Św. Jan od Krzyża, Cztery wskazówki doskonałości, (6) Wybieranie tego, co trudniejsze.

Johncross5Dokument6

Ten, kto wcieli życie radę św. Jana od Krzyża wybierania tego, co trudniejsze i co „większym krzyżem” jest naznaczone, ten osiągnie w życiu absolutnie wszystko, co od niego zależeć będzie. Niestety szczególnie w Polsce prawie 90% wszelkich działań kończy się na stwierdzeniu: „Mógłbym, ale mi się nie chce”, po czym następuje korowód argumentów, dlaczego jest samo chcenie lub co gorsza wcielanie tego w życie, jest złe i potępienia godne. Za ambitnie, za dobrze, nie te czasy, nie w tym kraju, bo coś tam. I dlatego w naszym kraju w skali lokalnej, globalnej i patriotycznej wszystko wygląda tak, jak wygląda i to wszędzie i pod każdym względem. Jeżeli coś jest dobre i ładne, to jedynie na początku zanim „nie zniszczą” (bo to zawsze jacyś tajemniczy „oni”). Ładne jest również wtedy, jeżeli zostało w 100% sprowadzone z zagranicy lub jest na licencji, ale także i to do czasu. Piszący te słowa był kiedyś w Sejnach, które XVI i w XVII wieku było tętniącym życiem ośrodkiem kultury kresowej. W tychże Sejnach znalazł piękny barokowy kościół, który równie dobrze mógłby stać na dalszych peryferiach Wenecji, a naokoło trawa, pasące się kozy, pranie bielizny w rzece oraz całkiem elegancki konsulat Litwy. Poza tym ugór i step. Jak to zwykle bywa jakiś magnat kazał wybudować coś, co spodobało mu się zagranicą, to, dzięki Bogu i arystokracji zostało do dziś, ale na kozy już wpływu nie miało. Niestety w Polsce od wieków za wartość postrzegane jest nieróbstwo lub osiąganie czegoś minimalnym wysiłkiem, stąd ta podatność na łapówki. Pracują bowiem tylko frajerzy, więc przekonanie kogoś, że sam wysiłek jest wartością mija się na dłuższą metę z celem, bo ten się napracuje i tak umrze, a ja umrę nie napracowawszy się czyli jestem „do przodu”.

Niestety prowadzenie życia duchowego wiąże się z nieustannym wysiłkiem i to takim, którego na zewnątrz nie widać. W przeciwieństwie do budowania domów, brukowania ulic (u nas zawsze na dłuższą metę nierówno i krzywo, takie widać uwarunkowania geologiczne) czy ćwiczeniem mięśni skutków duchowych nie widać bardzo długo albo i wcale. Zatem czy ktoś będąc niedbały i niechlujny w rzeczach zewnętrznych może wieść intensywne życie duchowe? Oczywiście, że nie, żadną miarą. Piszący te słowa w młodych latach słyszał historię, w której cały zakon decydował o przyjęciu nowicjusza do zakonu. Tymczasem jeden z ojców powiedział: „Tak, jak on te liście grabi, to ode mnie dostanie czarną kulkę.” Co oznaczało, że przy tajnym głosowaniu zagłosuje przeciwko niemu. Wówczas autor tego tekstu się na taką małostkowość obruszał, gdyż uważał, bo go tak niestety na oazach uczono, że duchowość to jedno, a grabienie liści to drugie. A tymczasem tak nie jest, bo wszystko się robi tak samo. Pisze o tym zresztą św. Hieronim w swoim komentarzu do Ewangelii o nieuczciwym rządcy:

Qui fidelis est in minimo, hoc est, in carnalibus; et in multis fidelis erit, hoc est, in spiritualibus. – „Ten, kto wierny jest w tym, co najmniejsze, to jest w rzeczach cielesnych; także w wielu rzeczach wiernym będzie, to jest w rzeczach duchowych”. (Epist. 151 ad Algasiam, quaest 6, tom 3)

Piszący te słowa będąc w opactwie Fontgombault sam w ramach pracy ręcznej przepisanej przez regułę benedyktyńską, grabił liście. Czynił to w towarzystwie dwóch innych gości klasztoru, którzy w przeciwieństwie do niego myśleli o wstąpieniu do tego zgromadzenia. Piszący te słowa określiłby swoje grabienie jako średnie, bo robił to, co prawda energicznie, wytrwale i starannie, ale za cel miał samo oczyszczenie alejek ze zbędnych liści, a nie grabienie samo w sobie, które tak traktowane stawało się płaszczyzną i nośnikiem medytacji. Robił to także dużo szybciej od innych, by skończyć i mieć to już za sobą, co nie jest monastycznym nastawieniem, gdyż w klasztorze celem jest sama praca sama w sobie, a nie jej wynik. W przeciwieństwie do niego jeden z jego towarzyszy grabił prawdziwie monastycznie, nie za szybko, nie za wolno, starannie, ale jakby mimochodem, monastycznie-kontemplacyjnie. Natomiast drugi robił zupełnie nieudolnie. Bez jakiegokolwiek zacięcia, bez energii, bez staraności w stylu „ciepłych kluch”. Piszący te słowa miał ochotę zdzielić go grabiami, czego oczywiście nie uczynił. Oczywiście myśli tego typu świadczą o tłumionym gniewie i o niedoskonałości, ale nie każdy wie, że reguła benedyktyńska w rozdziale 28 rzeczywiście przewiduje w przypadkach uporczywego trwania w błędzie kary cielesne.

„Jeśliby jakiś brat, często z powodu jakiegokolwiek błędu ganiony, a nawet ekskomunikowany, nie chciał się poprawić, powinien otrzymać surowszą karę, to znaczy, należy go jeszcze wychłostać.”[1]

Przypuszczalnie metody te nie są już nawet w Fontgombault stosowane bo tamtejsi mnisi mają tylu kandydatów, że wybierają sobie co lepszych. Jednakże myśl, że ten rozlazły potencjalny kandydat jest we wszystkim taki sam, a przy liściach to przynajmniej widać, przyprawiała piszącego te słowa o irytację i o mdłości, bo już takich ludzi poznał i wie, że są we wszystkim tacy sami czyli do niczego. I co ciekawe pod koniec pobytu piszącego te słowa do nowicjatu w opactwie przyjęty został najlepszy grabarz liści, a jego kandydatura rokuje dobrze. Ponieważ przy milczącej pracy fizycznej łatwo obserwuje się ludzi, dlatego przyznać trzeba, że wielu spośród  świeckich gości Fontgombault, którzy mogli i chcieli pracować fizycznie, wybierało sobie odruchowo najgorsze prace, co oczywiście dobrze o nich i ich duchowości świadczy.

Jednak wybieranie sobie rzeczy trudnych to jedno, a staranie się o to, by nikt tego nie zauważył, to niestety wyższa szkoła jazdy. Na początku, gdy czegoś większego dokonamy albo sami siebie w czymś przezwyciężymy, wówczas od razu oczekujemy trąbienia, wozu transmisyjnego i nieomal własnego programu w telewizji, a ogłoszenie tego w internecie na wszystkich możliwych portalach rozumie się oczywiście samo przez się. Jednak niestety nie tędy droga. Pragnienie, by przenoszono innych nad nas, szczególnie w rzeczach, które faktycznie robimy od nich lepiej, jest ciężkim kawałkiem chleba, a ponieważ często się będzie tak działo, dlatego lepiej się do tego przyzwyczajać. Jednak dopiero wówczas zauważymy, czy i na ile jesteśmy przyzwiązani do samych siebie, swoich talentów i swojego wizerunku. Bądźmy pewni, że Pan Bóg także pod tym względem będzie nas wychowywał, by nas uwolnić od nas samych po to, byśmy mieli miejsce dla Niego – vacare Deo, jak mawiają kartuzi, „być pustym dla Boga”.

[1] http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/regula_osb_02.html#

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj
error: Content is protected !!
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: