„Spowiedź furtkowa“ – teologiczne tło opinii KUL

Antonius28Ponieważ nie zwykliśmy zbyt mocno kopać leżących, ani zajmować się zbyt intensywnie sprawami już zakończonymi, dlatego dla lepszego zrozumienia teologicznego tła opinii Komisji Teologicznej KUL o spowiedzi furtkowej przywołamy jedynie fragment zamieszczonego już wpisu pt. „Medjugorje a argument demonologiczny”,[1] który można i w tym kontekście zastosować. Zgadzamy się z opinią lubelskiego uniwersytetu, że spowiedź furtkowa wprowadza dualistyczną wizję świata opartą na poglądzie, że Bóg i diabeł są sobie równi, co z chrześcijańskiego i katolickiego punktu widzenia prawdą nie jest, gdyż zły duch jest jedynie stworzeniem.

Zgadzamy się także, że spowiedź furtkowa prowadzi do pozbywanie się odpowiedzialności za własne czyny na rzecz jakichś obskurnych sił z przeszłości. Jednak opinia KUL ukazuje nam, że niestety teologia akademicka ma trudności z uznaniem realności różnych fenomenów paranormalnych, które winny być właśnie teologicznie, a nie jedynie psychiatrycznie-psychologicznie czy fenomenologicznie interpretowane, bo do tego żadnej teologii nie trzeba. Kontekst „spowiedzi furtkowej” ukazuje nam zatem istniejący realnie podział pomiędzy księżmi-praktykami, którzy różne nowatorskie metody przypuszczalnie w dobrej wierze stosują, a księżmi-teoretykami, którzy różnych fenomenów nie są w stanie ani teologicznie zaszeregować, ani ich właściwie objaśnić i to dlatego, że mało znają tradycję teologiczną i ascetyczną Kościoła. Niekompetencja teologiczna jest smutną prawdą w katolickim i szczycącym się olbrzymią ilością księży kraju, nie mówiąc już o licznych uczelniach i katedrach teologii duchowości. Mamy nadzieję, w naszych skromnych ramach, na niniejszym blogu nieco tej ignorancji zaradzić.

Jaka demonologia?

 „[…] Niestety w ciągu przynajmniej dwustu ostatnich lat teologia akademicka, pod wpływem paradygmatu Oświecenia i związenego z tym racjonalizmu, coraz mniej zajmowała się kwestiami demonologii. W okresie ostatnich 50 lat nie zajmowała się nimi prawie wcale. Nieomal jedyne publikacje na ten temat pochodzą spod piór albo egzorcystów praktyków albo innych „dusz pobożnych”. Rzadko są to jednak publikacje spełniające zarówno wszystkie wymogi fachowości, naukowości jak i katolickiej prawowierności. Niepodważalnym autorytetem dla różnych grup wiernych jest zdanie: „pewien egzorcysta powiedział” odgrywające w kwestiach demonologicznych rolę dawnego Roma locuta causa finita. Oczywiście wychodzimy tutaj z założenia, że konkretny egzorcysta wypowiada się na znane mu tematy kierując się własnym doświadczeniem w tym zakresie i działa w dobrej wierze. Jednak nie zawsze są to sądy nieomylne, a czasami mocno kontrowersyjne, szczególnie wtedy, gdy opierają się one na protestanckiej i zielonoświątkowej demonologii, a raczej pandemonii. Niestety konkretny egzorcysta katolicki chcący zweryfikować swoje poglądy nie ma się za bardzo do kogo zwrócić, gdyż jego kolega uprawiający katolicką teologię akademicką zwykle w demony nie wierzy, uważając je za „przeżytki Średniowiecza” lub też, co gorsza, za „przeżytki przedsoborowości”. Mimo to w ciągu ostatnich kilku lat sytuacja ta, przynajmniej w Polsce, zaczęła się pomału zmieniać, głównie pod wpływem publikacji włoskich. Jednak na standardowe dzieło z zakresu demonologii w języku polskim lub innym, uwzględniające nie tylko rozwój nauk medycznych, współczesną metodologię naukową, ale przede wszystkim rozwój nowszego okultyzmu trzeba będzie jeszcze długo poczekać. Zainteresowani prawdziwie katolickimi dziełami z zakresu demonologii nadal sięgać muszą do „Flagellum daemonum” O. Hieronima Menghi z 1582 roku, do trzeciego tomu „Christliche Mystik” Josepha Görresa z 1840, do „De benedictionibus et exorcismis Ecclesiae Catholicae” ks. Theobalda Bischofbergera z 1854 roku, pod warunkiem, że znają niemiecki lub łacinę.[2]

Podobnie ma się sprawa z przeżyciami stricte mistycznymi, takimi jak wizje, lewitacje, lokucje, ekstazy i inne, które niestety, wedle większości współczesnych duchownych i teologów, są po prostu przejawami autosugestii, histerii, innych chorób psychicznych lub doświadczeń narkotycznych. Niestety nie każdy przedstawiciel teologii duchowości jakąkolwiek własną duchowość czy doświadczenie prowadzenia dusz posiada, zakładając optymistycznie, że przynajmniej część ważniejszych dzieł z własnej dziedziny przeczytał. Niestety bywa tak, że większość przedsoborowych dzieł mistycznych bywa przez teologów duchowości kształconych po Soborze niekiedy cenzurowana. Dzieje się tak nie tylko dlatego, ponieważ opisywane tam fenomeny wydają się niektórym nienowoczesne, lecz również dlatego, ponieważ wielu współczesnych teologów ma inną wizję rzeczywistości i co za tym idzie tego, co jest realne. W większości posoborowych publikacji z dziedziny duchowości w najlepszym wypadku zakłada się jedynie istnienie Boga i duszy, która zdążając do Boga dochodzi tym samym do pełni samorealizacji. Nie jest to założenie całkowicie błędne, lecz mocne uproszczone, gdyż nie uwzględnia ono po pierwsze głównego celu życia, którym jest Bóg a nie samorealizacja, nie uwzględnia ono po drugie także szatana, który duszy na drodze do Boga skutecznie i uporczywie przeszkadza. Większość teologii zachodniej, zalewającej Polskę po 1989 roku, obiektywnego istnienia Boga poza duszą raczej nie uznaje. Nie uznaje ona tym bardziej realnego istnienia szatana, który odgrywa co najwyżej rolę freudowskiej lub jungowskiej metafory. Kierując się tym paradygmatem rozwój duchowy sprowadzany bywa do psychologicznego samorozwoju, a duchowość to tzw. spiritual wellness (duchowego błogostanu). Od tego ostatniego tylko mały krok dzieli wiernych od ezoteryki lub religii Wschodu uprawianych na Zachodzie już od dawna przez postępowych przedstawicieli postępowych zakonów.

Uwzględniają wszystkie te wyżej wymienione uwarunkowania zagadnienie tzw. „omamień szatańskich” czyli tej rzeczywistości duchowej, którą człowiek uznaje za Bożą, a która w rzeczywistości jako demoniczna Boża nie jest, jest współcześnie mało zbadane i omawiane. Dlatego też większość ludzi prowadzących życie duchowe i modlitewne z braku lepszej wiedzy uznaje wszystkie pozytywne doświadczenia religijne albo za pochodzące od Boga albo za pochodzące od własnej natury. Zważając na fakt, iż mało który duchowny uznaje realność doświadczeń paranaturalnych, a mało który wierny, który ich doświadcza, dopuszcza myśl o tym, że mogą one pochodzić od diabła, toteż przekonanie kogoś do tezy, iż fenomeny paranormalne doświadczane jako dobre, słodkie i przyjemne mogą być demoniczne pozostaje bardzo trudne. Niestety argument: „Jeżeli jest mi po tym tak dobrze, to nie może być to złe”, napotykany u wszystkich początkujących alkoholików, narkomanów i ludzi o innych uzależnianiach pada także w kontekście duchowym jako: „Po owocach ich poznacie” (Mt 7, 16). Jednak podobnie jak w przypadku uzależnień liczą się owoce nie początkowe, lecz końcowe. Zważając na olbrzymi wysyp wizjonerów, proroków, mistyków, księży charyzmatyków, zakonników uzdrowicieli i innych jedyne sceptyczne wypowiedzi, które na temat ich działalności napotkać można, dotyczą możliwości oszustwa, sugestii lub krytyki nadmiernego gwiazdorstwa, mało kto jednak dopuszcza myśl, że fenomeny te dzieją się naprawdę jednak nie za sprawą Boga, lecz demonów. Niestety zatem wrócić do prawdziwych przekonań duchowości katolickiej opierającej się na prawdziwej wizji rzeczywistości, która głosi, że:

  1. istnieje obiektywnie[3] Bóg i nadprzyrodzony świat dobra (aniołowie, Matka Boska, święci, dusze czyśccowe);
  2. istnieje obiektywnie nadprzyrodzony świat zła (szatan, demony, dusze potępionych);
  3. istnieje natura ludzka, na którą wyżej wymienione światy mają wpływ.

Zakładając, że rzeczywiście mamy do czynienia z jakimś wydarzeniem paranormalnym, nie będącym ani oszustwem, ani mistyfikacją, ani wynikiem choroby, ani autosugestii czy też zaburzonej osobowości, to źródła tego wydarzenia muszą być nadprzyrodzone czyli fenomen ten może pochodzić od Boga lub od diabła. Niestety długa historia Kościoła uczy, iż fenomeny nadprzyrodzone (wizje, lokucje, przewidywanie przyszłości, dar uzdrawiania, lewitacje, ekstazy, nieczułość na ból, insomnia, inedia [obywanie się bez pokarmów], stygmaty i inne) są niezwykle rzadko pochodzenia boskiego, tak że w pozostałych przypadkach, których jest jakieś 99%, założyć można, iż źródło ich pochodzenia jest demoniczne. […]”.

[wpedon id=”24285″ align=”left”]

 

[1] Opublikowano po raz pierwszy 2.12.2014 https://wobronietradycjiiwiary.com/2014/12/01/medjugorje-a-argument-demonologiczny/

[2] Wszystkie trzy dzieła są dostępne w internecie jako pliki pdf. Pierwsze z nich „Flagellum daemonum” jest publikacją praktyka-egzorcysty, drugie „Christliche Mystik” historyka-publicysty doby romantycznej, a trzecie „De benedictionibus et exorcismis Ecclesiae Catholicae” neoscholastycznym ujęciem teologicznym. Pierwsza książka liczy 313 stron, druga 737 strony, a trzecia 103 stron. Piszący te słowa jeszcze wszystkiego nie przeczytał i nie przetrwawił, ale rzec może, iż to co przeczytał, robi dużo solidniejsze i bardziej katolickie wrażenie niż większość współczesnej literatury demonologicznej. Zatem poszukującym katolickiej wizji demonologii wspomniane te trzy dzieła można jako bazę wyjściową zdecydowanie polecić.

[3] Obiektywnie czyli nie jedynie subiektywnie w duszy wiernego jako jego efekt placebo lub opium dla ludu.

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj
error: Content is protected !!
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: