Paweł Milcarek, Posoborowa reforma liturgiczna z perspektywy półwiecza (aktualizacja obrazu) 1 z 5. Limity wrodzone Konstytucji Sacrosanctum Concilium

Data

Posłuchaj
Oceń post

messe bauern

Chociaż nie mamy za wiele czasu na czytanie innych blogów czy artykułów, to zawsze cieszymy się, gdy możemy zaprezentować czytelnikom coś obcego i naszym zdaniem wartościowego. Takim tekstem jest artykuł Pawła Milcarka, redaktora naczelnego Christianitas, pt. Posoborowa reforma liturgiczna z perspektywy półwiecza (aktualizacja obrazu) będący poszerzoną wersją wykładu konferencyjnego.

Mamy zatem do czynienia z wykładem wygłoszonym w ramach konferencji naukowej Radość i nadzieja, smutek i trwoga. Sobór Watykański II z perspektywy półwiecza, zorganizowanej przez Klub Inteligencji Katolickiej w Toruniu, pod patronatem bp. Andrzeja Suskiego, 15 października 2015 r. Jest to zatem tekst zaliczający się do gatunku wykładu akademickiego sensu lato. Stanowi on poprawne streszczenie zmian liturgicznych z tradycyjnego punktu widzenia, znane każdemu, kto się nieco tą tematyką zajmuje, które jednak może być dla niektórym naszych czytelników czymś nowym. Gatunek piśmiennictwa akademickiego ma także swoje reguły: obiektywności, poprawności, faktografii i pewnej suchości. Z pewnością niektóre omawiane przez Pawła Milcarka tematy dużo trafniej, bardziej elegancko i drapieżnie ujął Michael Davies, czy uczynili to inni autorzy, ale nie będziemy w tym miejscu wybrzydzać, tylko cieszyć się z tego, co nasze i polskie, co piszemy prawie bez ironii. Skoro tak się cieszymy, dlatego nie wymienimy pozycji, których Paweł Milcarek nie uwzględnił i nie będziemy zastanawiać się, dlaczego nie wykorzystał takiej kopalni wiedzy liturgicznej jaką jest blog Rorate Caeli czy New Liturgical Movement, cytując zamiast tego własne prace. Nie nadmienimy też, że istnieje bardzo ciekawy nurt liturgistów dążących do przywrócenia autentycznego rozumienia konstytucji Sacrosanctum concilium twierdzących, że reformy Pawła VI bardzo ją wypaczyły, z czym się co prawda nie zgadzamy, co jednak odnotowujemy. Nie skrytykujemy także braku wykorzystania najnowszej literatury przedmiotu takiej jak np. książki ks. Anthonego Cekady, Work of Human Hands, sedewakantysty, co prawda, ale piszącego akurat na ten temat bardzo rzetelnie. Wszystkiego tego nie napiszemy, „bo Prawo Pańskie zamyka nam usta”, jak głosi dowcip o ojcach pustyni.  Ponieważ nasza redakcja zastanawiała się ostatnimi czasy, czy czasami nie pisze aby zbyt sucho i akademicko „dla normalnych, prostych ludzi”, czyli jak na blog internetowy, dlatego przeczytawszy poniższy artykuł z ulgą stwierdza, że jednak tak nie jest. Być może artykuł ten będzie dla niektórych nieco ciężki w odbiorze, jednak zachęcamy do jego lektury. Sam fakt, że się niejako w głównym, a nie drugim blogowym obiegu teologicznym ukazał, świadczy o tym, że w polskim Kościele zaczyna się myśleć nad celowością samego Vaticanum II i jego zmian, co jeszcze kilkanaście lat temu nie było do pomyślenia, gdyż Sobór ten był chwalony niczym Rewolucja Październikowa za Stalina. Zatem coś drgnęło, tym razem nie „w rajstopach”, jak w stanie wojennym, a w Polskiej szeroko ujętej teologii, co nas bardzo i nieobłudnie cieszy. Artykuł można przeczytać w całości 24 stron na stronie Christianitas, a w odcinkach u nas.

Posoborowa reforma liturgiczna[1] ma już tyle lat, że właśnie zaczęła fetować swoje kolejne półwiecza: pięćdziesiąt lat od uchwalenia przez Sobór Konstytucji o świętej liturgii (1963), tyleż lat od powołania Consilium (1964) i tyle samo od dopuszczenia języków narodowych we Mszy rytu rzymskiego (1965). Już niedługo kolejne okrągłe rocznice: ogłoszenia Obrzędu Święceń jako pierwszej księgi liturgicznej reformy (1968) i oczywiście – wprowadzenia Novus Ordo Missae (1969) przez utworzoną w tymże roku nową instytucję: Kongregację Kultu Bożego. W końcu dojdziemy i do jubileuszu wysłania „architekta reformy” abp. Annibalego Bugniniego na stanowisko pronuncjusza do Teheranu (1976), co zwykle – słusznie czy niesłusznie – uznawane jest za pierwszy objaw niezadowolenia Papieża z tego, dokąd zaszła reforma.

Im dalej będziemy od tych rocznic, tym więcej będzie – na tle niezmiennego oficjalnego optymizmu z obchodów rocznicowych – głosów krytycznych pośród wybitnych osobistości Stolicy Apostolskiej, wraz z przeprosinami za związane z reformą jej nadużycia[2]. W końcu pojawi się nawet – w nurcie ratzingerowskim – nuta negatywnej oceny samej reformy posoborowej; zostanie ona poddana krytyce jako nie tyle wyraz, lecz zniekształcenie zasad ogłoszonych przez Vaticanum II.

W tej fazie „złotego jubileuszu” reformy pytamy, gdzie i w jaki sposób zmienia się widzenie i ocena tego procesu zmian, wraz z odchodzeniem pokoleń bezpośrednio wciągniętych w związane z nim zawirowania i walki. Proces zmiany w widzeniu i ocenie przyspieszył wyraźnie tertio millennio ineunte, gdy publikacje autorów takich jak o. Cassian Folsom OSB, o. Aidan Nichols OP, ks. Nicola Giampietro, o. Alcuin Reid OSB czy ks. Uwe Lang Cor, a przede wszystkim Duch liturgii kard. Josepha Ratzingera, wytworzyły żywy nurt refleksji, odbijający odwagą i pogłębieniem źródłowym od schematów powtarzanych od lat za La Riforma liturgica Bugniniego.

Co zmienia się w naszym widzeniu reformy pod wpływem wspomnianego nurtu refleksji krytycznej? Niezależnie od dyskusji dotyczącej tez, wokół których buduje się takie lub inne pojmowanie liturgii[3], zmiana ta może dotyczyć i dotyczy właśnie samego procesu reformy.

W dalszej części niniejszego artykułu przedstawione zostaną główne kwestie w zaktualizowanym i krytycznym podejściu do dziejów reformy posoborowej, jej legitymacji, uwarunkowań i ograniczeń. Będą to kolejno: kwestia ograniczeń soborowej Konstytucji o liturgii, kwestia relacji między efektami reformy „z polecenia Soboru” i samym Soborem, kwestia rozpoznania efektów reformy jako „nowych obrzędów”, kwestia absolutystycznego używania władzy, kwestia nieodwołania „starej” liturgii przez wprowadzenie „nowej” (co prowadzi do zagadnienia „nieodwoływalności” tradycyjnych rytów katolickich), a w końcu i kwestia znaczenia zasad Konstytucji Sacrosanctum Concilium w aktualnej sytuacji „dwóch form jednego rytu rzymskiego”.

Limity wrodzone Konstytucji Sacrosanctum Concilium

We wstępie do polskiego tłumaczenia Konstytucji o świętej Liturgii ks. Stanisław Czerwik napisał, że „najbardziej istotną wartością” tego dokumentu jest „ukazanie teologicznych podstaw liturgii Kościoła”[4]. W tym kontekście używa dalej wyrażeń takich jak „pogłębiona nauka Soboru Wat. II o liturgii”[5], dając do zrozumienia, że w dokumencie soborowym znajdziemy coś w rodzaju całościowego zdefiniowania liturgii i jej podstawowych zagadnień – które jest być może nawet kontynuacją nauczania wcześniejszego (np. z encykliki Mediator Dei Piusa XII), lecz stanowi już odrębną kartę, na której „współczesna, pogłębiona świadomość Kościoła”[6] wyraziła istotną prawdę o liturgii pełniej i „wyraźniej”[7] niż Magisterium nieco wcześniejsze.

Przywołana wyżej prezentacja autorstwa ks. Czerwika, pochodząca z pierwszych lat po Soborze, wyraża tendencję, która w latach następnych będzie się jedynie zaostrzać: wraz z całym Soborem konstytucja o liturgii jest tu traktowana jako swoista kulminacja pewnego pozytywnego procesu – kulminacja, w której doszło do takich zasadniczych sformułowań, po których wszystkie wcześniejsze mogą już co najwyżej posłużyć jako materiał źródłowy interesujący jedynie dla tych, którzy interesują się tym, jak doszło do owego nowego sformułowania. W świetle takiego założenia „nauka Sacrosanctum Concilium” jest czymś, co powinno nam zasadniczo wystarczyć jako wykład nauki Kościoła o liturgii, a jeśli jakaś żądza wiedzy popchnęłaby nas jednak do studiowania dokumentów sprzed Soboru, doktryna Konstytucji soborowej musi być dla nas jak Nowy Testament względem Starego w chrześcijańskiej lekturze Biblii.

Takie widzenie sprawy jest raczej powszechne, robi wrażenie dogmatu: wśród dysertacji ogłaszanych na wydziałach teologicznych trudno byłoby wskazać takie, w których np. nauczanie dokumentu soborowego o liturgii byłoby analizowane w świetle Mediator Dei – chociaż w niektórych z nich znajdziemy, odwrotnie, pewne uwagi o Mediator Dei w świetle konstytucji soborowej. Wydaje się nawet, że dla mentalności ukształtowanej przez pewną apologię „fenomenalności” Soboru czymś nie do pojęcia byłaby próba takiej lektury, w której nauczanie Sacrosanctum Concilium niejako podporządkowuje się nauczaniu przedsoborowemu.

Tymczasem na Soborze widziano to zupełnie inaczej. Kwestia kompletności, precyzji i samowystarczalności doktryny Sacrosanctum Concilium była przedmiotem sprecyzowań podanych oficjalnie w auli Soboru przez komisję odpowiedzialną za redagowanie schematu o liturgii. Gdy w ramach uwag do przedstawionego projektu niektórzy Ojcowie wyrazili zdanie, że podany wykład doktrynalny o liturgii jest „niewystarczający” lub „zbyt zawikłany” – Komisja soborowa wyjaśniła[8], że konstytucja soborowa „nie powinna być jakimś pełnym traktatem, lecz raczej bardzo skrótowo wykładać to, co w jakiejś dziedzinie nastręcza się jako konieczne w danych okolicznościach”[9]. Równocześnie zasygnalizowano, że „pełny wykład doktrynalny” znajduje się w encyklice Mediator Dei[10]. W wyjaśnieniach soborowej komisji liturgicznej mamy wręcz wyliczenie całego szeregu ważnych kwestii doktrynalnych[11], które według tejże komisji zostały już wyłożone „jasno i wyraźnie w Encyklice Mediator Dei”, w związku z czym „nie wydaje się konieczne wykładanie tego znowu w pełni” w konstytucji soborowej[12].

Nie sposób tych tłumaczeń komisji soborowej traktować jako taktycznego wybiegu (który ewentualnie miałby uwolnić ją od wprowadzania postulowanych sprecyzowań w tekście schematu). Dla każdej osoby nieuprzedzonej, niewietrzącej tu jakiegoś uniku, jest to wskazówka dotycząca sposobu poprawnej lektury konstytucji soborowej: komisja redagująca dokument wyjaśnia, że nie zawiera on „pełnego wykładu doktrynalnego” – który znajduje się we wcześniejszej i obszerniejszej encyklice Piusa XII. Co więcej, zapewne aby dobrze zrozumieć „bardzo skrótowe” wstępy doktrynalne konstytucji soborowej, należałoby je czytać wraz z odpowiednimi fragmentami doktrynalnymi pełniejszego wykładu z Mediator Dei.

Czy w okresie posoborowym stosowano się do tych reguł lektury i hermeneutyki Sacrosanctum Concilium? Nie wydaje się, by tak było. Jednym z dowodów na to jest fakt, że w dziesięcioleciach po Vaticanum II encyklika Mediator Dei – jedyny tak bogaty doktrynalnie dokument papieski o liturgii – nie był ani wznawiany, ani szeroko omawiany. Można powiedzieć, że był to dokument raczej niedostępny, poza naprawdę wąskimi kręgami badaczy. Wydawałoby się, że zasada podana przez komisję soborową mogłaby skłonić np. do wydawania razem, w jednym tomiku obu dokumentów – jednak takie wydania należały chyba do absolutnych rzadkości edytorskich.

Zasadnicza niesamodzielność doktrynalna Konstytucji o świętej Liturgii nie wyklucza jej twórczego wkładu w rozwój doktrynalny. Wyklucza natomiast próby takiej jej lektury, która izolowałaby lub wręcz przeciwstawiała ten dokument względem wcześniejszego Magisterium o liturgii.

Istnieje jednak jeszcze jeden problem z doktrynalną warstwą konstytucji soborowej: jest to problem ze spójnością w tej warstwie. Mówiąc dokładniej: pytanie, czy spójność, którą tam zastajemy, jest raczej równowagą kilku konkurujących idei, czy raczej harmonią zasad zhierarchizowanych w całościowym porządku[13].

W opublikowanym w roku 2003 artykule przygotowanym na czterdziestolecie soborowej Konstytucji o świętej liturgii ówczesny kardynał Joseph Ratzinger stwierdza najpierw, że zbierając „w jeden nurt różnorakie strumienie i rzeki ruchu liturgicznego”, dokument ten nie jest wolny od „wewnętrznego napięcia” – a nawet od szeregu napięć. Nieco dalej zaś uznaje, że „Soborowi udało się […] zbudować właściwą wewnętrzną równowagę” między różnymi prądami przedsoborowymi[14]. Zaraz potem Autor stwierdza, iż ta „równowaga” mogła „bez trudu zostać przechylona w jedną określoną stronę przy wprowadzaniu w życie soborowego przesłania”[15]. Autor nie wyjaśnia, skąd bierze się ta łatwość, z jaką można naruszyć właściwe sensy tekstu przewidzianego jako dokument normatywny Kościoła. Zapytajmy zatem sami: czy przypadkiem nie z samej równowagi – a dokładnie mówiąc: z tego, czym w rzeczywistości jest zawsze każda równowaga?

Nie ma równowagi bez napięcia. Równowaga nie likwiduje napięć, lecz korzysta z nich. Napięcie zaś jest oczywiście przejawem sprzeczności. Czym innym niż równowaga jest harmonia. Harmonia bierze się z tego, co zgodne. Dlatego elementy tworzące gdzieś harmonię, choć mogą być oczywiście pod jakimś innym względem w napięciu do siebie – jednak nigdy w tym samym względzie, w którym harmonizują. W harmonii sprzeczności nie istnieją, gdyż harmonia to nic innego jak – zastany lub odnaleziony – sposób, w jaki jej składniki potrzebują się wzajemnie i się ze sobą do głębi zgadzają.

Łatwo pomylić równowagę i harmonię. Wystarczy, że w danej całości (np. w jakimś zbiorze zasad) jej części (poszczególne zasady) zostaną podane nie w sposób organiczny (we wzajemnym powiązaniu), lecz na sposób zwykłej addycji, wyliczenia jednego po drugim – a wtedy zamiast harmonii mamy zarzewie ich konkurencji. Elementy, wrzucone do zbioru jakby na zasadzie równych sobie pionków, aż proszą się o to, by przestawiać je na szachownicy: zależnie od zręczności i siły „graczy” jedne z nich będą wygrywać, a inne tracić na znaczeniu, w różnych konfiguracjach.

Na tym właśnie polega prawdopodobnie tajemnica swoistej „kruchości” układu zasad podanego przez Sacrosanctum Concilium: zastajemy tam pewną równowagę – zachodzącą między „zasadami” nie tyle sprzecznymi, ile nigdy niezharmonizowanymi, nietworzącymi żadnej głębokiej spójności, wynikającej z nadrzędnego celu i realnych wzajemnych powiązań.

Ten źle wróżący „rozstrój” zasad jest widoczny już na poziomie określenia samej celowości konstytucji o liturgii. Widzimy tam dwa główne cele: rozwój życia chrześcijańskiego wiernych i „dostosowanie” instytucji „do potrzeb naszych czasów”. Te dwa punkty-motywy stoją obok siebie, tworząc raczej jakby motywy równoległe, a nie coś jednego. W ten sposób „akomodacja” instytucji ma tu celowość jakby niezależną od celu duszpasterskiego. W zasadzie więc nic nie przeszkadza temu, aby adaptacja do świata stała się motywem rywalizującym z duszpasterskim prowadzeniem wiernych do większej gorliwości.

Jednak o wiele większe znaczenie ma to w przedstawieniu przez dokument różnych zasad „odnowienia liturgii”. Także tam mamy do czynienia raczej z postawieniem obok siebie różnych drogowskazów niż z ustawieniem kolejnych tablic kierunkowych na jednym szlaku. W konsekwencji również ta „zasadnicza” część Konstytucji podlega z łatwością destabilizacji, jeśli nie manipulacji: zależnie od wrażliwości lub od założonego wcześniej celu czytelnik dokumentu może narzucać tekstowi swoje własne selekcje i hierarchie ważności.

I tak np. w autorytatywnej prezentacji treści dokumentu, podanej przez abp. Annibalego Bugniniego, mówi się o „zasadach przewodnich” i „zasadach roboczych” (podział wprowadzony przez autora)[16]. O ile wyliczenie tych pierwszych odpowiada pewnemu następstwu myśli w nn. 7-23[17], o tyle seria „zasad roboczych”[18] wygląda jak raczej chaotyczne wyliczenie pewnych zakresów i drogowskazów, które już na pierwszy rzut oka nie mogą mieć tej samej wagi, a których więzi z „zasadami przewodnimi” nie wyjaśniono. Ponadto większość podanych przez Bugniniego „zasad roboczych” pochodzi z części, w której konstytucja soborowa podaje jedynie „zasady wynikające z dydaktycznego i duszpasterskiego charakteru liturgii” – podczas gdy przecież nie byłoby trudno wydobyć pewne wskazania „robocze” także z pozostałych zbiorów zasad[19].

Oczywiście nie możemy podejrzewać kogoś takiego jak abp Bugnini o przypadkowość i chaos w lekturze. Popularność i podejmowanie jego akcentów wynika nie tylko z władzy, jaką miał on de facto nad reformą liturgiczną w jej decydujących latach, lecz i z faktu, że w okresie przygotowań do Soboru był bardzo blisko tworzenia się schematu o liturgii. Ktoś może się domyślać – nie bez własnej sugestii arcybiskupa – że osoba tak mocno wprowadzona w kuchnię tego dokumentu widzi lepiej jego ważne punkty, potrafi nas wtajemniczyć w jakby ezoteryczny „utajony porządek” dokumentu, niewidoczny dla profana. Nie zmienia to jednak faktu, że do przyjęcia tej czy innej selekcji lub hierarchii nie wystarczy autorytet osobisty sekretarza Przedsoborowej Komisji Liturgicznej, a potem wieloletniego sekretarza posoborowego Consilium. Chcielibyśmy móc odnosić się raczej do dokumentu, ogłoszonego całemu Kościołowi oficjalnie, i z tego dokumentu czytać już nie intencję wpływowych redaktorów, lecz podaną tam otwarcie intencję Kościoła. Tu jednak napotykamy jednak właśnie na zjawisko opisywane pozytywnie przez kard. Ratzingera jako krucha „równowaga” tekstu – a przez nas podsumowane jako zastąpienie harmonii przez równowagę. W tej równowadze wiele ważnych kwestii zostało wyliczonych i zaprezentowanych obok siebie – natomiast nie udało się już określić więzi między nimi, ich zależności i konsekwentnej hierarchii ważności.

Umożliwiło to proces – opisywany przez kard. Ratzingera w cytowanym wyżej tekście – polegający na autonomizowaniu haseł takich jak „wspólnota”, „zrozumiałość” czy „prostota”, które szybko podlegały sekularyzacji. Zanalizowanie tego procesu jest niezbędne do zrozumienia, dlaczego praktyczne efekty reformy liturgicznej okazywały się często bardzo odległe od swych założonych celów.

Paweł Milcarek 

[1] Tekst jest poszerzoną wersją wykładu wygłoszonego w ramach konferencji naukowej Radość i nadzieja, smutek i trwoga. Sobór Watykański II z perspektywy półwiecza, zorganizowanej przez Klub Inteligencji Katolickiej w Toruniu, pod patronatem bp. Andrzeja Suskiego, 15 października 2015 r. Czytelnicy „Christianitas” znajdą tu zarówno fragmenty refleksji już prezentowanych na łamach pisma, jak i dodane ujęcia nowe.

[2] Przypomnijmy tu tylko fragment z pochodzącego z początków pontyfikatu świętego Jana Pawła II (1980) jego listu Dominicae cenae: „Może więc trzeba, ażebym kończąc ten fragment moich rozważań, w imieniu własnym i Was wszystkich, Czcigodni i Drodzy Bracia w Biskupstwie, wypowiedział słowa przeproszenia za wszystko, co z jakiegokolwiek powodu, na skutek jakiejkolwiek ludzkiej słabości, niecierpliwości, zaniedbania, na skutek tendencyjnego, jednostronnego, błędnego rozumienia nauki Soboru Watykańskiego II o odnowie liturgii – mogło stać się okazją zgorszenia i niewłaściwości w interpretacji nauki oraz czci należnej temu wielkiemu Sakramentowi. I proszę Pana Jezusa, aby w przyszłości pozwolił nam uniknąć w naszym sposobie traktowania tej Najświętszej Tajemnicy wszystkiego, co w jakikolwiek sposób mogłoby osłabić lub zachwiać poczucie czci i miłości naszych wiernych”. Niemal ćwierć wieku później, w swej ostatniej encyklice, święty Papież mówił znowu: „Niestety, trzeba z żalem stwierdzić, że począwszy od czasów posoborowej reformy liturgicznej, z powodu źle pojmowanego poczucia kreatywności i przystosowania, nie brakowało nadużyć, które dla wielu były przyczyną cierpienia” (Ecclesia de Eucharistia, 2003).

[3] Przykładem może być tu kwestia „zorientowania” celebracji, czyli ustawienia celebransa i zgromadzenia. Kwestia ta ma wymiar zarówno historyczny, jak i teologiczny.

[4] Sobór Watykański II, Konstytucje, dekrety, deklaracje – tekst polski, Poznań 1968, s. 28.

[5] Tamże, s. 32.

[6] Tamże, s. 39.

[7] Por. tamże, s. 31.

[8] W relacji przedstawionej w Auli przez bp. Josepha Martina 29.11.1962.

[9] AS I/III, s. 702.

[10] W tej samej relacji podkreślono, że konstytucja nie będzie powtarzać tego, co „jest już powiedziane jasno i wyraźnie w Encyklice Mediator Dei” (AS I/III, s. 703).

[11] Wspomina się konkretnie o odniesieniach zachodzących między liturgią i pobożnością prywatną, o powiązaniu uczestnictwa zewnętrznego i wewnętrznego, o określeniu podwójnego celu liturgii (chwały Bożej i zbawienia ludzi), o relacji między kultem zewnętrznym i kultem wewnętrznym, o powiązaniu między kultem zewnętrznym i modlitwą myślną, o relacji między liturgią i doktryną wiary, o autorytecie Świętej Liturgii w doktrynie wiary i obyczajów, o definicji Liturgii i akcji liturgicznej zarówno ze strony Chrystusa, jak i ze strony Kościoła.

[12] Por. AS I/III, s. 703.

[13] Wracam tu do analiz przedstawionych w: P. Milcarek, Wiele kierunków naraz. Zasady Konstytucji „Sacrosanctum Concilium”, „Christianitas” 53-54, 2013, s. 20-61.

[14] Por. kard. J. Ratzinger, Czterdzieści lat Konstytucji o liturgii świętej, w: tenże, Sakrament i misterium – teologia liturgii, tłum. A. Głos, Kraków 2011, s. 136n.

[15] Tamże, s. 137.

[16] Por. A. Bugnini, The Reform of the Liturgy 1948-1975, Collegeville1990, s. 39-48.

[17] Abp Bugnini wymienia tu: (1) pojmowanie liturgii jako „wykonywania kapłańskiego urzędu Jezusa Chrystusa” (SC 7) – co ma w konsekwencji prowadzić do traktowania jej jako „celebracji”; (2) uznanie liturgii za „szczyt i źródło” życia Kościoła (por. SC 10); (3) „pełne, świadome, czynne uczestnictwo” (SC 14); (4) uznanie celebracji liturgicznej za „uwidocznienie Kościoła” (SC 26); (5) „istotna jedność” zamiast „sztywnej uniformizacji” (SC 37-38); (6) połączenie „zdrowej tradycji” i „uprawnionego postępu” (SC 23). Dodajmy przy okazji, że w liście apostolskim Vicesimus quintus,wydanym w 1988 r. z okazji ćwierćwiecza uchwalenia Sacrosanctum Concilium,Papież Jan Paweł II sprowadził „zasady przewodnie Konstytucji” do trzech: „uobecnienia tajemnicy paschalnej”, „obecności Słowa Bożego” i „objawiania się Kościoła samemu sobie”. Z nich zaś wyprowadzał następnie szereg „zasad przewodnich w zarządzaniu odnową życia liturgicznego”.

[18] Natomiast w serii „zasad roboczych” Bugnini podaje następujące punkty: (1) dopuszczenie języków narodowych w liturgii; (2) pierwszeństwo Słowa Bożego przed obrzędem; (3) konieczność pouczenia katechetycznego; (4) niezbędność śpiewu liturgicznego; (5) reforma liturgii: odnowa, uproszczenie, skoncentrowanie na istocie.

[19] W Sacrosanctum Concilium mamy w istocie cztery wyodrębnione także formalnie zbiory zasad „odnowienia liturgii”: A. Zasady ogólne; B. Zasady wynikające z hierarchicznego i społecznego charakteru liturgii; C. Zasady wynikające z dydaktycznego i duszpasterskiego charakteru liturgii; D. Zasady dostosowania liturgii do charakteru i tradycji narodów.

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 12 Miesięcy

Indywidualna

330,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

You cannot copy content of this page
×
×

Koszyk

Tradycja i Wiara