Ten post ma 2 komentarzy

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest

Poglądy gnostyków. Lektura uzupełniająca do Amoris laetitia. 5 z 5. Adversus haereses i rozmnażanie się wewnątrz Boga

ElGreco gnosis

Adversus haereses i rozmnażanie się we wnętrzu Boga

Po tym solidnym, jak mniemamy wstępie, warto wreszcie zapytać, co twierdzili rzeczywiście gnostycy i czy kopulacja odbijająca wewnętrzne życie Boga jest rzeczywiście myślą gnostycką. Poczytajmy sami tekst Adversus haereses I.1 św. Ireneusza w tłumaczeniu własnym.[1] Jest to źródło myśli gnostyckiej niekwestionowane przez nikogo, nawet przez samych współczesnych i przeszłych gnostyków.

„Walentynianie nauczają, że na niewidzialnych i niewysłowionych wyżynach istniał doskonały Eon, który był przed wszystkim. Nazywają go prapoczątkiem, praojcem i głębią (Bythos) … Jest on bezkresny i  niewidzialny, wieczny i niezrodzony. Jako taki trwał w spokoju i odosobnieniu przez niezmierzony okres czasu. Wraz z nim zaczęła współistnieć także Ennoia, którą nazywają także Charis (Łaską) i Sige (Milczeniem). Powziął on zamiar, by wysłać [ejakulować (probalesthai)] owego Bythosa, który jest początkiem wszystkich rzeczy jak sperma. Ten też ejakulat [lub tego, który wychodzi (probolē)], którego ejakulować [wydalić z siebie] zamierzał jak spermę i złożyć do łona Sige jako matki, która współistniała przy nim. Kiedy Sige przyjęła od niego spermę i stała się ciężarna, urodziła Nousa (Umysł), który był podobny do rodzica i jemu równy, który też jako jedyny mógł pojąć wielkość Ojca. Tego Nousa nazywają też Jednorodzonym, Ojcem i Początkiem wszystkich rzeczy. Wraz z nim została zrodzona też Prawda (Aletheia) będąc pierwszą i pierworodną pitagorejską Czwórką, która nazywają także korzeniem wszystkich rzeczy. Ta [Pitagorejska Czwórka] składa się z Bythosa i Sige, a poza tym z Nousa i Prawdy.

Kiedy Jednorodzony stwierdził, w jakim celu został spłodzony, wówczas spłodził [ejakulował] on z kolei Logosa i Zoe (Życie) – Ojca Wszystkich Rzeczy, który mają po nim nastąpić oraz Matkę – siłę stwórczą całego kosmosu. Z ich małżeńskiego połączenia powstał Człowiek (Antropos) i Kościół (Ekklesia). I ta jest oto pierwotna Ósemka, korzeń i substacja wszystkich rzeczy, która określana jest przez nich [gnostyków] czterema nazwami: Bythos i Nous, Logos i Anthropos, a ponieważ w męskiej zasadzie za każdym razem zawarta jest także żeńska zasada, dlatego też pierwszy Praojciec złączył się ze swoją Ennoią, Jednorodzony z Prawdą1 (Aletheia), Logos z Zoe, a Anthropos z Kościołem.”

Zanim niektórzy obruszą się na te seksualizmy i „bzdury” pragniemy przypomnieć, że po pierwsze taki jest, ze wszystkimi swoimi zawiłościami, dwuznacznościami i seksualizmami starogrecki oryginał i wieloznaczność czasownika probalesthai, a po drugie chodzi tutaj o metafizyczne zasady i dualizm bytu, ukazany w sposób rozrodczo-dosadny. Jednakże gdyby gnostycy chcieli ująć je mniej seksualnie, z pewnością by to zrobili, używając innego słownictwa na wychodzenie innych zasad z najwyższej zasady. Zanim zadamy sobie pytanie, dlaczego obok doskonałego i najwyższego Eonu-Bythosa, nagle zaczyna istnieć żeńska Ennoia (Łaska, Milczenie), lepiej przerwiemy, bo w gnozie logiki nie ma. Gnozie chodzi o  przedstawienie własnych założeń, wedle których dualizm w wymiarze fizycznym pomiędzy dobrem, a złem i tym, co męskie i żeńskie  istnieje dlatego, ponieważ dualistyczne, a głównie męsko-żeńskie, są także zasady wszelkiego bytu. Zatem metafizyczna płaszczyzna (A) powoduje i niejako matematycznie zawiera w sobie płaszczyznę (B) oraz kolejne płaszczyzny. I tak pierwsza para: Bythos i Ennoia łączą się i tworzą niższą parę Jednorodzonego i Prawdę, ta natomiast para Logosa i Zoe (Życie), a ta z kolei Anthroposa (Człowieka) i Kościół (Ekklesia). Ten gnostycki „czar par” oczywiście na tym poziomie się nie kończy, bo pary rozmnażają się dalej, ale nie zamierzamy tłumaczyć w tym miejscu wszystkiego. Gnoza Walentyna łączy przekonania własne z pitagorejską nauką o liczbach – zasadach wszystkiego – którą tutaj także z powodu obszerności tematu pominiemy, bo nie piszemy w tym miejscu o pitagoreizimie lub neopitagoreizmie.  W wolnej chwili przytoczymy inne „momenty” z Adversus Haereses, jak to Sige (Milczenie) zapałała żądzą i jak się to skończyło, oczywiście innymi dziećmi – eonami, bo jest tego dużo i starczy na brazylijski lub argentyński serial rodzinny. Wydaje nam się jednak, że powyższy fragment Adversus haereses naprawdę dobitnie ukazuje fakt, że nauka o rozmnażaniu się we wnętrzu Boga i naśladowaniu wewnątrzboskiego dualizmu poprzez kopulację i „rodzinę” jest pochodzenia gnostyckiego, czyli heretyckiego, a nie katolickiego, bo Kościół takie poglądy zawsze zwalczał i tępił. O tym, że jest w tym niestety mnóstwo zmysłowości, a mało filozofii świadczy fakt, że gnostykie sekty praktykowały prawie każdą formę wyuzdania, gdyż tłumaczyły te fragmenty dosłownie, a nie metaforycznie. Można ująć tę kwestię także tak, że napięcie pomiędzy dobrem a złem jest także jakimś napięciem seksualnym, które ogarnia wszystkie byty na płaszczyźnie widzialnej i materialnej dlatego, ponieważ napięcie to i niejako jego konieczność występuje na najwyższej płaszczyźnie (A). Jednakże nastawienie gnostyków do seksu nie było w żaden sposób radosne, ale ciemne i deterministyczne, skoro świat postrzegany był jako padół ciemności, na którym przebywanie przedłużać nie należy ani pozostawiać tutaj niczego po sobie, np. dzieci. I tak jak pewna pani dyrygent chóru z rezygnacją stwierdziła, że „intonacja, to coś takiego, na co nie można nic poradzić”, podobnie i gnostycy uważali, że „seks, to coś takiego, na co nie można nic poradzić”. Jakieś ciemne ciążące fatum, pełny determinizm i stąd oczywiście żadnego opanowania, czy czystości po ludziach oczekiwać nie można. Z pewnością obecna hedonistyczna kultura tzw. rewolucji seksualnej jest gnostycka, podobnie jak gnostycka jest ostatnia wypowiedź kardynała Kaspera, który stwierdził, że wymaganie życia w czystości u par żyjących ze sobą w drugim, niesakramentalnym małżeństwie jest aktem heroizmu, którego nie można od każdego chrześcijanina wymagać. („But it’s a heroic act, and heroism is not for the average Christian”.) Przypuszczalnie zachowanie celibatu kapłańskiego jest również aktem heroizmu, którego nie można od każdego kardynała wymagać. Jest to ewidentna bzdura kwestionująca nie tylko wolność człowieka i zdolność do kontroli swoich popędów, ale także jest to kwestionowanie łaski oraz dogmatu o gratia sufficiens, wedle którego Bóg daje każdemu człowiekowi tyle łaski, by mógł się zbawić. Mówiąc inaczej: Pan Bóg nigdy nie żąda od nas rzeczy nie wykonalnych, ale wraz z przykazaniem daje łaskę do przestrzegania go. Jeżeli natomiast ktoś odpada od łaski przez grzech śmiertelny, wówczas rzeczywiście zdany jest wyłącznie na swoje naturalne siły, skażone przez grzech pierworodny oraz otwiera się na wszelkie możliwe ataki szatana. I dlatego grzesznik, czyli żyjący w grzechu ciężkim jak cudzołożnik lub ksiądz żyjący w konkubinacie, tej łaski nie doświadcza, bo nie ma jak. I dlatego konieczność życia w stanie łaski i częstej spowiedzi, abyśmy przez łaskę byli wspierani.

Na koniec przypomnijmy sobie niektóre twierdzenia papieża Franciszka z Amoris laetitia:

  1. Wspaniałe dwa pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju przedstawiają nam parę ludzką w jej fundamentalnej rzeczywistości. W tekście na początku Biblii jaśnieją pewne decydujące stwierdzenia. Pierwsze, cytowane syntetycznie przez Jezusa mówi: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27). Nieoczekiwanie paralelą wyjaśniającą „obraz Boga” jest właśnie para „mężczyzny i kobiety”. Czy to oznacza, że sam Bóg jest obdarzony cechami płciowymi, czy też, że towarzyszy Mu boska towarzyszka, jak wierzyły pewne religie starożytne? Oczywiście, że nie, bo wiemy, jak wyraźnie Biblia odrzuciła jako bałwochwalcze te przekonania rozpowszechnione wśród Kananejczyków Ziemi Świętej. Zachowywana jest transcendencja Boga, ale ponieważ jest On zarazem Stwórcą, to płodność ludzkiej pary jest żywym i skutecznym „obrazem”, widzialnym znakiem aktu stwórczego.

  1. Para, która kocha i rodzi życie, jest prawdziwą żywą „figurą” (ale nie żadną z tych wykonanych z kamienia lub złota, jakich zakazuje Dekalog), zdolną ukazać Boga Stwórcę i Zbawiciela. Dlatego płodna miłość staje się symbolem intymnej rzeczywistości Boga (por. Rdz 1, 28; 9, 7; 17, 2-5.16; 28, 3; 35, 11; 48, 3-4). Z tego powodu narracja Księgi Rodzaju według tak zwanej „tradycji kapłańskiej” jest przeniknięta kilkoma sekwencjami genealogicznymi (por. 4, 17-22.25-26; 5; 10; 11, 10-32; 25, 1-4.12-17.19-26; 36). Rzeczywiście zdolność ludzkiej pary do rodzenia jest drogą, poprzez którą rozwija się historia zbawienia. W tym świetle owocne relacje małżonków stają się obrazem, służącym do odkrycia i opisania tajemnicy Boga kontemplowanej przez chrześcijan poznających w Trójcy Świętej Boga Ojca, Syna i Ducha miłości. Trójjedyny Bóg jest komunią miłości, a rodzina jest jej żyjącym odzwierciedleniem. Światło rzucają nam słowa św. Jana Pawła II: „Osoby naszego Boga w swej najbardziej wewnętrznej tajemnicy nie pozostają w samotności, lecz tworzą rodzinę, ponieważ w tajemnicy tej zawiera się ojcostwo, synostwo i sama istota rodziny, jaką jest miłość. Miłością w tej Bożej rodzinie jest Duch Święty”[6]. Rodzina nie jest więc czymś obcym samej istocie Boga[7]. Ten trynitarny aspekt pary małżeńskiej przybiera nową postać w teologii Pawłowej, gdy Apostoł wiąże ją z „tajemnicą” zjednoczenia  między Chrystusem a Kościołem (por. Ef 5, 21-33).

Oczywiście to ostatnie zdanie odnieść można także do gnostyckiej pary Anthropos (Człowiek) i Kościół (Ecclesia). Ale Chrystus z Kościołem nie tworzy rodziny i żadna prawowierna teologia nie postrzegała tego związku jako rozmnażanie się.  To przecież niestosowne.

Napisaliśmy i wydaje nam się, że udowodniliśmy, iż przenoszenie stosunków małżeńskich w obręb Trójcy Świętej, co miało niestety także miejsce w nauczaniu Jana Pawła II w konsekwencji jego nieszczęsnej Teologii ciała,[2] jest gnostyckie, obrażające majestat Trójcy Świętej, a teraz dodajemy, że zasługuje przynajmniej na cenzury „twierdzenie źle brzmiące” (male sonans) oraz „obraźliwe dla uszu wiernych” (piarum aurium offensiva).

Obawiamy się, że dla ukazania prawdziwych zasad obecnego pontyfikatu Bergoglio potrzebna jest wiedza nie teologiczna, ale okultystyczna. Bo my, z teologicznego punktu widzenia, możemy ocenić, co jest herezją, bliskie herezji etc. i dlaczego oraz na ile odstępuje to od prawdziwego Magisterium, ale jedynie jakiś były okultysta jest w stanie ocenić strategię obecnego niszczenia. W okultyzmie, który jest jakby odwróconą i nieracjonalną teologią, wszystko odbywa się według pewnych prawideł, zasad, liczb, konfiguracji planet etc. Nic nie jest przypadkowe.  I tak Bergoglio został wybrany papieżem 13.03.2013, a podobno ulubione liczby masonerii to 13 i 3.  Co ciekawe suma tych cyfr daje także 13. Przypadek? Być może i należałoby prześledzić daty wyboru wszystkich innych papieży, by stwierdzić, czy to normalne lub się kiedyś już powtórzyło, ale swoją drogą jest to ciekawe. My we władzę liczb nie wierzymy, ale gnostycy owszem.  To, co z naszego punktu widzenia jawi się jako absurdalne lub przypadkowe, z innego punktu widzenia może mieć wielkie znaczenie.  No nic, trzeba utrzymywać się w dobrym zdrowiu, stanie łaski i modlić się.

[1] Tekst grecki za W.W. Harvey, Sancti Irenaei episcopi Lugdunensis libri quinque adversus haereses, vol. 1, Cambridge: Cambridge University Press, 1857: 1-188, 192-198, 204-207, 209-212, 214-216, 220-230, 232-233, 241-242, 331, 345, 347, 351-352, 360, 362, 370, 374-375, 380. Wersja elektroniczna: http://stephanus.tlg.uci.edu/Iris/indiv/browser.jsp#doc=tlg&aid=1447&wid=001&q=IRENAEUS&ct=~w1x1y1z6&rt=x&l=20&td=greek Osoby pragnące poczytać sobie Adversus haereses samodzielnie mogą uczynić to po niemiecku tutaj: https://www.unifr.ch/bkv/kapitel581.htm (Tłumaczenie nie jest za dobre) lub po angielsku tutaj: http://www.newadvent.org/fathers/0103101.htm (Tłumaczenia nie czytaliśmy, ale angielski zawsze dosyć słabo oddaje frazę grecką, więc sporo ginie w przekładzie. Niemiecki ma bardziej podobną strukturę do greki).

[2] Por. Warte lektury http://rorate-caeli.blogspot.com/2015/01/theology-of-body-explained-traditional.html

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: