Synod jesienny lub Sobór Watykański II 2.0 (2.1) Paralela II. Nośne hasło kiedyś „otwarcie i dialog” teraz „miłosierdzie”

25v0053a

Czym jest kłamstwo? Złym połączeniem rzeczy faktycznie istniejących.

Szatan jest „ojcem kłamstwa” (J 8,44). Okłamał Ewę i pierwszych rodziców, inspiruje każde kłamstwo i kłamie do dziś. Kłamstwo jest, mówiąc Platonem i Arystotelesem, pewnego rodzaju niebytem, gdyż łączy to, co się w danym przypadku ze sobą łączyć nie da. Tak np. zdanie „Janek siedzi” jest fałszywe i nie odzwierciedla rzeczywistości, jeżeli Janek stoi. Jednak każde kłamstwo istnieje jako takie tylko dlatego, ponieważ posługuje się elementami prawdziwymi, które jako takie istnieją, a w danej fałszywej wypowiedzi czyli w kłamstwie są jedynie ze sobą źle łączone. W naszym powyższym przykładzie przyjmujemy, że:

  1. Janek istnieje.
  2. Siedzenie jako takie jest możliwe.
  3. Stanie jako takie jest możliwe.
  4. Siedzenie Janka jako takiego jest możliwe.
  5. Stanie Janka jako takiego jest możliwe.

Jednak, by zdanie „Janek siedzi” było prawdziwe, ze wszystkim możliwości (1) do (5) prezentowanych w naszym przykładzie należy wybrać możliwość (4) lub (5) i aplikować ją do aktualnej sytuacji, w której Janek siedzi lub stoi. Zatem zdanie „Janek siedzi” jest prawdziwe, jeżeli Janek siedzi, a fałszywe, jeżeli Janek stoi. Zdanie „Janek siedzi” jest zatem prawdziwe, gdy oddaje ono rzeczywistość zgodnie z prawdą, tj. zgodnie ze stanem faktycznym.

Przeetykietowanie celem każdej propagandy

A co to ma wspólnego z Kościołem i teologią? Wszystko, bowiem wyżej wymieniony przykład dowodzi tego, że każde kłamstwo składa się z elementów prawdziwych, które w innym kontekście tworzyć mogą zdanie prawdziwe oddające prawdziwą rzeczywistość. Jednak kłamsto to nie tylko złe łączenie, ale i nieadekwatne nazywanie, gdyż w sumie każda nazwa zawiera jakieś wartościowanie. Każdy ideolog, propagandysta lub w ostatnim czasie fachowiec od reklamy czyli ludzie, którzy niestety, żyją dzięki temu, że posługują się kłamstwem, chociaż tak tego nie nazywają, wiedzą, że pozytywne nazwanie negatywnego zjawiska to już połowa sukcesu, jeżeli nie cały sukces. Jak wiemy z przeszłości:

  • „wyzwolenie przez Armię Czerwoną” oznaczało inwazję obcych wojsk i podbój militarny i ideologiczny danego kraju,
  • „bratnia pomoc” było inwazją wojsk Układu Warszawskiego w celu przywrócenia supremacji Związku Sowieckiego,
  • „związek partnerski” to konkubinat heteroseksualny lub homoseksualny,
  • „orientacja seksualna” to określenie dewiacji seksualnej,
  • etc, etc.

Chodzi zatem o to, by za pośrednictwem języka przedstawić zło jako dobro licząc na to, że pewni ludzie, np. potomni, się wyłącznie z warstwą językową a nie z daną rzeczywistością zetkną. Niestety przyznać trzeba, że absolutnie wszystkie rewolucje i przewroty przeprowadzane były w imieniu źle pojętego dobra, przez co przyznawały rację katolickiej doktrynie, że człowiek jako taki dąży do dobra, nie do zła, nawet, gdy je źle pojmuje. I właśnie bywa tak, że błąd pojawia się na poziomie intelektualnym i dotyczy tego, czym owo dobro jest i dlaczego nim jest, a nie na poziomie woli, bo każda wola dąży do dobra. Jeżeli zatem coś złego określi się jako dobre lub uwypukli jedynie dobre aspekty czegoś, które zawsze istnieją, wówczas zło staje się „dobrem”, a ludzie za nim idą.

Hasła Soboru już w przemówieniu inauguracyjnym Jana XXIII

Ani redakcja tego bloga ani chyba nikt inny na świecie nie wie, kto z ludzi rzeczywiście inspirował zwołanie Soboru Watykańskiego II, gdyż nie wydaje nam się, że rzeczywistym spiritus movens był Jan XXIII. Odsyłając zainteresowanych do wspomnianej książki Roberto de Mattei skupimy się tutaj jedynie na samych faktach niejako publicystycznych czy prasowych czyli na tych hasłach, które weszły od ostatniego Soboru w krwioobieg teologii i kultury, czyniąc tam niestety sporo szkód. Przyjrzyjmy się fragmentom przemówienia Jana XXIII na otwarcie Soboru, które zdecydowanie należy przeczytać w całości, bo każdy wybór jest zawsze wyborem.[1] Przemówienie to jest jak najbardziej ortodoksyjne, zawiera jednak kilka fragmentów mogących z dzisiejszej perspektywy zrodzić niepokój lub pobłażanie z powodu naiwnej „wiary w postęp” papieża. Niestety, skromnym zdaniem naszej redakcji, przemówienie papieża Jana zupełnie nie odpowiada na pytanie: „Po co ten Sobór?” Skoro, sądząc po tym samym przemówieniu, wszystko dobrze, wszystkim się darzy i w sumie lepiej nigdy nie było, to po co to najwyższe zgromadzenie Kościoła po raz trzeci raz w czasach nowożytnych zwoływać.

jan xxiiiAle przyjrzyjmy się tym kilku fragmentom bliżej. Jan XXIII mówi:

„Żywimy wielką nadzieję, że Kościół, oświecony światłem tego Soboru, wzbogaci się w skarby duchowe, zaczerpnąwszy zeń siły i nowych mocy patrzeć będzie nieustraszony w przyszłość. Rzeczywiście, dzięki stosowanym unowocześnieniom i mądremu zorganizowaniu wzajemnej współpracy, Kościół będzie w ten sposób działał, by ludzie, rodziny, narody faktycznie zwracały się do rzeczy niebieskich.”

Warto zapytać, dlaczego, zdaniem Jana XXIII, Kościoł ma się wzbogacić akurat światłem tego Soboru i zaopatrzeć w dary duchowe. Czy dotychczas był ich pozbawiony? Oczywiście należałoby przejrzeć wprowadzenia papieży do innych Soborów Powszechnych, by mieć skalę porównawczą, ale ten wstęp wydaje nam się dziwny, gdyż sugeruje, że Kościół, któremu wedle słów tego samego papieża, nic teraz w świecie nie zagraża, tak naprawdę od swego zarania na właśnie ten Sobór czekał. Podobnie  dziwne jawi się nam sformułowanie „[Kościół] patrzeć będzie nieustraszony w przyszłość” przypominające niestety sformułowania propagandy totalitarnej nazistowskiej i komunistycznej. A czy do roku 1962 Kościół patrzył ustraszony w przyszłość? Czego się bać? Paruzji, Sądu Ostatecznego? Z czystym sumieniem nic nam nie grozi, bo Chrystus i tak wszystkich zwyciężył. W tym miejscu przemówienia papieża pojawia się ambiwalentne kryterium „nowoczesności”, „w domu i zagrodzie” chciałoby się dodać, które żadnym kryterium teologicznym nie jest. Tym jest świętość, nie nowoczesność. Można zadać pytanie, dlaczego to, co nowe, niewypróbowane i jak wszystko grzechem pierworodnym skażone ma pomóc Kościołowi w pełnieniu jego misji, Kościołowi – Matce Narodów – dysponującemu sakramentami skutkom grzechu pierworodnego zaradzającym? Mówiąc jaśniej, czy to, co trwało do roku 1962 jako nienowoczesne, w odniesieniu do roku 1962, bo w odniesieniu do roku 2015 oczywiście rok 1962 też jest nienowoczesny, było bez wartości? Nie wszystko, co nowsze jest przecież lepsze, co wiedzą wszyscy użytkownicy komputerów, a szczególnie notebooków psujących się regularnie po dwóch lub trzech latach po to, by kupić sobie z woli producentów nowy. A w dziedzinie aksjomatycznej i teologicznej kryterium nowoczesności żadnego zastosowania nie ma. Coś jest albo prawdziwe albo fałszywe, a nie starsze lub nowsze. Ale czytajmy to przemówienie dalej:

„W codziennym sprawowaniu Naszego urzędu duszpasterskiego niekiedy ranią Nasze uszy insynuacje dusz, gorliwych nawet, ale pozbawionych rozeznania i umiaru. W czasach współczesnych widzą one tylko odstępstwo i upadek; twierdzą, że nasz wiek stał się gorszy niż wieki dawniejsze; i postępują tak, jak gdyby niczego się nie nauczyli od historii, która przecież jest mistrzynią życia, i jak gdyby w okresie poprzednich soborów powszechnych wszystko dokonywało się wśród triumfu idei chrześcijańskiego życia i słusznej wolności religijnej.

Nam zaś wydaje się, że nie należy zgadzać się z tymi prorokami niedoli, którzy występują jako zwiastuny wydarzeń zawsze nieszczęśliwych i jakby zapowiadających koniec świata.

W obecnym porządku rzeczy dobra Opatrzność prowadzi nas do nowego układu stosunków między ludźmi, które za sprawą ludzi i ponad ich oczekiwania zmierzają do realizacji opatrznościowych planów wyższych i nieprzewidzianych; planów tej Opatrzności, która wszystko, nawet ludzkie różnice wprzęga w większe dobro Kościoła.”

Czytając te fragmenty z roku 1962 można się zapytać, w jakim świecie nasz „dobry papież Jan”, jak go nazywano, jakby wszyscy jego poprzednicy byli źli, żyje? Jak można wyśmiewać się z ludzi – przypuszczalnie zwolenników Fatimy, żądających w roku 1962 ujawnienia Trzeciej Tajemnicy – którzy po dwóch wojnach światowych, zagładzie Żydów, inwazji Armii Czerwonej w Europie, w czasach trwania komunizmu i wszystkich jego zbrodni, podczas przewrotów w Afryce, upadku kolonializmu, podczas trwania komunizmu w Chinach i wojny w Wietnamie itd., itp. „twierdzą, że nasz wiek stał się gorszy niż wieki dawniejsze”. Przecież to twierdzenia jak najbardziej słuszne! Skąd to przypuszczenie, że „dobra Opatrzność prowadzi nas do nowego układu stosunków między ludźmi”?! Jakże papież mógł głosić te słowa z dnia 11. X. 1962 czyli tuż przed kryzysem kubańskim, który miał miejsce od 14. do 28. października 1962, kryzysem, który spowodował mobilizację w obydwu obozach – socjalistycznym i kapitalistycznym – oraz postawił ludzkość na skraju wojny nuklearnej. Naprawdę trudno uwierzyć, by dyplomacja watykańska nie poinformowała papieża, o tym, co się na Kubie i w Ameryce święci. Skąd zatem ta pewność, że Opatrzność planuje plany „wyższe i nieprzewidziane”? Czyżby dotychczas tego zaniechała? Czyżby była nieracjonalna?

Następnie papież mówi na temat Kościoła:

„[…] choć nie można zaprzeczyć, że nowe warunki życia współczesnego mają przynajmniej tę stronę dodatnią, że usunęły niezliczone przeszkody za pomocą których synowie tego świata utrudniali dawniej wolną działalność Kościoła.”

Ale była to jedynie perspektywa kilku krajów Zachodu, gdyż działalność Kościoła utrudniana była z bloku sowieckim, w Chinach i gdzie indziej także. Zatem czy to nie nadmierny optymizm?

Co jest, zdaniem papieża, celem Soboru?

Punctum saliens tego soboru nie jest więc dyskusja nad którymś z artykułów podstawowej doktryny Kościoła, powtarzającej się w nauczaniu Ojców i Teologów, zarówno dawnych, jak i współczesnych, którą zakładamy jako dobrze znaną i stale obecną przed oczyma ducha.”

No właśnie, więc jeżeli znana, to po co Sobór na trzy lata zwoływać, biskupów od diecezji odrywać, Watykan rujnować, który z soborowych długów wyszedł dopiero w połowie lat 1980-tych, ludzi stołować, nocować i gościć. Po co? Ale czytajmy dalej:

„Nie dlatego więc Sobór był potrzebny. Duch chrześcijański, katolicki i apostolski całego świata oczekuje nowego bodźca dzięki odnowionemu, pogodnemu i spokojnemu przylgnięciu do pełnej i nieuszczuplonej nauki Kościoła, jaka jeszcze przebija z aktów Soboru Trydenckiego i Watykańskiego Pierwszego, bodźca, który by go pchnął w kierunku przepajania się nauką i urabiania sumień w pełnej zgodzie i wierności z autentyczną nauką, przestudiowaną jednakże i podaną w formie naukowej i literackiej właściwej duchowi współczesnemu. Czym innym jest istota starodawnej nauki stanowiącej skarbiec wiary, a czym innym jest sposób jej wyrażania. Otóż na to właśnie – z cierpliwością, jeśli trzeba będzie – należy położyć wielki nacisk, wszystko przystosowując do zadań nauczania i duszpasterstwa.”

Dlaczego „duch chrześcijański, katolicki i apostolski całego świata” oczekuje „nowego bodźca”. Co to za duch? Czy jest on tożsamy z Kościołem? Czy jest on na zewnątrz Kościoła? Dlaczego Kościół ma spełniać oczekiwania jakiegoś ducha? Czy aby dobrego? Sądząc z przeglądu literatury nikt Soboru nie oczekiwał i dla każdego był on zaskoczeniem.[2] Nawet dla samego Jana XIII, któremu ten pomysł przyszedł nagle. Mówi o tym sam w cytowanym powyżej przemówieniu:

„Mówiąc o inicjatywie tego wielkiego wydarzenia, które nas tu zgromadza, wystarczy powtórzyć tytułem historycznej dokumentacji Nasze osobiste, acz pokorne świadectwo o pierwszym, nieoczekiwanym pojawieniu się w Naszym sercu i na Naszych wargach prostego słowa: Sobór Powszechny, słowa wypowiedzianego przed prześwietnym Kolegium Kardynalskim owego szczęśliwego dnia, 25 stycznia 1959, w bazylice św. Pawła, w uroczystość Jego Nawrócenia. Było to wydarzenie niespodziewane: jakby błysk zstępującego z góry światła; jakby wielka słodycz, która przenika serca i promienieje z oczu. Równocześnie zaś oczekiwanie soboru obudziło zapał, który się nadspodziewanie udzielił całemu światu.”

„No, no” – odrzekłaby przy całej pokorze i skromności redakcja, taka nagła i niespodziewane słodycz niekoniecznie od Boga pochodzi, bo liczą się długotrwałe skutki, a nie nagłe doznania.

Ale w powyższym fragmencie pojawia się po raz pierwszy neo-dogmat teologii posoborowej, który brzmi:

„Czym innym jest istota starodawnej nauki stanowiącej skarbiec wiary, a czym innym jest sposób jej wyrażania.”

Jest to zatem odróżnienie formy od treści, języka teologii od treści teologii. W obliczu obecnego pontyfikatu i stanu Kościoła rzec można, że to podejście zawiodło na całej linii, gdyż tzw. „język współczesnego duszpasterstwa skierowany do współczesnego człowieka,” którym posługiwano się przez ostatnie 50 lat po prostu żadnych pełnych treści teologicznych w sobie nie nosi i dlatego ich nie przekazuje. To człowiek ma się nawrócić do Ewangelii a nie Ewangelia do niego! Przecież ponad 1900 lat teologia potrzebowała by ukuć pewne sformułowania i terminy, co zakończone zostało mniej więcej w okresie scholastyki, a potem jedynie doprecyzowane w okresie potrydenckim, aby konkretnie i dokładnie przedstawiać i przekazywać prawdy wiary czyli tej niewidzialnej i duchowej rzeczywistości, która dotyczy Boga i jego Objawienia. Jak ukazuje dobitnie posoborowy rozwój zmiana nawet jednego terminu depositum fidei doprowadziła w każdej dziedzinie teologii do herezji. Działo i dzieje się tak dlatego, ponieważ ów nowy termin jest nie do pogodzenia z całą resztą, która także zmieniano i przetwarzano jak się dało, co doprowadziło do obecnej zapaści „franciszkańskiego” pontyfikatu, gdzie teologii nie ma już wcale, a jakieś absurdalne „perełki”, których już nawet Lombardi SJ tłumaczyć zaprzestał.

Wracając do owego zdania Jana XXIII, które stało się usprawiedliwieniem zmiany teologii ostatnich 50 lat aż do jej prawie całkowitego zniszczenia, to zapytać można, co też działo się do roku 1962? Czy apostołowie i święci nawracający całe narody i kontynenty źle przepowiadali, skoro mieli takie sukcesy? Z punktu widzenia piekła na pewno źle, bo dobrze. Czy język teologii do roku 1962 był zły w „sposobie wyrażania”? Papież żąda by „wszystko przystosować do zadań nauczania i duszpasterstwa”. A czy dotychczas było to nieprzystosowane? Przeczytajmy dawne katechizmy. Jakże wiele trudu zadali sobie święci i papieże, by skomplikowaną teologię podać w sposób prosty, jednakże nic z niej nie opuszczając. Jakże głębokie i teologicznie poprawne kazania głosił choćby św. Proboszcz z Ars czy inni święci. Każdy nauczyciel wie, że jeżeli sam coś zrozumie, to jest w stanie to w prostych słowach przekazać. Ponieważ piszący te słowa sporo czasu spędzał i spędza w towarzystwie księży, dlatego na pamięć zna ich argumenty: „Tego ludzie nie zrozumieją. Trzeba jakoś tak prosto dla ludzi”. Jednak tak naprawdę księża ci mówią: „Ja tego nie rozumiem. Nie chce mi się czytać. Sam w to nie wierzę. Nie zależy mi na tych ludziach. Idę na łatwiznę i mówię o niczym albo pod publiczkę o polityce i innych bzdetach. Wtedy będę miał poklask, że jestem gorliwy”. A tymczasem pierwszorzędnym zadaniem duszpasterskim jest przekaz „umianej” teologii, a nie moralizowanie lub politykierstwo, bo komuś ostatecznie w Polsce trzeba „przyłożyć”. Jednak posoborowy „prymat duszpasterstwa”, rzekomo nowy, jakby przedtem duszpasterstwa nie było, doprowadził do całkowitego zaniku duszpasterstwa w rozumieniu troski o nieśmiertelną duszę parafian, z których niejedna w piekle albo długim czyśćcu skończy i to z winy duszpasterza.

Wedle papieża Jana XXIII Kościół zmienia teraz swoje podejście:

„ […] Dzisiaj jednakże Oblubienica Chrystusa woli posługiwać się raczej lekarstwem miłosierdzia, aniżeli surowością. Woli wyjść naprzeciw dzisiejszym potrzebom wskazując raczej na skuteczność swojej nauki, aniżeli występując z potępieniem.”

I tutaj pojawia się znane nam wszystkim hasło pontyfikatu papieża Franciszka „miłosierdzie”, o którym jeszcze napiszemy. Ale dlaczego, zdaniem papieża Jana XXIII, Kościół ma „wyjść naprzeciw dzisiejszym potrzebom” i to potrzebom świata? Dlaczego te potrzeby rozgrywające się zwykle wokół „spraw brzucha i podbrzusza”, jak mawiali Starożytni, ma być kryterium działalności Kościoła, którzy przecież powołany jest do bycie anty-światem i „nie z tego świata” (J 8, 23; 12, 31; 18, 36; 1 J 2,15 etc).

W kolejnym fragmencie przemówienia rozpoczynającego Sobór znajdujemy to, co po angielsku określa się jako paradigmatical shift lub anthropological shift czyli zmianę lub przesunięcie paradygmatu lub zmianę antropologiczną. Trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że w posoborowych nauczaniu, także na poziomie magisterium, na pierwszym miejscu zaczęto stawiać nie Boga ale człowieka. Ale już papież Jan zapoczątkował tę tendencję mówiąc:

„Ludzie coraz bardziej przekonują się o najwyższej cenie godności ludzkiej osoby, o jej doskonaleniu i obowiązkach, jakie ona nakłada. Co więcej, doświadczenie nauczyło ich, że gwałt wyrządzony drugiemu, siła uzbrojenia, przewaga polityczna nie stanowią środka do pomyślnego rozwiązania ważnych zagadnień, jakie ich trapią.

W takim stanie rzeczy Kościół Katolicki pragnie okazać się matką miłującą wszystkich, matką łaskawą, cierpliwą, pełną miłosierdzia i dobroci względem synów odłączonych, podnosząc za pośrednictwem tego Soboru Powszechnego pochodnię prawdy religijnej. […] „

A oto wpływ personalizmu i jego niekończących się peanów na temat „godności osoby ludzkiej”. Jednak to podejście zapomina o tym, że wyższa godność osoby ludzkiej bierze się z tego, że to człowiek, a nie inne zwierzęta – bo człowiek to zwierzę rozumne – został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, gdyż z punktu widzenia czystego darwinizmu owa wyższa godność i związane z tym prawa jest niewytłumaczalna. Swoją drogą jest dosyć dziwne, że papież Jan 17 lat po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej i w dobie trwania Zimnej Wojny oraz światowego pochodu komunizmu wraz z jego łagrami może stwierdzić, iż „ludzie coraz bardziej przekonują się o najwyższej cenie godności ludzkiej osoby”. Gdzie ci ludzie się o tym przekonywali? Chyba nawet nie przy kawiarnianych stolikach Zachodu, gdzie panował egzystencjalizm wraz z mottem Sartre’a „piekło to inni” lub początki dekonstruktywizmu Derridy. Następnie okazuje się, że Kościół jako matka miłuje wszystkich, a może niekatolików bardziej od katolików oraz podnosi „za pośrednictwem tego Soboru Powszechnego pochodnię prawdy religijnej”. A co działo się dotychczas? Czy pochodni prawdy nie podnosiły dotychczasowe Sobory? Konkluzja Jana XXIII w dzisiejszego punktu widzenia brzmi mocno naiwnie lub nawet cynicznie:

„Rozpoczynający się Sobór wstaje w dziejach Kościoła jako dzień zwiastujący olśniewającą światłość. Obecnie zaledwie świta, a już pierwsza zapowiedź wstającego dnia jakże wielkim ciepłem wypełnia Nasze serce! Wszystko tu oddycha świętością, wszystko radością rozbrzmiewa…“

Niestety mocno to przypomina inne sławne zdanie: „Na horyzoncie naszych dziejów pojawił się socjalizm”. Pewien chłop, który wiedział już co to socjalizm, ale nie wiedział, co to horyzont, zapytawszy o to otrzymał następującą odpowiedź: „To taki imaginatywny punkt widnokręgu, który tym bardziej się oddala, im bardziej się do niego zbliżamy”. No właśnie, podobnie jak owoce Soboru, rzec by można. No, cóż, przynajmniej powyższe stwierdzenie Jana XXIII nie padło ex cathedra, gdyż 50 lat po zakończeniu Soboru przyznać musimy, że życzenia dobrego papieża Jana się nie ziściły, a my stoimy u wrót schizmy.

[1] Znajduje się tutaj: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_xxiii/przemowienia/vatii_otw_11101962.html#

[2] Patrz Roberto de Mattei, Sobór Watykański II. Historia dotąd nieopowiedziana, Rozdz. II. 4 c). Autor ten donosi o całkowitym zaskoczeniu biskupów i wielu teologów.

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj
error: Content is protected !!
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: