Synod: Schizma (na razie?) zażegnana i na dwoje babka wróżyła

evkfik-weltgerichtW Rzymie skończył się Synod ds Rodziny i wbrew oczekiwaniom niektórych, także naszym, nie zakończył się schizmą. Jak trafnie zatytułowało Rorate Caeli wynik synodu jest triumfem dwuznaczności (Triumph of Ambiguity),[1] gdyż najbardziej kontrowersyjne zapisy ustaleń synodu czyli numery 69-71, 75, 84-86 zostały sformułowane tak, że każda strona lub każdy człowiek może je interpretować dowolnie, podobnie jak dokumenty Soboru Watykańskiego II. Co prawda ustalenia Synodu nie są dla papieża wiążące, ale znając naszego papieża Franciszka jego decyzje mogą być jeszcze bardziej radykalne.

Ponieważ wspomniane fragmenty, które zostały opublikowane wbrew dawniejszym zwyczajom jedynie po włosku, zostaną prędzej czy później w całości przetłumaczone na polski, dlatego skupimy się jedynie na wybranych fragmentach, tłumacząc je z angielskiego za Rorate. Skoro każdy przekład jest jakąś interpretacją i trudno uwierzyć w to, iż Synod Kościoła katolickiego opublikował taki bełkot, dlatego załączamy wersję angielską, aby ci, który znają ten język, sami sobie mogli przetłumaczyć.

  1. […] Synod doceniając i zachęcając rodziny, które darzą szacunkiem piękno małżeństwa chrześcijańskiego zamierza popierać [promote] pastoralne rozróżnienie sytuacji, w których otrzymanie tego daru [rodziny chrześcijańskiej] ma trudności z byciem docenionym lub sytuacji, w których dar ten został na wiele sposobów skompromitowany. Poważnym obowiązkiem jest zachowywanie otwartego dialogu z tymi wiernymi w celu uzdolnienia ich do dojrzewania do spójnej otwartości na Ewangelię małżeństwa a rodzinę do jej pełni. Pasterze powinni rozpoznać [zidentyfikować] te elementy, które mogą pomóc w ewangelizacji oraz w ludzkim i duchowym wzroście tym, którzy zostali im powierzeni przez Chrystusa.

[…] The Synod, while appreciating and encouraging families who honor the beauty of Christian marriage, intends to promote the pastoral discernment of situations in which the reception of this gift has difficulty in being appreciated, or in which it is compromised in various ways. Keeping dialogue open with these faithful [people] in order to enable the maturing of a coherent openness to the Gospel of marriage and the family in its fullness, is a grave responsibility. Pastors should identify the elements that may favor evangelization and the human and spiritual growth of those entrusted to their care by the Lord.

  1. Troska pastoralna musi przedstawiać jasno przesłanie Ewangelii oraz musi uchwycić pozytywne elementy obecne w tych sytuacjach, które jeszcze albo już nie są zgodne z tym przesłaniem [Ewangelii.] [Następuje wymienienie sytuacji niereguralnych, jak konkubinaty etc. WOTIW] Do tych wszystkich sytuacji należy zwrócić się w konstruktywny sposób, starając się przemienić je w okazję do podróży do nawrócenia w kierunku pełni małżeństwa oraz do rodziny w świetle Ewangelii.

  1. The pastoral [care] must propose with clarity the Gospel message and must capture the positive elements present in those situations that do not yet or no longer correspond to it [ie to the Gospel message]. All these situations must be addressed in a constructive manner, trying to transform them into opportunities for a journey of conversion towards the fullness of marriage and the family in the light of the Gospel.

  1. Wybór małżeństwa cywilnego lub, w wielu przypadkach, zwykły konkubinat motywowane są często nie przesądem lub oporem przed związkiem sakramentalnym, lecz sytuacjami kulturowymi oraz kulturowymi przypadłościami. W wielu przypadkach decyzja o wspólnym życiu jest znakiem tego, że związek ten w danej chwili chce dopłynąć do widoków stabilności. Ta wola, która prowadzi do trwałej więzi, odpowiedzialnej i otwartej na życie może być postrzegana jako zobowiązanie na którym opiera się droga do małżeństwa sakramentalnego, [zobowiązanie] odkryte jako plan Boży dla życia tej pary. […]
  1. The choice of civil marriage or, in several cases, simple cohabitation, is often not motivated by prejudice or resistance against the sacramental union, but from cultural situations or cultural contingents. In many circumstances, the decision to live together is a sign of a relationship that actually wants to navigate towards the prospect of stability. This will, which translates into a lasting bond, reliable and open to life can be considered a commitment on which to base a path to the sacrament of marriage, discovered to be God’s plan for [the couple’s] lives.
  1. Ochrzczeni, którzy są rozwiedzeni i zawarli powtórnie związki cywilne mają być bardziej włądznie do wspólnot chrześcijańskich na wiele możliwych sposobów, tak jednak by uniknąć skandalu. […] Ich udział może być wyrażony w różnych posługach kościelnych: i dlatego należy rozróżnić które z różnych form wykluczenia praktykowanego w sferze liturgicznej, edukacyjnej, pastoralnej lub instytucjonalnej może być przezwyciężona.
  1. The baptized who are divorced and civilly remarried are to be more integrated in the Christian communities in the various possible ways, avoiding every occasion of scandal. […]

Their participation can be expressed in various ecclesial services: it is therefore necessary to discern which of the different forms of exclusion currently practiced in a liturgical, educational, pastoral, and institutional role that can be overcome.

Czy to redakcja tak bełkotliwie tłumaczy? Nie, tak stanowi tekst.

Przyrzyjmy się temu bliżej np. w numerze 69. Czym jest „pastoralne rozróżnienie” (pastoral discernment)? Tym, że dla jednego to grzech, a dla drugiego nie, najwyraźniej. Określenie „rozróżnienie” (discernement) jest pochodną ignacjańskiego discretio spirituum czyli rozeznaniem duchów. Wedle tego rozeznania, jak wiedzą stali czytelnicy tej strony, rozróżniamy, czy nasze pobudki i działania pochodzą od dobrego ducha czy od złego. W duchowości jezuickiej rozróżnienie (discretio) należy stosować w różnych sytuacjach. Ale przecież rozeznając swoją subiektywną sytuację rozeznaje się ją wobec odwiecznej prawdy Bożej. Nie ma możliwości rozróżnienia w czymś, co jest obiektywnie złe. Bo dobro i zło obiektywne istnieją. A cóż oznacza zdanie „sytuacje, w których otrzymanie tego daru [rodziny chrześcijańskiej] ma trudności z byciem docenionym lub sytuacji, w których dar ten został na wiele sposobów skompromitowany”. Czy to, że ktoś zdradza żonę, bo tego daru nie docenia i w ten sposób ten dar kompromituje? Czy to, że ktoś żyje w konkubinacie np. homoseksualnym? Co to znaczy? Każdy rozstrzygnie sobie sam, stosując własne discretio czyli rozróżnienie pastoralne. Jak słusznie pisze wielu komentatorów: „To czysta etyka sytuacyjna” czyli zależnie od sytuacji raz jest dobrze, raz jest źle. W jakim celu należy dialogować z tymi ludźmi, co jest nawet „poważnym obowiązkiem”? Tekst odpowiada

„w celu uzdolnienia ich do dojrzewania do spójnej otwartości na Ewangelię małżeństwa a rodzinę do jej pełni”.

Ale oni nie mają dojrzewać w grzechu śmiertelnym, tylko z nim zerwać i się nawrócić. Wyobraźmy sobie taką sytuację: kobieta żyje w konkubinacie z dwoma mężczyznami, mają w sumie pięcioro dzieci, ci mężczyźni też ze sobą współżyją i zaadoptowali dodatkowe dziecko, którego „matka nosicielka” czyli jego biologiczna matka także się to tej „rodziny” zalicza. Wymyślona sytuacja? Nie całkiem, podobne „małżeństwo czy co-to-jest” zostało już zalegalizowane w Holandii (dwie lesbijki, dwóch homoseksualistów, dwoje dzieci, jedna rodzina).

Zatem ksiądz katolicki, wedle zaleceń Synodu powinien pomóc tym ludziom w ich „dojrzewaniu do spójnej otwartości”. W jakim dojrzewaniu? Dlaczego „otwartość” ma być „spójna”. Przecież otwartość jest terminem nieokreślonym i nieteologicznym. Jest grzech, jest nawrócenie i jest zerwanie sytuacji. Taka jest normalna logika zero-jedynkowa: albo rybka albo akwarium. Przecież życie w tym związku jest utwierdzaniem się w nim, mnożenie grzechów, odcinaniem się od łaski Bożej. Natomiast ze strony Kościoła jest to błogosławienie grzechowi i utwierdzaniem w grzechu. Przecież nazywanie cudzołóstwa „związkiem niesakramentalnym” nie zmienia faktu, że jest to cudzołóstwo i to stałe! To nie jest „skok w bok” na konferencji z sekretarką, po którym się niekiedy cały życie żałuje, ale stałe cudzołożenie w zalegalizowany sposób. A czym jest „Ewangelia małżeństwa”. Nie ma takiej! Jest jedna Ewangelia. To gnostycy tworzyli swoje ewangelie, np. Ewangelia Judasza, Ewangelia Egipcjan, Ewangelia Tomasza i wiele innych. Chcąc tymi falsyfikatami uzasadnić swoje pozycje doktrynalne.

Ponadto nr. 69 mówi:

„Pasterze powinni rozpoznać [zidentyfikować] te elementy, które mogą pomóc w ewangelizacji oraz w ludzkim i duchowym wzroście tym, którzy zostali im powierzeni przez Chrystusa.”

Jakie elementy? Że się nie mordują, że jakoś o dzieci dbają, że stosunki małżenskie reguralnie odbywają? Przecież to absurd. Oczywiście nigdy nie jest tak, że wszystko jest źle, ale celem jest przygotować tych ludzi do życia wiecznego i to nie w piekle. To co, że może w tej chwili jest im dobrze. Grzech śmiertelny to grzech śmiertelny. Wedle tej logiki możnaby w następujący sposób ocenić sadystycznego mordercę.

„Dar zachowania życia innych, w rozumieniu niemordowania ich, jest wielkim darem, ale należy popierać [promote] pastoralne rozróżnienie sytuacji, w których otrzymanie tego daru [zachowania życia] ma trudności z byciem docenionym lub sytuacji, w których dar ten został na wiele sposobów skompromitowany.”

Zatem jeżeli ktoś morduje z pobudek sadystycznych, to ma on trudności z docenieniem daru zachowania życia innych lub kompromituje ten dar na wiele sposobów.

„Poważnym obowiązkiem jest zachowywanie otwartego dialog z tym wiernym w celu uzdolnienia ich do dojrzewania do spójnej otwartości na Ewangelię [życia] a życie ludzkie do jej pełni.”

Zatem niech sobie morduje, bo on tak dojrzewa, ale trzeba z nim dialogować „w sposób otwarty”, bo tak każe Kościół, a może kiedyś on doceni życie ludzkie w jego pełni nie mordując. Czyli nie oceniać, nie potępiać, bo się jeszcze obrazi. I co? Na tacę nie da? Tym lepiej.

„Pasterze powinni rozpoznać [zidentyfikować] te elementy, które mogą pomóc w ewangelizacji oraz w ludzkim i duchowym wzroście tym, którzy zostali im powierzeni przez Chrystusa.”

Tak, należy zidentyfikować elementy dobre. Po pierwsze coś robi, bo morduje, a nie odłogiem leży. To już dobre. Jest zmyślny i przeżywa przy tym przyjemność. To też dobrze. Lepiej, że przeżywa przyjemność niż przykrość, bo przykrość jest przykra. I skoro odczuwa przyjemność, to jest to w sumie czymś dobrym etc. etc. Tego rodzaju logikę można zastosować do wszystkiego i wszystkich przykazań. W każdym złu są elementy dobra, które należy docenić, prowadzić dialog etc. Przecież to czysta gnoza! Bo im więcej będziesz grzeszył tym więcej tych elemtentów dobra osiągniesz, bo im więcej tym więcej.

Cóż za bzdurą jest stwierdzenie nr. 71, że wybór cywilnego małżeństwa czy konkubinatu ma powody kulturowe. A co to Kościół obchodzi jakaś kultura! Czym jest „kulturowa przypadłość”?!! To Kościół ma zmieniać kulturę, a nie kultura jego. A poza tym to nie prawda. Każdy nawet ateista marzy o ślubie w kościele czy w jakiś uroczystych ramach, żeby podkreślić, że to dla niego ważne i mając nadzieję na trwałość. Żadna kultura nikogo do konkubinatu nie przymusza! Co dadzą teraz billboardy, że konkubinat jest grzechem, jeżeli synod takie rzeczy wypisuje?

Natomiast punkt 84, by rozwodników czyli żyjących w stałym cudzołóstwie włączyć bardziej w struktury Kościoła, a liturgię czy inne uwarunkowania tak zmieniać, by im było dobrze i wygodnie, to czyste przeniesienie politycznej poprawności na grunt kościelny. I to z woli Synodu. Zatem nie będzie można czytać Ewangelii o pochwyconej na cudzołóstwie, żeby cudzołożników nie obrazić. Skróci się 10 przykazań wykluczając “nie cudzołóż” etc. etc.

poster-christus-und-die-ehebrecherin-309983Można by zapytać, czym się redakcja tak irytuje skoro życie w celibacie zawsze było postrzegane w Kościele jako wyższe i bardziej wzniosłe. Niech sobie żonaci i rozwiedzeni robią, co chcą. Otóż chodzi o to, że od Soboru Watykańskiego II w powszechnym postrzeganiu wszystkich ludzi, nawet niekatolików, tym jedynym, co grzechem nazwać można jest zdrada małżeńska. To był ostateczny bastion i ostateczna świętość. I ta kwestia, tj. cudzołóstwa, prawie wszystkich dotyczy w przeciwieństwie do piątego przykazania czy nawet siódmego, gdyż na Zachodzie naprawdę mało kto kradnie w porównaniu z innymi krajami, podobnie jak mało kto aż tak kłamie. Zatem zostało: „Nie cudzołóż”! Zatem wprowadzenie tych ustaleń jest w sumie sankcjonowaniem grzechu jako takiego a przynajmniej ostatniej ostoi społecznej moralności. Uznanie rozwodów przez Kościół, czym de facto są te ustaleniak, mówi przecież to, że zdradzać można, że wynika z tego coś dobrego, np. następne małżeństwo i to w świetle Bożym i nauki Kościoła. Przecież większość małżeństw kończy się po zdradzie, a nie po tomistycznych dysputach. Niestety ale cytowane powyżej postanowienia Synodu, które zostaną zaaprobowane przez papieża, bo on za tym stoi, otwierają drzwi na oścież ostatecznemu relatywizmowi moralnemu i etyce sytuacyjnej. Permanentna logiczna sprzeczność. Takie praktyki duszpasterskie mają co prawda od 50 lat miejsce na Zachodzie. Ale teraz staje się to oficjalną normą postępowania Kościoła Katolickiego. Tak postępują od wieku postępowi protestanci tracąc coraz więcej członków, którzy albo popadają w ateizm, bo nie ma już nic świętego, albo przechodzą do wolnych kościołów protestanckich, które dosłownie interpretują Pismo Święte.

Przecież ludzie, którzy nie zdecydowali się na celibat i nim żyją, a tych jest przecież mniejszość, najbardziej boją się zdrady i porzucenia. Jeżeli trwają w swoich małżeństwach lub w dobrych wyborach moralnych, to dosłownie załamią się widząc kogoś, kto ma obecnie szóstą żonę rozdającego komunię świętą jako szafarz, do czego może mieć teraz prawo według nr. 84 lub homoseksualistę czytającego czytanie na mszy. Jeżeli wszystko można, Kościół wszystko sankcjonuje, to po co się męczyć? Wszystko wolno. Będę jak oni a nawet muszę, bo inaczej będę „faryzejskim niemiłosiernym kimś tam” jak nas naucza papież Franciszek.

Oczywiście będą teraz dyskusje hermeneutyczne, że tak można, ale nie trzeba, z jednej strony, z drugiej strony etc. Postanowienia Synodu to kulminacja soborowego „zasadniczo jest tak … ale jeżeli zalecają względy duszpasterskie to …” grzech przestaje być grzechem, żeby ludziom wygodniej było. I dlatego te postanowienia będą różnie interpretowane i przestrzegane w różnych krajach, jak w przypadku liturgii, doktryny czy dyscypliny, jak ma to miejsce przez ostatnie 50 lat. Koniec z katolickością, witaj protestantyzmie, gdyż papież Franciszek chce przekazać uprawnienia konferencjom episkopatów, które będą robić, co chcą. Niestety te ustalenia, najpierw w kwestii liturgii, wprowadził faktycznie ostatni Sobór i to już w roku 1962, w pierwszym uchwalonym dokumencie w Sacrosanctum concilium. Widocznie planowano długi marsz. Chyba wówczas nikt oprócz autorów i wrogich sił nimi kierującymi, mamy na myśli ostatecznie demony, nie widział konsekwencji uchwalenia tego dokumentu. Bo chodziło tylko o liturgię czyli w powszechnym odbiorze o to, czy pokropić więcej czy mniej. A tymczasem po obecnym synodzie znowu herezja wejdzie tylnymi drzwiami, mając uzasadnienie w dokumentach Kościoła. To skandal! Jak wyglądała dotychczas posoborowa zapaść:

  1. Najpierw padła liturgia, ale doktryna się jakoś trzymała.
  2. Potem padła doktryna, ale dyscyplina się jakoś trzymała.
  3. Potem padła dyscyplina, ale minimalna moralność („Nie cudzołóż”) się jeszcze jakoś trzymała.
  4. Teraz pada ostatni bastion moralności i to naprawdę minimalnej moralności świeckiej.

Będzie więc tak, że coś w polskim Zgorzelcu będzie grzechem śmiertelnym sankcjonowanym przez Kościół, a przez przejście mostu do niemieckiego Görlitz grzechem już nie będzie. Praktycznie może i tak dotychczas było, ale teraz będzie to na papierze. Trudno wyobrazić sobie, że schizmy nie będzie, bo papież albo to poprze albo przedstawi jeszcze bardziej radykalny dokument w imię „miłosierdzia”. Oczywiście wymieniony w punktach (1) do (4) rozkład przebiegał w Kościele po Soborze równolegle, chociaż oczom laików był mniej widoczny. Jednak w oficjalnych dokumentach Kościoła występuje jednak wyżej wymieniona chronologia. Kościół katolicki ma teraz możliwość stać się wyłącznie firmą usługową oferującą chrzty, pogrzeby i śluby i oferować je tak, by klienta nie urazić. Jest to model protestancki, który porzucił już wszelkie oparcie w Piśmie Świętym i w prawie Bożym. Może dlatego słusznie Synod powołuje się na „Ewangelię małżeństwa”, której nie ma.

Ale nie martwmy się. Pan Bóg jakoś to odkręci i w czyjś „rudy łeb wyrżnie”, bo już tak uczynił. Izrael był zawsze bardzo surowo karany za odejście od Boga. Kościół również. Jak uważało wielu świętych, np. św. Piotr Kanizjusz (zm. 1597), drugi apostoł Niemiec, że reformacja i następujące po niej bardzo krwawe wojny religijne są karą za odstępstwa Kościoła i grzechy kleru. Wojny religijne trwały w sumie od 1524 roku, kiedy to inspirowani Lutrem chłopi niemieccy powstali przeciwko swoim panom, do roku 1648, kiedy to został po wojnie 30 letniej podpisany pokój westfalski. W Polsce pokłosiem wojen religijnych był potop szwedzki 1655-1650. Zatem karą za odstępstwo było dwieście lat wojen w Europie. Wydaje się, że rolę bicza Bożego odegrają islamscy „uchodźcy”, jak nie dziś, to jutro. No trudno, trzeba trwać w łasce i wyczekiwać zmiłowania Bożego.

st-peters-basilica_6809_600x450-thumb-large

[1] http://rorate-caeli.blogspot.com/2015/10/the-triumph-of-ambiguity-and-pharisaism.html

Reklamy

9 thoughts on “Synod: Schizma (na razie?) zażegnana i na dwoje babka wróżyła

  1. Mi osobiście najbardziej “przypadł do gustu” fragment z 71. punktu:

    “W wielu przypadkach decyzja o wspólnym życiu jest znakiem tego, że związek ten w danej chwili chce dopłynąć do widoków stabilności.”

    Problem w tym jeśli związek po drodze rozbije się o skały i nastąpi śmierć konkubentów. Pół biedy jeśli umrą oboje. Może jak w tym dowcipie św. Piotr ulituje się i udzieli im ślubu żeby mogli wejść do raju :).
    A tak na poważnie to pozostaje jedno zdanie: Synod otworzył dla wielu drzwi do piekła.

    Zanim przeczytałem Państwa tekst obejrzałem program telewizyjny na temat zmian we Mszy św. Pasuje on do kilku tematów stąd zastanawiałem się gdzie go wkleić. Więc może wkleję tu bo mechanizm zmian w Mszy św. jest podobny do tego co działo się na Synodzie, o czym już była mowa na blogu.

    Pierwsza część programu to ujęcie historyczne zmian w tym rola abp. Bunginiego.
    https://www.youtube.com/watch?v=o8doH6HjNEQ

    Druga część to rozmowa z księdzem na temat Vetus Ordo i Novus Ordo.
    https://www.youtube.com/watch?v=TvyoevpveSw

    Treść programu jest w pełni kompatybilna z tym co Państwo tu piszecie. Porusza wiele kwestii. Program jest zrobiony w dość przyjaznej formie. Być może jeśli go obejrzycie zdecydujecie się na umieszczenie w oddzielnym temacie.

    Z Panem Bogiem

  2. @ Fides

    Tak, ma Pan rację i dziękujemy za film i w wolnej chwili przejrzymy.

    Rzeczywiście, jak już pisaliśmy, zaczęlo się od liturgii, a teraz mamy to, co mamy. Może ten temat pogłębimy, ale redakcja ma mało czasu ogólnie na pisanie, a co dopiero na pogłębianie.

    Problem jest jednak taki, że ludzi urodzeni po Soborze, jak my na tym blogu, niczego innego nie znają, chcą dobrze i uwagi, jak to było kiedyś im nie pomagają, bo czują się tylko winni. Oczywiście to uwaga nie do Pana.

    Ale z pewnościa sporo naszych czytelników na Mszę Trydencką nie trafi, bo nie ma gdzie. Więc trzeba brać, co jest czyli Novus Ordo według gustu proboszcza.

    W sumie chyba przez tę amerykańską inicjatywę prywatną tam się jednak ten tradycjonalizm jakoś ostał, bo, mówiąc umownie, płacą i wymagają, albo zakładają swoje. W dlatego większość sedewakantystów działa w USA. W Europie jest z tym gorzej, bo jednak posłuch większy i zapaść też większa, co widać po ostatnim Synodzie, gdzie wygrała opcja “austriacko-niemiecka”, a przynajmniej nie przegrała. Ale nie chodzi tutaj o nacjonalizmy, bo w Austrii jest jedyne katolickie seminarium z krajach niemieckojęzycznych u cystersów w Heiligenkreuz, więc też się jakoś trzymają. Chodzi o tzw. postępowość i relatywizm niestety.

    Za zaczęło się, jak Pan słusznie zauważył, od regerularyzacji Mszy, bo względy duszpasterskie, a jak już Mszy jednej i spójnej nie ma, bo i nie ma, bo nic już spójne nie będzie. No niestety lex orandi, lex credendi. Orandi się zmianiło, a teraz mamy credendi.

    Za jakiś czas pojawi się z pewnością tekst Roberto De Mattei o tym, jak synod był od początku manipulowany, niestety przez papieża. Więc wyniki głosowania i tak są dobre. Ale mimo wszystko to tragiczne. Oto ten tekst po angielsku: http://rorate-caeli.blogspot.com/2015/10/de-mattei-failed-synod-everyone.html

    “Porażka dla wszystkich, a szczególnie dla moralności chrześcijańskiej”, pisze de Mattei i ma rację.

  3. “….Synod otworzył dla wielu drzwi do piekła…..”
    Fides : nawet postawienie pięknej dziewczyny przed oczyma impulsywnego / sorry / mężczyzny > jest otwarciem ” dla wielu” drzwi do piekła .
    Wyobraź sobie Jezusa , któremu skarży się podniszczona troskami i pracą kobieta , że :
    .> praca i kilka porodów przygarbiły nieco jej wdzięczne niegdyś plecy ,
    > nie sfinalizowała pracy magisterskiej bo uznała rodzinę za priorytet ,
    > nie umiała , nie zdążała zadbać o swoją wystarczająco atrakcyjną powierzchowność ,
    > po 17-tu latach małżeństwa mąż uznał ,że .!!?!!?……………….i odszedł do kobiety będącej dla niego WYZWANIEM i IDEAŁEM PIĘKNA ,
    > rozwód był wymuszony agresją i nękaniem psychicznym męża i jego nowej kobiety ,
    > żona zostaje z trojgiem podrastających dzieci , małymi alimentami i niemożnością znalezienia pracy ,
    > po dwóch latach walki z rozpaczą i walącym się systemem wartości / była katoliczką / , spotyka wdowca , który podaje jej ramię , oferuje wsparcie , oddaje serce ;
    > po kolejnym roku ślub / cywilny tym razem / i próby pogodzenia tego faktu z dyscypliną Kościoła……………..
    Kobieta płacze i tłumaczy Jezusowi motywy swojej decyzji . Chciałaby zrozumienia , marzy o wybaczeniu . Jak sądzisz Fides – co powiedziałby Jezus ? Czy ona naprawdę popełniła grzech śmiertelny ?
    Czy każda strona w rozbitym małżeństwie jest w równym stopniu winna zerwaniu więzów ?
    Czy na Sądzie Ostatecznym nie będzie ” okoliczności łagodzących ” , skoro nawet ludzkie prawo bierze je pod uwagę ? Może okoliczności rozwodu mają być brane pod uwagę przez kapłanów wysokich rangą – przy podejmowaniu decyzji o stopniu winy > takiej np. kobiety ? Są sytuacje , w których byłoby bezdusznością , a nawet pychą i głupotą ferować mordercze wyroki . Wszak ta kobieta zgrzeszyła tylko ” udziałem w rozwodzie” bo sąd nie przyjął argumentu , że ona ” wciąż kocha męża ” . Nikogo to nie interesowało .
    Myślę, że Bogu łatwiej przychodzi wybaczanie niż ludziom .
    No i nie bądźmy – jak to mówią , świętsi od papieża . Nie wierzę ,że DRUGI ZWIĄZEK MAŁŻEŃSKI oddala nas od Jezusa .czy powoduje ,że On się od nas odsuwa . Czy słowa Jezusa naprawdę upoważniają nas do restrykcyjnego traktowanie osób SKAZANYCH na porzucenie i nie umiejących samotnie ponieść takiego krzyża ………….

    Nie przemawiają przeze mnie emocje bo podałam tylko historię innego człowieka , ale powoduje mną obawa ,że postępujemy niesprawiedliwie i pochopnie – wrzucając każdy rozwód czy drugi ślub do jednego pojemnika na śmieci . Serdecznie Współczuję niektórym rozwiedzionym , a nie sądzę żebym przerastała Jezusa w tym współczuciu .
    Rzetelne ROZPOZNANIE SYTUACJI ROZWODOWEJ – tak byłoby uczciwiej zanim się komuś zabroni przystępowania do Komunii Św. Wiem ,że to trudne .

    1. @ Wizja

      No niestety, ale grzechem śmiertelnym nie było rozbicie pierwszego małżeństwa, ale zawarcie nowego podczas, gdy pierwszy mąż żyje. Może należy zapytać się, czy są podstawy do rzeczywistego, a nie ‘franciszkańskiego’ unieważnienia pierwszego.
      Grzechem śmiertelnym był pierwszy akt małżeński w nowym “małżeństwie”, bo był to akt cudzołóstwa, i każdy następny też takim jest. Oczywiście męża tej kobiety to też dotyczy.

      Nie chodzi o sytuację rozwodową, ale o porozwodowe stosunki seksualne i to stałe. Te są grzechem śmiertelnym, bo małżeństwo obowiązuje dozgonnie i wierność małżeńska też.

      Jezus powiedział: “Idź i nie grzesz już więcej!”

      A im dłużej ta osoba w tej sytuacji trwa, tym bardziej oddale się od Boga, zaciemnia duchowo, tym większy rośnie w niej upór, tym dziwniejsze poglądy wyznaje i tym trudniej będzie jej do Boga wrócić.
      Proszę pamiętać, że jest czyściec, a jeżeli się w grzechu śmiertelnym niewyspowiadanym i nieodżałowanym umrze, wtedy idzie się wprost do piekła. Natomiast w czyśccu tak długo się cierpi, aż odda się “ostatni grosz” czyli odpokutuje skutki duchowe swoich czynów. Im dłużej to drugie “małżeństwo” trwa, tym gorzej będzie.

      Niestety przy trwaniu w grzechu rośnie też zatwardziałość, więc pokuta na łożu śmierci, na którą owa osoba może liczy, może nie dojść do skutku.

      Piszący te słowa obserwował tego rodzaju koleje przez wiele lat z bliska. Bóg nigdy grzechu nie chce i się zatroszczy o ludzi, którzy “troszczą” się o niego. Tego można doświadczyć. Do grzechu pcha szatan, tłumaczy zło jako dobro i w grzechu, ukazując brak alternatywy, więzi. Niestety każdy grzech, a szczególnie śmiertelny, zaciemnia nie tylko umysł, ale poznanie duchowe.

      Osoba przystępująca w stanie grzechu śmiertelnego do Komunii popełnia kolejny grzech śmiertelny świętokradzktwa i mnoży w ten sposób winy.

      No niestety, prawda jest trudna. Zatem nie trwać, tylko sprawę rozwiązać. Dusza ważniejsza lub jakby powiedział psycholog komfort psychiczny, bo życie w grzechu to ciągły stres i piękności szkodzi, tej duchowej, ale też tej fizycznej.

  4. Szanowna Pani
    tak jak w pięknie pisano na tym blogu o małżeństwach sakramentalnych – małżeństwo kobiety i mężczyzny od początku było zaplanowane przez Pana Boga.
    Stąd też dusze kobiety i mężczyzny są po przyjęciu sakrament małżeństwa ze sobą zespolone. Nic oprócz śmierci nie może ich oddzielić. Żaden człowiek.

    Samotność jest dla tej kobiety wskazanej w przykładzie drogą do uświęcenia. Trud i cierpienie na pewno będą wynagrodzone w Jeruzalem Niebiańskim do którego wszyscy zmierzamy. Jeśli potrafiłaby się modlić za swojego męża i ofiarować swoje cierpienie w jego intencji być może nawróciłaby go. Dla Boga nie ma bowiem rzeczy niemożliwych. Tak uczyniła chociażby św. Monika. Na tym polega świętość.

    A tak żyje w grzesznym związku. Oczywiście ma czas na nawrócenie do ostatniej chwili swojego życia. Jednak z każdym dniem, miesiącem rokiem będzie jej coraz częściej. Żyjąc w grzechu ciężkim pozbawia sama siebie łaski uświęcającej. Jeśli zacznie przyjmować w tym stanie Komunię św. i się nie opamięta w porę, tym gorzej dla niej.

    Nie lubię kazuistyki ale podam Pani przykład również autentyczny: 20 lat temu od żony odszedł mąż do innej kobiety. Przez ten czas sama wychowywała 2 dzieci. Było podobnie jak w pierwszym przykładzie: płacz po nocach, trud w samotnym wychowaniu dzieci, cierpienie. Po jakimś czasie wybaczyła mężowi. Duch św. tak ją natchnął, iż po 20 latach poszła do niego do domu, w który mieszkał z tą drugą kobietą. Zapukała do drzwi. Chłop oniemiał. I co? Do dzisiaj są razem jak mąż i żona. Uratowała duszę swoje męża od wiecznego potępienia z powodu grzechu cudzołóstwa. Dlaczego, bo ich dusze były zawsze połączone. I to jest prawdziwe miłosierdzie człowieka wobec człowieka. Dlatego jestem przeciwny nawet tzw. “białym małżeństwom” ponieważ człowiek się przyzwyczaja i to uniemożliwia powrót do poprzedniego małżonka.

    Jak Pani myśli który przykład: Pani czy mój powinien być motywem przewodnim Synodu? To było pytanie retoryczne. Prawda jest obiektywna, jest nią Pan Bóg. Skoro Pan Bóg stworzył człowieka i wrył w jego serca prawo naturalne: jedna mąż i jedna żona do póki śmierć ich nie rozłączy, to aby miłować Pana Boga musimy wypełnić te przykazanie. Inaczej staniemy się heretykami, protestantami.

    Matka jednego ze współpracowników Lutra zapytała się: czy aby się zbawić muszę przyjąć zreformowaną religię. Na to współpracownik odpowiedział: w nowej religii wszakże żyje się łatwo a umiera ciężko. W wierze rzymskokatolickiej żyję się trudno i ciężko ale umiera lekko.

    Podkopując prawdę o małżeństwie podkopujemy cały Boży porządek. Moderniści, heretycy nie potrzebowali dużo czasu żeby to uczynić. Ponad dwa lata temu w czasopiśmie jezuickim ukazał się artykuł, w którym Franciszek przedstawił podobny przykład do Pani. O to on po angielsku:
    http://americamagazine.org/pope-interview

    “This is also the great benefit of confession as a sacrament: evaluating case by case and discerning what is the best thing to do for a person who seeks God and grace. The confessional is not a torture chamber, but the place in which the Lord’s mercy motivates us to do better. I also consider the situation of a woman with a failed marriage in her past and who also had an abortion. Then this woman remarries, and she is now happy and has five children. That abortion in her past weighs heavily on her conscience and she sincerely regrets it. She would like to move forward in her Christian life. What is the confessor to do?”

    A co mamy dziś: hulaj dusza …
    I tym zakończę

  5. Fides :
    ……..” po 20 latach poszła do niego do domu, w który mieszkał z tą drugą kobietą. Zapukała do drzwi. Chłop oniemiał. I co? Do dzisiaj są razem jak mąż i żona. Uratowała duszę swojego męża…….”
    Hm , chcę w to wierzyć . Co jednak z tą drugą kobietą i dziećmi – najprawdopodobniej z drugiego małżeństwa ? Co z ich duszami i ” całą resztą ” ?
    Myślę ,że JEDNAK należy zważyć winę każdego z rozwiedzionych małżonków bo może się okazać , że jedno jest istotnie bez winy , jest ofiarą grzechu drugiego .
    Uważacie ,że porzucona , słabsza / po ludzku / osoba powinna skoncentrować się na modlitwie za tę drugą > zgoda , niektórzy są tak dojrzali i mocni ,że WYSTARCZA IM TAKIE DZIAŁANIE na resztę życia . Podnoszą ten Krzyż i cierpliwie dźwigają. Tylko wy stawiacie , jak sądzę – bezwzględność rozliczenia , ponad próbą zrozumienia .
    Jezus uzdrawiał kiedyś w szabat , ku oburzeniu i zgrozie uczonych BO UZNAŁ ,że sytuacja tego wymaga .
    Czy nie zrozumiałby osoby porzuconej bez winy ? Wydaje się ,że czasem dopuszczał osąd ” niekonwencjonalny ” bo wiedział , że życia nie da się zamknąć w literach prawa.
    Bywają sytuacja klarowne co do określenia stopnia winy . Dlatego furtka w propozycjach synodu wydaje mi się uzasadniona . Sposób korzystania z tej furtki będzie zależał od umiejętności rozeznania kapłanów .
    Dziękuję za odpowiedzi , nie oczekuję dalszych bo widzę ,że chwilowo stoimy dość niewzruszenie przy swoim zdaniu .
    Nie jestem stroną w opisanej sprawie , żyję w trwałym małżeństwie więc nie walczę ” o swoje”.
    Pozdrawiam.

  6. To jest niestety błędne myślenie. Nasze myśli powinny być skierowane ku Panu Bogu. Dzięki temu będzie nam łatwiej myśleć po bożemu, niż po ludzku. Faryzeusze w czasie ziemskiego życia Pana Jezusa stworzyli sami szereg absurdalnych zakazów i nakazów. Nie wynikały one z prawa bożego, a z prawa ludzkiego. Stąd też nie było nic złego w uzdrowieniu w szabat.

    W przypadku rozwodnika który wstępuje w nowy związek ma miejsce naruszenie prawa bożego. Stąd musimy myśleć tak jak Pan Bóg. Gdy Pan Jezus zapowiedział przed Apostołami, że poniesie męczeńską śmierć i zmartwychwstanie Piotr odparł na to, iż tak się nie stanie. Na to Pan Jezus odpowiedział “Idź precz szatanie, bo nie myślisz o tym co boże, ale co ludzkie”.

    W Dziejach Apostolskich czytamy, iż momencie kiedy tworzył się młody kościół jerozolimski, Apostołowie zostali wezwani przed Sanhedryn i zakazano im głoszenia Dobrej Nowiny o Zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Na to Piotr odpowiedział: “Trzeba bardziej słuchać Boga, aniżeli ludzi”.

    Papież Franciszek, kar. Marks, Schonbrun, Kasper to współcześni Faryzeusze, którzy wsłuchują się w swój głos zdeprawowanego sumienia, a nie słuchają prawdy objawionej przez Pana Boga.

    Życzę przemiany myśli takiej jak nastąpiła u św. Piotra. Pomodlę się za Panią i tamte małżeństwo, aby ponownie się połączyło.

  7. Słowa Prymasa Polski (wyrwane z kontekstu, warto więc przeczytać całość)

    “Mam wrażenie, że nadmierne wyakcentowanie kwestii komunii dla osób rozwiedzionych przysłoniło fakt, że droga sakramentalna nie jest jedyną drogą uświęcania w Kościele. Jest nią także słuchanie Słowa Bożego, głoszenie Ewangelii, dawanie świadectwa wiary, katolickie wychowanie dzieci, twórcza obecność we wspólnocie.”

    http://wpolityce.pl/kosciol/269934-prymas-polski-po-synodzie-kosciol-musi-towarzyszyc-rodzinie-osoby-rozwiedzione-zyjace-w-nowych-zwiazkach-sa-pelnoprawnymi-czlonkami-wspolnoty

    Muszę przyznać, że nie rozumiem do końca o co chodzi.

    Jezus powiedział do tłumów: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. (J 6,51-58)

    Jak w takim razie tłumaczyć drogę uświęcenia bez sakramentów? Być może chodzi o to, żeby tych ludzi przygarnąć do Kościoła, dać im się dobrze poczuć, wciągnąć w działanie wspólnoty, wierząc, że finalnie spowoduje to ich nawrócenie i uporządkowanie swojego życia. Ale to uporządkowanie, jak rozumiem, i tak musi polegać na zawarciu sakramentu małżeństwa, jeśli jest to możliwe, lub rozstaniu, jeśli są przeszkody. Bez Komunii Świętej, nie ma życia wiecznego.

    Prymas mówi o świadectwie wiary, jako drodze uświęcenia. A jakie to jest świadectwo wiary, kiedy właśnie świadczy się swoim trwaniem w niewłaściwym związku o niewierności Bogu? Zastanawiam się co ja powiedziałabym dziecku, gdyby mnie zapytało “Mamusiu, a dlaczego ten pan, który czyta Słowo Boże, który tak działa w naszej parafii, nie przyjmuje nigdy Komunii Świętej? To tak można i też będzie się zbawionym?” Wydaje mi się to wręcz gorszące.

    Takie dobroduszne podejście do ludzi w niesakramentalnych związkach wydaje mi się analogiczne do ukrywania prawdy przed chorym na raka. Gdyby wiedział, że jest chory być może zmobilizowałby swoje siły, prosił Boga o zdrowie, nawrócił się… w każdym razie dokonał wyboru. Ukrywanie prawdy obciąża tych, którzy to czynią.

    “Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie”

  8. Cóż poradzić na te słowa. Łatwiej byłoby powiedzieć: Nawróćcie się, zaprzestańcie cudzołożyć. Jak widać posoborowie to dużo słów w których brak logicznego myślenia. A tu cztery proste słowa.

Komentarze są wyłączone.