Ten post ma 46 komentarzy

  1. Efati

    Przyznam, że przed publikacją cyklu o Faustynie miałem nadzieję, że dostarczy on racjonalnych argumentów, które będzie można użyć w rozmowie z przyjaciółmi, może z księżmi, w celu przekonania ich o nieprawdziwości tych „objawień”. Im więcej jednak czytam, tym większe przerażenie mnie ogarnia i większe dopadają wątpliwości. Tego nie da się „wytłumaczyć” komuś. Nie da się kogoś przekonać, że to zwiedzenie. Samo uświadomienie sobie rozmiaru tego zwiedzenia i konsekwencji odrzucenia go stanowi niepokonywalną barierę. To ludzi tak przeraża, że tylko z tego powodu odrzucają jakiekolwiek argumenty. A przecież o Faustynie słyszymy także od kapłanów Tradycji! Tu nie ma wyjątków. A świadomość, że to mogły być nie tylko wymysły wyobraźni Faustyny, ale i również celowe działanie szatana powoduje, że rzeczywistość staje się jeszcze bardziej mroczna. Dlatego ostatnio coraz rzadziej próbuję kogokolwiek do czegokolwiek przekonywać. Ograniczam się do najbliższej rodziny. I skupiam się na działaniach pozytywnych, na budowaniu. Na przygotowaniu siebie i najbliższych do próby, która nieuchronnie nadejdzie. Może dopiero wtedy przyjdzie czas mówienia, bo nie będziemy tak bardzo przerażeni jak inni. Bo prawdziwy stan Kościoła poznajemy od dłuższego czasu i w odcinkach.
    Kyrie eleison!

    1. Traditio et Fides

      @ efati

      Trochę mnie to smuci, że nie dostrzega Pan tutaj możliwości racjonalnego wyklarowania sytuacji.

      1. Faustyna została dwukrotnie przez Święte Oficjum potępiona
      2. Jej „Dzienniczek” był na indeksie
      3. Do 1978 istniał zakaz kultu miłosierdzia i obrazu
      4. Trudno zweryfikować, jak wyglądała prawdziwa wersja Dzienniczka, której zgromadzenie Faustyny nie udostępnia, gdyż wersje Dzienniczka dostępnego obecnie różnią się od tekstów np. z lat 1980-tych. Zatem ciągle jest ten Dzienniczek przepisywany i najwyraźniej dostosowywany do „potrzeb odbiorcy”.
      5. Dzienniczek zawiera błędy teologiczne.
      6. Faustyna była histeryczką, choroba psychiczna jest bardzo możliwa.
      7. Istnieje kategoria omamień diabelskich, których ona padła ofiarą, co sporo osób już wówczas zauważało.
      8. Brak precedensu ustawienia święta na podstawie jednych jedynych objawień prywatnych uprzednio potępionych. Por. kult Najświętszego Serca Pana Jezusa.

      Wytłumaczyć się to da, tylko obawiam się, że Pan się lęka konsekwencji to jest „bijatyki”. :)))

      1. Efati

        Bijatyki się nie boję, bo już się przyzwyczaiłem do tego, że psuję dobry nastrój każdej rozmowy na tematy religijne. Bardziej chodzi mi o kompletny brak odbioru. Jak grochem o ścianę. Trudno jest nawet zasiać wątpliwość. A jeżeli wątpliwości nawet się zrodzą, to tym gorzej dla przepowiadającego je: trzeba od niego uciekać, bo budzi lęk. No bo przecież JPII, bo przecież święci itd.
        Powyższy komentarz napisałem oczywiście trochę przekornie, bo przecież argumentów racjonalnych dostaliśmy aż nadto! I to jest właśnie najbardziej przerażające, że pomimo całej tej wiedzy, która przecież gdzieś tam w Kościele była i jest obecna, tkwimy w kulcie Faustyny po uszy! Gdzie jest nasz zbiorowy zmysł wiary?

      2. Traditio et Fides

        @ efati

        Zbiorowy zaginął, jednostki go mają.

        Niech Pani sieje i się awanturuje, taki nasz los.

        Ja nawet moją znajomą zakonnicę od Faustyny odwiodłem, po ciężkich bojach, ale jednak. Już chyba pisałem, że plakat Faustyny jej się nocą ruszał..

        Ale posoborowie to cios w dwa płuca katolicyzmu niejako:

        1. w jego racjonalność
        2. w jego duchowość

        gdyż wzorem drogi mistycznej jest, pożal się Boże, Faustyna, bo ludzie to czytają i traktują poważnie.

        Ktoś bardzo trafnie powiedział, że do Kościoła prowadziły dwie bramy:

        a. rozumu
        b. piękna

        ad a.
        Świat sum teologicznych, apologetyki, dogmatyki i logiki

        ad b.
        Świat pięknych kościołów i liturgii.

        A po 1962 nie ma ani tego, ani tamtego.

        Czytam teraz, już chyba pisałem, bardzo dobrą dogmatykę pewnego austriackiego księdza Premma. Traktat o łasce, ta część ma 707 stron, a w sumie jego dogmatyki jest pięć tomów. Bardzo dobre, solidne, uczone i pobożne. Jak na razie najlepsza dogmatyka, którą czytałem.

        I o co chodzi?

        Po pierwsze bardzo się cieszę, że moje odczucia i przemyślenia odnośnie teologii duchowości są poprawne i nie głoszę herezji na szkodę swoją i innych i dopiero teraz pewne kwestie jestem w stanie dogmatycznie uzasadnić. I trzeba mieć niesamowicie dobrą i szczegółówą znajomość teologii dogmatycznej, by się duchowością zajmować. Teologia duchowości jest na samym końcu studiów teologicznych. Obecnie nikt nie zna na tyle dogmatyki, by się brać za rozstrzyganie objawień prywatnych, patrz Hoser i Medjugorje.

        I druga uwaga. Czytam o łasce, o jej rodzajach, działaniu etc .etc. z pewnością coś na ten temat napiszę, więc sobie wszyscy przyswoimy, i pytam się: I gdzie to jest?

        Ja zaczynam od może 10 lat skutków łaski doświadczać, chociaż przedtem nie żyłem w grzechu, ale dopiero stare brewiarze i Msza Trydencka dały mi przejrzeć na oczy.

        I oto dzisiaj przeczytany fragment:

        Nie jest możliwe moralnie ani metafizycznie, by Bóg przebywał w duszy w stanie grzechu śmiertelnego.

        Czytając opisy działania łaski względnie jej braku widzę przed sobą szeregi księży, teologów i świeckich i ex post muszę niestety zdiagnozować, że żyli czy żyją oni w grzechu śmiertelnym, bo jeśli nauka o łasce jest prawdziwa, a jest, a po nich przejawów łaski nie widać, to w łasce nie żyją. Takie to proste i dlatego niczego nie rozumieją, nie widzą, nie rozeznają jak „Bergoglio i jego banda sodomitów”, jak mawia Ann Barnhardt.

        No niestety, jest to rozwiązanie zero-jedynkowe, bo taka jest logika dwuwartościowa i innej nie ma.

    2. Traditio et Fides

      @ efati

      Trochę ma Pan racji, że ludziom pozostającym w obrębie paradygmatu>

      1. Jan Paweł II jest wielkim świętym.
      2. To co on uznał, jest święte
      ergo
      3. Faustyna jest święta, patrz 1.

      niczego Pan nie wytłumaczy.

      I tak sobie pomyślałem, jak porażająca jest ta Faustyna, gdyż właśnie takie „mistyczki” chce mieć zły duch:
      – rozhisteryzowane baby
      – bez jakiegokolwiek porządku myślenia, dziś jest to , jutro coś innego „Bóg niespodzianek” (Franciszek)
      – piekła praktycznie nie ma, bo jest koronka jako „obejście na druciku”.

      Hulaj dusza, piekła nie ma, jest miłosierdzie. Ale sprawną akcję diabeł przeprowadził i jak się w kułak śmieje.

      Myślę, że największym problemem ludzi pracujących w wywiadzie jest to, że nie mogą się pochwalić wynikami swojej pracy, co najwyżej kolegom z zaufanym gronie, zwykle mocno zakrapianym.

      A po czym poznajemy, że to diabeł? Po konsekwencjach. Na początku była Faustyna, a teraz jest Franciszek i jego żelazne miłosierdzie.

      W sumie to jest takie proste. O co chodzi diabłu? O potępienie wieczne możliwie największej ilości dusz.

      Jak to osiągnie?

      1. Głosząc, że jest miłosierdzie, więc ludzie się nie przejmują.
      2. Głosząc, że piekła nie ma, jak Franciszek w ostatnim wywiadzie, a złe dusze (jeszcze rozróżnia między dobrem a złem, uwaga) zostaną unicestwione.

      Zatem kwestionuje dwa dogmaty przynajmniej:
      a. dogmat o piekle
      b. dogmat o nieśmiertelności duszy

      Zatem można ciur….ać do upadłego i nic negatywnego nas nie czeka, co najwyżej zostaniemy unicestwieni. I sprytnie sobie to wymyślił, kolega diabeł, sprytnie.

      1. Efati

        Tak. Im więcej herezji głosi Franciszek, tym łatwiejsze mamy zadanie. Ja również próbuję pokazywać ten ciąg przyczynowo-skutkowy od Faustyny do „miłosiernego” Franciszka. Właśnie: „po owocach ich poznacie”.
        Uczestniczyłem w Triduum w swojej parafii (ostatni raz) i słuchałem kazania mojego proboszcza. Jest dobrym spowiednikiem, widzi, że ludzie ciężko grzeszą i że mimo spowiadania się niewiele sobie z tego grzeszenia robią. Mówiąc kolokwialnie: spływa to po nich. Chcąc temu zaradzić próbuje więc nas „postraszyć” wyrzucając, że nie wstydzimy się swoich grzechów, że nie budzą w nas wstrętu. Krok w dobrym kierunku, ale zaraz przychodzą dwa kroki wstecz: zamiast powiedzieć o konsekwencji grzechu śmiertelnego, o wiecznym potępieniu, o piekle – zaczyna proponować „uciekanie się do Bożego Miłosierdzia”. I to kompletnie rozmywa przekaz. Efekt jest taki, że wszyscy się do tego Miłosierdzia uciekają i… dalej grzeszą w najlepsze.

    3. janietojanie

      Też ostatnio się łapię na tym, że psuję nastrój każdej (!) rozmowy na tematy religijne. Zaczyna mnie to trochę niepokoić. Do przemyślenia i przemodlenia. A tak a propos, to ks. Tischner mawiał, mam nadzieję, że żartem (choć, nie jestem pewna): „Nie prowdy szukej, ino kolegów”. Za cykl Bóg zapłać Redakcji.

      1. ewamaria12

        Jak trafiłam na WOTIW -zaledwie rok temu- miałam mnóstwo tzw. przyjaciółek i znajomych.

        Rozmawiałyśmy na temat wiary, miałam wrażenie,że moje zycie religijne rozwija się i kwitnie dzięki tym rozmowom.
        A były one, niestety „funta kłaków warte”..

        Odpadli ode mnie wszyscy; ostatnio nawet jedna bardzo żarliwa katoliczka – a to z powodu mojej uwagi dotyczącej homoseksualizmu jako grzechu i tego,że nie należy żyć na kocią łapę.. Bo przecież wszyscy wokoło tak robią, to Pan Bóg się przecież nie będzie o to „czepiał”.. Zostałam nazwana „fanatyczką”.

        „..zrobiło się puściej ale jaśniej..” – tak kiedyś Redakcja zacytowała Herberta .

        Z jakiego to wiersza? Szukałam ale nie znalazłam a chętnie przeczytałabym całość.

  2. ewamaria12

    Z Faustyną- to jest jakiś rodzaj zbiorowego omamienia.

    Kiedyś, jak byłam świeżo nawróconą, bardzo młodą osobą ( a miałam to szczęście,że nawracał mnie ksiądz, który naprawdę w Boga wierzył ) – zaczęła mi opowiadać trochę starsza ode mnie koleżanka o siostrze Faustynie, mistyczce, która miała niesamowite wizje. Królował już na tronie papieskim Wojtyła i ona cieszyła się,że wreszcie owa Faustyna zostanie uznana jako głosząca wielkie rzeczy..

    Nie wiedziałam wtedy dokładnie o jakie wizje chodzi, ale po trzeźwych katolickich naukach księdza mnie nawracającego – wyczuwałam w tym fałsz.
    Powiedziałam tej koleżance,że wg mnie ta siostra była osoba chorą psychicznie. Ona na to, że nie była, bo przecież wykonywała różne prace fizyczne, gotowała, sprzątała etc. To miał być dowód na zdrowie psychiczne Faustyny.

    Parę dni temu, robiąc porządki w szufladach, znalazłam sporą reprodukcję obrazu Hyły, z dedykacja od księdza, ktory – dwadzieścia lat temu poświęcił nasz dom. Był to sercanin, bardzo uczony , brał udział w tłumaczeniach do Biblii Tysiąclecia; wśród mlodszych księży uchodził za osobe świętą i dlatego prześladowana w swoim zakonie.
    Na takiego wyglądał, ascetyczny, cichy; pieniędzy nie chciał przyjąć.

    Ale na odchodnym wręczył mi broszurke dotycżąca ” naturalnej metody unikania ciąży”..Zmroziło mnie to, bo nie poruszaliśmy tematu prokreacji..i jej ewentualnego unikania..

    Oraz obraz Jezusa Miłosiernego, błogosławionej siostry Faustyny..

  3. falanga2017

    Efati ma rację. Sama s. Faustyna, jej kult i wszystko dookoła są nie do ruszenia Z nią jest jak ze zmarłym, albo dobrze albo wcale. Jej kult tam mocno wgryzł się w fundamenty współczesnego kościoła, że nie przemożesz. Tutaj podział tradycja, Tradycja, posoborowie nic nie wnosi. Jest jak powietrze. Przed rozpoczęciem tego cyklu jeszcze wszyscy nim oddychaliśmy. Ja osobiście nie będąc czcicielem obrazu,, rzadka modlącym się koronką, czytając akapity tekstu redakcji mam zimny pot na plecach.

  4. annajudyta

    Napotkałam treściwy opis tego, co „święci” papieże posoborowi Jan XXIII i JPII (w przyszłości jako kontynuator ich dzieła dołączy do nich zapewne obecny antypapież Franciszek) zrobili dla niezliczonej rzeszy ludzi i co nawiązuje do kazania, które ciągle mam przed oczami o najmniejszej liczbie wybranych Św. Leonarda:
    „Duchowa ruina i nędza, jakie „święty” Jan XXIII i „święty” Jan Paweł II sprowadzili na ludzkość daleko przewyższają wagę zbrodni Stalina i Hitlera – masowych morderców ciał. Ci dwaj „papieże” są natomiast masowymi mordercami dusz i puścili z dymem gmach katolicyzmu, zostawiając nam tylko popioły i kilka ruder (w tym WOTIW-mój dopisek;), w których można się schronić.”

    A tutaj jest link do artykułu, jeśli ktoś chciałby przeczytać całość:
    http://www.ultramontes.pl/sanborn_j23_jp2.htm

    Nawiązując do cyklu o Faustynie i kulcie miłosierdzia jaki „wyprodukowała” Redakcja i powyższego cytatu można by rzec, że JPII legalizując jedno i drugie użył, dosłownie, broni masowego mordu.

    Już pisałam, że sięgnęłam po „Rozważania o śmierci” Św. Liguoriego, które w całości zaprzeczają temu, co głosi s. Faustyna i fałszywy kult miłosierdzia.
    Św. Liguori przywołuje na przykład św. Hieronima, który powiedział, że: „ZALEDWIE JEDEN NA STO TYSIĘCY TYCH, KTÓRZY PROWADZILI ZŁE ŻYCIE, OTRZYMUJE OD BOGA PRZEBACZENIE W GODZINĘ ŚMIERCI”. Św. Liguori napomina i wzywa do natychmiastowego nawrócenia, natychmiastowej pokuty i natychmiastowej zgody na wszystkie krzyże, którymi Pan Bóg będzie chciał daną osobę doświadczać. Jego teksty mówią o tym, że jakie życie wiódł człowiek, tak i będzie umierał i taką dostanie zapłatę na wieczność.
    „Rozważania o śmierci” to skarbnica cennych spostrzeżeń i wskazówek praktycznych. Polecam.

    Ten popularny opis szerokiej drogi prowadzącej na wieczne zatracenie, o której wspominała s. Faustyna w swoim Dzienniczku to zdaje się droga promowana przez nią samą, autostrada fałszywego miłosierdzia. To jakieś psychopatyczne.

    1. Efati

      Mam wiele do zarzucenia JPII, ale nie napisałbym takiego tekstu jak bp.Sanborn. Język sedewakantystów budzi mój opór. Ale faktycznie owoce pontyfikatu JPII są mocno problematyczne. Trudno mi sobie jednak wyobrazić, że JPII robił to świadomie i celowo. Bo to oznaczałoby, że niszczył Kościół, a chyba przed tym powinna go chronić nadzwyczajna łaska Urzędu Piotrowego. Zakładam więc, że robił to nieświadomie i z wiarą, że tak będzie dobrze (co go tylko nieznacznie usprawiedliwia). Fałszywy ekumenizm (Asyż), fałszywe Miłosierdzie (Faustyna) są wielkimi błędami, ale zrzucam to na karb złej, modernistycznej formacji, która przeżerała duchowieństwo od początku XXw. Bo jeżeli JPII wiedział co robi, to chyba pozostaje jedynie sedewakantyzm jako logiczna konsekwencja. Paweł VI miał przebłyski świadomości katastrofy jaką ściąga na Kościół. Może JPII też miał?

      1. HieronimB

        Polecam poczytać Warłama Szałamowa. Opisuje on w jednym ze swoich opowiadań, że niektórzy byli dygnitarze komunistyczni, którzy zostali zesłani na Sybir, mimo wszystko uważali rewolucję i bolszewizm za coś dobrego, a czasami wręcz usprawiedliwiali reżim, mówiąc, że zasłużyli na karę. Myślę, że dokładnie ten sam psychologiczny mechanizm można zastosować do JP2 a zwłaszcza do Ratzingera. BXVI wydaje się właśnie takim ideowcem, który mimo wszystko będzie bronił Soboru. Wmówił sobie, że było to najlepsze i konieczne rozwiązanie. Stąd hermeneutyka ciągłości, ale także jak każdy rewolucjonista posiada nienawiść do Tradycji, w jego przypadku była to nienawiść do tomizmu. Kościół posoborowy to małe ZSRR.

  5. annajudyta

    @ Efati

    Tak, to jest ta książka. Widzę, że zmodyfikowałam tytuł. Przepraszam.

    Gdyby Pan zakupił tę jedną i chciał poznać inne dzieła Św. Ligouriego to polecam hurtownię aros, gdzie można nabyć nieco taniej książki. Jeszcze niedawno było także „Przygotowanie do śmierci”, ale widzę, cokolwiek pobieżnie zerknęłam, że nie ma.
    https://aros.pl/ksiazka/droga-do-swietosci-o-cwiczeniach-duchowych-2

    Wydaje mi się, że Pan Mariusz, chyba w zakładce „ciekawe materiały” wkleił link do audiobooka.

  6. annajudyta

    @ Efati

    Pomijam kwestię związaną z tym na ile świadomie JPII wprowadzał tragiczne w konsekwencjach zmiany w kościele. Chociaż autorem przytoczonych słów jest biskup związany z sedewakantyzmem, to niestety, oddaje w dużym stopniu dramat jaki dzieje się w kościele posoborowym. Jest to też jakaś przeciwwaga do tego, co słyszy się w rozchichotanym kościele posoborowym. Cały czas jesteśmy w trakcie lotu w dół, transformacja czyli rozbijanie KK przez demony, nie zakończyła się. Przerażające jest sedno czyli, ilu ludzi idzie na wieczne potępienie. Wielu Świętych KK bolało nad tym. Św. Liguori także, co doskonale widać w „Przygotowaniu do śmierci” Wyjaśnia. Upomina. Napomina. Wałkuje. Prosi. Sugeruje. Grozi palcem. Czuć w tym powagę i troskę.

    Wczoraj w TV głośno obchodzono rocznicę śmierci JPII. Były mowy o jego wielkości, świętości, nauczaniu, kiedyś słyszałam albo gdzieś przeczytałam, że był mistykiem! Zapraszani goście do programów publicystycznych, filmy, reportaże, koncerty etc. Widziałam ks. Dziwisza, który mówił, że JPII głosił Pana Boga całym sobą i teraz po śmierci wciąż działa, wciąż jest żywy… O mamusiu…. Potrząsał w rękach jakimś biuletynem czy czymś podobnym z tytułem „Cuda Jana Pawła II” czy coś w tym stylu.
    Z przodu propaganda „cudowności”, a w tle tragedia zwiedzenia przez fałszywe nauki. „Cudowności” i ludzie z dręczeniami i opętaniami, którzy rozpaczliwie szukają ratunku, a których kościół odsyła do psychiatrów i terapeutów. „Cudowności” i niebezpieczeństwo wiecznego potępienia. „Cudowności” i zamieszanie, bo jedni rozumieją, że trzeba iść w prawo, a drudzy wprost przeciwnie.
    Liczni ludzie, jak słyszę w rozmowach, grzeszą i śpią spokojnie.
    Czyż to nie prawdziwy dramat?

    Maryjo, módl się za nami.

    1. Efati

      Wszystko prawda, ale to nie usprawiedliwia nas do chodzenia na skróty. Prawdy nie wyprowadzimy ze średniej kłamstwa na prawo i kłamstwa na lewo. JPII był ważnym papieżem a nie antypapieżem. Niegodziwym, ale ważnym. I zrobił rzeczy straszne dla Kościoła. Sedewakantyści przesadzają w drugą stronę i po latach niszczenia Kościoła jest to bardzo kuszące, żeby przyjąć ich odwetową perspektywę. Ale to Bóg jest Sędzią. Paradoksalnie JPII potrzebuje naszych modlitw, bo jeśli nie jest świętym i nie trafił do nieba, to kto się pomodli ZA niego, skoro wszyscy modlą się DO niego?

  7. annajudyta

    @ Efati
    A co rozumie Pan przez „chodzenie na skróty”?
    Nie powiedziałam, że JPII był antypapieżem.
    I czuję silny opór wewnętrzny przed sedewakantyzmem.
    A w dążeniu do prawdy pomaga mi bardzo ten blog, za który dziękuję Panu Bogu i dziękuję samej Redakcji WOTIW za to, że wkłada tyle ciężkiej pracy, aby pomóc takiemu prostaczkowi jak ja bez teologicznego wykształcenia w poznawaniu prawdziwej wiary katolickiej.
    Na WOWIT trafiłam mniej więcej rok temu i po tym czasie mogę powiedzieć, zdecydowanie, że blog pomógł mi bardzo na mojej drodze wiary.
    O JPII myślę ze współczuciem, ale widzę także opłakany stan kościoła, dlatego zatrzymałam się nad tym tekstem powyżej, który w jakiś sposób oddaje tę sytuację.
    Ci, którzy utknęli w kościele posoborowym modlą się do JPII,. a ci, którzy przebili się przez mur Soboru Watykańskiego II i zrozumieli co się stało, mogą się modlić za niego.

    1. Efati

      Moje uwagi odnoszą się do wskazanego tekstu bp. Sanborna. On nazwał JPII „papieżem” (cudzysłów!). Sedewakantyzm to właśnie chodzenie na skróty. Tniemy wszystko równo aż do Piusa XII. Proste i wygodne.
      Proszę nie obawiać się: mamy taki sam ogląd rzeczywistości. Mój znak ostrzegawczy dotyczył tylko sedewakantyzmu jako takiego.

  8. annajudyta

    @ Efati

    Zupełnie umknął mojej uwadze ten istotny szczegół, bo skoncentrowana byłam na charakterystyce stanu kościoła. Rzeczywiście, jest cudzysłów. No tak, to my się nie zgadzamy z tym cudzysłowem.
    I teraz po tym wyjaśnieniu prawidłowo mogłam zrozumieć Pana poprzednią wypowiedzieć, w której zwraca Pan uwagę, że JPII był ważnym papieżem! No, tak. Teraz wszystko jest jasne. Dziękuję za zwrócenie uwagi, bo powinnam być dzięki temu czujniejsza w przyszłości. Sedewakantyzm tnie!

    1. Traditio et Fides

      @ annajudyta @ efati

      Odnośnie sedewakantyzmu to wydaje się, że sedewakantyści całkowicie przeceniają wpływ łaski na naturę w tym łaski stanu, gdyż główny ich argument brzmi:

      Jeśli papież nabzdurzył i zaszkodził Kościołowi to nie jest papieżem, inaczej miałby łaskę stanu i nieomylności, która by go przed tym ustrzegła.

      A tymczasem zakres łaski stanu dla papieża jest dosyć mały: jest assitentia negativa – broniąca go przed głoszeniem herezji, której Bergoglio ewidentnie nie ma i assistentia positiva dopomagająca mu przez głoszeniu prawd wiary, której Franciszek też nie posiada.

      Ale co z Janem XXII i Honoriuszem? Głosili herezje? Głosili. Byli papieżami? Byli. Więc to nie takie proste.

      Czytam, jak już pisałem, o łasce i zastanawiam się, gdzie to wszystko jest w moim życiu i dlaczego tak to słabo dział? Bo za mało współpracuję, bo jestem za słabo dysponowanym.

      I tak, aby rozstrzygnąć spór o łaskę Klemens VIII po wieloletnich dysputach teologów zanim kazał zdać sobie relację pościł, a potem na boso odbył pielgrzymkę do siedmiu kościołów Rzymu, by wyprosić od Boga łaskę w tej intencji. A mimo wszystko niczego nie rozstrzygnął, a zapytał św. Franciszka Salezego, który mu tak poradził, by nie rozstrzygać i pozostawić kwestię otwartą. I to jest podejście katolickie, współpraca z łaskę i to przedsoborowego, potrydenckiego papieża.

      Sedewakantyści ogłaszają nawet wszystkie święcenia biskupie od Jana XXIII za nieważne, skoro nie był papieżem i tak, oprócz oczywiście biskupa Sandborna, nie mamy ani księży ani biskupów. Same świeckie ludzie. To przecież absurd.

      Przecież nikt nie kwestionuje tego, że papieże saeculum obscurum czy słynny Aleksander VI byli papieżami, a mimo to grzeszyli i to jak, bo chcieli.

      Przecież „proces reform” zaczął się już od Piusa X., który jest świętym, a który zaczął „majstrować przy brewiarzu”, co umożliwiło jak precedens kolejne reformy.

      Jest współpraca z łaską, także z łaską stanu. Jak pisze annajudyta, jak ci święci się umartwiali, jak bardzo się starali Boga nie obrazić, a przecież każdemu Pan Bóg daje wystarczającą ilość łaski, by ten mógł się zbawić. Przecież większość z Państwa żyje w stanie małżeńskim i ma tę dodatkową łaskę stanu. I jak sprawa wygląda? Ta łaska też sama z siebie nie działa. To byłby potępiony przez Kościół kwietyzm.

      Przyjmując tezę Ann Barnhardt, że prawdziwym papieżem jest Benedykt, to co ten Benedykt robi? Umożliwił Bergoglio przejęcie władzy przez swoją abdykację, pisze jakieś bzdurne listy, że Franciszek uczony i jest pełna ciągłość między pontyfikatami. To urąga zdrowemu rozsądkowi, a przecież łaskę stanu ma. I co? Nie ma żadnego automatyzmu.

  9. annajudyta

    Redakcję chyba gdzieś nam uprowadzili…

    Przedstawiam kolejny fragment pochodzący z „Przygotowania do śmierci” jako antidotum na s. Faustynę i fałszywy kult miłosierdzia.
    „Roztropni tego świata” w swoich ziemskich interesach odpowiednio wcześniej podejmują wszelkie środki dla osiągnięcia jakiegoś zysku, zdobycia stanowiska, doprowadzenia do zamierzonego małżeństwa; dla zapewnienia sobie cielesnego zdrowia nie odwlekają ani na chwilę koniecznych środków zaradczych. Co byś powiedział o kimś, kto mając przed sobą pojedynek lub konkurs o katedrę uniwersytecką, zwlekałby do ostatniej chwili z przygotowaniem się do tego? Czyż nie byłby szaleńcem wódz, który w obliczu grożącego oblężenia twierdzy dopiero na jego czas odkładałby jej zaopatrzenie w żywność i uzbrojenie? Czyż nie byłby szaleńcem sternik, który odkładałby zaopatrzenie statku w kotwice i liny dopiero na czas sztormu? A przecież właśnie kimś takim jest chrześcijanin, który odkłada uporządkowanie swojego sumienia na czas śmierci. GDY PRZYJDZIE NAGLE NIESZCZĘŚCIE (…) JAK BURZA, KIEDY PRZYJDZIE NA WAS UTRAPIENIE I UCISK, WTEDY MNIE WZYWAĆ BĘDĄ, A NIE WYSŁUCHAM (…). BĘDĄ JEŚĆ OWOCE SWOJEJ DROGI (Prz 1, 27-28.31 Wlg.) Czas śmierci jest właśnie czasem burzy i zamętu; wtedy grzesznicy wołają do Boga o ratunek, ale nie z powodu prawdziwego nawrócenia, tylko ZE STRACHU przed piekłem, które JEST już w ZASIĘGU ICH WZROKU, dlatego Bóg ich NIE WYSŁUCHUJE. I dlatego też słusznie będą wówczas spożywać owoce swojego złego życia. CO CZŁOWIEK SIEJE TO I ŻĄĆ BĘDZIE (Ga 6,7). Wtedy NIE WYSTARCZY I PRZYJĘCIE SAKRAMENTÓW ŚWIĘTYCH, trzeba bowiem umrzeć w NIENAWIŚCI do GRZECHÓW i w MIŁOŚCI KU BOGU ponad wszystko. A JAK znienawidzi grzeszne upodobanie ten, kto aż do tej chwili je kochał? JAK ukocha Boga ponad wszystko, skoro aż do tej chwili kochał stworzenia bardziej niż Jego?”
    str. 94-95

    Myśli pouczające, proste i logiczne i…przerażające jak „przyłożymy” je do rzeczywistości…

    1. Traditio et Fides

      @ annajudyta

      Bardzo dobrze. Trzeba piekłem straszyć!

  10. Traditio et Fides

    @ annajudyta

    Redakcja pracuje i naprawdę nie ma czasu na czytanie choćby komentarzy. Ale ogólnie popiera to, co słuszne, jest za, a nawet przeciw.

  11. annajudyta

    @ Traditio

    Najważniejsze, że Redakcja nie została uprowadzona…:)
    Jak Pan napisał o swoich planach podboju teologicznego, to nie trudno było się domyślić, że nie będzie Pan już tak czujny w Komentarzach.

    Ja natomiast w celu odtrutki na fałszywe miłosierdzie, które uważam, niezależnie od tego czy ktoś czytał Dzienniczek czy nie rozmiękczyło nas w kościele posoborowym, przytaczam kolejny wykład Św. Liguoriego dot. „Wartości czasu”.
    A tak na marginesie w piątek w czasie Mszy Św. – Novus Ordo – usłyszałam, że „miłosierdzie” jest największym przymiotem Pana Boga, a w sobotę ……..no właśnie….. Redakcjo….przypomniałam sobie!!!!! W sobotę poszłam do Spowiedzi Św. i jako pokutę dostałam odmówienie Koronki do „miłosierdzia bożego” od której odpychało mnie zanim przeczytałam Redakcji „rozbiór teologiczny zagadnienia”.
    Redakcjo, jeśli Redakcja jakimś cudem przeczyta ten komentarz to, czy może Redakcja powiedzieć, czy ja powinnam jako pokutę odmówić tę pseudo modlitwę? Nie wiem jak postąpić.

    A teraz wracam do zagadnienia czasu:
    „SYNU, PILNUJ CZASU.” Syr 4, 20 Wlg
    Synu, mówi Duch Święty, pilnuj pieczołowicie czasu, który jest rzeczą najcenniejszą i największym darem, jakiego Bóg może udzielić żyjącemu człowiekowi. Także i poganie rozumieli wagę czasu. Seneka mówił, że nie ma ceny odpowiadającej wartości czasu: „Czas nie ma ceny”. (…)
    Czas to skarb, jaki można znaleźć tylko w tym życiu; w przyszłym go nie ma – ani w piekle ani w niebie. W piekle słychać płacz potępionych: „ACH, GDYBYŻ NAM DANO CHOĆBY JEDNĄ GODZINĘ!” Zapłaciliby każdą cenę za godzinę, w której mogliby jeszcze zapobiec swojemu upadkowi; ale nigdy już jej mieć nie będą. (…) A ty, mój bracie, na co przeznaczasz swój czas? Dlaczego zawsze odkładasz do jutra to, co mógłbyś zrobić dzisiaj? Pomyśl, że czas przeszły już do ciebie nie należy, a czas przyszły jeszcze nie jest twój; na czynienie dobra masz tylko czas obecny. W takim względzie św. Bernard ostrzega: „Jakim prawem, nieszczęśniku, pokładasz nadzieję w przyszłości, tak, jakby Ojciec poddał czas twojej władzy?” A Św. Augustyn mówi: „Jak możesz sądzić, że dysponujesz dniem, ty, który nie dysponujesz nawet godziną?”. Jak możesz obiecywać sobie dzień jutrzejszy, nie wiedząc, czy masz przed sobą choćby jedną godzinę życia? Dlatego św. Teresa słusznie wnioskuje: „Jeśli dziś nie jesteś gotowy umrzeć dobrze, to lękaj się, abyś nie umarł źle” – bo umrzeć możesz właśnie dziś.
    Nie ma na tym świecie rzeczy cenniejszej niż czas, ale zarazem bardziej lekceważonej przez ludzi światowych. Na to skarżył się Św. Bernard: ” Nie ma niczego nad czas droższego, lecz i niczego mniej cenionego”. I kontynuował: „przemijają dni, które powinny służyć ku zbawieniu, a nikt nie jest świadomy, że stracony dzień nigdy już nie wróci”. Oto widzisz gracza, który dniami i nocami trwoni czas na grę. Gdy go zapytasz, co robi, odpowie „Ot, zabijam czas”. (…) O ty lekceważony czasie, w chwili śmierci ciebie będą najbardziej pragnąć ludzie światowi. Będą wtedy chcieli jeszcze jednego roku, miesiąca, dnia, ale już ich nie dostaną. Zamiast tego usłyszą: „CZASU JUŻ NIE BĘDZIE (Ap 10, 6 Wlg) (…) Św. Wawrzyniec Justyniani mówi, że taki człowiek oddałby cały swój majątek za tylko jedną godzinę do dyspozycji: „Za jedną godzinę wyrzekłby się dóbr materialnych, stanowisk, przyjemności” (O życiu samotnym, rozdz.10). Ale ta godzina nie będzie mu dana; obecny przy nim kapłan powie: „Pospiesz się duszo chrześcijańska, nie zwlekaj z opuszczeniem tego świata, nie ma tu już czasu dla ciebie”.(…) „POMNIJ NA STWÓRCĘ SWEGO ZANIM ZAĆMI SIĘ SŁOŃCE I ŚWIATŁO” (Koh 12, 1-2).
    Jakimi obawami napełnia to podróżującego, gdy widzi, że zbłądził, a zapadła noc i nie ma już czasu na odnalezienie właściwiej drogi! Takie same obawy będzie przeżywał w chwili śmierci ten, kto żył na tym świecie wiele lat, a nie poświęcił ich dla Boga. NADCHODZI NOC, KIEDY NIKT NIE BĘDZIE MÓGŁ DZIAŁAĆ (J 9,4). To śmierć będzie tym czasem nocy, kiedy to nic już nie będzie można zrobić. [BÓG] WEZWAŁ PRZECIW MNIE CZAS (Lm, 1, 15 Wlg). Sumienie przypomni mu wówczas, ile czasu miał do dyspozycji, a spędził go na szkodę swej duszy, ile otrzymał od Boga łask i wezwań do świętości, a nie chciał z nich skorzystać, a następnie zrozumie, że droga do czynienia dobra została już ZAMKNIĘTA. Lamenty i wzdychania nie zdadzą się na nic, gdy SPEKTAKL JUŻ SIĘ KOŃCZY, ŚWIATŁA GASNĄ, A UMIERAJĄCY WKRACZA W TĘ WIELKĄ CHWILĘ, OD KTÓREJ ZALEŻY JEGO WIECZNOŚĆ”.
    „Przygotowanie do śmierci”, Św. Liguori

    1. Oksana

      Ja dzisiaj też dostałam tę Koronkę za pokutę. Nie miałam akurat dziś odwagi prosić o zamianę na Różaniec, odmówiłam traktując to jako dodatkowe umartwienie. Św Liguori to i odtrutka i szczepionka. Doskonałe lekarstwo.

    2. Hanna

      @ annajudyta

      Dostałam jakiś czas temu koronkę za pokutę i natychmiast poprosiłam o zmianę. Ksiądz nawet nie pytał o powód i dał mi coś innego. Jeśli się tego jednak nie zrobiło, trzeba zadaną pokutę odprawić.

    3. ewamaria12

      @Annajudyta

      Pamiętam,że kiedyś, komuś, Redakcja odpowiedziała,że jak koronka zadana za pokutę to odmówić trzeba..

      Ja niedawno też miałam zadaną i odmówiłam; traktując jako umartwienie.

      Choć- kiedyś postanowiłam,że wytłumaczę spowiednikowi iż nie wierzę w to prywatne objawienie. Nie wiem jednak, czy do tego kiedykolwiek dojdzie bo pokora jaką w sobie wzbudzam w trakcie spowiedzi uniemożliwia mi to ;)) a także – jestem taka szczęśliwa po uwolnieniu od jarzma grzechów,że „brak mi słów..”

    4. mariuszjerzy

      @ annajudyta

      Moim zdaniem Koronkę należy odmówić skoro Ksiądz zadał taką pokutę i nie poprosiła Pani o zmianę pokuty. Gdzieś czytałem, że nie musimy ograniczać się do pokuty zadanej przez Księdza (dziś pokuty są bardzo lekkie w stosunku do tego co było w Tradycyjnym Kościele). Możemy pokutę zwiększyć przed dodanie dodatkowych modlitw.

      Moim zdaniem najlepszą modlitwą jest Różaniec, gdyż zawiera wszystko co trzeba (Wierzę w Boga …, Ojcze Nasz …, Zdrowaś Maryjo …, Chwała Ojcu …). Po odmówieniu Koronki odmówiłbym pełny Różaniec (5 dziesiątek) i dodałbym do tego jakieś dobre Tradycyjne rozważania. Rozważań można poszukać w materiałach jakie kiedyś podała Redakcja:

      https://drive.google.com/drive/folders/0B_7YmVRssSeXVDVZV0I3OHp2Nnc

    5. mariuszjerzy

      @ annajudyta

      Serdecznie Pani dziękuję za przypomnienie mi jakże ważnego zagadnienia dotyczącego danego nam CZASU !!! Te wskazania Świętego Alfonsa Maria Liguori należałoby wyryć sobie na ścianie przy łóżku i czytać codziennie jak się rano wstaje. Jakie to jest ważne !!! A jak świat zabija nam czas. Te wszystkie seriale, filmy, nawet takie rzeczy jak sport – oglądanie piłki nożnej, olimpiady i innych dyscyplin. To jak kiedyś w starożytnym Rzymie igrzyska dla tłumów, aby zająć im czas. A ile dodatkowo do tego reklam kuszących nas na setki sposobów. A Facebook i podobne komunikatory gdzie godzinami można przeglądać niekończące się wpisy, z których większość to bzdury. A YouTube z setkami głupich filmików gdzie ludzie robią jakieś bezsensowne rzeczy i to nagrywają. Ile to wszystko kradnie nam czasu. Jestem absolutnie przekonany, że zły duch stoi za tym wszystkim i dba o to, aby ukraść nam tyle czasu ile się tylko da. Współczesny świat tonie w bzdurach, które kradną czas. Nigdy w historii ludzkości czas nie był tak marnowany jak to współcześnie ma miejsce.

    6. Traditio et Fides

      @ annajudyta

      Właśnie znalazłem.

      Czy odmówić koronkę za pokutę?

      Odmówić, bo jak pokuta, to pokuta. Ale przedtem poprosić o zamianę, bo Pani w te objawienia prywatne nie wierzy i ma do tego prawo. I dodatkowo odmówić 10 różańca, żeby było dobrze.

      Przy pokucie liczy się Pani intencja wynagraczająca, a w mniejszym stopniu, co Pani robi. Oczywiście nie mogą być to rzeczy grzeszne lub niegodne, ale koronka jest niestety oficjalna i składa się też z katalickim modlitw: ojcze, zdrować, wierzę, kawałek trishanionu.

  12. Oksana

    Na linku są mocne „kwity” antyfaustynologiczne, jeśli by były potrzebne do dyskusji. Faktycznie, mnie kiedyś ks. spowiednik zapytał, dlaczego proszę o zamianę Koronki na inną modlitwę. Nie powiedziałam dlaczego, dostałam Różaniec.

    https://gloria.tv/article/4DULXdimQ6bGBmxrEdgcg1GKf

    1. Hanna

      Wydaje mi się, że lepiej powiedzieć, że nie ma obowiązku wierzyć w objawienia prywatne. To nie podlega żadnej dyskusji.

  13. mariuszjerzy

    He he … domyślam się, że ani w Bractwie Świętego Piusa X, ani u Sedewakantystów nie odmawia się Koronki do Miłosierdzia Bożego … ale oni są uważani za pogubionych 😉 … eh co za czasy 🙂

  14. annajudyta

    „Ojca WOTIW” nie ma. Widać zaginął w dłuższej akcji poszukiwawczo-ratunkowej dusz;)
    Są na szczęście inni: @Hanna, @EwaMaria, @ Oksana, @”Ojciec Mariusz”, który mam wrażenie szczególnie pragnie dla mnie duchowego dobra:)
    Dziękuję Państwu, bo teraz wiem, co robić.
    @ „Ojcze Mariuszu” zastosuję się do „Ojca” szczegółowych zaleceń, bo ma „Ojciec” rację, tzn. obecnie najczęściej mamy pokutę symboliczną tak jak i wiara w prawdy wiary jest symboliczna. Kiedyś ktoś, kto studiował teologię opowiadał jakie w dawnych czasach zadawano pokuty, które były, dla nas współczesnych, niewyobrażalnie surowe. Wtedy się jeszcze trochę dziwiłam, a teraz już zupełnie się nie dziwię. Onegdaj wiedziano czym jest grzech.
    W konfesjonale ksiądz mnie zaskoczył tą pokutą. Zaniemówiłam. I nie wiedziałam, że mogę prosić o zmianę pokuty. Zazwyczaj mam zadaną jakąś część różańca. Mam naukę na przyszłość. Dziękuję.

    Panie Mariuszu, a odnośnie CZASU to św. Liguori tak dobrze o tym mówi. Widzę, że naukę od razu przekłada Pan na codzienność i o to chodzi. Staram się robić to samo.
    Pisze Pan: „Nigdy w historii ludzkości czas nie był tak marnowany jak to współcześnie ma miejsce” i dopowiem: i być może nigdy wcześniej z tego powodu tyle dusz nie trafiało na wieczne potępienie…
    Świat pragnie wszelkimi możliwymi sposobami odciągać ludzi od Pana Boga, a ofertę ma imponującą. Szatan pracuje w pocie czoła nad menu.
    Czas do nas nie należy! i jest wyłącznie łaską Pana Boga o czym nie mówi się w kościele.
    Nie sądziłam, że moja optyka duchowa zostanie ostatnio, aż tak bardzo wyostrzona. Na początku cyklu, chyba @Efati pytał się, że skoro po pierwszym odcinku obrazy spłonęły, to co będzie później? Ano też nie wiedziałam. Teraz natomiast mogę powiedzieć, że u mnie nastąpiło ogromne wyostrzenie obrazu rzeczywistości duchowej i to dzięki dwubiegunowej, skrajnej analizie. Fałszywe miłosierdzie i s. Faustyna z jednej strony, a „Przygotowanie do śmierci” Św. Liguoriego z drugiej strony.

    @ Hanna
    Tak, myślę, że to najlepszy argument przy prośbie o zamianę pokuty. Dziękuję:)

    1. mariuszjerzy

      @ annajudyta

      > W konfesjonale ksiądz mnie zaskoczył tą pokutą.

      Myślę, że wynika to z faktu, że mieliśmy właśnie Niedzielę Miłosierdzia Bożego. W okolicach tej niedzieli panuje wzmożone zainteresowanie Dzienniczkiem i Koronką stąd można się spodziewać z dużym prawdopodobieństwem, że w tym czasie za pokutę otrzymamy Koronkę. Nie jest to reguła, ale prawdopodobieństwo jest większe. Czy należy zatem w tym czasie unikać spowiedzi? Myślę, że nie. Należy jedynie być bardziej czujnym i być przygotowanym, że można za pokutę dostać Koronkę i stąd przygotować sobie prośbę o inną pokutę. Można sobie przemyśleć wcześniej swoją prośbę i ją sobie sformułować zanim jeszcze przystąpimy do spowiedzi (prośbę oczywiście należy sformułować z szacunkiem i miłością do Kapłana, który nas spowiada). Wydaje mi się, że należy uniknąć dyskusji z Kapłanem na temat błędów odnoszących się do Koronki. Po prostu krótko stwierdzić, że to jest z objawienia prywatnego i że bardzo prosimy o coś innego. Wtedy będzie można łatwiej wybrnąć z niezręcznej sytuacji i nie być zaskoczonym. Myślę, że takie wcześniejsze przygotowanie można zrobić przed każdą spowiedzią. Będzie wtedy łatwiej.

    2. Traditio et Fides

      @ annajudyta

      Rzeczywiście „ojciec WOTIWu” tak wykończony, że czytać nie ma siły, bo dusze dają w kość. Ale tutaj dzieci już duże, same sobie radzić mogą. A taki żółw na przykład, względnie żółwica, to jajka złoży i odpływa i te małe żółwiki radzić sobie muszą same. Nie wiemy nawet, czy kartkę na Dzień Matki piszą. Taki los. Taka natura.

  15. annajudyta

    @ Ojciec WOTIW:)

    Ojcze, ale my nie jesteśmy żółwiami. U zwierząt pewne rzeczy wyglądają inaczej, a poza tym zwierzęta nie mają duszy, która jest zagrożona wiecznym piekłem.
    Św. Teresa Wielka powiedziała: „Moje siostry, jedna dusza, jedna wieczność”.
    Jesteśmy ludźmi i do tego pod względem duchowym może i można nas przyrównać do dzieci:) jak to świetnie pokazuje niezawodny Pan Mariusz, powyżej.
    Św. Paweł, Apostoł mówi:
    „Przyjaciele, będąc między wami, nie mogłem mówić do was jak do ludzi duchowo dojrzałych. Traktowałem was jak myślących tylko po ludzku, bo w waszej wierze w Chrystusa byliście na poziomie niemowląt. 2 Karmiłem was mlekiem, a nie stałym pokarmem, bo jeszcze nie byliście na to gotowi. Z resztą nadal nie jesteście!”.
    …, czyli Ojciec potrzebny, krótko mówiąc!!!!!:);)

    Współczuję zmęczenia, bo musi być bardzo duże. Modlę się za Redakcję, codziennie. Inni zapewne także. Niech Redakcja działa, tak, jak uznała to za stosowne. I odpocznie, bo się przewróci na prostej drodze. Pan Mariusz zastępuje Pana w kwestii porad duchowych;). Od niego otrzymałam najwięcej zbawiennych uwag i wskazówek w kwestii pokuty:);), w tym linka do odpowiedniego rozdziału dot. pokuty Św. Proboszcza z Ars.
    I tylko tak po cichu powiem, ze względu na to zmęczenie Redakcji, że ….Chciałabym jednakże, aby Redakcja dała radę, kiedyś, ten traktach o łasce doczytać, opracować i podać to na blogu.
    Pozdrowienia i z modlitwą:)

    1. Traditio et Fides

      @ annajudyta

      Redakcja jest naprawdę bardzo zmęczona. Ja zawsze bardzo ciężko przechodzę początek wiosny, zbiega się z Wielkanocą. Może to też dręczenia. Ja mam od trzech tygodni 16 godzinne dni pracy, co też daje znać o sobie. No trudno, ktoś musi.

      Redakcja też nowy cykl szykuje. O obowiązkach małżeńskich…zmusza się i pisze…Dla zamknięciu „tych spraw”. Ech….

      1. annajudyta

        @ Redakcjo,

        tak, tak, a świstak nic tylko zawija w te sreberka.
        Zmęczenie u Redakcji sięga zenitu, bo widzę jakieś „zawieszenie uwagi” na żółwiach… żółwie piękne, szczególnie te szydełkowe, ale to nie są „Owce Ojca Wotiw-sekcja Polska”:);)
        I Redakcja nie dosłyszała mojego cichego głosu, który dotyczył TRAKTATU O ŁASCE!
        Podobnie mam jak Redakcja tzn. czuję się kiepsko na styku zimy i wiosny więc rozumiem. Dręczenia są męczące, ale chyba najbardziej szkodliwa jest ilość godzin pracy.
        Konkretnie będę prosiła Pana Boga o łaski dla Redakcji w pisaniu nowego cyklu o obowiązkach małżeńskich skoro Redakcja musi się zmuszać.
        Niech Redakcja idzie spać: „SYNU PILNUJ WYPOCZYNKU, A SZCZEGÓLNIE SNU”. Dobranoc:)
        Podciągniemy tę złotą radę pod Księgę Syracha;)

      2. Traditio et Fides

        @ annajudyta

        Napiszę o łasce, napiszę, ale muszę do końca przeczytać. Jestem na stronie 249 na 324. Muszę przetrawić, przemyśleć, ułożyć i coś z tego zrobić. To nie działa na naciśniecie guzika, niestety.

  16. mariuszjerzy

    A jak spowiednik spotka się z penitentem, który będzie prosił o zmianę pokuty z Koronki na coś innego to z pewnością zapadnie mu to w pamięci. Może będzie to dla niego na tyle intrygujące, że sam zacznie szukać czegoś na ten temat … i trafi na blog WOTIW 🙂

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest

Objawienia Faustyny Kowalskiej: Przyczyna objawień: Złudzenia i dręczenia demoniczne (16 z 19)

middleham-exorcism

Złudzenia, dręczenia i opętanie jako prawdziwa diagnoza

Faustyna sama pisze, że przez dłuższy okres uznawana była za opętaną (Dz. 123), co jest odczuciem słusznym, gdyż Faustyna przejawia bardzo wiele cech opętania i silnego dręczenia, skoro przejście pomiędzy tymi stanami jest płynne, mianowicie takich jak:

  1. Częste i niestosowne wizje Chrystusa i Świętych (Pan Jezus: Dz. 36, 44, 188, 312, 434, Matka Boska: Dz. 316, 330, 1485[1] Anioł Stróż: Dz. 418, 470, 490)
  2. Wizje diabła i demonów (Dz. 320, 418, 741, )
  3. Znajomość rzeczy zakrytych (Dz. 41, 43, 291, 349, 396)
  4. Wstręt do sacrum (Dz. 23, 25, 26, 77, 673)
  5. Zaburzenia postrzegania tego, co realne (Dz. 2, 241)
  6. Utrata poczucia czasu (Dz. 234, 260)
  7. Pojawianie się i niknięcie przedmiotów (Dz. 285)

Faustyny czuje się przymuszana i zawładnięta (Dz. 30, 38, 74, 130, 569) przez „Pana Jezusa” i bardzo często podkreśla, że już nie ma własnej woli (Dz. 42, 57, 374). To ostatnie twierdzenie jest niezgodne z nauką Kościoła, bo człowiek ma wolną wolę zawsze, nawet przy bardzo rzadkim zjednoczeniu mistycznym, a tym, kto przymusza i zawłaszcza jest szatan, nie Bóg. „Pan Jezus” Faustyny bardzo często zmienia zdanie (Dz. 28, 654), a sama wizjonerka czuje się w rozterce pomiędzy jego nakazami, zdrowym rozsądkiem i własnymi odczuciami. W rzadkich chwilach, przynajmniej tych opisanych w pierwszym Zeszycie, Faustyna ma trzeźwą oceną własnej osobowości i uważa te wszystkie wizje słusznie za złudzenia (Dz. 30, 40, 211, 359, 606). Niestety te stany mijają i ponownie zaczynają się pseudomistyczne wzloty i upadki. Jeśli Faustyna należała do osób o zaburzeniach dwubiegunowych, to miała podobnie jak one okresy zupełnej normalności i spokoju, które przypuszczalnie nie obfitowały w wizje. Wydaje się, że taki okres względnego spokoju miał właśnie miejsce podczas pobytu Faustyny w domu rodzinnym (Dz. 397-404) w lutym i marcu 1935 roku, zatem w okresie, gdy już od 9 lat „Pani Jezus” spuszczał na Faustynę jedną wizję za drugą. Bardzo ciekawe jest w tym kontekście następujące zdanie Dzienniczka:

Kiedy widziałam, jak ojciec się modli, zawstydziłam się tak bardzo, ze ja po tylu latach w zakonie nie umiałabym się tak szczerze i gorąco modlić, […] (Dz. 398).

To przecież bardzo dziwne zdanie w pamiętniku „mistyczki”, której domniemany „Pan Jezus” kilka dni przed wizytą u rodziców powiedział następujące słowa:

W gronku wybranym jesteś słodką jagodą; pragnę, aby sok, który krąży w tobie, udzielił się innym duszom. (Dz. 393)

a sama Faustyna nie tai w swoich zapiskach jak często i żarliwie się modli. A tymczasem wzrusza ją modlitwa jej własnego ojca, świeckiego żyjącego w świecie. „Pan Jezus” odzywa się podczas tego pobytu rzadko, a Faustyna zamiast o rodzinie i umierającej matce pisze głównie o sobie. Co ciekawe w Dzienniczku wizjonerka wcale nie wspomina o swoich bliskich i jakiejś głębszej więzi emocjonalnej z nimi w sumie nie posiada. Bardzo dziwną jawi wypowiedź trzydziestoletniej kobiety, że „wiele kosztowało ją, że musiała całować dzieci” (Dz. 401). Z doświadczenia i obserwacji autora tego wpisu wynika, że zakonnice lub kobiety samotne w tym wieku, jak i w wieku późniejszym nie mogą się dzieci dość nacałować, objawiając w ten sposób żywiołowo swój instynkt macierzyński. Faustyna zaś musiała się do tego przezwyciężać i zauważyć, że dzieci były brudne. Autorka Dzienniczka nie relacjonuje żadnych rozmów, ani żadnych komentarzy bliskich na swój temat, chociaż nie widziała się ze swoją rodziną przez prawie 10 lat. Bardzo to dziwne. Wizje połączone z wyskakującą hostią (Dz. 405) zaczynają się dopiero po powrocie do klasztoru. Wygląda na to, że Faustyna poza klasztorem normalniała, a „Pan Jezus” mniej ją wśród zwykłych ludzi prześladował. Czy Faustyna to wszystko sobie wymyślała i roiła? Wydaje się, że nie, po prostu zły duch wybrał sobie ją za narzędzie, które wiedział jak podejść, a jej spowiednicy i przełożeni niestety nie odkryli zawczasu właściwego sprawcy jej objawień. Piszący te słowa jest za słabym „faustynologiem”, by wiedzieć, czy jakikolwiek znak z nieba lub wydarzenia paranormalne potwierdziło za jej życia jej misję. Wydaje się, że takiego nie było i odnośnie autentyczności jej objawień trzeba było we wszystkim polegać na słowach samej wizjonerki. W sumie nie odgrywa większej roli, czy Faustyna była chora psychicznie czy też padła ofiarą złego ducha, gdyż z pewnością jej wizje i objawienia nie pochodziły od Boga i stąd Święte Oficjum słusznie stwierdziło: non constat de supernaturalibus (Nie stwierdza się pochodzenia nadprzyrodzonego), co oznacza, że objawienia te nie pochodzą od Boga, a mogą pochodzić z własnych rojeń i od złego ducha.

My wszyscy żyjący na początku XXI wieku, dla których „choroba”, a szczególnie choroba psychiczna stoi poza dobrem a złem, zapominamy o tym, że żaden stan psychiczny lub chorobowy nie jest wolny od wpływu Boga lub diabła. Zatem choroba psychiczna, jeśli takowa u Faustyny występowała, nie jest jakimś neutralnym obszarem, którego teologicznie analizować nie wolno, gdyż zająć się nim może jedynie psychiatra. Teologia może także ten obszar analizować, ponieważ zły duch potrafi wywoływać także choroby psychiczne, by ukryć pod nimi swoje działanie. Egzorcysta ks. Ripperger mówi, że pierwszym etapem każdego egzorcyzmu jest udawanie przez demona choroby psychicznej, gdyż pod tym przebraniem może się długo ukrywać. Jeśli zatem mamy do czynienia z chorobą wyglądającą na psychiczną to jej status quo podlega co prawda także analizie medycznej, ale jej przyczyna może być duchowa, a nie czysto naturalna. Stąd, jak słusznie pisze ks. Tanquerey, zaburzenia psychiczne wizjonera niekoniecznie negują sam fakt objawień, ale czynią z niego mało wiarygodnego świadka, którym doskonały Bóg pragnący doskonałego przekazu swojego orędzia z pewnością by się nie posłużył. Niektórzy ludzie rzeczywiście miewają wizje, a im bardziej wiarygodni są oni sami, tym bardziej prawdopodobnym staje się sam fakt wizji, którego przecież z zewnątrz zweryfikować się nie da. Wierzymy, że ktoś tego doświadczył lub też nie. Piszący te słowa usłyszał od swojej znajomej siostry zakonnej historię wizji, której jedna zakonnica z jej zgromadzenia miała doświadczyć na łożu śmierci. Wizja przypadła w udziale bardzo prostej i pobożnej zakonnicy, która nawet nie za bardzo potrafiła pisać nie robiąc przy tym błędów ortograficznych. Była konkretna, pozbawiona jakichkolwiek egzaltacji, oddana życiu zakonnemu i regule. Pod koniec życia zachorowała i trzy do czterech dni przed śmiercią miała wizję Ukrzyżowania, która wpłynęła na nią tak mocno, że przez te kilka dni, które pozostała jeszcze przy życiu bardzo płakała wstrząśnięta tym, ile Zbawiciel musiał wycierpieć. Jedyną osobą, której się z tej wizji zwierzyła była znajoma zakonnica autora tego wpisu, a on przekazuje zasłyszaną historię anonimowo dalej. Czy jest to możliwe lub prawdopodobne? Zarówno jedne jak i drugie, gdyż prostota, prawdomówność oraz brak jakiejkolwiek egzaltacji wspomnianej siostry czyni z niej wiarygodnego świadka. Ludzie widzą różne rzeczy na łożu śmierci, więc wizja Ukrzyżowania jako nagroda pod koniec życia dla bardzo pobożnej zakonnicy jest rzeczą możliwą i prawdopodobną. Bywają zatem i wizje, których doświadczają zdrowi psychicznie i trzeźwi na umyśle ludzie.

I właśnie zdrowie zarówno psychiczne i fizyczne jest w życiu duchowym czymś bardzo pożądanym, gdyż zły duch potrafi tak dręczyć, iż niekiedy sam dręczony zainteresowany zastanawia się, czy postradał już zmysły czy też jest jeszcze normalny. Im bardziej normalna osobowość jest normalna, tym łatwiej zauważyć można, gdyż ktoś przejmuje sterowanie naszym wnętrzem. Trafnie i dogłębnie opisuje ten sam ducha o. Surin SJ w swoim liście do o. d’ Attichy (1635):

„Ten [zły Red.] duch jednoczy się ze mną nie pozbawiając mnie ani mojej świadomości ani mojej wolności. Mam miejsce to w ten sposób, jakby istniało jeszcze inne moje ja. Jakbym miał dwie dusze, z których jedna pozbawiona użytku organów cielesnych i jakby od nich odcięta, kontempluje czyny tej drugiej duszy …”.[2]

Wydaje się, że przeżycia o. Surina SJ egzorcysty urszulanek z Loudun są unikalnym świadectwem obserwacji i wnikliwego opisu opętania przez samego opętanego. Ponieważ o. Surin SJ znał swoje prawdziwe, niehisteryczne i poczytalne Ja, toteż mógł on ocenić, kiedy jest sobą, a kiedy coś innego, nietożsamego z nim samym, posługuje się jego ciałem przy nota bene zachowaniu świadomości i woli. Zatem diabeł potrafi niejedno, a o. Poulain SJ wylicza w swoim rozdziale o dręczeniach demonicznych (obsessions)[3] liczne przejawy działania złego ducha:

I. Pierwszy rodzaj dręczeń:

  1. Wpływ na mowę i gesty

Osoba wypowiada słowa, zwykle bluźnierstwa, wbrew własnej woli oraz wykonuje przymusowo czynności nie mając takiego zamiaru. Na etapie tym występuje także otępiałość umysłu, tak iż nie rozumie się prostych poleceń, ani też nie jest się w stanie niczego sensownego powiedzieć. [4]

  1. Pokusy samobójstwa

Osoby dręczone pomimo silnych pokus nie doprowadzają sprawy zabicia samych siebie do końca, gdyż coś je w ostatniej chwili powstrzymuje.

  1. Skrupuły

Występuje obwinianie się za grzechy z przeszłości oraz/lub brak rozeznania odnośnie grzechów obecnych przy całkowitym zamknięciu na jakiekolwiek argumenty rozumowe lub teologiczne spowiednika.

W przypadku Faustyny napotykamy wszystkie trzy wyżej wymienione punkty: 1. Mimowolne i przymusowe czyny (Dz. 23, 77, 654), 2. Myśli samobójcze (Dz. 192) 3. Skrupuły (Dz. 24, 54, 644).

II. Drugi rodzaj dręczeń dotyczy wszystkich zmysłów:

  1. Wzrok

Diabeł ujawnia się w wizjach widzianych wzrokiem zewnętrznym lub wewnętrznym pod różnymi postaciami. [5]

  1. Słuch

Słyszy się głosy, przekleństwa, krzyki, szepty, bluźnierstwa, obsceniczne wyrazy lub wielki hałas.[6]

  1. Smak

Diabeł protrafi w rzadkich tego rodzaju przypadkach zmienić smak wszystkiego, co się je.[7]

  1. Węch

Demon potrafi wywołać odczucie fetoru.[8]

  1. Dotyk

Wielu świętych doświadczało bicia lub kąsania przez demony. Tego rodzaju ataki mogą wywołać zarówno ból przechodni jak i stałe uszkodzenia ciała.[9]

Doświadczenia Faustyny dotyczą prawie wszystkich ww. punktów. Ilość wizji i lokucji jest znaczna, gdyż pojawiają się one prawie na każdej kartce Dzienniczka. W jej przeżyciach brak, co prawda punktu 3. (omamy smaku), ale złudzeniu podlega jej 4. węch (Dz. 741) i 5. dotyk (431, 449, 470, 1646).

III. Trzeci rodzaj dręczeń:

Tego rodzaju próbą są choroby, które  wymykają się klasyfikacji lekarskiej.[10]

Faustyna często pisze o swoich chorobach (Dz. 26, 37, 316, 321, 1555) i na realną chorobę, z której zostaje rzekomo rok przed śmiercią uzdrowiona (Dz. 1088-1091), umiera. Co ciekawe już pół roku po rzekomym uzdrowieniu wizjonerka ponownie czuje się chora i jako cierpiąca kładzie się do łóżka (Dz. 1201). Albo zatem aż taka chora nie była, albo też nie została uzdrowiona. Nic dziwnego zatem, że otoczenie często posądza Faustynę o symulację (Dz. 710, 1648), co wielką złośliwością nie jest, zważając na fakt, że na początku swojej klasztornej drogi, pod już koniec nowicjatu Faustyna narzeka na takie osłabienie fizyczne, iż zostaje ona zwolniona ze wszystkich ćwiczeń duchowych (Dz. 26). Przypadłość ta dotyczy 23-letniej kobiety, która przedtem pracowała jako pomoc domowa, a która na swoim jeszcze świeckim zdjęciu wygląda na czerstwą i zdrową. Rodzi się zatem pytanie, co też tak młodej osobie może rzeczywiście dolegać, która przy wstąpieniu do zgromadzenia uznana została za dostatecznie zdrową, by zostać zakonnicą. Odpowiedź brzmi histeria, którą powiększył zły duch, gdyż Dzienniczek donosi często o chorobach niemożliwych do zdiagnozowania (Dz. 999, 1201, 1648). Abstrahując w tym momencie od Faustyny dodać trzeba, iż zarówno przełożone zakonne jak i lekarze znają niestety fenomen wiecznie chorującej zakonnicy, która „musi się leczyć” i tym samym uciec od siebie, Boga, zgromadzenia, trudów, życia. Praktycznym rozwiązaniem tego rodzaju przypadków jest wysłanie tejże siostry w obieg sanatoryjno-leczniczy, w którym siostra krąży pomiędzy szpitalem, sanatorium, zakonem, rekolekcjami i znowu szpitalem, a za co płaci kasa chorych względnie my wszyscy. Oczywiście ten tryb życia prowadzi sporo osób, którzy lubią być chorzy, a z choroby robią swoje zasadniczne zadanie życiowe, a których tak trafnie opisał w „Czarodziejskiej górze” Tomasz Mann.

[1] Jest to wizja tzw. Matki Boskiej Kapłańskiej, co ciekawe Dekret św. Oficjum (DH 3632) z 29. Marca 1916 zakazuje przedstawiania Matki Boskiej w szatach kapłańskich lub czczenia jej jako kapłanki, co jest ponowieniem decyzji z 15 marca 1913.

[2] Ribet, M., La mystique divine, Poussielgue 1895, Vol. III ch. X,§10, za Poulain, Graces, 438.

[3] Poulain, Graces of Interior Prayer, Chap. XXIV, § 7, 436-443.

[4] Tamże, 437-438.

[5] Tamże, 440.

[6] Tamże.

[7] Tamże.

[8] Tamże.

[9] Tamże, 441.

[10] Poulain, Graces, 442.

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: