O chorale gregoriańskim i wysłuchiwaniu próśb

Litlyngton Missal. Monks singing

 

Chociaż tematyka śpiewu gregoriańskiego nie jest w ostatnim czasie często poruszana, to piszący te słowa pilnie ćwiczył, brał lekcje śpiewu i regularnie, o ile pozwalała mu na to praca, śpiewał proprium podczas Mszach Trydenckich w swojej diecezjiTak, sam całe proprium, co daje, zależnie od szybkości wykonania jakieś 17 do 19 minut solowego śpiewu a capella. Ponieważ rzecy samą w sobie należy mierzyć miarą wykonującego, to rzec trzeba, że wykonanie takiego niedzielnego repertuaru porównywalne jest w tym wypadku do sportowca amatora, który uczestniczy w triatlonie, aczkolwiek nie w hawajskim iron man, mierząc się z zawodowcami i zajmuje lokatę w pierwszej dwudziestce. Tak,  tak, autor tego wpisu śpiewa, śpiewa dobrze, jak poćwiczy śpiewa nawet lepiej niż niejeden zawodowiec, ale przygotowanie występu na poziomie nie podpadającym pod grzech lekki (miejmy nadzieję) jest niestety praco- i czasochłonne oraz dosyć forsowne. Być może nie każdy wie, że dobrze śpiewa ten, kto jest maksymalnie rozluźniony i wyspany. Wszelki stres spina także te mięśnie odpowiedzialne za regulowanie emisji dźwięku i stąd dobry śpiewak za dużo myśleć nie powinien, bo to spina i jest stresem. Nie jest to złośliwość, ale prawda. Ponieważ piszący te słowa jest cały czas spięty, myśli dużo, dużo pisze, cały czas się czegoś uczy, toteż głos ma może i słabszy, niż gdyby tylko żył muzyką, cokolwiek to też znaczy. Jeden z jego korepetytorów śpiewu rzekł mu, że większość śpiewaków jest tak rozlazłych, że trzeba ich spinać i najchętniej dać kopa w d…, żeby się ruszyli, tak on, autor tych słów, jest zbyt spięty, zby ambitny i musi trochę poluzować, tak by głos mógł się z niego wydostać. Słuszna uwaga. Aby śpiewać dobrze trzeba osiągnąć właściwą relację odprężenia i spięcia, która dana jest chyba w porządnych klasztorach, bo mnisi w Fontgombault śpiewali bardzo dobrze, pod względem technicznym i artystycznym, czego niestety mnisi w Le Barroux nie czynili. Ponieważ śpiewanie jest tak samo technicznym sportem, jak np. skoki do wody, gdzie także w określonym czasie należy przeprowadzić odpowiednią ilość mniej lub bardziej trudnych ewolucji, to regularne ćwiczenie doprowadziło piszącego te słowa do coraz lepszego wykonania i takiego rozwoju głosu, tak iż bez wielkiego wysiłku śpiewa on głośniej od 20 wiernych i księdza razem wziętych. Zatem śpiew stawał się coraz lepszy, głośniejszy i zdawało się, że wierni są rzeczywiście zasłuchani i na ten śpiew czekają. Jednakże solidne przygotowanie repertuaru trwa, tak iż owe 17 do 19 minut proprium wymagało uprzednich 20 godzin ćwiczenia, by mieć odpowiednią śpiewaczą kondycję, a wierni przyjemność słuchania.

“To nie Panu ma to sprawiać przyjemność”, mawiała jedna z jego nauczycielek śpiewu, “ale publiczności”.

I dokładnie tak jest, gdyż zawodowy muzyk lub sportowiec w ogóle nie ma czasu zastanawiać się, czy sprawia mu to przyjemność, bo cały czas ćwiczy lub trenuje.

A czy autor tego wpisu w ogóle lubi śpiewać?

Jeśli miałby wybór pomiędzy “tak” i “nie”, to odpowiedź brzmiałaby “nie”. A jeśli należałoby odpowiedź nieco rozwinąć, to brzmiałaby ona następująco:

Lubi, jeśli umie na tyle, że samemu sprawia mu to radość.

A ponieważ jest perfekcjonistą, to rzadko ma to miejsce. Zatem śpiew swój traktuje jako officium, to jest jako “obowiązek”, “służbę Bożą” lub umartwienie, bo umartwiać musi się on, by nie umartwiać publiczności. Jeśli czytelnikom wydawać by się mogło, że to “czysty masochizm”, to zdradzimy tutaj prawdę, że dokładnie tak jest i na tym zawód muzyka właśnie polega. 98% to pot, a 2% to radość, a gra lub śpiewa się dla innych i tak, by tego wysiłku po nas widać nie było. Jeśli chodzi o śpiew, jako o służbę Bożą, to podejście to daje gwarancję, że nie wpadniemy w samouwielbienie, a skupimy się na Bogu, gdyż zasadniczo każdy śpiew liturgiczny winien być modlitwą. Osoby, które się śpiewu nie uczyły, uważają, że albo ktoś głos ma, albo go nie ma. A to nieprawda, bo wszystko trzeba i należy wyćwiczyć, chociaż predyspozycje wyjściowe mogą być różne. Taki recital a capella można porównać z biegiem na 400 metrów, które na zawodach przebiegnie się w odpowiednim czasie tylko wtedy, gdy się przedtem solidnie trenuje. Zatem przy mniejszej ilości prób i ćwiczeń oddech siada, występują problemy z wykonaniem dłuższej frazy, głos traci giętkość, góra staje się ciężka, a dół mniej wyrazisty. I dokładnie to miało miejsce po bojach związanych z pracą, prawnikami i kradzieżą samochodu, gdzie piszący te słowa naprawdę nie miał siły i ochoty ćwiczyć. Ponieważ zamierzał zaśpiewać jednak na mszy 26.11, to ćwiczyć zaczął, ale sam stwierdził, że bywało już dużo lepiej, a brak treningu to brak treningu. Od organisty usłyszał, że na mszach tych śpiewa ktoś inny, kto jest “bardzo dobry” i dobrze byłoby połączyć siły. Piszący te słowa się ucieszył, że nie będzie sam jeden oraz postanowił pozostawić części trudniejsze temu drugiemu, a samemu skoncentrować się na fragmentach prostszych. Okazało się, że była to dobra taktyka, bo “ten drugi” okazał się zawodowym muzykiem, dyrygentem, kompozytorem, występującym także jako śpiewak i planującym jakieś tournee z własnymi chansons, który śpiewał też  lepiej od autora tego wpisu.  Ponieważ obydwaj są barytonami, dyrygent niższym, autor wyższym, toteż ich głosy konweniowały, mogli śpiewać wspólnie bez konieczności zbytniego transponowania utworu, co brzmiało bardzo dobrze, co przyznał też rozanielony i wzruszony organista. Ponieważ zawsze dużo łatwiej współpracuje się z profesjonalistami niż z amatorami, toteż kontakt był prosty, po ustaleniu, kto tu będzie rządzić i kto będzie ton nadawał. W tym wypadku dyrygent. Ponieważ obydwaj śpiewacy mają doświadczenie chóralne, toteż słuchali siebie nawzajem tworząc muzyczny monolit, który należy jeszcze podczas próby przed Mszą doszliwować. I tutaj znowu widać różnicę pomiędzy zawodowcem i amatorem. Zawodowiec, który i tak jest dobry, przyjdzie na dodatkową próbę, żeby być jeszcze lepszym, czego amator nie zrobi, bo i tak już umie.

A gdzie przesłanie teologiczne?

W Opatrzności Bożej i jej długofalowym planowaniu. Autor tego wpisu śpiewał od zawsze, pierwsze lekcje śpiewu brać zaczął w roku 1996, śpiewał w coraz to lepszych chórach, w roku 2013 zaczął śpiewać proprium solo w małej, nieregularnej kanonicznie kaplicy, a od roku 2015 znowu brać lekcje śpiewu, by śpiewać proprium na kanonicznie regularnej Mszy Trydenckiem w średniej wielkości kościele. Zatem Pan Bóg przygotowywał go stopniowo do tego zadania, oczywiście przy jego współpracy. Z jednej strony piszący te słowa od roku 2013 czuł, że kiedyś będzie śpiewał chorał w jakiejś scholi podczas Mszy Trydenckiej w kościele, z drugiej strony nie wiedział długo, jak miałoby to stać się rzeczywistością, bo nic na to nie wskazywało. Śpiewu w kościele podjął się z posłuszeństwa woli Bożej i z braku lepszych, gdyż 82 letni organista śpiewa tak, że chce się uciec. Mimo to śpiew chorału solo jest dosyć obciążający, gdyż stawia on śpiewakowi najwyższe wymagania: śpiewa się solo, bez wsparcia instrumentów, jest się zatem “nagim na patelni” (jak się mówi w “branży”), gdyż każde potknięcie czy nieczystość emisji od razu słychać. Może i nie każdy to słyszy, ale ten, kto słyszy, cierpi. Piszący te słowa po swoich 20 godzinnych przygotowania śpiewał naprawdę dobrze, tak że nie miał się czego wstydzić, ale marzył o tym, żeby ktoś go jakoś odciążył, zasilił i to ktoś, kto by artystyczny poziom podniósł, a nie obniżył. Chociaż nie była to jasno sformułowana modlitwa, to św. Augusty pisze, że Pan Bóg wysłuchuje nawet naszych niewypowiedziacych pragnień. I dokładnie to się stało, gdyż w okresie, gdy autor tego wpisu jeździć na msze nie mógł, bo skradziono mu samochód, który potem dosyć długo czekał na rejestrację, pojawił się na Mszy zawodowy muzyk, śpiewak, śpiewający nie dość że bardzo dobrze, to jeszcze czytający gregoriankę w zapisie oryginalnym i w zapisie neumami. Jaki Pan Bóg jest dobry! Wspomniany muzyk jest konwertytą, oblatem benedyktyńskim, zamierzającym wybrać się do Fontgombault. Zatem lepiej już być nie może. Z takim muzykiem można niejedno przygotować i ma się motywację do ćwiczenia oraz do pracy nad sobą, by było jeszcze lepiej. Chyba dla 82-letniego organisty, który wytrwał na posterunku od końca Soboru, jest to jeszcze większa radość, gdyż stoi on już rzeczywiście nad grobem, traci słuch, głos także i być może modlił się latami o to, by znalazł następców. I znalazł. Dwa lata temu piszący te słowa wstapił na emporę organową i oświadczył ograniście, że proprium to śpiewać będzie teraz on, bo potrafi, a po dwóch latach pojawił się lepszy od niego i tak, za zrządzeniem Bożej Opatrzności, powstała mała schola. Autor tego wpisu bardzo się cieszy, że Pan Bóg taki dobry, że przysłał wsparcie oraz z tego, że jego przeczucia się sprawdzają. Być może dobry śpiew przyciągnie więcej ludzi na Mszę Trydencką, która bywa, jak zwykle w takich przypadkach, w takim miejscu i o takiej porze, że trudno na nią trafić, a odprawia ją jeden z najbardziej pomylonych księży w diecezji, choć w tej kategorii wybór jest tutaj duży. Ale mimo wszystko Msza jest ważna, łaska się rozlewa, a śpiew gregoriański niesie pokłady sacrum. Płynie z tego nauka, że to Pan Bóg decyduje i przysyła nam innych, gdy znajduje nas przygotowanymi. Amen.

 

Reklamy

16 thoughts on “O chorale gregoriańskim i wysłuchiwaniu próśb

  1. Jeszcze jak miałem pracę to nabyłem sobie taki zestaw:

    https://sanctus.com.pl/szczegoly/9292/choral_gregorianski_kolekcja_13_plyt_cd_na_wszystkie_niedziele_roku_liturgicznego

    Byłem w tą niedzielę na Mszy Trydenckiej. Przed Mszą Trydencką przeciągnęła się Msza Novus Ordo gdzie była muzyka na Święto Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Współczesne twarde rytmy. Wytęp z brawami na tyle się przeciągnął, że Msza Trydencka była z opóźnieniem. Oczywiście pewnie nikt się tym nie przejmował, gdyż najważniejszy był występ nowoczesnych wykonawców. Nie znam tych wykonawców, ale ktoś za mną w ławce (ktoś kto też czekał na Mszę Trydencką) powiedział, że to dzieła protestanckie. Nie wiem, nie znam, ale dziś bardzo często twórcy protestanccy goszczą w naszych kościołach (np. niedawno w mojej parafii reklamowany był kontrowersyjny film “Chata”). Najbardziej niesamowite było to, że jak zakończył się ten posoborowy występ i rozpoczął się chorał gregoriański to poczułem niesamowitą ulgę i ukojenie. Coś wspaniałego. Taki balsam dla duszy po tym wcześniejszym wręcz nieprzyjemnym hałasie.

    1. @ mariuszjerzy

      To bardzo przystępna cena, bo ja mam to: https://www.musique-liturgique.com/en/gregorien/disques-et-ressources/231-presentation-de-l-integrale-de-chant-gregorien było droższe i z wykonania zadowolony nie jestem. Ale mnie się mało co podoba, bo jak człowiek sam to śpiewa, to wie jak można i jakie błędy inni wykonują względnie on sam.

      Ale ma Pan rację, jak jeżdżę na msze, gdzie sam śpiewać nie muszę, to ten śpiew gregoriański przenosi w inne rejony, szczegółnie gdy jest dobrze wykonany i nie trzeba irytować się błędami.

      1. No właśnie się zalogowałem na stronę Klubu Książki Katolickiej i zobaczyłem, że cały zestaw kupiłem tam na wyjątkowej promocji, gdyż zapłaciłem tylko 299 zł. Teraz cena jest co prawda już wyższa, ale i tak nie ma w magazynie:

        http://www.religijna.pl/choral-gregorianski-13-plytowa-kolekcja-komplet

        Dodam jeszcze, że chorał gregoriański i Msza Trydencka ostatnim czasie tak mnie porusza, że nie mogę się powstrzymać od płaczu. To jest tak piękne, że trudno to wyrazić.

  2. Piękne i bliskie mi świadectwo, bo od października rozpocząłem kurs śpiewu gregoriańskiego. Oczywiście dzieli mnie od opisanego poziomu przepaść w każdym wymiarze, ale faktycznie jest jakieś przyciąganie do tych, którzy już potrafią, albo potrafią lepiej. Chorał to piękny sposób modlenia się!

    1. @ efati

      No proszę, ile mamy wspólnego. Niech Pan śpiewa, grunt to ćwiczyć. Z tym śpiewem jest jak przy maratownie lub w kolarstwie, trzeba się podczepić pod kogoś, kto nas “ciągnie”.

    2. @ efati
      Dzisiaj myślałem o Panu, gdyż w dodatku do brewiarza trydenckiego dla duchowieństwa Rzymu obchodzone jest dzisiaj, tj. 28.11 święto, św. Grzegorza III papieża, który totum Psalterium memoriter recitaret – cały Psałterz recytował z pamięci.

      Był Syryjczykiem, brewiarz nie podaje w jakim języku recytował, ale skoro został papieżem to raczej po łacinie. Jest podane u niektórych świętych, np. u św. Patryka, że odmawiali codziennie cały psałterze, ale to jest jedyny, o którym czytałem, że cały z pamięci.

      Ale jak może w wieku 5 lat trafił do klasztoru, gdzie odmawiano wszystkie codziennie, szybko nauczył się czytać, a papieżem został po 50-tce lub później, to jest to możliwe, bo był inteligentny i uczony. https://pl.wikipedia.org/wiki/Grzegorz_III_(papie%C5%BC) https://en.wikipedia.org/wiki/Pope_Gregory_III

      Był ostatnim przed Franciszkiem papieżem spoza Europy. Niech się Pan do niego pomodli w swoich sprawach brewiarzowych, jeśli nawet nie nauczy się go Pan na pamięć. :)))

      1. Robi wrażenie! Ale skoro są tacy szaleńcy, którzy się potrafią nawet Koranu nauczyć na pamięć, to widać, że jest to w zakresie ludzkich możliwości.

      2. @ efati

        Ale w sumie, którzy się dłużej brewiarzem modlą, recytują z pamięci, a tekst trzymają dla bezpieczeństwa, jak wypadną dla pewności psychicznej.

        Podobnie jest w chórach. Większość rzeczy śpiewa się na pamięć, a nuty służą dodaniu pewności. Koncerty oratoryjne soliści śpiewają z nut, ale nie zawsze tak było. Mnóstwo chórzystów, bo raczej nie zawodowych śpiewaków, nie umie czytać nut i tak śpiewa z pamięci. Więc prawie wszystko jest wykonalne.

  3. Ma redakcją rację z tym, że trzeba się starać dla tych, których fałsz może zaboleć. Szkoda tylko, że tak nie dzieje się z liturgią. U mnie w parafii niestety jest pełno prawnie usankcjonowanych bądź formalnych nadużyć podczas Mszy Wszechczasów. Kapłan odczytuje Ewangelię i Lekcje po polsku twarzą do ludzi, niektóre gesty wykonuje zbyt szeroko. Jednak najbardziej denerwuje mnie nadużycie scholi, która gdy śpiewa Graduał, staje na stopniach ołtarza. Okropny antykwarianizm i fałszywe wracanie do źródeł. Papież Pius X w Tra le Sollectudini pisał o tym, aby chór oddzielać kratą, gdy za bardzo się wyróżnia, a co dopiero gdy staje na stopniach, odwracając uwagę od ołtarza i od tego, że msza jest akcją kapłana. Poza tym bardzo irytuje mnie śpiewanie Kyriale bez akompaniamentu organów. Sprawia, że brzmi tak sucho.

    1. @ Augustinus

      Jeśli celebruje według Summorum pontificum, to jest to tego podwójnego odczytania zobowiązany, niestety.

      W jednym miejscu, gdzie bywam epistoła nie jest czytana w języku narodowym, w drugim, gdzie śpiewam, czyta ją ministrant.

      Ale Ewangelie są czytane przed kazaniem i lud stoi.

      Myślę, że to zbyteczne, bo bardzo to liturgicznie siada, co widać i czuć zwłaszcza przy transmisjach Mszy przez FSSP np. z Fryburga, gdzie jest dobra schola. http://www.livemass.org/

      Ale z tym chórem na stopniach to naprawdę przesada. My śpiewamy z chóru, to jest z empory organowej, co jest także korzystniejsze akustycznie, bo głosy unoszą się nad głowami, a wiernych przecież nie interesuje, jak śpiewacy wyglądają.

  4. Wasza Śpiewakowość:)

    to kiedyż można oczekiwać na uświetnienie Mszy Trydenckiej w Józefowie przez Waszą Śpiewakowość?
    W ogóle może by tak jakieś małe turnee po Polsce?
    Zawitałby Pan w okolice Krakowa gdzie Pani Ewa-Maria i chyba Pani Oksana uczęszczają na Msze Trydenckie. Następnie skierowałby się Pan do Warszawy i wpadł najpierw do Józefowa a potem GPS poprowadziłby Pana w okolice Pana Mariusza gdzieś po drugiej stronie Warszawy. Myślę, że z samej Warszawy także znajdzie się jakiś Czytelnik czy Czytelniczka bloga chętny do uczestnictwa we Mszy z Pana udziałem chorałowym. Potem mógłby Pan udać się do Włocławka, bo tam także są Czytelnicy bloga, którzy może już i cieszą się wywalczoną Mszą Trydencką.

    A tak poważniej, to chorał jest potężnym narzędziem do walki ze złem. Współczesna muzyka jest zabójcza dla duszy i ciała. Wyzwala w człowieku wszystko to, co najgorsze, zaczynając już od dzieci, niestety. W wielu miejscach publicznych trzeba słuchać tej trucizny, której dopływu nie da się odciąć. Jakiś czas temu, już jak zaczęłam na sobie doświadczać realnie i wymiernie leczniczych skutków chorału trafiłam w internecie na prelekcję ks. Śniadocha w omawianym punkcie, który prosto zdiagnozował, że ludzie nie słuchają chorału, bo mają zepsute słuchanie przez panujące trendy. Skoro więc coś jest zepsute to należy to naprawić. Naprawa bywa czasochłonna i problemowa lecz nie jest niemożliwa i na tym należy się skoncentrować.

    Mojej nastoletniej siostrzenicy, która jest nadpobudliwa i ma problemy m.in. z koncentracją, a lekcje odrabia 10 razy dłużej niż powinna, bo jednocześnie ma włączoną “muzę”, zaleciłam (nie wiem jeszcze z jakim efektem. proces trwa.) wykonywanie wszystkich czynności w tym szczególnie odrabianie lekcji i naukę w ciszy oraz słuchanie codziennie przynajmniej jednego utworu zaśpiewanego w chorale. Muzyka popowa tak popularna powoduje, że dzieci i młodzież całe wewnętrznie “chodzą i to różnych kierunkach” przez co pogrążone są w większym lub mniejszym chaosie, co ma przełożenie na każdą wykonywaną przez nie czynność. Uważam, że muzyka popowa, dyskotekowa – także uwielbiana, z łatwością usposabia dzieci (i dorosłych też) do wielu niepożądanych zachowań, poprzedzonych nieodpowiednimi myślami. Taki mechanizm można zaobserwować jeśli ktoś odpowiednio zdystansuje się. Trzeba przeprowadzić małą empirię.
    1. wybrać odpowiedni kawałek popowy czy dyskotekowy
    3. przesłuchać i najlepiej w trakcie
    4. dokonać autoobserwacji w kwestii:
    – myśli
    – emocji
    – ruchów ciała
    – postrzegania otoczenia i siebie
    – wypowiadanych słów
    – wykonywanych czynności i
    – konsekwencji tychże.

    Między wymienionymi myślnikami zachodzi bardzo silny związek przyczynowo-skutkowy, który oddala człowieka od dobra, a mówiąc wprost od Pana Boga, którym człowiek powinien wypełniać każdą chwilę swojego życia. Pop i inne gatunki muzyki, poza wspomnianym chorałem i muzyką poważną po prostu zamiast integrować wnętrze człowieka i doprowadzać go do porządku i harmonii na wzór Stworzyciela dezintegrują, wykoślawiają i wykolejają człowieka.

    Osobiście stałam się nieugięta w poglądzie na muzykę i jeśli ktoś mi mówi, że przesadzam, bo dzieci potrzebują się wyszaleć, a przy muzyce popowej (Lady Gaga etc) bardzo dobrze im to wychodzi to uważam, że są to brednie. To jest zło, które zakorzenia się w człowieku.

    Po przeczytaniu tekstu Waszej Maestrowości:) tak się zastanawiam czy z kolei podejmowanie śpiewu działa dodatkowo czy głębiej na uzdrawianie duszy i ciała człowieka…. Może jeszcze zdrowiej jest śpiewać aniżeli słuchać chorału…

    Tylko kiedy znaleźć czas na naukę śpiewu? zapytam się retorycznie.

  5. @ annajudyta

    No tak, po tym wpisie to rozbudziłem takie oczekiwania, że muszę ćwiczyć nie 20 godzin, ale 20 razy razy 20 godzin, każde proprium, by im, oczekiwaniom i utworom, sprostać.

    Sprawdziłem mojego współśpiewaka “dyrygenta”, który był ostatnio głównym dyrektorem pewnej dużej opery europejskiej (mocno na Wschód, ale to jednak jeszcze Europa) oraz jednym z asystentów w Bayreuth, więc mam i tę pewność, że jak powie, że nie jest źle, to źle nie jest.

    A tak na serio, to na temat harmonii i muzyki było już tu w kontekście egzorcyzmów o. Menghiego https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/2016/04/05/flagellum-daemonum-bicz-na-demony-demonologia-potrydencka-cz-7/

    Z pewnością muzyka pop i rock robudza zmysłowo, podobnie jak świecka muzyka w ogóle i dlatego w sumie do klasyki komponowano prawie wyłącznie w tzw. tonacjach kościelnych (dorycka, lidyjska, etc.) https://pl.wikipedia.org/wiki/Skala_(muzyka)#Skale_ko.C5.9Bcielne http://www.gutenberg.czyz.org/word,36880

    być może dlatego, że działają one uspokajająco. W Państwie Platona (398 E – 399 A) jest rozróżnienie pomiędzy korzystnymi i niekorzystnymi harmoniami:

    – A które to harmonie są płaczliwe? […]
    – Miksolidyjska […] i syntonolidyjska i jakieś w tym rodzaju.
    – Prawda […] że te należy usunąć. Bo nie przydają się nawet kobietom, które mają być jak się należy, a cóż dopiero mężczyznom.
    […]
    – A które tonacje są miękkie i pijackie?
    – Jońska […] i lidyjska; te się też nazywają obniżone.
    – Więc te, mój kochany, przydadzą ci się na coś w zastosowaniu do ludzi wojskowych?
    – Nigdy – powiada. – Więc gotowa ci zostać tylko dorycka i frygijska.

    Jońska, to Dur. A dorycka (to tak jakby przejść po białych klawiszach fortepianu od d do d) zawarta jest np. w tej pięknej fudze Bacha:

    Trzeba więcej na ten temat napisać, ale myślę że zasada jest taka:

    1. demony inspirują muzyków
    2. po to, by ci komponowali taką muzykę,
    3. która tworzy takie “wibracje” lub powoduje takie dyspozycje,
    4. by demony w ludzi wchodziły.

    Już pisałem, że słuchałem w wieku 13 do 14 lat heavy metalu i Tears for Fears(jeden z muzyków jest satanistą), co zaowocowało bardzo ciężką depresją i dręczeniami. Oczywiście nie robiłem tego świadomie, słuchałem też innej muzyki, grałem, do kościoła chodziłem, do sakramentów przystępowałem, ale stopniowo traciłem wiarę. Ta muzyka jedynym czynnikiem nie była, ale niestety tak to działa. Egzorcyści mówią, że szczególnie szkodliwy jest metal. Nie tylko dlatego, że tworzą go sataniści, ale myślę, że dlatego, że poprzez właśnie te wibracje lub frekwencje na złego ducha otwiera. Jeśli teoria stringów jest prawdziwa, bo wszystko jest drganiem, więc by się zgadzało.

    Ale także różne gatunki muzyki poważnej tak działają. Słucham ostatnio oper Wagnera, bo nie wszystkie znałem, a trudno się wypowiadać na temat czegoś, czego się nie zna. I jest to bardzo sugestywna muzyka, chwilami bardzo piękna, chwilami bardzo erotyczna, chwilami złowroga.

    W Polsce mało kto Wagnera zna, bo Hitler, bo Trzecia Rzesza, bo po niemiecku etc., bo się nie chce. Mało się go też u nas wystawia, bo jest trudny, trzeba bardzo dobrej orkiestry i dobrych śpiewaków, którzy sobie z tymi niesłychanie trudnymi i forsownymi partiami poradzą. Wagner to jest iron man, dosłownie. Tenor wagnerowski, może jako tenor zaczyna, ale jako baryton kończy, bo się tak zedrze. I dlatego śpiewacy albo go unikają, bo potem już się innych rzeczy nie zaśpiewa, albo śpiewają pod koniec kariery albo się w nim specjalizują, bo mają tak duże i odporne głosy. Triatlon też nie jest dla każdego. Wielki, wspaniały sopran wagnerowski Hanna Lisowska, Jadwiga Rappe też śpiewała Erdę w Bayreuth. Zatem w Polsce Wagnera nie było i nie będzie z powodu “przyczyn obiektywnych”.

    Ale Wagner też zajmował się ezoteryką, jest mnóstwo literatury na temat ezoterycznego rozumienia jego muzyki, interesował się religiami Wschodu, więc inspiracja jego muzyki była raczej oddolna, niż odgórna, nie mówiąc już o jego życiu prywatnym, cudzołóstwo z Cosimą von Bülow. Wielki sukces za życia, także finansowy, kult jednostki, niektórzy mieli go za boga.

    Myślę, że każda muzyka, która uzależnia lub powoduje jakieś niesłychane emocje, że ludzie się między sobą na sali biją, a tam było z Wagnerem, od Boga nie pochodzi. Znam ludzi, dla których Wagner jest absolutnie wszystkim, słyszałem o takich, którzy się z Pierścieniem Nibelungów zaszywali w domu, spuszczali żaluzje i przez kilka godzin w ciemności tego słuchali, przenosząc się w zupełnie inny świat.

    Na mnie Wagner tak nie działa, bywa chwilami bardzo piękny, ale uzależniony nie jestem i mam do niego stosunek mało emocjonalny. Muzykologicznie jest natomiast arcyciekawy. Ale w sumie od 1850 roku świat podzielony jest na wagnerianów i antywagnerianów, dzisiaj też. Opisuje to Tomasz Mann w Buddenbrookach, ale także Proust w Poszukiwaniu straconego czasu.

    Zatem Wagner uzależnia jak hardrock. Ale w sumie prawie cała symfonika XIX wieku jest jakoś emocjonalnie-pokrętna. Przecież każdy kompozytor oddaje część siebie. W pewien sposób to zabrudza duchowo.

    A czy słuchając czy wykonując Wagnera można zostać opętanym?

    Z pewnością nie, ale diabeł przygotuje sobie odpowiednie wibracje. Opętanym i dręczonym, bym go nie polecał, ale jego “szkodliwość społeczna” szczególnie w Polsce jest naprawdę mała.

    1. Wasza Chorałowość:),

      tak to jest, że apetyt rośnie….
      czyli jak się powiedziało A to zazwyczaj po to aby powiedzieć i B;) czyż nie?

      No, ale niech Wasza Chorałowość nie wpada w panikę ćwiczeniową. To pułapka perfekcjonizmu. Z tego, co Pan pisze można wysnuć wniosek, iż jest Pan wystarczająco wyćwiczony.

      Fuga Bacha piękna.

      W Józefowie chorał po prostu jest. Na kolana nie rzuca (może trochę szkoda! kurczaczki, bo może i fajnie byłoby jakby mnie rzucił na te kolana!!!!:), ale i tak jestem szczęśliwa, bo to chorał. wszystko inne się nie liczy i jest przykre w odbiorze.

      Muzyka metalowa to już wysoko trująca substancja. Zdziwiłabym się jeśli nie prowadziłaby do depresji. To chyba tylko kwestia czasu kiedy dopadnie słuchającego. Osobiście jeśli gdzieś usłyszałam jakiś kawałek to robiłam się w dwie sekundy roztrzęsiona i poziom agresji wyraźnie mi wzrastał. Słuchałam za to popu, który też mnie rozmontowywał. O!

      Wypowiedź Redakcji o wibracji i tworzeniu odpowiedniego gruntu przez muzykę pod dręczenie czy opętanie jest logiczne. To samo można chyba powiedzieć o niektórych filmach czy książkach – hasło – fantasy.

      Ciekawie Redakcja pisze o muzyce poważnej. Ja aż tak daleko nie sięgałam, bo słucham prostych rzeczy. A tu Wagner – inspiracje ezoteryzmem – i wielogodzinne słuchanie w pokoju w ciemności. Jeśli tak to wygląda to jest to złe. Demony wchodzą także do kultury wysokiej. Uzależnianie się od Wagnera to jednak uzależnienie, które trzeba leczyć.

      Ojca Menghiego poczytam sobie, bo widzę pierwszy raz ten tekst.

      Nie da się oddzielić twórcy od jego dzieła. Kiedyś brałam udział w jakiejś dyskusji na podstawie jakiejś książki. Teraz taka dyskusja wydaje mi się pozbawiona sensu, bo jasne i logiczne jest to, że istnieje ścisła korelacja pomiędzy twórcą a jego dziełem, cokolwiek by to nie było począwszy od ugotowania zupy pomidorowej a na komponowaniu muzyki skończywszy.

      The Beatles też się inspirowali ezoteryzmem. Gdzieś w internecie jest b. dobry film dokumentalny o tym. Tak na marginesie.

      To kiedy Maestro wybiera się do studia nagrań?

      1. Chorałowość musi ćwiczyć, żeby sobie na Józefów i studio nagrań zasłużyć.

        W kościele św. Krzyża w Warszawie istnieje nadal zespół chorałowy. Jak ja tam śpiewałem, pod koniec lat 1990 tych średnia wieku wynosiła 80 lat, czasami przychodzili młodsi, ale głównie obchodziło się tam imieniny, z wódką i kanapkami, co tydzień. Towarzysko bardzo przyjemne, muzycznie słabsze. Chcę przez to powiedzieć, że w Warszawie i okolicach jest sporo śpiewających mężczyn w różnym wieku, więc mnie tak nie trzeba.

        Odnośnie Beatlesów, to prawda na jednej z ich płyt jest Alexis Crowley i sporo okultystycznych symboli.

        Ale uzależnienie od Wagnera jest dużo rzadsze niż od metalu, stety i niestety.

  6. @ annajudyta

    Tak, czas na śpiewanie trzeba znaleźć. A odnośnie słuchania muzyki podczas odrabiania lekcji. Jest na to rada. Trzeba dziecko wysłać do przedszkola muzycznego i nauczyć grać na instrumencie przed 8 rokiem życia. Zatem albo na fortepianie albo na skrzypcach? Dlaczego? Ponieważ uczenie się muzyki i muzykowanie w tak młodym wieku dożywotnio zmienia mózg tak, że muzyka jest rozpoznawana przez centrum mowy. Zatem słuchanie muzyki, to jak słuchanie czyjejś rozmowy. I większość z nas nie jest w stanie się skupić, gdy ktoś do nas mówi i go słuchamy.

    U ludzi, którzy tych doświadczeń nie mają podczas słuchania muzyki działają inne obszary mózgu, więc im to aż tak nie przeszkadza.

    Miałem nauczycielkę muzyki, w sumie teorii muzyki, która uczyła także matematyki i miała bardzo dobre zdolności analityczne. Opowiadała, że jak jeździła samochodem i słuchała jakiegoś dobrego koncertu, to stawała, by nie spowodować wypadku, bo nie była w stanie skoncentrować się na dwóch rzeczach naraz. Dlaczego? Ponieważ automatycznie tę muzykę analizowała, być może od razu widziała zapis nutowy, bo są też tacy ludzie i analizowała partyturę. I to były czynności mimowolne.

    U mnie aż tak źle nie jest. Ale kilkanaście lat nie miałem samochodu i w pierwszych dwóch tygodniach odkąd zacząłem znowu jeździć, nie mogłem się skupić równocześnie na słuchaniu Bacha i prowadzeniu pojazdu. Teraz już mogę, bo w sumie jeżdżę cały czas tą samą trasą, ale przy skomplikowanych manewrach muzykę wyłączam.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.