„Protestanckie czyli złe.” A dlaczego? (4 z 6) Sola fides.

Triumph-church-rubens-prado

Sola fides – tylko wiara

Na temat protestanckiego czyli fiducjonalistycznego rozumienia wiary, wykluczającej rozum już pisaliśmy nie raz i nie zamierzamy się w tym miejscu powtarzać.[1] W skrócie rzec można, że katolik wychodzi od rozumu (ratio), miejmy nadzieję, że zdrowego i przechodzi do wiary (fides). Protestanckie odrzucenie poznania rozumowego w dziedzinie wiary prowadzi ostatecznie do całkowitej nieracjonalności wiary. Odrzucenie to bierze się stąd, iż, zdaniem Lutra, grzech pierworodny tak bardzo zaciemnił nasze zdolności poznawcze, że niczego z rzeczy nadprzyrodzonych nie zrozumiemy.

Dla katolika wiara nie jest nieracjonalna, ale ponad- lub transracjonalna. Dlatego, co z lubością tutaj powtarzamy, studia teologiczne zaczynają się od logiki formalnej, kolejno następują przedmioty filozoficzne, a dopiero na piątym semestrze lub na trzecim roku przedmioty ściśle teologiczne. Dlaczego? Ponieważ przed subtelną teologią, którą rozstrzygać się będzie jako naukę także rozumowo trzeba rozum i zdrowe myślenie odpowiednio za pośrednictwem filozofii wyćwiczyć. Podobnie jak sportowiec lub tancerz musi się nie tylko przed treningiem rozgrzać, ale i mięśnie i ścięgna odpowiednio, czasami innymi niejako wstępnymi sportami, wyrobić. Czyni tak po to,  by pewne ruchy w ogóle móc w uprawianym sporcie wykonać. I tak do skoku o tyczce potrzebny jest nie tylko bieg, ale i umiejętności gimnastyczne. Stąd też nic dziwnego, że obecna mistrzyni skoku o tyczce Jelena Isinbajewa zaczynała swoją sportową karierę od gimnastyki artystycznej w wieku od 5 do 15 lat, a dopiero później odkryła tyczkarstwo. Umiejętności gimnastyczne praktykowane w tak młodym wieku bardzo jej się w tyczkarstwie przydały, gdyż już bardzo wcześnie zaczęła ćwiczyć grupy mięśniowe w skoku o tyczce przydatne. I dlatego wczesne ćwiczenie myślenia, myślenia abstrakcyjnego i myślenia filozoficznego jest do studiów teologicznych nieodzowne między innymi po to, by odkryć i udaremnić zakusy bardzo inteligentnego i subtelnego diabła, który na każdego także intelektualne sieci zarzucać będzie. Wiara (fides) jest przede wszystkim czynnością intelektualną. Nie jest ona ani fizyczna, ani emocjonalna. Diabeł ma przede wszystkim wpływ na nasze emocje, a my zaczynamy błądzić wtedy, gdy wychodzimy od emocji i szukamy dla nich rozumnych i teologicznych uzasadnień. Jeżeli wychodzimy od intelektu prawdopodobieństwo błądzenia jest dużo mniejsze i dlatego też traktaty teologiczne są tak bardzo abstrakcyjne i mało emocjonalne. Korzystając z powyższego przykładu tyczkarstwa rzec trzeba, że traktaty teologiczne są także swego rodzaju intelektualnym przeskakiwaniem pewnej poprzeczki i dlatego pisane są dla ludzi, którzy już myślenie abstrakcyjne mają odpowiednio uformowane. Wiedza teologiczna nie jest jednak żadną “wiedzą tajemną” czy “wiedzą wlaną”, ale trzeba do niej po prostu czasu i ćwiczeń. Dlatego też studia teologiczne trwają te pięć lub sześć lat i to na poziomie magisterskim. Oczywiście teologia jest nauką, a studia teologiczne nie są do zbawienia koniecznie potrzebne, jednak również na poziomie wiary każdego z nas element ratio winien być ćwiczony. I dlatego zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa udzielania jednej porady duchowej na wszystkie okazje, uważamy, że w momentach pokus absolutnie zaciemniających nasze duchowe poznanie, bo bywa i tak, należy iść za rozwiązaniem rozumowym, a nie za rozwiązaniem emocjonalnym lub duchowym, bo nie wiemy, który duch w danej chwili nami powoduje. Jeżeli nie musimy decydować, wówczas należy odczekać aż kryzys minie, ale gdy musimy, to zawsze należy preferować rozum w rozumieniu ratio, bo na tej płaszczyźnie diabeł potrafi dużo mniej mącić.

Stosując natomiast protestancką zasadę sola fides wykluczającą rozum w kwestiach wiary dochodzi się albo do spirytualizmu lub pseudomistycyzmu, jak nasi objawieniowcy lub charyzmatycy, albo też  do ostrego racjonalizmu, który wszelką wiarę jako niezgodną z rozumem, który pojmuje się racjonalistycznie w duchu Oświecenia, odrzuca. Bo jeżeli nie można treści religijnych przynajmniej w jakimś stopniu rozumowo udowodnić, to pozostaje wybór albo rozum albo wiara. Na temat katolickiego rozumienia ratio i jego różnicy względem racjonalizmu jeszcze coś napiszemy, więc te kwestie też się nam kiedyś wyjaśnią.

Zatem protestant wychodząc z założenia sola fides nie wierzy swojemu rozumowi lub zdrowemu rozsądkowi w kwestiach wiary, bo do tych „nieziemskich” spraw rozum rzekomo zastosowania nie ma. Boga natomiast nie ma za prawdomównego gwaranta prawdy, jak czyni to katolik, ale za nielogicznego tyrana, którego „wyroki są niezbadane”, a u którego nie ma pewności usprawiedliwienia. To koszmarne życie i nic dziwnego, że po okresie protestanckiego mistycyzmu, czyli głównie pietyzmu, w protestantyzmie europejskim nastąpił zwrot w kierunku czystego racjonalizmu. Może mało kto wie, że twórcy zabójczego także obecnie dla teologii idealizmu niemieckiego, to jest Fichte, Schelling i Hegel byli z wykształcenia protestanckimi teologami, a chcąc zająć się filozofią oraz, co było słusznym zamiarem, rozumnymi podstawami wiary, musieli wymyśleć własne filozofie, bo na studiach filozofii w wydaniu św. Tomasza z Akwinu ale i innych, po prostu nie mieli. Zaczęli od Kanta, a potem już poszło, niestety w dół. Oczywiście jest to bardzo duży  skrót myślowy i uproszczenie dziejów idealizmu niemieckiego, który recypowany był bardziej w Rosji (głównie Sołowjow i inni), aniżeli w Polsce, ale i prawda. Wszyscy ci filozofowie przeszli przez ostrą fazę agnostycyzmu i doszli w sumie do  ateistycznego panteizmu, który na pierwszy rzut oka jawi się bardzo pobożnie, gdyż u Hegla czy Schellinga w sumie wszystko jest Bogiem. Jednak “wszystko” szybko przechodzi w “nic”, a “nic” we “wszystko”, tak iż uosobieniem Boga w historii stało się u Hegla niemieckie, a w sumie pruskie państwo, a następnie na skutek wpływu lewicy heglowskiej na materializm dialektyczny uosobieniem tym stała się partia komunistyczna – “synteza dziejów” i w sumie anty-kościół. Les extrêmes se touchent – “skrajności się dotykają”, jak mówią Francuzi. Może tematykę wpływu protestantyzmu na późniejszą filozofię, a szczególnie na idealizm niemiecki kiedyś rozwiniemy, bo jest i co, ale już w tym miejscu stwierdzić można, że ten ewidentny brak protestantyzmu, którym jest niemożność rozumowego uzasadnienia wiary, musiał się kiedyś destrukcyjnie odbić na nim samym oraz na dziejach intelektualnych Europy. I z tym rozdźwiękiem pomiędzy wiarą (fiducia) i rozumem (ratio) boryka się protestantyzm do dziś, a w sumie się już nie boryka, bo dał sobie z dostosowaniem ratio do religii mniej więcej od połowy XIX wieku spokój (patrz egzegeza historyczno-krytyczna). W większości liberalnych kościołów protestanckich Europy wiary opartej na Biblii jako nieprzystającej do dzisiejszych czasów (np. biblijne potępienie homoseksualizmu) nie traktuje się już poważnie, więc uzasadniać jej rozumowo nie trzeba, natomiast w wydaniu fundamentalistycznych wolnych kościołów protestankich głównie w USA wszelką racjonalność wiary się odrzuca, gdyż nie chce się skończyć jak liberalni protestanci, i słusznie. I w ten sposób przeżywamy poprzez praktyczne odrzucenie racjonalności wiary protestantyzmu back to the roots względnie back to Martin Luther (bez King).

Katolik natomiast mówi aut ratio aut fides – zarówno rozum jak i wiara (i bardzo proszę w tej kolejności).

[1] Cały cykl wiara i rozum https://wobronietradycjiiwiary.com/category/wiara-i-rozum/ oraz https://wobronietradycjiiwiary.com/2015/03/02/ufnosc-w-milosierdzie-boze-a-nauka-o-jednosci-przymiotow-bozych-w-bogu-6-z-6/ https://wobronietradycjiiwiary.com/2015/01/04/istnieje-zly-duch-ktory-potrafi-sie-modlic-o-roli-rozumu-i-woli-w-przezywaniu-religijnosci/

Reklamy