„Protestanckie czyli złe.” A dlaczego? (1 z 6 ) Wprowadzenie.

Triumph-church-rubens-prado(Powyżej “Tryumf Kościoła” pędzla Petera, Paula Rubensa, z roku 1625)

Kwestia założeń oraz Polak-Katolik

Błędem wyjściowym każdego człowieka obdarzonego jakimś tam wykształceniem, nawet najprostszym, jest założenie, że pewne umiejętności czy terminy są wszystkim znane, gdyż są zrozumiałe same przez się. I takim przykładem zupełnie oczywistym, który nadal świadczy o różnicy pomiędzy Wschodem i Zachodem jest konieczność nawiązywania kontaktu wzrokowego przynajmniej u osób pracujących w usługach. Sprzedawca czy inny pracownik winien powitać klienta uśmiechem patrząc mu w oczy. W ten sposób klient założyć może, że

  • Został zauważony oraz
  • Czeka go coś dobrego.

Na ile te oczekiwania zostaną spełnione to druga kwestia. Ale ktoś, kto mieszka na Zachodzie lub tam często bywa, przyjeżdżając do Polski automatycznie czuje się przez większość ludzi lekceważony, gdyż nie nawiązują oni z nim kontaktu wzrokowego. Być może niektórych większych warszawskich sklepów to już nie dotyczy, ale większości obszaru kraju jak najbardziej. Zatem:

„Pracowniku! Patrz klientowi w oczy i uśmiechaj się do niego.”

Inną oczywistością dla np. robotników budowlanych jest to, że łopatę trzyma się trzonkiem do dołu. Niby dla wszystkich oczywiste, ale dla tych, którzy łopatę widzą po raz pierwszy, jednak nie.

Prowadząc blog teologiczny także pewne rzeczy zakładamy, bo trudno zacząć ab ovo lub od Adama i Ewy. Jednakże sporo osób, nawet wykształconych, a nawet teologicznie wykształconych w sumie nie potrafi odpowiedzieć na proste pytania, które może zadać ktoś, dla którego są one rzeczywiście nowe lub ktoś, kto nie jest z pełna rozumu. Tak, tak, dzieci i wariaci mówią prawdę. Na naszym niemieckim blogu ktoś zadał pytanie:

„Dlaczego Jezus sam nic pisemnego po sobie nie zostawił? Dlaczego nie napisał własnej Ewangelii?”

Pytanie mocno zaskakujące i, co wykażemy poniżej, proweniencji protestanckiej, ale daje jednak do myślenia i trudno na nie w pierwszej chwili dobrze odpowiedzieć. Dlaczego? Bo prawie każdy, kto wyrósł w chrześcijaństwie czy katolicyzmie takich pytań sobie po prostu nie zadaje. A w sumie szkoda. Odpowiedź jest chyba taka, że Chrystus pozostawił dzieło spisywania Nowego Testamentu działaniu Ducha Świętego, który inspirował hagiografów czyli pisarzy ksiąg świętych. I chociaż te księgi pisali ludzie, to są mimo wszystko księgi natchnione. Gdyby sam Chrystus zostawił po sobie pisma, to i tak pojawiłby się problem ich interpretacji, co ma miejsce w islamie oraz u mormonów, gdyż księga mormonów rzeczywiście spadła z nieba, potem się jakoś zniszczyła, więc ich założyciel odtworzył ją z pamięci. To nie żart lub złośliwość, ale rzeczywiście wierzenia mormonów.[1]

Ale wracając do zakładania pewnych rzeczy i naiwnych pytań, na które mało kto się zdobędzie, to stwierdzamy, że często operujemy tu pojęciem „protestancki”, „protestantyzm” etc. używając go w rozumieniu pejoratywnym, wedle założeń: „protestancki czyli niekatolicki czyli zły.” Biorąc tutaj naprawdę w nawias założenia ekumeniczne Soboru Watykańskiego II, które na papierze są prawomyślne, ale w praktyce „pastoralnej” doprowadziły do całkowitego pomieszania wszelkich religii, braku ducha misyjnego oraz do zaniku tożsamości katolickiej katolików, to te nasze twierdzenia podtrzymujemy i podtrzymujemy je zgodnie z Tradycją i tradycją katolicką od potępienia Lutra bullą Exsurge Domine (1520) począwszy. Jednak mimo to zadamy sobie samym naiwne pytanie:

„Dlaczego protestantyzm jest czymś złym sam w sobie? Przecież są też dobrzy protestanci, Słowo Boże czytają, grzeszą czasem mniej od katolików, ewangelizują etc. etc.”

Zwykle odpowiada się na to pytanie w sposób nastepujący:

  1. Protestantyzm jest zły, bo nie jest katolicki.
  2. A ponieważ katolicyzm jest religią prawdziwą, to protestantyzm jest religią fałszywą, więc dobry nie jest.
  3. Protestantyzm nie jest nasz czyli katolicki, polski, swojski, rodzinny, janopawłowo, maryjny etc.
  4. Jest obcy czyli z zasady zły.
  5. Pochodzi z Niemiec, więc już więcej dodać niczego nie trzeba.
  6. Jest zły dla katolików, bo jest niekatolicki i tożsamość katolicką zaciemnia i niszczy.
  7. A tożsamość katolicka, a szczególnie polska i katolicka jest najlepsza z możliwych, bo jest nasza.

Te odpowiedzi możnaby mnożyć i doprowadzać do coraz większego absurdu. A ponieważ poglądy te są zwykle pisane czy wygłaszane przez apodyktyczne starsze panie, często z kokiem na głowie oraz z zaciśniętymi bezwzględnie ustami, więc człowiek boi się odezwać, by nie został odesłany do kąta lub przełożony przez kolano i zbity.

Bona_Sforza_(1491-1558)Jednak raczej mało kto wie, że Polska w okresie sprzed potopu szwedzkiego (1655-1660), a zwłaszcza za panowania Zygmunta I Starego (1467-1548) była najbardziej sprotestantyzowanym krajem Europy lub krajem najbardziej w Europie protestantyzmowi przychylnym. To w Polsce szlachta protestancka, czyli głównie kalwińska była bardzo wpływowa, a na niektórych sejmikach nieomal w większości, to na ziemiach polskich drukowano pisma kacerzy, to Radziwiłłowie na Litwie, niejako w niezależnym państwie, panujący popierali kalwinizm. W sumie ostoją Kościoła w Polsce była w tamtym czasie Bona Sforza – Włoszka, która trzymała wszystko w garści i trzęsła (patrz portret). Tematykę tę kiedyś jeszcze pogłębimy. Ale warto przypomnieć sobie, że takiej tolerancji, czyli braku dbałości o wiarę przodków, to jest o wiarę katolicką nie było wówczas nigdzie, nawet w osławionych późniejszą tolerancją Niederlandach. To, że pomijając być może Konfederację Barską w Polsce wojen religijnych nie było, znaczyło po prostu tyle, że nikomu na niczym aż tak nie zależało. Z jednej strony dobrze, z drugiej to źle. To w Polsce kwitły tak mocno heretyckie sekty, jak arianie polscy, które nawet niemieccy protestanci ze swojego kraju wyrzucili, przyszli do nas i stali się “polscy”. To dopiero rozbiory zapoczątkowały powrót Polaków, a szczególnie arystokracji czy szlachty do Kościoła. Natomiast pierwszy powrót do katolicyzmu nastąpił po potopie szwedzkim, który odczytany został jako kara Boża. Po regencji Bony zaczęli do Polski przybywać jezuici i inne zakony i stan duchowy narodu się polepszył. Jednak określenie Polak-Katolik ma zastosowanie dopiero od początku XIX wieku. Zatem „nasze polskie” jest dopiero od XIX wieku „katolickie”, więc nie ma się aż tak czym chwalić, drodzy rodacy i rodaczki.

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Mormoni https://en.wikipedia.org/wiki/Mormons#cite_note-18

Reklamy

2 thoughts on “„Protestanckie czyli złe.” A dlaczego? (1 z 6 ) Wprowadzenie.

  1. Coś mi się o uszy obiło o kalwinizacji szlachty i tego konsekwencjach, choć nie sądziłam, że to sięgało czasów aż Zygmunta Starego. Zaciekawiło mnie co Redakcja sądzi o Konfederacji Barskiej.

    Słyszałam całkiem sprzeczne ujęcia: 1. Profesora Nowaka, który uznaje ją za pierwsze powstanie narodowe, którego ofiara przyniosła owoce w postaci kulturowego dźwignięcia się Polaków po 1 rozbiorze (KEN, szkoła rycerska, próby reform i konstytucja 3 maja) 2. S. Cat -Mackiewicza, który w ks. „Stanisław August” na konfederatach barskich nie pozostawia suchej nitki dowodząc, że byli zdrajcami i prymitywami.

    I weź tu człowieku bądź mądry, jak jesteś skazany na interpretacje.

    I w jednym i drugim ujęciu coś mi się nie zgadza. Są niby przeciwstawne w ocenie samej konfederacji, ale oba zdaje się idealizują króla Stasia (na podstawie jego pamiętników) i lekceważą negatywny wpływ wątków rewolucyjno – masońskich w tamtym czasie, skutkujące odchodzeniem narodu od prawdziwej religii. Chociaż jednak były chyba jednak równoważone skoro stan duchowy narodu się poprawił. Możecie coś polecić do przeczytania w tym temacie?

    1. Niestety nie mamy takich kompetencji, by odpowiedzieć na Pani pytanie.

      Naszym zdaniem, to było motywowane religijnie powstanie szlachty, jak fronda we Francji.

      Niestety jest tak, czemu dajemy tutaj wyraz w mniej lub bardziej zawoalowany sposób, polscy uczeni nie należą do najpracowitszych na świecie, a w historiografii to trzeba naprawdę cała lata spędzać w archiwach oraz dysponować rzadkim połączeniem detektywa z urzędnikiem i w ten sposób dotrzeć do źródeł. A u nas się nikomu nie chce, bo świeccy mają rodziny, a księża obowiązki duszpasterskie. I dlatego mnóstwo zagadnień historycznych jest absolutnie i całkowicie nieopracowanych i to takich, że głowa mała. Np. przebieg reforcjacji na ziemiach polskich, kalwinizacja szlachty, powrót szlachty do Kosćcioła, etc. 500 lat i nic. Ludziom się nie chce.

      Tylko za bardzo nie było komu się tym zajmować, bo była albo:
      a. partyjna historiografia antykościelna
      b. albo posoborowa kościelna i też postępowa.

      A tutaj taki mało ekumeniczny temat i jeszcze prace źródłowe trzeba by prowadzić, nie zapłacą, sławy nie będzie etc. Więc ogólnie i apriorycznie wątpimy, że coś poważnego na ten temat istnieje i to z punktu widzenia wiary.

      Może jak Roberto de Mattei napisze lub jacyś Brytyjczycy.

Komentarze są wyłączone.