, gdy już żadnych Mszy Trydenckich nie będzie, wówczas posiedzi w czyśćcu dłużej niż gdyby umarła wcześniej. Ale autor jeszcze 85 lat nie ma, więc łatwo mu mówić.

Piszący te słowa chciał pocieszyć siostrę Magdalenę przed jej operacją za pośrednictwem siostry Elżbiety, by się nie martwiła, bo da po jej śmierci na sześć Mszy o Męce Pana Jezusa, które są podobno bardzo skuteczne i tak ją z czyśćca wyciągnie. Ale siostra Elżbieta się na to nie odważyła, a sama siostra Magdalena wie, że w czyśćcu posiedzi długo. Autor spędziwszy wczoraj kilka godzin w towarzystwie siostry Magdaleny uświadomił sobie, dlaczego raczej dłużej niż krócej.

Siostra Magdalena należy do typu kobiet, szeroko opisywanych w literaturze, które mimowolnie tyranizują otoczenie samą swoją obecnością. Siostra niby niczego nie robiła, ale było z nią ciężko i przykro. Usadzona na tylnym siedzeniu samochodu zażądała dopasowania zagłówka, co było możliwe oraz dopasowania całego siedzenia, co z kolei możliwe nie było. Radio grało to za głośno, to za cicho. Autor był krytykowany za to, że zakrywa ręką szybkościomierz samochodu oraz za to, że niewystarczająco siostrę o różnych sprawach informuje. Wyjazd był umówiony na 14.30, ale autor znając życie zjawił się wcześniej, bo przewidywał korki, jednakże siostra Magdalena leżała jeszcze w łóżku i musiała wypić kawę, która była za gorąca. Wyjazd się opóźnił, a autor zastanawiał się, jak siostra Elżbieta z nią wytrzymuje. Prowadząc samochód znowu musiał pędzić 160 km/h by zdążyć, czego pierwotnie pragnął uniknąć. Nawigator błądził, siostra Magdalena komentowała, a siostra Elżbieta starała się załagodzić sytuację. Być może przypominało to wyjazd z mrukliwą teściową z tyłu, ale autor teściowej nie ma, więc umartwia się w inny sposób. Na Mszę zajechano na czas i zaparkowano przy murze kościoła, by siostra Magdalena miała blisko. Kościół był pusty i Msza zaczęła się punktualnie. Przed wyprawą autor przedłożył siostrze Elżbiecie listę Mszy Trydenckich w Czechach z podaniem ich łaskonośności oraz odległości od miejsca zamieszkania, tak iż wybrano Mszę najbliższą i najbardziej łaskonośną.

Towarzystwo usiadło w drugiej ławce, siostra Elżbieta pośrodku. I tutaj zaczęły się naprawdę nieprzyjemne doznania. Autor dosłownie czuł negatywną wibrację wychodzącą od siostry Magdaleny. Nie było tak źle, jak w przypadku demona w Pradze. Odczucie było inne, niższe, mniej kąsające, ale było. Trochę lepszą, bardziej neutralną wibracją była ta, która wychodziła od siostry Elżbiety. Autorowi przypomniał się dowcip o wariatach oddający tę sytuację:

Komisja w domu wariatów widzi dwóch mężczyzn, każdy z cegłą przy uchu.

– Co robisz? – pyta jednego z nich.

– Słucham radia.

– A Ty?

– Też słucham radia.

Kilka kroków dalej stoi inny pocierający cegłą o cegłę.

– A co Ty robisz?

– Przeszkadzam tym, którzy słuchają radia.

I dokładnie takie odczucie miał autor. Oni próbowali słuchać Mszy, a siostra Magdalena im samą swoją obecnością przeszkadzała. Sytuacja poprawiła się dopiero po czeskim kazaniu proboszcza z Vejptrów, które spływało z kazalnicy na głowy wiernych. Autor mało rozumiał, ale czuł, podobnie jak Lukas, że proboszcz mówi coś sensownego i ludzie go rzeczywiście słuchają. I tak dosłownie dobre wibracje kazania zmieniły wibrację w całym kościele i polepszyły atmosferę. Autor pomyślał, że siostra Magdalena podczas Mszy przypuszczalnie myśli o swoim dzieciństwie, co okazało się prawdą. Msza przebiegła bez zakłóceń, ale autor odczuł co najwyżej 20% tego, co zwykle, bo mu zakonnice negatywnie „wibrowały”. O ile Lukas mu wcale nie przeszkadzał, o tyle zakonnice, którym chciał zrobić przyjemność przeszkadzały bardzo. Siostra Magdalena „buczała” jak transformator niskiego napięcia. Po wyjściu z kościoła jej pierwsze pytanie brzmiało, czy na Mszy Trydenckiej zawsze tyle grają na organach, bo ją to bardzo irytowało. Autor odparł, że nie. Kolejna stwierdziła z pewnym uznaniem, że naprawdę klękają za każdym razem przed Najświętszym Sakramentem, jak u nich kiedyś w klasztorze. Następnie opowiedziała, że uświadomiła sobie, że pamięta tę Mszę jedynie z dzieciństwa, a nic z klasztoru. Zapytana, czy chciałaby się przejść po rynku – odparła, że nie. Trzeba było więc wracać. Siostra Magdalena oświadczyła, że muzyka organowa w samochodzie bardzo ją drażni, bo miała jej dość w kościele i poprosiła o coś innego, co z kolei okazało się za głośne lub za ciche. Siostra Elżbieta zapytana na osobności, czy coś duchowo odczuła, odparła, że ona nic nie czuje, chociaż rozumie, że autor na te Msze jeździ.

Ten z kolei uświadomił sobie, że proces rozwoju duchowego jest niestety zero-jedynkowy. Albo człowiek wzrasta, jego zmysł wiary rozwija się, tak że czuje różne „wibracje”, albo też zmysł ten obumiera, nie czuje się nic, a to, co innych buduje jego jedynie drażni. Podróż powrotna była dla autora ciężka do zniesienia pod względem duchowym. Chociaż siostra Magdalena nic nie robiła i mało co mówiła, to stanowiła jakąś ciemność wyciągającą energię z autora. Autor odwiózł siostry na miejsce, pożegnał się i wrócił do domu. Wracając przypomniał sobie porady internetowej wróżki jak pozbywać się negatywnych energii, które kogoś obsiadły, co można osiągnąć przez:

– otrząsanie się i skakanie,

– umycie ciała,

– umycie włosów

Wszystko to zrobił, co poprawiło trochę jego humor, ale mimo wszystko czuł się rozładowany, spięty i poirytowany. Wyjazd na Mszę, który dotychczas był źródłem duchowego doładowania, tym razem stał się wielką przykrością. Jakże inaczej czuł się w sobotę po powrocie z jeziora, chociaż przebywał w towarzystwie świeckich, a nie osób duchownych. Po prostu szczęście wibruje wysoko i odpędza demony.

Czy zakonnice mogą wibrować gorzej od zwykłych świeckich?

Oczywiście, że mogą, bo mają u Pana Boga inny przelicznik i robiąc dokładnie to samo, grzeszą ciężej niż świeccy. Autor pomyślał sobie, że być może lepiej dla zbawienia siostry Magdaleny byłoby, gdyby zamiast wstąpić do zakonu wyszła za mąż za mężczyznę o tzw. ciężkim charakterze, kiedy to ona musiałaby być troskliwa, cierpliwa i ustępliwa. A tak zawsze spełniała własną wolę i miała władzę, co jej niestety pod względem duchowym na dobre nie wyszło. Władza deprawuje każdego, ale bardziej kobietę niż mężczyznę. Niestety nie jest tak, że wszystkich pociąga Tridentina, bo ludzie przychodzący z Novus Ordo znajdują się na tak niskim poziomie wibracji, że albo tej nadwyżki łaski nie czują, jak siostra Elżbieta, albo czują to negatywnie i ich drażni. Autor pomyślał jakiś czas temu, że chętnie by te wszystkie siostry do autobusu zapakował i na Mszę Trydencką przywiózł, żeby się naładowały łaską i coś z życia miały. Okazuje się jednak, że mało która, by tego w ogóle chciała lub odebrała Tridentinę jako coś pozytywnego (za dużo muzyki organowej, za dużo kadzidła, za dużo łaciny, za dużo katolicyzmu w katolicyzmie, za dużo cukru w cukrze). To trochę tak, jakby zabrać głuchego na koncert muzyki poważnej, pokazać mu partyturę i mówić:

– Tutaj wchodzi drugi obój, słyszysz, a tutaj wiolonczela… jak genialnie?

A tamten albo kłamałby i mówił, że słyszy, albo przyznałby się, że nie słyszy. Siostra Elżbieta zapytana przed laty, czy czuje jakąś duchową aurę wychodzącą podczas Mszy od kapłana, odparła, że nic takiego nie czuje, a jedynie wzrokowo może powiedzieć, jak dany kapłan celebruje. Jest zatem w sytuacji głuchego podczas koncertu, który może obserwować jedynie, jak muzyk gra, a nie co gra. Autor znowu skonstatował, że chce uszczęśliwiać ludzi na siłę powodując tak naprawdę ich stres. Trochę jak w Ferdydurke Gombrowicza:

Jak zachwyca, jeśli nie zachwyca?

Jest to dosyć przerażające, ale pozwala zrozumieć, że się siostrze na Tridentinę jeździć nie chce, skoro i tak niczego nie czuje. I tak doszło do nieporozumienia wywodzącego się z altruizmu. Autor chciał sprawić przyjemność siostrom, siostra Elżbieta jemu, siostra Magdalena siostrze Elżbiecie, a skończyło się tym, że przynajmniej autor jest wykończony. Spał źle, wybudził się o trzeciej nad ranem, rano miał wszystkie mięśnie tak spięte, jakby go ktoś przez całą noc ściskał, a dziś przed południem był poirytowany, zły i mało cierpliwy. Widać trochę demonów uwieszonych siostry Magdaleny przeszło na niego i go gryzą.

A czy autor zawsze tak mocno odczuwa wibrowanie ludzi?

Nie zawsze, ale najwyraźniej często w kontekście liturgicznym. Niekiedy w klasztorze z siostrą Magdaleną rozmawiał, a tak negatywnie jej nigdy nie odbierał. Po prostu liturgia Mszy Wszechczasów aktywuje demony, bo to przecież najsilniejsze sacrum. Trzeba więc uważać, kogo się na Mszę wozi i negatywnie wibrujących ludzi do samochodu nie wsadzać. Autor już jakiś czas temu stwierdził, że podczas Mszy odbiera odczucia otaczających go ludzi. Stąd siedzi zwykle gdzieś sam. Jednak podczas czeskich Mszy Trydenckich ludzie wibrują raczej pozytywnie. Może doczekamy się kiedyś przed świątyniami napisów:

Uprasza się o pozostawianie demonów przed wejściem do kościoła!

Autor rozumie coraz bardziej, że ludzie mieli prywatne kaplice, do których mało kogo wpuszczali oraz to, na czym rzeczywiście polega klauzura. Na tym mianowicie, by świeccy zakonnikom swoich demonów nie nanieśli. Okazuje się, że nanieść można i w drugą stronę.  Autor obecnie dochodzi do siebie, a czuje się jakby został poparzony i musiał nałożyć na siebie okłady z brewiarza lub Pisma Świętego, by się uleczyć.

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Jeśli możesz, przejmij opłaty Paypal, to więcej do nas dotrze. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 zł

Translate

Reklama

Ostatnie wpisy

Komentarze

Popularne

Bractwo św. Piusa X nie jest wyjściem: Przyczyny moralne (3 z 3)
Bractwo św. Piusa X: nadużycia seksualne w Afryce, ks. Stehlin doprowadzał chłopców
Ponowne święcenia kapłańskie ks. Jacka Bałemby SDB. Kapłaństwo jako takie (1 z 4)
Bractwo św. Piusa X nie jest wyjściem: Przyczyny moralne (1 z 3)
Niska skuteczność egzorcystów - czy musi tak być?
„Dzieje grzechu” lub o tym, że Bractwo św. Piusa X nie jest ratunkiem Kościoła (5 z 22).

Archiwa

Hierarchicznie
Chronologicznie

Podziel się

Reklama

Nasze Produkty

Datki

Darowizna przez Paypal

Chcesz pomóc przez Paypal? Wybierz dowolną kwotę. Jeśli możesz, przejmij opłaty Paypal, to więcej do nas dotrze. Dobroczyńców zapewniamy o modlitwie. Bóg zapłać!

20,00 PLN

6 odpowiedzi

    1. @Tomcio

      Nie wiem, czy taka była Pańska intencja, ale też sobie pomyślałem, że słuchanie wróżki z youtube jest z jednej strony żałosne, ale i słuszne, ponieważ mówi dokładnie to samo, np. o wodzie i obmywaniu się przy osaczeniu, co egzorcyści albo to, co ja sam wyczytałem w różnych księgach.

      Skoro demony istnieją i to od dawna, to ludzie powinni doświadczać tego samego i na poziomie naturalnym stosować te same środki.

      Podejrzewam, że musi istnieć jakiś traktat i to porządny scholastyczny, gdzie te wszystkie demony różnie „wibrujące” są wymienione wraz z poradami, jak z nimi walczyć. Trzeba tylko do tego dotrzeć. Wiem, że jest ciekawy traktat Michała Psellusa, po grecku, o którym pisze ks. Adolph Franz, więc może po nitce do kłębka dotrę.

      Zainwestowałem kupiłem sobie mały netbook do czytania plików pdf w fotelu, bo dotychczas nie miałem, co lekturę bardzo ułatwia.

      Richalm je widział, opisywał, ale za bardzo jęczał, bo niestety żadnych rad nie daje.

      Ale wróżka ma rację. Zawsze będą, można tylko podwyższać własną wibrację. Ja tak sobie myślę, że muszę bardziej pilnować moich myśli i pragnień, bo one – demony – traktują to jako przyzwolenie. Bo jeśli wszystko wibruje, to myśli i uczucia też, bo przecież też są cielesne. Może samych myśli nie widzą, ale ich zakres owszem, co na jedno wychodzi.

      1. No i proszę, jest Psellus dla wszystkich po angielsku:

        http://www.esotericarchives.com/psellos/daemonibus.pdf

        A pomysł przyszedł mi podczas modlitwy. Przeczytam i coś napiszę, ale każdy może.

        I już coś znalazłem:

        An old man like me, and who has, besides, assumed the monastic habit, is incapable of telling a falsehood.

        No, no mocne stwierdzenie.

        I chyba demon tego Psellusa przewidział, bo mam dwa podręczne USB, które mi kilka dni temu zginęły i nie miałem jak przenosić danych z PC na tablet. Więc kupiłem trzeci i czekam, gdzie i kiedy się znajdą. Bo te rzeczy się odnajdują w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. Jak ryba musiała wypluć Jonasza, tak i on przemioty. Tak, tak, nudno nie jest.

  1. @Traditio

    O wróżce to była tylko żartobliwa uwaga bez żadnych podtekstów. Ja bym się co prawda nie odważył słuchać takich osób i takich rzeczy, ale skoro Pan chce, to przecież Panu nie zabronię 😉 Jednak nie jest obojętne skąd czerpiemy wiedzę, nawet jeśli coś jest prawdą, to nie jest obojętne, kto i jak nam ją podaje. Z brudnej ręki nie wziąłbym nawet czegoś dobrego i czystego, bo bym się brzydził, bo razem z darem dawca przekazuje mi coś z siebie. Od takiej wróżki łatwo się czymś pobrudzić.

Dodaj komentarz

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

3 dniowy okres próbny gratis
Subskrybuj

Przelewem

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 12 Miesięcy

Indywidualna

330,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj