Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest

Poglądy gnostyków. Lektura uzupełniająca do Amoris laetitia. 2 z 5. Metodologia metafizyki

ElGreco gnosis

Adversus haereses i właściwe metodologiczne podejście

Chcąc dowieść naszego twierdzenia, iż papież Franciszek głosi poglądy gnostyckie, przetłumaczymy na naszym blogu fragment Adversus haereses św. Ireneusza z Lyonu (zm. 220). Pełen tytuł tego pisanego po grecku dzieła brzmi Elenchos kai anatropé tes pseudonymu gnoseos czyli Dowiedzenie i odparcie gnozy fałszywej, jednak w obieg wszedł tytuł łaciński Przeciwko herezjom.[1] Dzieło to będące jednym z czołowych traktatów patrystycznych nie zostało po dziś dzień na polski przetłumaczone, bo się nikomu nie chciało. Kiedy piszący te słowa był młodszy tego rodzaju zasadnicze braki go dziwiły, na które napotykał absolutnie w każdej dziedzinie polskiej nauki i pytając osoby, które się tą tematyką zajmowały:

„A dlaczego ksiądz/Pan się tym nie zajmie?”

otrzymywał zawsze dwie odpowiedzi: „Obowiązki duszpasterskie” w przypadku księży, którzy nic innego do roboty nie mieli oraz „Rodzina” w przypadku żonatych świeckich, czasami „Wicie, rozumicie..” w przypadku nieżonatych świeckich. Prawdziwa odpowiedź brzmiałaby: „Jestem zbyt leniwy …”, bo inteligencję można zdecydowania pracowitością nadrobić, a w tłumaczeniu to już na pewno. A dlaczego my nie przetłumaczymy całości Adversus haereses? Bo na razie mamy inne zadania, a jest tego pięć tomów z języka starogreckiego. Może nie najtrudniejszego greckiego, ale jednak. Jak redakcja będzie stara, wszystko napisze, co zechce i nie będzie miała co z czasem robić, to przetłumaczy.

Metafizyka jak matematyka

 

Zanim przedstawimy cytat z Adv. Haer. 1.1 ukazujący absolutne podstawy gnozy Walentyna, jednego z jej przedstawicieli, kilka słów metodologicznych wyjaśnień. Prezentowany fragment Walentyna najbardziej porównać można do Prologu Ewangelii św. Jana

„Na początku było Słowo i Słowo było u Boga ..” (J 1,1,),

który ukazuje metafizyczno-teologicznych schemat wszystkiego, to jest od całkowitego początku, poprzez stworzenie świata aż do Wcielenia i Odkupienia. Zanim wyjaśnimy pojęcie „metafizyczno-teologiczny” przypomnieć trzeba, że większość ludzi myśli o przyczynach w kategoriach genealogicznie-historycznych, czyli horyzontalnie, w myśl

A spłodził B, B spłodził C, a C spłodził D etc.”,

co znajdujemy zresztą także w Piśmie Świętym. Jest to pewien rodzaj postrzegania przyczynowości w czasie, a mianowicie

A powoduje w czasie t1 impulsem B, które z koleji w czasie t2 powoduje impulsem C etc.”.

To rozumienie można zilustrować najlepiej obrazem biliardowych kul, kiedy to jedna popycha drugą. Ale istnieje także inne myślenie oraz inna perspektywa metodologii, a mianowicie myślenie matematyczno-logiczne, które ukazuje zawsze obowiązujące i dlatego ahistoryczne zasady.  I tak np. logiczna zasada niesprzeczności lub zasada sprzeczności (albo-albo, nie można mieć ciasta i zjeść ciastko), to jest prawo logiczne w postaci dla klasycznego rachunku zdań głoszące, że:

¬ (p ˄¬p).

w postaci dla klasycznego rachunku kwantyfikatorów, że:

¬ (Px˄¬ Px).

Koniunkcję zdania p z jego negacją, zapisywaną

p˄¬p[2]

obowiązuje zawsze i wszędzie, w każdym kraju, w każdym czasie i na każdej planecie. Są to zasady odwieczne bytu i myślenia, których człowiek nie tworzy, ale je odkrywa i odpoznaje. Podobnie ma się rzecz w metafizyce, czyli filozoficznej nauce o bycie, która w podobnie wieczysty sposób ukazuje to, co bytem jako takim rządzi. Jednakże tego rodzaju postrzeganie rzeczywistości, szukające odwiecznych, niezmiennych i sformalizowanych prawideł, charakteryzuje zwykle jedynie matematyków i logików, którzy, o ile są matematycznymi platonikami,[3] a przeważająca większość jednak jest, na pytanie:

„A gdzie konkretnie te zbiory czy liczby są? W Pścimiu Dolnym czy we Włocławku? Jak można ich dotknąć? A może ugryźć? A co ja będę z tego miał?”

albo załamią się i wyrzucą pytającego na zbity pysk, albo też kulturalnie odpowiedzą, że

„byty matematyczne i logiczne po prostu istnieją jako takie, niezależnie od nas i że metodologia sensualistyczno-materialistyczna jest tutaj nie na miejscu”.

Gdyż przyjmowanie istnienia bytów matematycznych niezależnych od zajmujących się nimi matematyków jest właśnie matematycznym platonizmem. Ponieważ tego rodzaju myślenie związane z naprawdę wysokim stopniem abstrakcji (przykładowe stopnie abstrakcji to: 1. Konkretny ogórek, 2. Ogórek jako warzywo, 3. Warzywo, 4. Przedmiot, 5. Byt) jest rzadkie, a w czasach współczesnych, gdzie zbyt późno stykamy się z logiką formalną,[4] bardzo rzadkie, toteż zrozumienie założeń systemów metafizycznych częste nie jest. W kontekście metafizyki większość studentów myśli, że „jakiś facet tak powiedział i trzeba się tego nauczyć do egzaminu”. A tymczasem należałoby te założenia traktować jak

(A) prawa matematyki lub logiki, które w

(B) matematycznym języku oddają

(C) to, a to prawo fizyki, dzięki

(D) któremu, wprowadzonemu do praktyki,

(E1) samoloty nie spadają, a

(E2) suszarki suszą.

Przy błędnym założeniu na poziomie (A) nikt sobie włosów nie wysuszy, bo nie zadziała.

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Ireneusz_z_Lyonu

[2] Por. https://pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_niesprzeczno%C5%9Bci

[3] Bardzo dobry artykuł, raczej dla fachowców: http://plato.stanford.edu/entries/platonism-mathematics/

[4] Pisaliśmy już o tym w kontekście trudności tomizmu: https://wobronietradycjiiwiary.com/2015/01/20/wiara-fides-a-ufnosc-fiducia-w-ujeciu-teologii-katolickiej-cz-3/

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: