Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest

Poglądy gnostyków. Lektura uzupełniająca do Amoris laetitia. 3 z 5. Wysoki poziom abstrakcji i podejście do gnozy

ElGreco gnosis

Niewielu, naprawdę niewielu

Niejeden czytelnik pomyśli sobie, że to wszystko piękne i wzniosłe, ten poziom abstrakcji (A), ale, skoro tak jest, to dlaczego tak mało osób się tym zajmuje? Weźmy w nawias klasyczne wymówki: (1) „obowiązki duszpasterskie” i (2) „rodzina”, i zastosujmy wyjaśnienie „jestem zbyt leniwy”, co sprawdza się prawie zawsze.

Wydaje się również, że aby w ogóle na wysokim matematyczno-logicznym poziomie (A) szybować, a z niego wznieść się na jeszczy wyższy poziom metafizyczny, który traktuje o bycie jako o bycie, potrzeba nie tylko raczej wysokiej inteligencji, bo niestety ta jest niezbędna, ale przede wszystkim wiele bezinteresowności, bo na pytanie: „A co ja będę z tego miał?”, odpowiedź brzmi: „Dokładnie nic.”  Sporo osób rzeczywiście potencjał do szybowania na poziomie (A) posiadających nigdy tam nie dociera i to na własne żądanie, bo nie chcą brać na siebie takich trudów, a następnie dorabiają do własnego lenistwa teorię typu: „obowiązki duszpasterskie” lub „rodzina”. I dlatego w tych krajach, gdzie pracowitość jest większa, poziom nauki jest także wyższy i to przy tej samej inteligencji wyjściowej. Nauka i duchowość mają się dokładnie tak jak sztuka, muzyka i sport. Trzeba mieć mniejsze lub większe predyspozycje wyjściowe, ale przede wszystkim liczy się trening, trening i trening, którym mniejsze predyspozycje można zdecydowanie nadrobić. A ponieważ większość ludzi jest zbyt leniwa oraz zbyt egoistyczna, dlatego tworzą oni teorie „talentu”, „genialności” lub „specjalnego oświecenia przez Boga jak to u mistyczki (głównie polskiej) X było..”, przez co czują się usprawiedliwieni.

Piszący te słowa ma ostatnio do czynienia z bardzo prostymi ludźmi, którzy korygują jego niskie oczekiwania względnie ludzi prostych jeszcze dodatkowo w dół. Niestety ani serce nie złote, ani żadne inne … egoizm, prymitywizm i głupota, w dowolnej konfiguracji. Jednak najciekawszym odkryciem jest to, że ludzie ci są czystymi solipsystami (solus – „jedynie”, ipse – „ja sam”), czyli nie uznają istnienia czegokolwiek lub kogokolwiek poza sobą. Stąd też wszelkie rozmowy prowadzone są w pierwszej osobie, nie ma żadnym tematów ogólnych i w centrum zainteresowania jest wyłącznie własne „Ja”. Jest to rzeczywiście odkrycie dla piszącego te słowa wielkie, bo zawsze myślał, że ludzie, którzy za wiele sobą nie przedstawiają i rzeczywiście o tym wiedzą, są czymś poza sobą zainteresowani, aby samych siebie tym samym powiększyć i ubogacić. A tymczasem nic podobnego! O ile w innych sferach rozmawia się rzeczywiście o czymś ogólnie, a nie wyłącznie o samym sobie, tak w tych kręgach panuje czysty solipsyzm, chociaż nie w filozoficznych tego słowa znaczeniu znaczeniu (patrz Berkeley i inni). Najwyraźnie zainteresowanie się czymkolwiek oprócz samego siebie mija się z celem, bo nie jest to mną. I to jest chyba odpowiedź na pytania wielu intelektualistów czy pedagogów, dlaczego niższe sfery nie interesują się ani literaturą, ani sztuką, ani nauką, ani religią, ani czymkolwiek bądź? „Bo interesują się wyłącznie własnym pępkiem!”, brzmi odpowiedź i to całe tłumaczenie, że „biedne, zmęczone, pieniędzy ani czasu nie ma”, jest nic tutaj nie daje, bo absolutnie wszyscy tym, w obecnie poznanych kręgach, dysponują, a mają inną hierarchię wartości. O ile człowiek wierzący wie, że oprócz niego jest przynajmniej Bóg, o tyle ateista, teoretyczny lub praktyczny (tzw. wierzący ale niepraktykujący), oprócz siebie nikogo już nie ma. To tyle solipsystyczne, co smutne. I dlatego wydaje się, że dlatego tak mało ludzi potrafi wznieść się na jakiekolwiek wyżyny, a szczególnie te abstrakcyjne, bo mało jest ludzi bezinteresownych. I dlatego warto zadać sobie w życiowym rachunku sumienia od czasu do czasu następujące pytania:

„Czy jestem do tego (a) za głupi? (b) Za leniwy? Czy może (c) za mało bezinteresowny?”

Niektórzy ludzie tak naprawdę nie wierzą, że można być w ogóle bezinteresownym, bo oni tacy nie są i dlatego we wszystkim upatrują ukrytą korzyść. A korzyści naprawdę nie ma.

Wracając po tej dłuższej dygresji do pierwszego rozdziału Adversus haereses św. Ireneusza z Lyonu przedstawiającego założenia szkoły gnostyka Walentyna, stwierdzić trzeba, że wypowiedzi te traktować należy jako założenia poziomu (A), czyli metafizyczne zasady. Są one co prawda fałszywe, godzące w chrześcijaństwo i pochodzące z inspiracji aniołów upadłych, ale nie są to jednak „kompletne brednie, bo kto to widział, żeby się coś takiego wydarzyło?”, jak to z pewnością ujmą nasi męscy komentatorzy na glorii.tv. Otóż tych zasad żadnym okiem ciała nie zobaczy, bo są to, z punktu widzenia filozofii, zasady lub przyczyny na wzór założeń matematyczno-logicznych, które  gnostycy traktowali jednak dosłownie jako duchowo-osobowe byty.

Dwa współczesne podejścia do gnozy

Ponieważ w ostatnim czasie, od jakichś dwustu lat a może i dłużej, większość filozofów i teologów jest niewierząca, dlatego też jedynym ich podejściem do fenomenu gnozy i tekstów gnostyckich jest, oprócz filologiczno-historyczno-krytycznego rozdrabniania włosa na czworo, podejście filozoficznie, kiedy to bada się wpływ koncepcji filozoficznych na gnozę i traktując ą jako mocno platonizującą nieortodoksyjną formę chrześcijaństwa. Jest to spostrzeżenie słuszne, ale bardzo jednowymiarowe. Natomiast akademiccy pisarze ezoteryczni, jak wspomniany już Wolfgang Schultz, Georges Bataille, Henri-Charles Puech[1] lub pisarze okultystyczni jak Rudolf Steiner, Alexis Crowley lub inni, którzy zwykle nauczycielami akademickimi nie są, traktują gnozę jako podręcznik magii lub mówiąc precyzyjnie jako główną tradycję (A) magii, którą uprawiają na poziomie (D) lub (E). Okultyści traktują gnozę dosłownie, bo wiedzą, „że to działa”. I dokładnie tak, jako działający i demoniczny jad, traktowali ją również Ojcowie Kościoła. Oni także wiedzieli, że to działa, bo pochodzi od złego ducha po to, by zgubić dusze. Pod koniec tych rozważań warto zadać sobie pytanie jakimi kanałami i dlaczego gnoza trafiła do Kościoła, bo przecież papież Franciszek i jego głównie jezuickie zaplecze to jednak nominalnie Kościół Katolicki. Chociaż następujący nasz szkic będzie jedynie szkicem wymagającym pogłębienia, to nie jest on błędny.

[1] https://wobronietradycjiiwiary.com/2016/01/20/gnoza-3-gnoza-w-oczach-gnostykow/

 

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: