O predyspozycjach do studiów teologicznych (cz. 8)

crucifixion-with-st-dominic

4.    Predyspozycje moralne (4)

 Ad c) Modlitwa (oratio)

Czym jest właściwie modlitwa? Napełnianiem się światłem Bożym i łaską Bożą, oświeceniem intelektu, inspiracją Ducha Bożego, uśmierzeniem namiętności. Modlitwa daje nam udział w życiu Bożym stosownie do woli Bożej oraz naszą współpracy z łaską. Modlitwa jest wszystkim. Nic dziwnego, że tylu świętych teologów tak dużo się modliło. Św. Piotr Kanizjusz S.J. (1521-1590), drugi apostoł Niemiec i twórca popularnych katechizmów, modlił się podobno osiem godzin dziennie, a św. Piotr Damiani (1006-1072), Doktor Kościoła, odmawiał codziennie wszystkie 150 psalmów. Ponieważ nie o wszystkich świętych takie informacje są w dawnych brewiarzach podawane, dlatego należy wyjść z założenia, że informacje te są prawdziwe, a tak wysokie pensum modlitwne uwzględniając codzienne modlitwy nocne i dużą samodyscyplinę jest mimo wszystko wykonalne. Ponieważ przedmiotem teologii są tajemnice wiary będące prawdziwą „nauką Bożą” (scientia divina) toteż mogą być one zrozumiane jedynie w świetle Bożym. Zrozumienie czyli w miarę możliwości intelektualne przeniknięcie tajemnic wiary, które u teologa wydaje się jednak konieczne, jest łaską, o którą trzeba Boga pokornie na modlitwie prosić. Św. Tomasz z Akwinu opowiadał swojemu spowiednikowi, że większość rozwiązań przychodzi do niego właśnie jako specjalne natchnienie właśnie na modlitwie. Dlatego też pierwsze działanie złego ducha polega na tym, by nas od modlitwy odizolować.

Niestety polscy księża-teologowie modlą się mało, zachodni jeszcze mniej, a życie modlitewne teologów ma się niestety odwrotnie proporcjonalnie do zdobywanych stopni naukowych. Świeccy modlą się jeszcze mniej, natomiast najwięcej modlą się zakonnice. O ile świeccy studenci i studentki pierwszego roku teologii mają jeszcze jakieś resztki oazowo-charyzmatycznej-neokatechumenalno-innej i młodzieńczej pobożności, o tyle od drugiego roku życie modlitewne zamiera i pomału ustaje. Niestety duszpasterstwa akademickie nie prowadzą żadnych formacji odpowiednich dla świeckich studentów i studentek teologii, którzy podczas swoich studiów wysłuchują wystarczającej ilości wykładów. I dlatego niestety teolog świecki i przyszły katecheta, dziennikarz, publicysta czy nauczyciel akademicki w odróżnieniu od swojego seminaryjnego lub zakonnego kolegi, nie doświadcza żadnej formacji ascetycznej odpowiedniej dla swojego stanu. Prowadzi to często do rozdarcia lub prowadzenia podwójnego życia, gdyż postępowie intelektualnemu w kwestiach wiary nie towarzyszy często żaden postęp duchowy. Niestety stan ten nie jest winą wyłącznie teologów, ale tych, którzy nie są w stanie nimi duchowo pokierować. Prawie wszyscy studenci i studentki teologii spędzają pierwsze lata na poszukiwaniu odpowiedniej wspólnoty, ale jej nie znajdują, gdyż wspólnoty nastawione są albo na:

(a) osoby stojące na początku swego życia duchowego, które zgodnie ze swoją duchowością pouczają albo na

(b) wyłączne kształcenie intelektualne albo na

(c) życie towarzyskie prowadzone w celach (oby!) matrymonialnych.

Jednak (ad a) żaden student teologii absolutnie początkującym w sprawach wiary nie jest, (ad b) kształcenie intelektualne ma na studiach, a (ad c) życie towarzyskie prowadzić może gdzie indziej. I tak dziesiątki tysięcy przyszłych katechetów czy innych czynnie teologicznie świeckich pozostawianych jest przez cały okres studiów na duchowy samopas, który rzadko kiedy się dobrze kończy. Bardzo dziwi nas fakt, że przez prawie 50 lat, w których kształci się teologów świeckich nikt z odpowiedzialnych biskupów nie zwrócił na ten fakt uwagi. O ile każdy kleryk czy zakonnik zawsze może zwrócić się w swoich troskach do swojego ojca duchownego czy mistrza nowicjatu, o tyle świecki student teologii nie ma się do kogo zwrócić, bo księża duszpasterze i inni księża traktują go jako zło konieczne oraz rzeczywiście nie wiedzą, co radzić komuś, kto nie jest księdzem ani zakonnikiem, a jednak teologię studiuje i na problemy duchowe z tym związane (wątpliwości, skrupuły i inne) cierpi. Rady idą przeto albo w kierunku wstąpienia do zakonu czy seminarium, albo w kierunku zmiany kierunku studiów, znalezienia męża czy żony i rozmnażania się. Jest to jednak ucieczka od problemu danego duszpasterza, który w ten sposób chce zapewnić sobie spokój, a nie żadne rozwiązanie. Jest to też ze strony duszpasterzy wielki grzech zaniedbania, gdyż wiedzieć trzeba, że człowiek świecki narażony jest na dużo więcej pokus czy dylematów aniżeli np. zakonnik, który jest wierny swojej regule. A nie każdy może i powinien radzić sobie sam. Z drugiej strony jednak trudno radzić komuś w sytuacji, której się zupełnie nie zna, bo życie księdza czy zakonnika w najlepszym jego wydaniu winno różnić się od życia świeckiego.

O ile w przypadku świeckich brak życia modlitewnego, do którego nie są kanonicznie zobligowani, miewa przyczyny nie zawsze od nich zależne, tak w przypadku duchownych brak ten jest wyłącznym ich wyborem. Polscy księża-teologowie nie modlą się prawie w ogóle, a odmawianie przepisowego brewiarza, co zajmuje jakieś 30 minut dziennie, uchodzi za szczyt pobożności. Dlatego tajemnicą poliszynela jest to, że najlepszych księży znaleźć można w parafiach, a najgorszych na uniwersytetach, którzy przyszłych parafialnych księży kształtują. Brak życia modlitewnego albo modlitwa sformalizowana nie dotykająca wnętrza oto odpowiedź na pytanie, jak można być księdzem, zakonnikiem czy świeckim i tak złym człowiekiem. Co ciekawe księża sami siebie dyspensują od swojego obowiązku modlitwy poprzez swoiste komutacje (tj. zamiany jednych praktyk religijnych na inne, np. pielgrzymka zamiast postu) uważając, że ich pisanie, wykładanie czy inna praca naukowa jest tą służbą Bożą, która modlitwę zastępuje. Oczywiście, że praca teologiczna może być służbą Bożą, ale jedynie wówczas, gdy się na modlitwie opiera. W przeciwnym razie teologowie popadają w nadaktywizm, próżność, narcyzm oraz tzw. „parcie na szkło”, jak mówią w telewizji, lub w parcie do katolickich i nie tylko rozgłośni.

Na końcu tej równi pochyłej pojawia się jakaś choroba psychosomatyczna, alkoholizm, rozwiązłość, żeńska lub męska konkubina, utrata wiary i podwójne życie, co niekiedy kończy się odejściem z kapłaństwa. Od lat 1930-tych istnieje bogata literatura psychiatryczno-medyczna na temat medytacji, która została ubogacona w latach 1990-tych o odkrycia z dziedziny neurologii. Krótko i węzłowato: modlitwa rozumiana jako medytacja lub rozmyślanie, a także modlitwa wyłącznie ustna z rozważaniem tekstu, jest dobra na wszystko i przeciwko wszystkiemu. Działa antydepresyjnie, uspokajająco, antybólowo, odstresująco, obniża ciśnienie, polepsza ukrwienie, a nawet działa korzystnie na cerę. Słowem ludzie modlący się są zdrowsi, szczęśliwsi, bardziej zrównoważeni, bardziej altruistyczni, mniej podatni na nałogi, odczuwają mniej bólów fizycznych i z wiekiem wyglądają coraz lepiej, co widać po niektórych zakonnicach i duchownych. Są to wyniki empirycznych badań naukowych,[1] które jeszcze w innym miejsu bliżej przedstawimy, a nie katolickie myślenie życzeniowe. Zatem przyjąć należy, że większość znanych nam księży czy teologów żadnego życia modlitewnego nie prowadzi, gdyż gdyby je prowadzili, nie mieli by takich problemów i nie prowadziliby życia niezgodnego z powołaniem i tak by nie wyglądali. O ile ksiądz diecezjalny odpowiada w dużej mierze sam za siebie, o tyle porzucenie kapłaństwa przez jakiegoś zakonnika jest zawsze porażką całej wspólnoty, a szczególnie jego przełożonych, którzy pozwalając mu latami na tego, a nie innego rodzaju postępowanie, tj. zaniedbywanie modlity i nadaktywizm, sami do jego upadku doprowadzili. W ramach dobrze pojętego miłosierdzia oszczędzimy sobie wyliczania sławnych nazwisk byłych księży i zakonników rekrutujących się głównie z dwóch znanych i w przeszłości zasłużonych dla Kościoła zakonów, którzy tę drogę przebyli. Niestety znając nieco wewnętrzne problemy tychże zakonów jesteśmy przekonani, że liczba zakonników porzucających kapłaństwo w najbliższych latach bardzo się zwiększy, gdyż wielu z nich jest już „jedną nogą za burtą”. Warto zatem zapamiętać, że początek każdej apostazji rozpoczyna zaniedbywanie modlitwy.

[1] Mały wybór literatury: Orace Gaston de, “Effects of meditation on personality and values”, Journal of Clinical Psychology 32:4 (1976) 809-813; Jevning R., Wallace R.K., Beidebach M., “The Physiology of Meditation: A Review. A Wakeful Hypometabolic Integrated Response”, Neuroscience and Biobehavioral Reviews 16 (1992) 415-424: Schoenberger Nancy, Matheis R., Shiflett S., Cotter A. C, “Opinions and Practices of Medical Rehabilitation Professionals Regarding Prayer and Meditation”, The Journal of alternative and complementary medicine 8:1 (2002) 59–69; Wachholtz, Amy B., Pargament, Kenneth I., „Is Spirituality a Critical Ingredient of Meditation? Comparing the Effects of Spiritual Meditation, Secular Meditation, and Relaxation on Spiritual, Psychological, Cardiac, and Pain Outcomes”, Journal of Behavioral Medicine 28:4 (2005) 369-384.

[wpedon id=”24285″ align=”left”]

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj
error: Content is protected !!
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: