JP2 źródłem i szczytem posoborowia lub z janopawłowego na nasz (1 z 8). Wstęp do wstępu humorystyczny.

fra_angelico_-_entombment_-_wga0515Wstęp do wstępu

Niniejszy liczący 40 stron cykl wpisów powstał jako wprowadzenie do Teologii ciała Jana Pawła II. Wpis rozrósł się do cyklu, a do krytyki Teologii ciała jeszcze nie doszedł, gdyż wymagać to będzie kolejnego cyklu. Do cyklu tego przystąpiliśmy z bólem serca i to nie dlatego, ponieważ jakoś bardzo uważamy lub szanujemy Jana Pawła II, bo sądzimy, że obecny opłakany stan Kościoła zawdzięczmy głównie jego długiemu pontyfikatowi, podczas którego jeździł zamiast rządzić i bronić nauki Kościoła oraz uważamy, że jego kanonizacja nastąpiła niesłusznie, jako scementowanie i wyniesienie na ołtarze “posoborowia”.

Gdyż hierarchowie Kościoła pragnący zniszczyć Kościół utworzyli równanie:

“jeżeli posoborowie dobre, to i Jan Paweł II święty”,

a

“jeżeli Jan Paweł II święty, to i posoborowie dobre”.

A my uważamy, że ani, ani, czyli ani posoborowie dobre, ani Jan Paweł II święty.

Do cyklu tego przystąpiliśmy z ciężkim sercem dlatego, ponieważ dla bardzo wielu katolików, nie tylko Polaków, JP2 jest tym fundamentem, na którym się ich katolicyzm opiera: Ojciec Święty, Nasz Papież. Bo jeżeli już papieżowi wierzyć nie można, czego w bolesny sposób uczy nas Papa Begroglio, to komu? No niestety Bogu i nauce Kościoła, chociaż rzec trzeba, iż wierzymy w coś, a nie komuś, bo to ostatnie to raczej personalistyczny fideizm, a nie katolicyzm. I dlatego zdajemy sobie sprawę z tego, że jeżeli podważymy autorytet Jana Pawła II, odsłonimy błędy jego teologii i niestety nie tylko tej, której głosił jako biskup i kardynał, lecz także tej, którą głosił jako papież, wówczas wielu osobom grunt osunie się spod nóg i wpadną w wielką otchłań rozpaczy, przynajmniej na jakiś czas. Warto zadać sobie pytanie, czy można to czynić? Czy nie lepiej pozostawić ludzi w błędnej iluzji, która trwa, chociaż rzeczywistość mówi coś innego, czy też jednym ruchem oderwać plaster od rany. My odrywamy. Dlaczego? Ponieważ uznanie wielkości i katolicyzmu Jana Pawła II każe żyć w wiecznej sprzeczności, w orwellowskim “dwumyśleniu” i “dwumowie”, słowem w kłamstwie, a ojcem kłamstwa jest diabeł. Jeżeli bowiem JP2 był tak święty i fantastyczny, to jak wytłumaczyć sobie “dwuznaczności”, delikatnie rzecz ujmując, jego biografii lub skutki jego pontyfikatu, które już osiem lat później zaowocowały papieżem Franciszkiem wybranym przez kardynałów i biskupów wyświęconych i wykreowanych w większości przez “świętego” Jana Pawła. Odpowiedzi, które słyszymy brzmią: “Bo był chory”, “bo oni mu nie dali”, “bo on był nasz, a oni nie …”.  No niestety, ale w teologii liczy się logika i teologia, a nie mdławe emocje.

Przy przyjrzeniu się pontyfikatowi Jana Pawła II w świetle Tradycji Kościoła do roku 1962, co w wyśmienity sposób uczynili ks. prof. Johannes Dörmann oraz Mgr. Francesco Spadafora, których jeszcze nieraz będziemy cytować, a których anglojęzyczne wersje przeczytać można tu i tu, niestety mało co katolickiego zostaje, gdyż po spuszczeniu wody emocjonalnego wodolejstwa pozostają fusy nouvelle théologie lub neomodernizmu. Nie widać tego na pierwszy rzut oka, gdyż dzieła JP2 trzeba czytać bardzo dokładnie, czytać według pewnego klucza oraz czytać między wierszami i to posiadając bardzo dobrą orientację w tradycyjnej teologii. A tymczasem wszyscy, włączając w to naszą redakcję, czytali JP2 według klucza: “Papież to pisze, już jakoś będzie dobrze, w sumie wszystko się zgadza”. Piszący te słowa jeszcze kilkanaście lub nawet kilka lat temu wyzwałby na ubitą ziemię każdego, tak jest każdego, kto kwestionowałby katolicyzm i prawomyślność Wielkiego Papieża Polaka, ale teraz przeczytawszy głównie Dörmanna widzi konsekwencję myślenia Karola Wojtyły, które jest tyle konsekwentne, co niekatolickie, a wnioski są przerażające. Perspektywa Dörmanna  rozwiązuje wreszcie wszystkie sprzeczności i aporie, na które narażony jest każdy, kto próbuje interpretować teologię Jana Pawła II i poczytania jego pontyfikatu (całowanie Koranu, spotkanie w Asyżu, bratanie się z kim popadnie, przepraszanie Kościoła wszystkich za wszystko) w świetle Tradycji. Niestety nie da się i jedynym konsekwentnym zabiegiem tych, którzy nie chcieli myślenia janopawłowego odrzucić było, jak trafnie ujęła to Hilary White, utożsamienie katolicyzmu z nauczaniem papieskiem w rozumieniu z nauczaniem konkretnego papieża. Czyli:

Jeżeli papież to mówi, to jest to prawomyślne i katolickie, obojętnie, co było przedtem.”

Jak widać po pontyfikacie papieża lub antypapieża Franciszka tak się nie da, bo dochodzimy do odrzucania słów samego Chrystusa, dlatego, że tak powiedział aktualnie nam panujący papież. Ale już za pontyfikatu Jana Pawła II znać było tę tendencję, być może niezauważalną dla większości i dlatego retoryka “Jan Paweł II powiedział”, zamiast “Kościół naucza..” wszystkich księży profesorów uczących piszącego te słowa. Hilary White nazywa ten zabieg “papieskim pozytywizmem” w nawiązaniu do pozytywistycznego prawa, które jest prawem nie dlatego, że odpowiada ono prawu naturalnemu i prawu Boskiemu, ale dlatego, że jest to prawo stanowione, obojętnie czy eutanazja, czy aborcja, czy homo-małżeństwo. I co ciekawe, jak równie trafnie ujmuje to Hilary White w innym artykule, tym wszystkim “dobrym tradycyjnym” janopawłowym biskupom, dla których katolicyzm i konserwatyzm równa się nauczeniu JP2, sam Beroglio przystawia pistolet do głowy i domaga się dalszego podążania drogą papieskiego pozytywizmu, gdyż:

  • jeżeli katolickie jest to, co mówi Jan XXIII, bo mówi to Jan XXIII,
  • jeżeli katolickie jest to, co mówi Paweł VI, bo mówi to Paweł VI,
  • jeżeli katolickie jest to, co mówi Jan Paweł II, bo mówi to Jan Paweł II,
  • jeżeli katolickie jest to, co mówi Benedykt XVI, bo mówi to Benedykt XVI,

to także katolickim być musi, co mówi Franciszek, bo mówi to Franciszek.

To byłoby myślenie konsekwentne i co ciekawe sprawdzało się ono z grubsza rzecz biorąc do Piusa XII, pomijając jedynie papieża Honoriusza lub Jana XXII, gdyż katolik mógł wyjść z założenia, że dogmatyczne i magistralne wypowiedzi papieży, oczywiście nie ich wypowiedzi prywatne lub polityczne, są katolickie. Nie twierdzimy w tym miejscu, że papieże od Jana XXIII wzwyż są nieważni, chociaż odnośnie Bergoglio przypuszczamy, że tak być może. Nie uważamy także, że pomijając Franciszka, popadli oni w herezję na forum externum i sami się ekskomunikowali, chociaż Franciszek od momentu Amoris Laetitia tak uczynił, ale uważamy, że odkąd od Jana XXIII począwszy kryterium Magisterium także papieskiego nie była Tradycja Kościoła, ale zgodność z “mentalnością współczesnego człowieka”, odtąd papieże zaczęli się od katolicyzmu oddalać, a Bergoglio ukazuje smutne konsekwencje tej drogi. O ile od Jana XXIII zbaczali z toru, o tyle Franciszek z tego toru już wypadł i jak anioł upadły ciągnie za sobą swoje hierarchiczne satelity, czyli hierarchów za nim podążających i to ku schizmie, gdyż tak się te harce skończą. Hierarchowie ci nie podążają za Franciszkiem z innych powodów, jak tylko dla kariery i wygodnego życia, gdyż nie wierzą już w nic, gdyż w innym przypadku by się odezwali.  A rozwój ten umożliwił nasz Jan Paweł II, który:

  • posoborowie współtworzył, jako przedstawiciel nouvelle théologie i współtwórca Gaudium et Spes,
  • posoborowie podczas swojego pontyfikatu utwierdzał
  • i posoborowie po sobie i swoim wyjątkowo długim pontyfikacie pozostawił.

Kwestie nouvelle théologie jeszcze dokładnie przedstawimy, więc prosimy o cierpliwość. Osoby odsądzające nas od czci i wiary prosimy o przeczytanie tego cyklu do końca i przemyślenie go. Z pewnością niektórzy z nich przestaną nas czytać, a inni ockną się w sytuacji herbertowskiego bohatera z wiersza Przebudzenie

Kiedy opadła groza pogasły reflektory
odkryliśmy że jesteśmy na śmietniku w bardzo dziwnych pozach

jedni z wyciągniętą szyją
drudzy z otwartymi ustami z których sączyła się jeszcze ojczyzna

inni z pięścią przyciśniętą do oczu
skurczeni emfatycznie patetycznie wyprężeni
w rękach mieliśmy kawałki blachy i kości
(światło reflektorów przemieniało je w symbole)
ale teraz to były tylko kości i blacha

Nie mieliśmy dokąd odejść zostaliśmy na śmietniku
zrobiliśmy porządek
kości i blachę oddaliśmy do archiwum

Słuchaliśmy szczebiotania tramwajów jaskółczego głosu fabryk
i nowe życie słało się nam pod nogi

Tak, mieliśmy w ręku kości i blachę, które światło posoborowych, janopawłowych reflektorów przemianiało w coś wartościowego. Piszący te słowa, który kilka razy uczestniczył w papieskim pielgrzymkach dziwił się tej tautologicznej miałkości prezentowanego na nich nauczania i żywiołowej reakcji tłumów, reagujących na osobę, nie naukę. Wrażenie banalności i nudy nie ustępowało podczas lektury papieskich przemówień i encyklik,  a była to jedynie posoborowa kość i blacha. Piszący te słowa nie znał wówczas na tyle teologii przedsoborowej lub tradycyjnej, by móc ocenić, co jest w janopawłowym nauczaniu nowe i niebezpieczne. Ale byli przecież ludzie, którzy to widzieli, znali i milczeli być może niektórzy rzeczywiście “dla dobra Kościoła”, nie zastanawiając się wszakże, czy Kościół, który pozostawił po sobie JP2 będzie jeszcze katolicki. Przecież obecny synkretyzm, który prezentuje nam w swoich filmach z intencjami “misyjnymi” Franciszek ma niestety korzenie w działalności “wielkiego ekumenisty” JP2. Bergoglio po prostu przyspiesza. Wnioski są naprawdę druzgoczące i dlatego kanonizacja JP2 była tak szybko przeprowadzana. No trudno, trzeba się po tym wszystkim otrząsnąc i iść dalej. Wszyscy będziemy mieć na to czas podczas nadchodzącej schizmy, kiedy to niejeden janopawłowy “etatowy katolik”, także ksiądz, biskup i kardynał, będzie sobie zadawał pytanie:

“Jak mogło to tego dojść?”

Ano właśnie tak. Wydaje się, że posprzątanie po posoborowym kataklizmie, który w ciągu jedynie 50 lat zmiótł prawie 2000 letnią Tradycję Kościoła zajmie tym niewielu pozostałym katolikom kilkaset lat. W tej chwili bowiem nie mamy:

  • ani katolickiego papieża,
  • ani katolickich kardynałów (pomijając czterech),
  • ani katolickich biskupów (pomijając dwóch czy trzech),
  • ani katolickich księży lub naprawdę niewielu.

Mamy kilkunastu świeckich, którzy sobie sami księży nie wyświęcą ani papieża nie wybiorą, więc ta praca od podstaw musi potrwać. Zanim to nastąpi Kościół sięgnie jeszcze bardziej dna i to pod absolutnie każdym względem. Nie jest to proroctwo, ale sucha analiza. Jeżeli nikt nie protestuje przeciwko Amoris Laetitia i innym dokumentom papieża destruktora, to znaczy, że

  • albo się z tym zgadzają,
  • albo jest im to obojętne,
  • więc dokonali faktycznie apostazji, przez co ich duchowe poznanie jeszcze bardziej się zaciemni.

Nie wiemy, kto z hierarchii kiedy przejrzy i czy w ogóle za naszego życia. Jeżeli kardynałowie, pomijając czterech “dubitariuszy”, którzy składali przysięgę, że będą bronić wiary aż do przelania krwi milczą, to jest to żałosne świadectwo ich tchórzostwa. Bóg nie daje z siebie kpić, a kto ma, temu będzie dodane, a kto nie ma, temu będzie zabrane, to, co mu się wydaje, że ma. Przecież Kościół to nie instytucja, ale aplikacja zbawczych owoców Męki Chrystusa, z którego boku wypływają sakramenty. Bez katolickiej nauki, nie ma katolich sakramentów, gdyż najpierw trzeba uwierzyć, w to, co głoszone, a następnie przyjąć chrzest i pozostałe sakramenty. Bez prawdziwie katolickiej nauki mnóstwo dusz idzie do piekła uważając, że idą do Boga, co przepowiedziane zostało już w Fatimie.Od Soboru nie ma misji, bo inne religie są równie dobre lub nawet lepsze, a od Franciszka nie ma nawet grzechu, bo każdy sam sobie to wyklaruje dokonując “rozróżnienia”. Przecież to odrzucenie nauki samego Chrystusa i spotwarzenie Jego Męki. Przecież On nie przelał krwi za darmo, ale po to, by nas z grzechów, od grzechu pierworodnego i wszystkich uczynkowych odkupić. Jeżeli grzechu nie ma, to zarówno Wcielenie jak i Odkupienie były zbędne, bo człowiek odkupia się sam, w sumie nie wiadomo z czego. I tego rodzaju nauki znajdujemy nie tylko u Franciszka, ale niestety także w Dives in misericordia JP2, choć tam w sposób mocno zawoalowany. Dlatego to “miłosierdzie”! Faustyna, Wojtyła, Jan Paweł II i teraz Franciszek. Jeżeli bowiem “miłosierdzie” ponad wszystko, z czym się przynajmniej od Dives in misericordia zdołaliśmy osłuchać, to dlaczego nie Amoris laetitia? Przecież to jest bardzo konsekwentny posoborowy rozwój.

Franciszek nie spadł z choinki, przygotował go Jan Paweł II. Teraz musimy się nastawić na długą, nuklerarną, posoborową i franciszkową zimę, w której musimy utrzymywać się w dobrej kondycji, bo każdy odpowie za swoją własną duszę, a nie za dusze kardynałów czy papieży. A ponieważ wola podąża za poznaniem, dlatego liczy się prawda.

Słownik języka łowieckiego

Ponieważ wpis ten, jak już zaznaczyliśmy powyżej, będzie dla wielu osób pod względem emocjonalnym trudny do zniesienia, dlatego też zaczniemy od rozbudowanego żartu. W jakim celu? By ukazać, że podobnie jak język łowiecki, język teologiczny JP2 jest dwuznaczny, erotyczny i niestety także tu i ówdzie lubieżny, jak się już wie, o co mu konkretnie chodzi. Dlatego przedstawiamy niniejszym dłuższy cytat z Lektur nadobowiązkowych Wisławy Szymborskiej, w których polska noblistka (a jakże!) omawia w swoisty i często bardzo dowcipny sposób różnego rodzaju książki popularno-naukowe i  przeróżne poradniki, czy nawet słowniki. Omówiona pozycją jest Słownik języka łowieckiego Stanisława Hoppe, wydany w roku 1970 przez Polską Akademię Nauk. Piszący te słowa czyta Lektury nadobowiązkowe ilekroć chce lub musi poprawić sobie humor, bo śmiech to zdrowie, a Słownik języka łowieckiego należy do jego ulubionych fragmentów. Powiązanie z Teologią Ciała Karola Wojtyły i późniejszego Jana Pawła II wykażemy w swoim czasie, a na razie prosimy się odprężyć i poczytać.

Stanisław Hoppe, Słownik języka łowieckiego.

„Myślistwo, które nie wynika z konieczności życiowych, to przyjemność wstydliwa, z wieku na wiek wstydliwsza. Nieprzyzwoitość seksu jest na wymarciu. Wszyscy rozprawiają o nim publicznie i pedanterią stosowniejszą chyba do przepisów kuchennych. Więcej rozpasania znajduję u Weyssenhoffa[1] niż u markiza de Sade. Słownik języka łowieckiego czytam z podejrzaną dla siebie samej emocją. Terminologia myśliwska jest lubieżna. W tej dziedzinie polszczyzna zachowała całą swoją dosadność i zmysłowość, aż wibruje od owych cmoktań, cirykań, rechtań, czuszykań, kwoktań i kokcieleń… Coś się tam w nich ciągle choica, brocha, przydyndowuje i przenoża .. A te orgiastyczne pohukiwania myśliwych: Hejże go ha! Heco! Heco! Heć! Heć! Pyf?! …Słownik zapenia nas o nobliwym znaczeniu pęcy, szustki, stypułu, wypluwki, odprzodówki i odtylcówki, ale uczucie dwuznaczności nas nie opuszcza. Jeleń się czemcha, łania łyżki wystawia, pies paraduje z obwisłymi faflami – rozpustnicy wszystko to sobie wymyślili, tylko że nie w łożu u boku markotnej małżonki, ale w chaszczach przy bigosie. Nie dość zresztą rozwiązłości jawnej, jest jeszcze tajna, pod słowami zgoła niewinnymi: fiołek to wcale nie fiołek, róża to nie tylko róża. Leżak, organista, polana, tabakiera, ekspres – druga treść się pod tym wszystkim dla wtajemniczonych kryje.”[2]

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Weyssenhoff_%28pisarz%29 Autorce chodzi chyba o książkę Sobół i panna (1911) słynącej opisem przyrody i łowiectwa. https://pl.wikipedia.org/wiki/Sob%C3%B3l_i_panna_%28powie%C5%9B%C4%87%29

[2] Wisława Szymborska, Lektury nadobowiązkowe, Wydawnictwo Literackie: Kraków 1992, 29-30.

Reklamy

26 thoughts on “JP2 źródłem i szczytem posoborowia lub z janopawłowego na nasz (1 z 8). Wstęp do wstępu humorystyczny.

  1. To ja zacznę trochę dygresyjnie: mam problem z Różańcem, a w zasadzie z Tajemnicami Światła. Nie mogę im nic konkretnego zarzucić, ale od początku ich wprowadzenia mam w sobie dziwny opór wobec nich. Czasem po prostu je ignorowałem, czasem posłusznie uznawałem, ale nigdy nie robiłem tego z entuzjazmem. Ostatnio wrócił znów do mnie argument o “świeckim psałterzu”: 150 zdrowasiek jest jak 150 psalmów Dawida. O ile jest ich właśnie 150. Gdzieś w środku najchętniej pozostałbym przy 3 częściach, ale brak mi ku temu solidnego argumentu. Czy ktoś analizował tą kwestię?

    1. Analizował i już podawaliśmy, ale po angielsku. http://www.traditioninaction.org/religious/d018rpLuminousMysteries.html

      To niech Pan nie odmawia, tylko tradycyjny. Nam się one też nie widzą, jakoś takie gnostyckie z tym światłem. Ale głębiej tego jeszcze nie zbadaliśmy, podany artykuł po angielski też jakiś wstrząsający nie jest. Może trzeba przeczytać jakieś przedsoborowe komentarze do tajemnic różańca. Sprawa rozwojowa.

    2. Różaniec odmawia się sercem a nie ustami. Czy można wyrzucić z serca część życia Jezusa ofiarowaną za nas i zawartą w Tajemnicach Światła? Są takie piękne!

      1. o Panie drogi proszę poczytać nauczanie Jana Pawła II i zacząć czytać Ze Zrozumieniem!

  2. Mogę powiedzieć, że przeszłam podobną ewolucję w ocenie Jana Pawła II, (choć słowo “ocena” jest tu może nieadekwatne, gdyż nie czuję się uprawniona do oceny papieża, bo nie mam wiedzy teologicznej). W każdym razie od zachwytu nad papieżem-Polakiem przeszłam powoli do sceptycyzmu i dystansu – podobnie jak pisze Pan Autor. U mnie ten proces zaczął się ok 2 lat temu, gdy przeczytałam książkę “Sobór watykański II historia dotąd nieopowiedziana” Roberto de Mattei, a potem kolejne książki na temat soboru i posoborowia (M. Davisa, Romano Amerio “iota unum”, itp). Aktualnie czytam bardzo dobrą pozycję:Apologetyczny Katechizm Katolicki ks. W.Gadowskiego – i nie mogę się nadziwić, że taka czysta i klarowna nauka katolicka kiedyś była obowiązująca; zupełnie inna od dzisiejszego “rozenzawania”, “tolerowania”, “odczuwana”, “żywych kontaktów” z Bogiem, “miłosierdzia” itp. Po lekturze tych różnych pozycji wzrosła świadomość, że niestety nasz papież brał czynny udział w tworzeniu posoborowej teologii, popierał na soborze progresywne skrzydło, w tym takie osoby jak H. Congar, de Lubac i innych ‘nowych teologów’, i niejako jest współodpowiedzialny za ten obecny pontyfikat, choćby z faktu, że to JPII decydował o kapeluszach kardynalskich. Bardzo czekam na kolejne artykuły Pana Autora i światło Ducha Świętego w pracy.

  3. Bóg zapłać! Więc jest nas więcej. Tak, do tej klarowności trzeba powrócić. Jak to Michał Anioł opisał istotę rzeźbiarstwa: “Odcinam to, co zbędne w marmurze”. Jesteśmy bardzo poszkodowanym pokoleniem, bo sami musimy ułożyć sobie fragmenty układanki. JP2 i inni wiedzieli, co odrzucali, chociaż może nie wszyscy to rozumieli. My już nie mamy oglądu całości i jak archeologowie musimy warstwa po warstwie odkrywać pokłady prawdziwego Kościoła.

  4. Mam to szczęście w nieszczęściu, że za pontyfikatu Jana Pawła II byłam ateistką i z dużym dystansem obserwowałem jego poczynania. Nie miałam żadnego stosunku emocjonalnego, więc znacznie łatwiej jest zobaczyć mi destrukcyjne skutki tego pontyfikatu dla Kościoła. Przesłodzony posoborowy katolicyzm przyprawiał mnie zawsze o mdłości i nigdy mnie nie uwiódł. “Dzięki” JPII omijałam Kościół z daleka przez niemal 30 lat. Jak bardzo ten czas wydaje mi się stracony, Pan Bóg tylko wie. Siła przyciągania tego prawdziwego Kościoła, który wyłania się spod gruzów (w dużym stopniu dzięki Szanownej Redakcji) zdumiewa mnie z każdym dniem coraz bardziej. Tak, wyszłam już z Matrixa i w moim przypadku nie było to aż tak bolesne. Dla innych szok może być jednak bardzo duży. Ale tylko Prawda nas wyzwoli.

    Widzę, że Redakcja zdecydowała się przywrócić wszystkie teksty. Ani przez chwilę nie wątpiłam, że tak się kiedyś stanie, bo tego naszym biednym duszom tak bardzo potrzeba. Stokrotne Bóg zapłać!

    1. To JP2 od Kościoła odstraszał …Ateizm nie jest niczym dobrym, ale dzięki tej karencji startuje Pani niejako od 0. Też coś warte.

      Odnośnie przywrócenia tekstów, to Pani wiedziała więcej niż redakcja ….

  5. I ja wreszcie zdecydowalam sie zabrac glos…dlugo sie zastanawialam bo…w tym roku “stuknie ” mi 65 lat, a tu na forum jak sie domyslam przewaza mlode pokolenie, a i sama Szanowna Redakcja gdzies tam niezbyt milo podsumowala “babcie w chustkach”. Absolutnie sie nie obrazam:-) A jednak od kiedy przypadkowo odkrylam ten blog – dziekuje Bogu ze pozwolil mi po tylu latach zycia emocjami, zachwytami wyplukanymi z jakiejkolwiek wiedzy – zaczelam poznawac czym jest religia, wiara – po prostu uzywac rozumu:-). Zrobilam porzadek w mojej glowie:-) Mimo mojego niegdys emocjonalnego nastawienia do wszystkiego co “nasz “papiez mowil, czynil itd..gdzies tam podskornie mi sie cos nie zgadzalo- ale jak Szanowna Redakcja trafnie to okreslila- poniewaz to byl “nasz” i tylko nasz papiez- dusilam w zarodku jakakolwiek nieprawowierna mysl i zachwycalam sie dalej. A wiec moja ewolucja przeszla podobna droge jak droga ewolucji any ktora to opisala powyzej. Lepiej pozno niz wcale i to tez uwazam za laske dana od Boga. A jednak dam upust swoim emocjom- uwielbiam komentarze Szanownej Redakcji – oj daja “popalic” tym malo pokornym….

  6. Bóg zapłać! Chyba musimy popracować nad naszymi komentarzami, bo bywają może za ostre. A odnośnie “babć w chustkach”, to nie było to kryterium ani wieku ani estetyki, ale niezdolność dotarcia do tych babć w owym czasie. Zatem to bardziej nasza wina niż babć, albo się na mało staraliśmy przerażeni “chustkami”, bo taka chustka to tzw. fashion statement.

    Nie przeprowadzaliśmy całościowych badań statystycznych, ale z tego, co przeprowadzono, to średnia wieku jest tutaj jakaś połowa 40-tki i więcej mężczyzn niż kobiet.

    Dziękujemy za komentarz i cieszymy się, że Pani do nas trafiła, z chustką czy bez.

    Określenie “babcie z chustkami” miało określić pewną religijność opartą na emocjach, na dobrym samopoczuciu własnym oraz wyłącznie na autorytecie danego duszpasterza. To nie jest jednak duchowość katolicka, bo ta jest dostosowaniem tego, co subiektywne do tego, co obiektywne i tego, co zawsze głosił Kościół. Na ile zmiana nakrycia głowy w tym pomaga, pokaże czas.

    1. a tak dwa slowa o “babciach w chustkach ” – tym razem dosłownie.Sama pamietam moja Babcie i inne Panie , ktore szly na msze swieta odswietnie ubrane i oczywiscie w chusteczce tez odswietnej na glowie.Dzis sama mam nieslychana łaske – w odległosci do pokonania -25km – codzienna msza swieta w tradycyjnym rycie.I madry ksiadz (młody !! ), ktory naucza cierpliwie – jak zyc po katolicku , “po dawnemu “.Miedzy innymi jak godnie ubrac sie do kosciola.I u nas kobiety maja nakryte glowy, nie przychodza w spodniach , ani zbyt “oszczednych ” sukniach.Mezczyzni – zdecydowana wiekszosc w garniturach .Nawet mlodziez..Kobiety po lewej – mezczyzni po prawej stronie kosciola.Cisza.Dzieci gdy nie potrafia nie zaklocac skupienia – sa zaraz wyprowadzane.Spiew gregoriański.Wyłacznie mezczyzni w prezbiterium.Itd.
      .Codziennie dziekuje Bogu za ta nieslychana hojnosc.Czesto mysle o tych, gdzies w swiecie ,ktorzy bedac katolikami nie maja w promieniu setek kilometrow ksiedza ani kosciola.Porownuje do tego co mamy dzis.Tez w promieniu setek kilometrow …….

      1. nigdy nie słyszałam w czasie czytan lekcji , tego właśnie fragmentu z1 Listu Sw Pawła do Koryntian ”O nakrywaniu głowy “.

  7. Witam!

    Pozwolę sobie na drobną polemikę z Autorem. Choć w wielu kwestiach podzielam Jego poglądy to jednak dwie sprawy nie dają mi spokoju.

    1. Po pierwsze w powyższym tekście Autor poddaje w wątpliwość świętość i słuszność kanonizacji Jana Pawła II. Przyznam, że do czasu tego wydarzenia również i ja – przynajmniej w głębi ducha – myślałem w podobny sposób. Jednak po kanonizacji uznałem, że skoro takowa miała miejsce, wszelkie wątpliwości co do niektórych wypowiedzi i gestów Jana Pawła II należy rozstrzygać na jego korzyść, tzn. albo uznać, że jego intencją np. podczas całowania Koranu nie było oddanie czci tej fałszywej religii, albo uznać, że jego “błędy i wypaczenia” w oczach Ducha Świętego bledną wobec zasług. Kanonizacja bowiem – w przeciwieństwie do np. beatyfikacji – jest aktem nieomylnym, co podkreślali nie tylko tak wybitni teologowie jak św. Tomasz i Francisco Suarez, lecz przede wszystkim papieże, np. Benedykt XIV, który wręcz pisał: “Jeżeli nie jest herezją, to w każdym razie jest to zdanie nierozważne, które gorszy cały Kościół, krzywdę wyrządza Świętym, trąci herezją; i ten zasługuje na najcięższe kary, kto by śmiał twierdzić, że Papież zbłądził w tej lub owej kanonizacji”. (De Servorum Dei canonisatione et beatificatione, L. 1, c. 42, n. 10. 12). [cyt. za “Ultra Montes”].

    2. Po drugie w swoim tekście Autor jednoznacznie przypisuje herezję papieżowi Franciszkowi. Przyznam, że i ja to uczyniłem, i to na forum publicznym, ponieważ uważam, że dowody na obronę takiego poglądu są niepodważalne. Tym niemniej w poprzednim artykule, publikowanym na niniejszej stronie (“Czy Kościół ma prawo sądzić heretyckiego papieża?) pada argument, że oficjalnie heretyckość papieża może stwierdzić tylko sobór albo jakieś reprezentatywne grono kardynałów (o ile dobrze pamiętam). W związku z tym powziąłem wątpliwość, czy mój publiczny osąd (co do prawdziwości którego jestem przekonany) był uprawniony, co więcej zaczynam mieć wątpliwości, czy nie popełniłem grzechu. Co i Autorowi poddaję pod rozwagę, choć o jego szczerych chęciach obrony Depositum Fidei nie wątpię.

    Pozdrawiam serdecznie

    1. @ Romeus

      ad 1. Na temat nieomylności kanonizacji jako takiej oraz na temat zmian procesów kanonizacyjnych po 1983 już było i to dużo wraz z “literaturą przedmiotu”.

      https://wobronietradycjiiwiary.wordpress.com/2014/07/10/nieomylnosc-papieska-a-obecny-pontyfikat-3-z-3/comment-page-1/#comment-2012

      https://wobronietradycjiiwiary.wordpress.com/2014/07/10/nieomylnosc-papieska-a-obecny-pontyfikat-3-z-3/comment-page-1/#comment-2016

      https://wobronietradycjiiwiary.wordpress.com/2014/07/10/nieomylnosc-papieska-a-obecny-pontyfikat-3-z-3/comment-page-1/#comment-2009

      Dla wszystkich krótko: Zmiany janopawłowe z roku 1983 były tak wielkim odejściem od Tradycji, tradycji, doświadczenia, zdrowego rozsądku i myślenia procesowego, że muszą być dwie strony w procesie, a nie jedna, że nieomylność aktu kanonizacyjnego nie jest już gwarantowana.

      To tak jakby ktoś lekceważył wszystki zasady matematyki i statyki oraz materiałoznawstwa przy budowie mostów. Taki most się zawali, bo został zbudowany według nowych prawideł z lekceważeniem starych.

      I dlatego przedstawione przez Pana cytaty nie mają tutaj zastosowania do odnoszą się do starej procedury. Duch Święty działa, ale na sprawdzonych drogach.

      ad 2.

      Zarówno Siscoe jak i my, jak i cytowani autorzy, różnicujemy pomiędzy:

      a. stwierdzeniem herezji
      b. zniesieniem z urzędu

      ad. stwierdzić może każdy, kto ma informacje formalne, czyli zna się na teologii, bo herezję formalną może popełnić tylko ten, kto zna na tyle teologię, że wie, że błądzi i robi to świadomie i uporczywie, a nie nasza babcia z chustą na głowie, która się tego nigdy nie uczyła, a jej się tak zdaje.

      I jest tak, że

      a. jeżeli profesor matematyki z całą powagą i na serio twierdzi, że 2 + 2 = 67,84 to bład wychwyci każdy,

      ale

      b. dopiero pracodawca może znieść go z funkcji, co nie jest aż tak proste, gdy jest to profesor mianowany, ale to już inna sprawa.

      Jest różnica pomiędzy
      a. stwierdzeniem a
      b. zniesieniem.

      1. 1. Pisze Pan: “Zmiany janopawłowe z roku 1983 były tak wielkim odejściem od Tradycji, tradycji, doświadczenia, zdrowego rozsądku i myślenia procesowego, że muszą być dwie strony w procesie, a nie jedna, że nieomylność aktu kanonizacyjnego nie jest już gwarantowana.”

        Czy jednak Pańskich argumentów nie osłabia fakt, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa nie istniały żadne procesy kanonizacyjne, a dały one Kościołowi wielu świętych, których czcimy do dziś. Pomijam już dziesiątki męczenników wyniesionych na ołtarze w czasach przedkonstantyńskich, ale weźmy chociażby takiego św. Augustyna, który nigdy nie miał żadnego procesu beatyfikacyjnego lub kanonizacyjnego, dopiero ponad 850 lat po jego śmierci papież Bonifacy VIII oficjalnie uznał go za “doktora Kościoła”. Natomiast w V wieku Augustyna (a i wielu innych także) kanonizowała “opinia wiernego ludu”, czyli “przepisy” daleko mniej rygorystyczne niż te, które wprowadził Jan Paweł II w roku 1983. Może więc jest tak, że Duch Święty nie zawsze “działa na sprawdzonych drogach”, ale po prostu “wieje, kędy chce”?

        2. “[Herezję papieża] stwierdzić może każdy, kto ma informacje formalne, czyli zna się na teologii…”

        Jednak w artykule pana Siscoe cytuje się “dziewiąte wydanie “Elements of Ecclesiastical Law” księdza S.B. Smith, D.D, opublikowane w 1893 roku”, a konkretnie następujący passus:

        “Pytanie: Czy papież, który popada w herezję zostaje pozbawiony urzędu z mocy prawa (ipso jure)?

        Odpowiedź: Istnieją na ten temat dwa zdania: według jednego z nich, z racji boskiego mianowania, jest on zdejmowany z pontyfikatu przez sam fakt (ipso facto) herezji, według drugiego zaś, jest on usuwalny wyłącznie mocą bożego prawa (jure divino). Obie opinie są zgodne co do tego, że papież musi zostać przynajmniej uznany winnym herezji przez Kościół – czyli przez sobór ekumeniczny albo przez kolegium kardynałów.”

        …z czego wynika, że sąd (nie – zniesienie z urzędu) o heretyckości papieża może autorytatywnie wydać tylko sobór albo kolegium kardynałów. Nikt inny. W związku z tym, czy nie jest tak, że świeccy prywatnie przekonani o herezji papieża powinni jednak zachowywać daleko idącą powściągliwość w upublicznianiu swych poglądów, zważywszy choćby na ciężar oskarżenia (zaiste cięższego nie ma), tudzież osobę, której ono dotyczy (Namiestnik Chrystusa)? I czy – nawiązując do obecnej sytuacji – nie powinni raczej wspierać jak tylko się da kard. Burke’a, bp. Schneidera oraz tych nielicznych Książąt Kościoła, którzy mają jeszcze Wiarę i odwagę, by jej bronić? Oni mają większe od świeckich prawo, by oskarżyć, a jednak (jak dotąd) wciąż tego expressis verbis nie uczynili.

        PS

        Dziękuję za linki. Przyznam, że o niektórych sprawach nie wiedziałem (np. o cokolwiek dziwnej przyjaźni Jana Pawła II z p. Tymieniecką). Przeżyłem mały szok.

      2. @ Romeus

        Pierwszy proces kanonizacyjny pochodzi z roku 1234 więc jest dużo późniejszy niż Pan twierdzi. Natomiast proces kanonizacji do roku 1983 pochodzi z roku 1588. Ale przedtem ludzie mieli oczy, zdrowy rozsądek, cuda były lub nie, a ogłoszenie kogoś świętym było bardzo rygorystyczne. Proszę zajrzeć tutaj:

        https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_canonizations

        lub jeżeli nie na Pan angielskiego zobaczyć jedynie ten wykres:

        https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_canonizations#/media/File:Number_of_saints_vs._time.jpg

        Lub tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Chronological_list_of_saints_and_blesseds

        Albo tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Catholic_saints

        Jak mało osób zostało kanonizowanych. Przecież trudno uwierzyć, że nagle w XX wieku wszyscy stali się święci.

        Jeszcze kwestiami kanonizacji będziemy się musieli zająć, co potrwa, bo nie jest łatwo o te dane.

        Główna różnica polega na tym, że od początku Kościoła proces kanonizacyjny stał się coraz bardziej restrykcyjny, a po 1983 nastąpiła liberalizacja, z której skorzystał JP2, bo przecież Benedykt XVI. też dyspensował, co się dało.

        ad 2.

        Pan nadal nie rozróżnia niestety pomiędzy

        a. stwierdzeniem herezji

        b. zniesieniem z urzędu.

        My tylko stwierdzamy i nie tylko my, patrz List 45, a zniesienie pozostawiamy wygodnie innym. Bo jakbyśmy mogli znieść, to byśmy już dawno znieśli, a niestety nawet ten blog takich możliwości nie ma:)))

        Milczeliśmy, dopóki się dało, a teraz trzeba głos zabrać.

        Myśmy na wiadomość o przyjaźni, a raczej o “przyjaźni”, przeżyli szok ogromny, bo niestety potwierdziły się najgorsze przypuszczenia i obawy. Ale jaka teologia – takie życie, ale wobec widma wszechogarniającego miłosierdzia i teologii powszechnego zbawienia JP2 i takie rzeczy ujść mogły. Bo i kto miał protestować? Dziwisz? Ratzinger? Słabo się robi …..

  8. Autor podważa nieomylność kanonizacji Jana Pawła II a przez to nieomylność Papieża i Kościoła Katolickiego . Albo Franciszek, Benedykt XVI (nie zablokował procesów beatyfikacyjnych, kanonizacyjnych, przyspieszył je) itd jest papieżem i naucza bezbłędnie wiary katolickiej albo jest fałszywym uzurpatorem władzy papieskiej. Nie ma innego teologicznego wyjścia.
    Jeżeli Koścół reprezentowany przez Franciszka popełnił błąd jak może być on katolickim skoro Kościół Katolicki jest nieomylny?
    Jak można być jednocześnie papieżem i antypapieżem? To niemożliwe i nielogiczne.

    św. Tomasz : “…Trzeba wierzyć, że i w tych rzeczach [nieomylność kanonizacji] Kościół nie może błądzić”
    Suarez : “Nie wolno wiernym wątpić o chwale Świętego kanonizowanego; tego bowiem bezwarunkowo zakazują Papieże”

    Pius XI: „My, Najwyższy Zwierzchnik Kościoła katolickiego, tymi słowami orzekamy nieomylny wyrok : Na cześć, etc.”. „My, ex Cathedra divi Petri, jako Najwyższy Zwierzchnik Kościoła powszechnego Jezusa Chrystusa, uroczyście orzekamy słowami nieomylnego wyroku: Na cześć, ….”

    Pius XII: „My, jako najwyższy Zwierzchnik Kościoła powszechnego, na jedynej Stolicy założonej na Piotrze słowami Pana, uroczyście orzekamy ten wyrok, który nie zna błędu, słowami: Ku czci.”

    Według Encyklopedii Kościelnej Wetzera i Weltego (1876) „Kanonizacja jest to uroczyste po najściślejszym zbadaniu, orzeczenie Papieża, jako głowy Kościoła, że zmarły sługa Boży króluje w niebie, a na ziemi ma być czczony jako święty. To wpisanie do katalogu świętych pociąga za sobą przedstawienie takiego sługi Bożego za wzór do naśladowania wiernym i pozwala publicznie wzywać przyczyny jego u Boga. Żeby być uznanym za świętego w Kościele walczącym oprócz szczególnie świętego życia, potrzeba oznaki po śmierci, że Bóg chce aby ten jego sługa był uznany i czczony na ziemi jako święty i tę wolę swoją objawia cudami zdziałanymi za jego przyczyną. Orzeczenie o świętości należy do Kościoła, akt orzekający nazywa się kanonizacją.

    Kanonizację Papież ogłasza uroczyście : „Ku czci Trójcy Przenajświętszej dla podwyższenia Wiary Katolickiej i rozszerzenia chrześcijańskiej religii władzą Pana Naszego Jezusa Chrystusa, Świętych Apostołów Piotra i Pawła i własną po dokładnej rozwadze, i częstym wzywaniu pomocy Bożej, za radą kardynałów, błogosławionego za świętego uznaje i ogłasza, wpisując do do katalogu świętych, polecając aby w całym Kościele corocznie pamięć jego w dniu oznaczonym obchodzono. W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen.

    Kto by utrzymywał, że ten albo inny święty kanonizowany nie powinien być miany za świętego, że Papież w kanonizacji jego pobłądził, daje światu katolickiemu zgorszenie, znieważa świętego, heretykom, którzy zaprzeczają Kościołowi władzy kanonizowania świętych, pomoc niesie i sam tchnie herezją, dając okazję niewiernym do wyszydzenia wiary, że taki słowem, fałszywe i bezbożne utrzymuje zdanie i najsurowsze kary kościelne na swą głowę ściąga.

    Wynika z tego jednoznacznie, że Papież ogłaszając akt kanonizacji dokonuje tego mocą swojego urzędu ponieważ jest on „narzędziem i drogą do ogłaszania prawdy, do obrony, do tłumaczenia, do strzeżenia jej od błędu, dla dobra i całości wszystkiego Kościoła. Nieomylność Papieża nie jest to nic innego jak nieomylność Kościoła. Papież dlatego tylko i o tyle tylko posiada nieomylność, że i o ile Kościół ją posiada. Ta sama Opatrzność Boska, która Kościół broni od błędu, tym samym broni od błędu Głowę Kościoła, najwyższego Pasterza, któremu zlecone jest wszystkim owcom podawać paszę czystej nauki.”

    Argumenty że kanonizacja została przeprowadzona niewłaściwie są bezwartościowe:

    „Przypisywanie mu (Papieżowi) jakie bądź zewnętrzne prawidła i warunki, których by w wydawaniu wyroków swoich trzymać się powinien, tego Kościół nie może, ani też nawet żadnego zgoła nie miałby prawa do tego, skoro Piotr otrzymał obietnicę nieomylności niezależnie od żadnych jakichkolwiek ze strony Kościoła warunków”. Suarez

    „Opatrzność Boska, na mocy samej obietnicy swojej, nigdy do tego nie dopuści by Papież kiedy bądź miał wydać wyrok swój bez zastanowienia” Bellarmin

    Encyklopedia katolicka „Jeżeli wyroki te (papieskie) mogą podlegać błędowi na czym wtedy polegałyby wiernych poddanie się?. Czy mogliby, czy godziłoby się im jeszcze uznawać Papieża za najwyższego bez apelacji nauczyciela i sędziego wiary swojej?.

  9. @ Pati

    Patrz jak wyżej. Autor podważa wszystkie akty kanonizacji na nowych zasadach, czyli te przeprowadzone od roku 1983. Tylko one umożliwiły fabrykę świętych JP2. Może kilku świętych by się z tej plejady ostało, gdyby przywrócić dawne rygory, ale naprawdę niewielu.

    JP2 kanonizował więcej osób niż wszyscy jego poprzednicy razem wzięci!!!!! To przecież inflacja. Czy świętość staniała? Nie. Bóg jest nadal tak samo wymagający jak dotychczas.

    Cytowanie starych dogmatyk nic nie da, bo one odnoszą się do Kościoła sprzed zmian posoborowych i jego sprawdzonych regulacji.

    Papież jest nieomylny jedynie jako najwyższy gwarant Tradycji i tak to ujmuje Sobór Watykański I. On katolicyzmu nie tworzy, ani JP2 ani Franciszek.

    A czemu te masowe kanonizacje służyły? Temu, żeby przeciętny człowiek mniej się starał i przejmował, skoro święty, a to, to, i tamto robił, jak nasz JP2, to mnie też wolno. O!!

    To tak jakby anulować od jakiegoś roku rekordy wszystkich dyscyplin i olimpijczykiem ogłosić każdego, kto o własnych siłach wstanie z fotela, a jego brzuch nie zawadza mu w oglądaniu własnych stóp. Ilość olimpijczyków się poszerzy, ale czy to będzie jeszcze sport? Nie, nie będzie.

    1. Mnie się wydaje, że właśnie ta wielka heroiczność cnót miała służyć temu, aby kanonizacja była nieomylna. Bo jeśli ktoś żył w sposób nieosiągalny dla przeciętnych ludzi( np.anielska czystość św. Alojzego Gonzagi) i był do tego prawowiernym teologiem, i miał dobrą śmierć, i po śmierci za jego wstawiennictwem dokonała się określona liczba cudów, to można przyjąć wręcz z 100 procentową pewnością, że ta osoba była święta.

      1. Ma Pan rację, ale święci też byli ludźmi. Po prostu ich przykład animował do lepszego wysiłku. Jeżeli widzę na siłowni, że kolega mojej wagi i postury wyciska 140 kg, a ja znajduję się w okolicach 80 kg, to postaram się i wycisnę przynajmniej 90 kg, bo widzę, że jest to w zakresie ludzkich możliwości. I może dojdę do 100 kg. Jeżeliby on, jako “prymus” wyciskał jedynie 85 kg, to ja niekoniecznie będę się wysilał, bo i tak “jestem dobry” wyciskając 80 kg.

        Przecież to właśnie ten heroizm świętych pociąga heroiczne i waleczne charaktery. Św. Ignacy z Loyoli nawrócił się właśnie czytając życiorysy świętych. Ale taki heroizm osiąga się przy całkowitej współpracy z łaską i świętość kosztuje.

        Porównanie ze sportem jest jak najbardziej na miejscu, bo pustelnik to był athleta Christi. Znałem kogoś, kto znalazł się w pierwszej piątce mistrzostw świata w duatlonie, to jest triatlon bez pływania, zatem bieganie od 20 km do dystansu maratonu i jazda na rowerze do 100 km, po sobie jednego dnia. Intensywnie trenował i dla niego “lekka jednostka treningowa” polegała bieganiu 20 km dziennie. Czy ja zacząłem tyle biegać? Nie, ale biegałem więcej i podpatrywałem od niego technikę biegania, żeby takie dystansy w ogóle przebiec. I tak samo było do 1983 ze świętymi, w 100 % może się naśladować nie dało, ale przykłady te ukazywały, że jest to możliwe przy współpracy z łaską, bo sport to tylko własnym wysiłkiem, a świętość nie.

Komentarze są wyłączone.